Anime
Oceny
Ocena recenzenta
7/10| postaci: 7/10 | grafika: 8/10 |
| fabuła: 6/10 | muzyka: 7/10 |
Ocena czytelników
Kadry
Top 10
Kidou Senshi Gundam: Suisei no Majo
- Mobile Suit Gundam: The Witch From Mercury
- 機動戦士ガンダム 水星の魔女
Gundam pomiędzy zazębiającymi się światami szkolnych turniejów i morderczych korporacji. Śmiała próba, jednak obarczona błędami.
Recenzja / Opis
Recenzja obejmuje oba sezony oraz jednoodcinkowy prolog Kidou Senshi Gundam: Suisei no Majo i omawia wydarzenia wykraczające poza pierwszy sezon.
Rok 122 kalendarza Ad Stella. Megakorporacje opuściły Ziemię, stwarzając rozwarstwienie społeczne między mieszkańcami planety a kosmosu. Najpotężniejszym konglomeratem jest Grupa Benerit. Na jej czele stoi Delling Rembran, który niegdyś uczynił z siebie bohatera, demonizując i masakrując firmę rozwijającą niedoskonałą technologię GUND oraz oparte na niej gundamy – ten incydent przetrwały wyłącznie owdowiała pilotka Elnora Samaya i jej czteroletnia córka Ericht, po których słuch zaginął. Po latach siedemnastoletnia Suletta Mercury, pilotka mecha Aerial wyprodukowanego przez pomniejszą korporację należącą do jej ukochanej matki, Prospery, dołącza do elitarnej szkoły, do której uczęszczają wybrańcy Grupy. Suletta spotyka Miorine, szesnastoletnią córkę Dellinga, która z woli znienawidzonego ojca ma poślubić czempiona urządzanych w szkole pojedynków mechów. W wyniku dalszych wydarzeń, w które wplątuje się Suletta, za pomocą Aeriala pokonuje ona obecnego czempiona szkoły, ku własnemu zaskoczeniu stając się tą, którą Miorine ma poślubić.
Kidou Senshi Gundam: Suisei no Majo jest pierwszym telewizyjnym tytułem z metawersum Gundama, w którym główna postać jest płci żeńskiej. Wyprodukowana w latach 2022–2023 seria składa się z jednoodcinkowego prologu oraz dwóch dwunastoodcinkowych sezonów. Wyróżnia się także tym, że w zasadzie nie ma tu klasycznej wojny. Konflikt rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to szkolne środowisko pełne bogatych dręczycieli i pretendentów do tytułu czempiona. Druga to sama Grupa Benerit będąca korporacyjnym zbiorowiskiem żmij rodem z Gry o tron – już w pierwszym odcinku ojciec dotychczasowego czempiona, pokonanego przez Sulettę, planował zabójstwo Dellinga Rembrana i w ostatniej chwili został odwołany z powodu niespodziewanej porażki syna.
Struktura serii sprowadza się do powolnego przenikania się szkolnego i korporacyjnego świata, gdzie nawet same pojedynki prowadzone są na zasadzie: „to nie oszustwo, jeżeli nikt cię nie przyłapie”. Podczas walk bliżej zapoznajemy się z wewnętrznymi frakcjami Grupy oraz reprezentującymi je pilotami. Niestety jest to część, w której bohaterkom nie grozi nic poważniejszego niż niechciane małżeństwo, wydalenie ze szkoły oraz utrata Aeriala. Nawet jeśli seria przypomina, że mogą się tu zdarzyć szokujące tragedie, dramatyczna ironia nie pozwala dziewczętom dowiedzieć się, że cokolwiek zaszło. Poza tym tylko w drugim pojedynku przeciwnik faktycznie ucieka się do oszustwa, co upraszcza stawiane przed bohaterkami wyzwania oraz uniemożliwia im wykazanie się większą przebiegłością.
