Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 32
Średnia: 7,03
σ=1,24

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Sulpice9)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mashle [2024]

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2024
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Mashle: Magic and Muscles [2024]
  • マッシュル -MASHLE- [2024]
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Magowie/czarownice, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Inne: Magia
zrzutka

Zrobić dobry drugi sezon to sukces. Zrobić drugi sezon, który jest lepszy od pierwszego, to spore osiągnięcie. Zaś zrobić lepszy drugi sezon komedii to już sztuka. Minimalnie lepszy, ale jednak.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Na kontynuację przygód poczciwego Masha nie musieliśmy czekać zbyt długo – między pierwszą a drugą odsłoną nie minął nawet rok. O ile ucieszyła mnie wiadomość, że studio A­‑1 Pictures nie chce zostawić fanów z ledwie rozpoczętą adaptacją mangi, o tyle nie byłem przekonany, czy kolejna część sprosta moim oczekiwaniom. Tym bardziej że Mashle z 2023 roku prezentuje nierówny poziom, ze wskazaniem na wyraźny spadek jakości w ostatnim akcie. Choć recenzję pierwszego sezonu podsumowałem optymistycznym akcentem, to gdzieś w środku tkwił we mnie sceptyk, który nie wierzył w możliwy sukces kontynuacji. I chociaż nie powiem, że wszystko udało się poprawić, to jednak jest nieco lepiej niż w 2023 roku.

Na początek kilka słów dla widzów niezaznajomionych z serialem. Mashle to parodia serii o Harrym Potterze doprawiona elementami współczesnych shounenów. Śledzimy w niej przygody Masha, nastolatka, który jako jeden z nielicznych nie posiada żadnych magicznych mocy w świecie rządzonym przez czarodziejów. Ponieważ władza dosłownie eliminuje takie jednostki, chłopak mieszka na odludziu z przybranym ojcem, unikając kontaktów z cywilizacją. Jednak pewnego dnia zostają zdemaskowani i zaatakowani przez oddział magicznej grupy uderzeniowej. Na szczęście Mash dysponuje niebywałą tężyzną fizyczną i bez problemu pacyfikuje szwadron magów. Ostatecznie nastolatek zawiera układ z oficerem Bradem – jeśli uda mu się ukończyć z wyróżnieniem prestiżową szkołę magii, to władza się od niego odczepi. W przeciwnym razie służby magiczne nie przestaną go ścigać, choćby i uciekł na koniec świata. W ten oto sposób Mash trafia na magiczną uczelnię, gdzie musi wspiąć się na szczyt społecznej drabiny, mając do pomocy jedynie swoją supersiłę i wsparcie kilku nowych przyjaciół.

Ponieważ wydarzenia w kolejnej części Mashle rozgrywają się tuż po finale pierwszego sezonu, to z góry uprzedzam, że w recenzji pojawią się spojlery do całej poprzedniej odsłony. Zresztą studio nie przewidziało ekspozycji dla nowych widzów, zatem zalecałbym seans poprzednich dwunastu odcinków zanim dacie szansę drugiemu sezonowi.

Mashle z 2023 roku to według mnie solidny, choć daleki od doskonałości projekt. W swojej recenzji wspomniałem, że serial działa, gdyż udało się stworzyć sympatycznego protagonistę, utrzymano lekki, samoświadomy ton, a scenariusz obfituje w nawiązania do Harry’ego Pottera w taki sposób, by rozbawić zarówno miłośników książek J.K. Rowling, jak i osoby, które nie miały styczności z jej twórczością. Jednak pierwszy sezon jest również obciążony dwiema fundamentalnymi wadami, które moim zdaniem szkodzą każdej komedii. Po pierwsze, zabrakło mi czegokolwiek, co dawałoby widzowi poczucie stawki wydarzeń, elementu, który choćby symbolicznie zakotwiczyłby serię w przedstawionej rzeczywistości. Bez tego pierwszy Mashle dość szybko staje się zbiorem skeczy – niby to rzecz akceptowalna w komedii, ale w historii, która pretenduje do prowadzenia fabuły, czegoś mi brakuje. Po drugie, ponieważ Mash rozwiązuje wszystkie problemy z pomocą swojej wybitnej siły, serial dość szybko staje się wtórny. W pewnym momencie zorientowałem się, że kilka ostatnich odcinków poprzedniej odsłony to po prostu pokaz kolejnych pojedynków, które protagonista kończy w ten sam sposób. W połączeniu z deficytem jakichkolwiek poważniejszych akcentów akt trzeci pierwszej odsłony to jednowymiarowa i powtarzalna humoreska.

Jak zaś prezentuje się drugi sezon? Przyznaję, że początek był dla mnie dość kłopotliwy. Nie dlatego, by seria kontynuowała spadek formy, przeciwnie – stała się o wiele lepsza. Co więcej, anime poprawia dokładnie to, nad czym ubolewałem w poprzedniej odsłonie. I nie, nie popadłem w taką megalomanię, by podejrzewać, że „mój głos miał jakieś znaczenie”, bardziej stawiałbym na to, że studio wsłuchało się w liczniejsze głosy krytyczne i spróbowało naprostować swoje błędy. Ewentualnie adaptacja mangi dotarła do etapu, w którym autor zaczął wprowadzać pewne zmiany do formuły. Niestety, nie czytałem papierowego pierwowzoru, więc w tej kwestii się nie wypowiem.

Pierwszy sezon zakończono „niespodziewaną” informacją, jakoby szkolna społeczność dowiedziała się, że Mash nie dysponuje magiczną mocą. Spodziewałem się, że będzie to żarcik, który na samym początku kontynuacji zostanie zabawnie ograny, a protagonista wróci bez szwanku do realizacji swojego pierwotnego celu. Jednak to, co zapowiadało się na kolejny skecz, staje się głównym wątkiem sezonu. Mash zostaje zdemaskowany i już w pierwszym odcinku jest zmuszony wytłumaczyć się ze swojego pochodzenia. Mało tego, sprawą interesują się nie tylko urzędnicy z ministerstwa, ale też elity magicznego świata ściśle przestrzegające procedur. W tych okolicznościach faworyzujący Masha dyrektor musi położyć na szali cały swój autorytet, by ochronić podopiecznego.

Ta zmiana wpłynęła na serial korzystnie z kilku powodów. Przede wszystkim zakończyła zapętlony pokaz jednego skeczu, w którym przepotężny Mash pokonuje każdego ucznia przy pomocy swoich atrybutów fizycznych. Dzięki temu seria przestała być do bólu przewidywalna, a co za tym idzie – nudna. Jak dziwnie to nie zabrzmi, Mashle oferuje o wiele więcej rozrywki w trakcie urzędniczych debat niż w wypełnionych akcją pojedynkach. Choć protagonista wyśmienicie radzi sobie w bitkach jeden na jednego, nie może walczyć z całym światem, a to mu grozi, jeśli nie dogada się z magiczną biurokracją. Co za tym idzie, sytuacja robi się szczerze zabawna, bowiem elokwencja nigdy nie była mocną stroną Masha. Ponadto nowy konflikt wprowadza poczucie stawki, a zwycięstwo będzie wymagać wreszcie czegoś więcej niż powalenia kolejnego pyszałkowatego ucznia.

Zdemaskowanie Masha zmienia status jego przyjaciół, sojuszników i rywali (ci drudzy i trzeci to też przyjaciele, ale nie chcą się do tego przyznać). Do tej pory byli komediową gromadką podążającą za głównym bohaterem, pełną podziwu dla jego potężnych muskułów i wyrozumiałą dla jego znikomej ogłady. Jednak jeżeli przeznaczenie Masha zostanie przypieczętowane, a oni będą dalej przy nim trwać, mogą ich spotkać nieprzyjemne konsekwencje. Rzecz jasna to wciąż leciutki pastisz z barwnym korowodem shounenowych stereotypów, więc nie spodziewajcie się dramatów egzystencjalnych. Natomiast nawet symboliczne ryzyko wynikające z poparcia pariasa wprowadza niezbędne minimum powagi, bym traktował ich jak kogoś więcej niż jednowymiarowe karykatury. No i jest to również kolejny element parodystyczny, nawiązujący do uniwersum Harry’ego Pottera, kiedy koledzy i koleżanki sławnego czarodzieja udzielali mu wsparcia, gdy ten stał się tymczasowo persona non grata.

Kolejnym elementem, który koniecznie muszę pochwalić, jest zastosowanie nieco większej skali wydarzeń. Jednym z głównych argumentów przemawiającym za ułaskawieniem protagonisty jest wykorzystanie jego specyficznych umiejętności do pokonania Innocent Zero, niegodziwego arcymaga, którego stronnictwo dąży do przejęcia władzy nad światem. Cieszy mnie, że świat zyskał nieco więcej kolorów i poza jedną uczelnią coś w nim się dzieje, poza tym zaciekawiła mnie wieść, że Mash będzie obijał o matę nie tylko koleżanki i kolegów ze szkoły, ale również potężnych magów, którzy mogą mu sprawić problemy.

Po pierwszym akcie następują kolejne wydarzenia w szkole, których z powodu spojlerów już nie będę zdradzać, natomiast aż do trzeciej części sezonu serial utrzymuje całkiem solidny poziom. Owszem, Mash znów rozwiązuje problemy za pomocą dobrze nam znanych metod, ale scenarzysta usiłuje uciec od rutyny, dodając protagoniście odrobinę zdrowego rozsądku i zrozumienia kilku elementarnych zasad udanej potyczki. Z uroczej maszynki do mielenia wrogów bohater przekształca się w chłopka­‑roztropka, wciąż niezbyt bystrego, ale potrafiącego korzystać z logicznego myślenia. W dodatku bardziej zaangażowani w sprawę przyjaciele zaliczają coraz trudniejsze walki, więc ich zwycięska passa wcale nie jest taka oczywista.

Niestety, sprawy zaczynają się pogarszać mniej więcej w ostatnim segmencie, kiedy wchodzimy w świat powtarzalnych, nudnych walk. Ponownie – próbowano nadać im nieco polotu, angażując w całą batalię nie tylko Masha, natomiast wypadło to dość nieciekawie i schematycznie. Tym bardziej że przeciwnicy supersilnego mugola i jego gromadki nie są szczególnie charyzmatyczni, a niektórym z nich poświęca się zdecydowanie za dużo miejsca. Szczerze mówiąc, ta część mogłaby być całkiem przyzwoita, gdyby skrócić ją do dwóch odcinków. W obecnym kształcie serial ponawia błąd poprzedniej odsłony, nie parodiując w tych walkach kiepskich shounenów, przeciągniętych i przedramatyzowanych, a raczej je naśladując.

Co gorsza, wśród nowych bohaterów trudno znaleźć jakąkolwiek interesującą postać. Wprowadzona elita magów („Boscy Wizjonerzy”) nie wywołała we mnie żadnych emocji, może poza lekkim uśmieszkiem na widok ich lidera, wyraźnie podobnego do Harry’ego Pottera. Pojawiający się w tym sezonie rywale również nie porywają, podobnie jak zainteresowani przypadkiem Masha uczniowie (nieangażujący się bezpośrednio w konflikt). Spośród nowych bohaterów zapamiętam tylko Margarette Macarona, ciekawie narysowanego i dość nieprzewidywalnego nastolatka, zabawnego w swym ekscentryzmie. A skoro już wspomniałem o licznych zbędnych postaciach, to z pewnym smutkiem muszę odnotować, że o ile protagonista nawiązał jakąś więź z uczniami pokonanymi w pierwszym sezonie, o tyle poświęca im się dosłownie scenę lub dwie. Szkoda, że zamiast niepotrzebnego mnożenia kolejnych bohaterów, serial nie skupił się na rozwinięciu głównej piątki, która jest odrobinę ciekawsza niż sezon temu, ale można było ich ukazać w bardziej zajmujący sposób.

Co zaś się tyczy fabuły per se, to mam mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się, że spróbowano stworzyć coś więcej niż szereg kolejnych skeczy o silnym nastolatku w magicznej szkole i nawet nieźle zbalansowano poważne wątki z parodią (Innocent Zero czerpie pełnymi garściami z Lorda Voldemorta, ale znalazłem też parę podobieństw do Grindewalda). Gorzej, że seria miejscami stara się być poważna w momentach, w których nie jest to potrzebne, co potęguje uczucie zakłopotania, że ktoś próbuje mnie przekonać, bym traktował na serio coś, co nijak nie pasuje do parodystycznego tonu serii. Historia niemagicznego Masha w świecie czarodziejów w zupełności by wystarczyła – jest na tyle absurdalna i niemądra, by bawić, a jednocześnie symbolicznie przemyca treści o przyjaźni, więzach rodzinnych i potrzebie akceptacji. Jeśli z parodii przechodzimy znienacka do walki z potężnym złem, to albo trzeba dysponować świetną vis comica, by zbudować udany pastisz, albo mieć na tyle dobry materiał źródłowy i zdolnego reżysera, by dobrze to zbalansować. Tutaj tego mi zabrakło. Jednak kto wie – jeśli ogłoszą pracę nad trzecim sezonem i nie będziemy się bawić w potyczkę za potyczką, to może anime znajdzie odpowiedni balans. Choć szanse na to są niewielkie…

Oprawa wizualna pozostaje mniej więcej na tym samym poziomie co w poprzedniej odsłonie – jest barwnie, stylowo i z pazurem. Niestety, podobnie jak wtedy, i tu oszczędzano nakłady pracy, co szczególnie rzuca się w oczy w przypadku dużej ilości powtarzanych, nieruchomych kadrów. Na szczęście, choć grafika oscyluje w granicach przeciętności, muzyka prezentuje wysoki poziom. Ładnie podbija klimat, buduje napięcie i wprowadza tę lekko ironiczną nutę, byśmy nie traktowali całości ze stuprocentową powagą. Osobną kwestią są piosenki – zima 2024 miała kilka niezłych czołówek, ale ta z Mashle zrobiła na mnie największe wrażenie. I mówię to ja, człowiek nieprzepadający za hip­‑hopem, rapem i wszelką inną „muzyką ulicy”. Również piosenka kończąca każdy odcinek bardzo przypadła mi do gustu. Jeżeli będę coś wspominać z tego serialu, to bez wątpienia muzykę.

Myślę, że osoby, którym podobał się pierwszy sezon, mogą śmiało sięgać po kontynuację. Poprawiono kilka błędów, na początku drugiej odsłony jest wręcz o klasę lepiej niż poprzednio. Ci, którzy od serii się odbili lub obiecali sobie, że wrócą tylko wtedy, jeśli fabuła drastycznie się poprawi, raczej nie mają tu czego szukać. Ostatecznie postępy nie są aż tak wielkie, głównie na skutek słabego trzeciego aktu i niezbyt interesujących nowych postaci. Nawiązując do początku recenzji: jeżeli jakimś cudem ktoś ze studia czyta ten tekst, sugerowałbym albo postawienie się producentom, by scenarzysta i reżyser mogli skrócić walki do minimum, albo skrócenie każdego sezonu do 8­‑9 odcinków, bo na mniej więcej tyle wystarcza im natchnienia.

Pozostaje kwestia oceny liczbowej. Pierwszemu sezonowi dałem sześć i była to szóstka „w punkt”. Kontynuacji przyznałbym najchętniej sześć z plusem, ale nie mamy takiej oceny w portalu. Początkowo chciałem dać serii siódemkę, jednak później pomyślałem o innych anime, którym wystawiłem taką ocenę, i stwierdziłem, że mimo wszystko to nie ta liga. Jeśli ktoś naprawdę bardzo, bardzo ceni liczby, to proszę, by potraktował tę szóstkę jako sześć i pół. Przyznam, że z tekstu na tekst coraz lepiej rozumiem recenzentów, którzy niechętnie przyznają oceny numeryczne. W każdym razie, jeśli trzeci sezon będzie znów lepszy o kolejne pół punktu, to wtedy już dam siódemkę, co u mnie oznacza serie udane, a miejscami wręcz nadzwyczaj dobre. Mam nadzieję, że tendencja zwyżkowa zostanie utrzymana.

Sulpice9, 6 czerwca 2024

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures
Autor: Haijime Koumoto
Projekt: Hisashi Toujima, Kento Toya, Kouhei Mikoshi, Nozomu Gotou, Saki Hisamatsu, Sayaka Takase
Reżyser: Tomoya Tanaka
Scenariusz: Yousuke Kuroda
Muzyka: Masaru Yokoyama