Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,33

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 41
Średnia: 6,56
σ=1,4

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Yuusha, Yamemasu

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2022
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 勇者, 辞めます
  • I'm Quitting Heroing
Gatunki: Fantasy
zrzutka

Bohater Światła, znudzony ciągłym odpieraniem sił Zła, postanawia zmienić stronę i przyłączyć się do królowej demonów.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Od eonów siły demonów zagrażają światu, jednak ludzkość odpiera kolejne inwazje, choć z trudem. Możliwe jest to jedynie dzięki pomocy Bohatera, który zjawia się zawsze, gdy jest to konieczne i w ostatniej chwili odwraca losy wojny. Schemat ten powtarza się tak często, że aż woła o to, aby go jakoś złamać. Tak więc pewnego dnia Bohater staje przed obliczem królowej demonów, by zaoferować jej swe usługi. Jednak czy zostanie przyjęty w szeregi armii Ciemności?

Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna (bowiem w innym przypadku fabuła nie miałaby sensu), jednak powiedzmy sobie szczerze: nie jest istotne, co zrobią postacie w anime, a raczej: jak to zrobią. I niestety tutaj dochodzimy do głównych problemów Yuusha, Yamemasu, które jest anime dość paradoksalnym. Z jednej strony jest bowiem przeciętne, nierówne i pozbawione pomysłu na siebie, z drugiej: mimo wszystko sympatyczne i na tyle ciepłe, by oglądało się je bardzo przyjemnie.

Zaczynamy więc od zapoznania się z postacią Leo Demonhearta, czyli głównego bohatera (zarówno przez małe, jak i duże „B”), dysponującego nonsensownie wręcz wielką mocą, i oglądamy rzucane mu przez los pod nogi kłody, których pozbywa się jednak z łatwością dzięki nabytym przez lata umiejętnościom, magicznej potędze i nadludzkiej sile. Obok niego pojawia się też kilka pobocznych postaci, jak Echidna – królowa demonów z wielkim cycem, wywodzący się z rasy smoko­‑ludzi honorowy wojownik Edwald, wilko­‑dziewczynka Lili, legendarny skrytobójca imieniem Melnes oraz sukkub­‑czarodziejka Steina.

Na tym etapie anime sprawdza się całkiem nieźle, jako fabuła może nie porywająca, lecz ciepła i momentami nawet zabawna. Wrażenie wprawdzie psuje doskonałość bohatera, który rzeczy niemożliwe załatwia od ręki, a cuda załatwia z niewielkim wysiłkiem. Niemniej jednak jest dość relaksujące i budujące. Byłoby natomiast lepsze, gdyby towarzyszące bohaterowi postacie były ciekawsze. Pisanie o nich sprawia mi pewną trudność, bowiem musiałbym teraz albo zacząć używać powtórzeń, albo słów takich jak „osoby”, „charaktery” lub „osobowości”, podczas gdy są to bardzo dwuwymiarowe, papierowe konstrukty, którym bliżej niestety do automatów lub wręcz manekinów. Tak więc postacie mają tylko jedną linię zachowań: służyć królowej demonów (lub w przypadku samej Echidny: być dobrą władczynią Zła), obok której dostały kilka linii uzupełniających: lubić Leo lub nie lubić Leo, być wesołym lub smutnym, gniewać się lub cieszyć etc. Nie widać istotnych celów osobistych, ambicji czy innych elementów, które nadawałyby im pozory żywych istot.

Im dalej w fabułę, tym lepiej poznajemy przeszłość Leo, co jednak ma niewielkie przełożenie na teraźniejsze wydarzenia i bardziej nudzi niż intryguje widza. W wątku teraźniejszym dzieją się ciekawe rzeczy i pojawiają się postacie, które widz już zdążył polubić, a tymczasem zamiast nimi, musimy zajmować się jakimiś wspominkami. Dziwnie natomiast zaczyna się robić przy końcu, gdy nagle dochodzi do straszliwego zwrotu akcji i bohaterowie zaczynają zachowywać się w sposób równie wzniosły, co głupi, absolutnie niepasujący do ich wcześniejszych wypowiedzi, motywów i deklaracji. Ma to wyglądać dramatycznie, ale wychodzi raczej bez sensu i co gorsza, jest przedramatyzowane. Psuje to poważnie przyjemność z oglądania.