Nie pomaga tu fakt, że Suletta jest najsłabszym elementem serii. Owszem, to, co się wokół niej dzieje i co jej zrobiono, jest niewątpliwie ciekawe. Jednak tytułowa Wiedźma z Merkurego jest sztampową, głupiutką i życzliwą światu dziewoją, której złote myśli mają niby wzruszać innych, lecz wygląda to tak, jakby wszyscy obawiali się doprowadzić do płaczu dziecko specjalnej troski. Naiwność oraz brak rozeznania w sytuacji Suletty są w pełni zamierzone, także przez jej własną matkę. Myślę jednak, że można byłoby złagodzić jej infantylizm, by wraz z Miorine tworzyła duet naiwnej romantyczki i rozżalonej pragmatyczki. Obecnie niestety wychodzi tu Pinky i Mózg, przy czym Pinky nie ma szczególnego uroku. Nie mówiąc już o tym, że sztampowość Suletty uderzy w samo zakończenie serii, które ucieka się nawet do taniego deus ex machina, by nie zranić jej uczuć. Ponadto seria zapomina, kto miał na koncie największą skalę zbrodni.
Jak dotąd sporo narzekałem, ale serii nie brakuje też pozytywów. Gdy tylko w końcu rozkręca się w trzeciej części pierwszego sezonu, dostajemy unikalną dla Gundama wewnętrzną wojnę organizacji, w której co chwila zmienia się to, kto jest górą i kto z kim trzyma. W zasadzie każda postać, poza Sulettą, wypada co najmniej przyzwoicie, a niektóre są wręcz świetne.
Miorine, mająca więcej wspólnego z ojcem, niż sama by sobie tego życzyła, jest rozgarnięta i wie, czego chce, a jednocześnie rozumie, że związek polega na wzajemnym wsparciu. To, że w imię odwdzięczenia się za otrzymaną pomoc jest gotowa rezygnować z własnych pragnień i przezwyciężać swoje wady, czyni z niej porządną i sympatyczną postać. Trzej główni rywale Suletty także są złożeni na swój sposób, a każdy z nich otrzymuje własny wątek wzbogacający serię. Nawet postacie dalszego planu dostają pomniejsze, lecz wciąż zapadające w pamięć wątki, których liczba jest dość zaskakująca jak na dwudziestopięcioodcinkowy serial.
Choć można narzekać na przeładowanie wątków w tak krótkiej serii, nie powiedziałbym, że uniemożliwia to śledzenie tego, czego kto chce. Niemniej przemiany, które miały zajść w Sulettcie, wydają się niedopracowane. Także wiele istotnych elementów historii zostaje przybliżonych wyłącznie w materiałach zewnętrznych – dzieciństwo Suletty, zasada działania minerału Parmet, czy też plan Dellinga. Fani yuri również mogą się rozczarować, że nie dochodzi tu do niczego więcej niż trzymanie się za ręce.
Najlepszą z postaci jest niewątpliwie Lady Prospera, czyli zamaskowana Elnora Samaya. Znana z prologu ofiara Dellinga przeistoczyła się w czyhającego na niego drapieżnika — nowe wcielenie Chara Aznable’a w czysto intryganckiej roli, prowadzące własną grę, w której córka jest ewidentnym pionkiem. Bez wątpienia kradnie niemal każdą scenę, w której uczestniczy, a widz może jedynie dociekać, gdzie — i czy w ogóle — znajdują się dla niej granice, których nie przekroczyłaby w imię osiągnięcia swojego, także nie do końca oczywistego celu. Nie jest przy tym nienaturalnie wszechwiedząca, więc działania bohaterek oraz uczestników korporacyjnej Gry o tron mogą niezależnie ułatwiać lub komplikować jej plany. Nawet jeśli pod sam koniec jej wątek zgrzyta, uniemożliwiając osiągnięcie pełnej antagonistycznej doskonałości, to wciąż nie mogę zaprzeczyć, że śledzenie jej knowań i poczynań było prawdziwą frajdą. Nie mówiąc już o tym, że postać ta nawiązuje do kanonu kultury, jakim jest Burza Szekspira, i stworzonego przez niego maga Prospera.
Bywa wysuwany zarzut, że dzieciaki ze szkoły mają tutaj zbyt wielkie wpływy. Niby prawda, ale trochę będę tej serii bronić. Mowa w końcu o elitarnej szkole dla wybranej elity z należących do konglomeratu firm, przygotowującej swych uczniów do objęcia najwyższych stanowisk. Tak naprawdę jedynymi wpływowymi uczniami byli dziedzice najpotężniejszych firm, od początku przygotowywani do objęcia kierownictwa, a tylko jeden z nich był rzeczywiście w pełni niezależny od dorosłych. Jak na gatunkowe standardy młodzieżówki nie ma w tym niczego przesadzonego.
Styl rysowania postaci jest nieco bliższy dziecięcemu Gundam AGE niż pozostałym współczesnym tytułom metawersum. Tła są ładne i dopracowane, animacja dobra. Walki pierwszego sezonu opierają się głównie na spektakularności i stopniowym ujawnianiu kolejnych możliwości Aeriala, a nawet po rozkręceniu się skali wydarzeń nie wychodzimy poza zakres potyczek. Na szczególną uwagę zasługuje reżyseria rozmów postaci. To najbardziej „przegadany” telewizyjny Gundam, więc dobrze, że twórcy zadbali o to, by dialogi wyglądały ciekawiej niż przeskakiwanie między ujęciami kolejnych osób poruszających wyłącznie ustami. Kamera i zachowania bohaterów ukazują ich nastroje, relacje oraz dynamikę sił.
Muzycznie seria oferuje zbiór motywów zawierających lekkie, szkolne brzmienia oraz syntetycznie korporacyjny klimat. Mamy też muzykę towarzyszącą walkom i o ile oprawa dźwiękowa nadaje scenom odpowiedni nastrój, nie powiedziałbym, by było tu coś szczególnie zapadającego w pamięć. Wyróżniają się jedynie motyw Suletty, stosowany podczas walk, oraz motyw ulepszonego Aeriala, przy czym ten pierwszy ma przesadzoną orkiestrową wzniosłość, niezbyt pasującą do bohaterki. Spośród openingów i endingów najbardziej podobały mi się te z drugiego sezonu, choć tych z pierwszego również przyjemnie się słuchało. Znana między innymi z Dr. Stone Kana Ichinose podkłada głos Suletcie, zaś Miorine jest grana przez Lynn, którą można także usłyszeć w Fire Force. Wybitną rolę Prospery zawdzięczamy weterance seiyuu, Mamiko Noto, która podkładała między innymi Sayoko w Oh! My Goddess.
Kidou Senshi Gundam: Suisei no Majo jest tytułem, któremu daleko do doskonałości, a także nieco rozczarowuje w finale. Określiłbym go jako idealistyczną młodzieżówkę, która potrafi ambitnie wejść w tematykę brutalnych, wewnątrzkorporacyjnych rozgrywek. Antagoniści wykonują tu naprawdę fenomenalną robotę i sprawiają, że seria staje się ciekawa, natomiast tytułowej bohaterce wychodzi to znacznie gorzej. Serial można obejrzeć jako interesującą próbę, a także jako ciekawego Gundama z unikalnym podejściem. Jednak chociażby takie Tekketsu no Orphans osiągnęło znacznie więcej w swojej wyjątkowej tematyce, z większą konsekwencją. Mimo to znajdziemy tu zbyt wiele dobrych elementów, by zaszufladkować tę produkcję jako ponadprzeciętny zabijacz czasu, jak na przykład Majestic Prince, który opowiadał w całości sztampową historię z kilkoma udanymi elementami. Dlatego uznaję ten tytuł, summa summarum, za porządną rozrywkę z naprawdę dobrą oprawą graficzną, zasługującą na 7/10.
Twórcy
| Rodzaj | Nazwiska |
|---|---|
| Studio: | Sunrise |
| Autor: | Hajime Yatate, Yoshiyuki Tomino |
| Projekt: | Hirotoshi Takaya, Hisadake, Ippei Gyoubu, Jnthed, Juri Toida, Kanetake Ebikawa, Kenji Teraoka, Kou Inaba, Lin Junbun, Marie Tagashira, Mogmo, Takayuki Yanase |
| Reżyser: | Hiroshi Kobayashi, Ryou Andou |
| Scenariusz: | Ichirou Ookouchi |
| Muzyka: | Takashi Oomama |