Nie, żeby ta była szczególnie wysoka, bo powiedzmy sobie szczerze: Yuusha, Yamemasu nie jest cukierkiem dla oczu. Owszem, projekty postaci są całkiem fajne, a tła poprawne, jednak ogólnie rzecz biorąc, serii brakuje rozmachu. Tak więc niby bohaterowie zarządzają przyczółkiem królestwa Ciemności, ale składa się on z jednego wielkiego pałacu o pustych komnatach. Jeśli ktoś, czytając zawiązanie fabuły, oczami wyobraźni widzi już armie orków, rozległe wulkaniczne równiny Gorgoroth, niewolników pracujących w pocie czoła na wybrzeżach Morza Nurnen i splendor górującej nad tym wszystkim wieży Barad­‑Dur, to srodze się zawiedzie. Owszem, ma to wytłumaczenie fabularne (zamek nie leży w samej Krainie Ciemności, tylko jest bazą w świecie ludzi), jednak niestety wpisuje się w tendencję artystyczną dominującą w tym anime, jaką jest unikanie widowiskowości.

Podobnie bardzo słabo i mało dramatycznie wyglądają więc też walki. Polegają głównie na ciskaniu potężnymi zaklęciami i jeszcze potężniejszymi technikami, brakuje im jednak dramatyzmu. Raz, że Bohater góruje nad wszystkimi gołymi statystykami i po prostu nie potrzebuje wysilać ani mięśni, ani umysłu. Dwa, że niestety, mimo że jego przeciwnicy sami wspinają się na wyżyny swoich fizycznych i magicznych możliwości, zwyczajnie tego nie czuć. Owszem, ciskają jakieś desperackie, samobójcze zaklęcia, ale grafika tego nie sygnalizuje. Bardziej wygląda to tak, jakby bohater dostał jakąś kulą ognia rzuconą przez pierwszopoziomowego czarodzieja, niż potężnym czarem zdolnym druzgotać kontynenty. Jest to trochę dziwne, bowiem widziałem wiele równie oszczędnych wizualnie anime, które radziły sobie z tym problemem znacznie lepiej.

Bardzo umiarkowanie wypadają też fantastyczne istoty. Ogólnie rzecz biorąc, królowej Echidnie służy klasyczny bestiariusz fantasy podszyty europejskim folklorem. Tak więc w szeregach jej armii maszerują gobliny, ogry, impy, sukkuby czy wilkoludzie. Niestety widać, że dochodzi tu do zderzenia zarówno cywilizacji, jak i kultury graficznej. Podczas gdy zarówno tła, jak i znaczna część postaci rysowane są w sposób typowy dla anime, potwory stylistycznie nawiązują do zachodniego kręgu kulturowego i (zaryzykuję twierdzenie) do twórczości Larry’ego Elmore’a (głównego grafika Dungeons & Dragons w latach 1981­‑1987). Obie konwencje gryzą się, w efekcie czego (co jest częstym problemem w anime) magiczne stwory wyglądają bardziej jak kartonowe dekoracje wstawione w tło, niż faktyczne elementy tego świata.

Podobnie wygląda sytuacja z muzyką i głosami postaci. W zasadzie najcieplejsze, co potrafię o nich powiedzieć, to że są nie najgorsze. Żadne z występujących w serii bohaterów nie zapada w pamięć, ani nawet nie powoduje szybszego drgnięcia serca. Nie wyróżniają się także rozbrzmiewające w tle utwory. Zapomina się o nich już po wyłączeniu odcinka.

Sądząc po marudnym tonie tej recenzji, należałoby uznać, że mamy do czynienia z anime bardzo kiepskim. Faktycznie jednak często bywa tak, że całość jest czymś więcej niż tylko sumą części. Yuusha, Yamemasu potwierdza tę mądrość. Jest to anime bardzo średnie, miejscami nierówne, ale nadal ogląda się je bardzo przyjemnie. Osobiście nie mam wątpliwości, że nie zapadnie ono w pamięć zbyt wielu osobom i jestem prawie pewien, że za dwa sezony (a najpóźniej w przyszłym roku) nikt już nie będzie o nim pamiętać.

Trochę szkoda, bowiem ma ono pewnego rodzaju urok, który sprawia, że widz chętnie śledzi toczące się na ekranie wydarzenia pomimo bardzo skromnej oprawy audiowizualnej. Owszem, scenariusz ma wiele luk, ale cytując mistrza Walaszka: „Kto robi dobrze?”. Tym bardziej że w porównaniu z wieloma innymi, wyżej cenionymi dziełami japońskiej kultury popularnej wcale nie jest źle… A gdyby wyjść na szerszy rynek i porównać Yuusha, Yamemasu z takimi dziełami jak Predator: Prey, Wikingowie: Walhalla czy Pierścienie Władzy, to należałoby okrzyknąć go królem spójnego i konsekwentnego scenariusza oraz psychologicznego prawdopodobieństwa postaci. Tak więc jak najbardziej jest to seria, której warto poświęcić kilka chwil.

Zegarmistrz, 26 października 2022

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: EMT Squared
Autor: Quantum
Projekt: Tomomi Sugiyama, Yuki Nakano
Reżyser: Hisashi Ishii, Yuu Nobuta
Scenariusz: Shigeru Murakoshi
Muzyka: Kouhei Munemoto

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Yuusha, Yamemasu - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl