Komentarze
Boku no Tsuma wa Kanjou ga Nai
- O mężczyźnie i robocie... ale czy na pewno? : Sulpice9 : 17.10.2026 10:49:05
- Nie tylko ja . . : Jiri50 : 4.01.2025 08:13:35
- Pewne przemyślenia po seansie z którymi się chyba zgodzę. : Jiri50 : 2.01.2025 20:08:28
- Czy AI śni o elektrycznych owcach? : Jiri50 : 20.09.2024 07:36:25
- Re: Celny strzał . . .;-) : Zomomo : 20.09.2024 06:32:22
- Celny strzał . . .;-) : Jiri50 : 20.09.2024 02:22:01
- komentarz : Zomomo : 19.09.2024 14:44:42
O mężczyźnie i robocie... ale czy na pewno?
Myślałem nad recenzją, ale w przypadku tej serii mam teorię już chyba za bardzo różniącą się od powszechnie przyjętych, więc lepiej będzie się zadowolić długim komentarzem :)
W każdym razie, całość zaznaczam jako spojler. ;)
kliknij: ukryte Szczerze mówiąc, początkowo serial sprawiał wrażenie bardzo niespójnego – Mina już od samego początku zdradza emocje (co już nie pasuje do tytułu), świat pełen robotów w zasadzie nie różni się od współczesnej Japonii (a jednak jakiegoś unowocześnienia można by się spodziewać), ludzie reagują nadzwyczaj zdawkowo na związek głównego bohatera, wliczając w to nawet jego rodzinę… Tyle z tych większych.
Być może to kwestia tego, że „miłość do AI” jest dla mnie czymś, co nigdy na mnie nie działało (dlatego jakoś nie przekonują mnie wątki „sprytnych” robotów w „2001 – Odysei Kosmicznej” lub w „Łowcy Androidów” – choć oczywiście bardzo szanuję te filmy), więc zacząłem grzebać w poszukiwaniu czegoś innego. I w sumie znalazłem.
Bowiem, im dłużej analizuję tym serial, tym bardziej przekonuje mnie teoria, że pod pojęciem „robot” ukrywa się pewnego rodzaju metafora. Mianowicie – a co jeśli te roboty, to tak naprawdę symbolika imigrantów w Japonii, zaś związek protagonisty i Miny to mieszane małżeństwo z panią z trzeciego świata?
Kogo poznajemy w tym serialu? Robota‑gospodynię domową, robota‑opiekunkę do dziecka i robota, który pracuje w agencji „obsługi innych robotów”. Typowe prace, które wykonują panie szukające grosza na japońskiej ziemi. Poza nimi mamy tylko jeszcze pięknie sterylnego robota‑lekarza (imigrant ze Stanów lub Europy?). Określane w tytule „emocje”. których rzekomo Mina nie posiada nie mają sensu, bo „dziewczyna” potrafi okazać gniew, niezadowolenie, ale też i pewne stłamszenie wysoką pozycją „pana”. Uważam, że to nie „brak emocji”, to są inne uczucia i kody zachowania niż te, które mają Japończycy. Co przy hermetycznym myśleniu tego narodu może wręcz sugerować relacje „nieludzkie”.
Firma dostarczająca roboty dba o pozycję pracodawcy, ale oczywiste jest dla mnie, że Mina miała szczęście i natrafiła na agencję, która też dba by „pan” nie przesadził z tym co może. Roboty dziwnym trafem solidaryzują się niczym imigranci zagranicą, a pozycja „Super Miny” (która miała szczęście trafić do bogatego domu i stać się „nianią‑członkiem rodziny” dla bogatego i aspołecznego panicza) otwiera wiele drzwi. Także opowieść o poprzednim właścicielu (aż do jej wyjaśnienia) brzmiała dla mnie jak trauma po złym/patologicznym pracodawcą.
Tu warto zwrócić uwagę na pewien drobiazg, gdy pracownice agencji pojawiają się w ludzko‑roboczym duecie. Jednak w pewnym momencie robot grzecznie strofuje ludzką pracownicę, że mimo wszystko jest wyższy stopniem. Krótka konsternacja pracownicy jest niczym reakcja na to, że imigrant wspiął się szybciej od lokalsa po szczeblach kariery.
Również reakcja rodziny jest dla mnie wtedy bardziej zrozumiała. Siostra Takumy piszczy, że to super związek i jest za małżeństwami ludzi i robotów. Cóż, brzmi to średnio rozsądnie. :) Jednak jak przełożymy to na związki z cudzoziemcami, to już ma zdecydowanie więcej sensu. Także ojciec, który tłumaczy Takumiemu, że liczył iż „przyprowadzi jako żonę człowieka, ale akceptuje jego wybór” – nie nazwałbym tego najnormalniejszym zdaniem. Lecz lepiej się sprawdza jako reakcja skonsternowanego rodzica, gdy młody przyprowadza żonę z zagranicy. Nawet pytania rodziny Takumiego w stylu co robot potrafi lub nie, brzmią jakby dopytywali się „a w Waszym kraju też tak robią”? Co więcej, to przecież rodzice Takumiego naciskają, by sformalizować ich status, bo mężczyzna w tym momencie jest „panem” tej relacji (jako Japończyk ma nieuczciwą władzę w związku wobec osoby z kartą pobytu lub wizą).
By już nie przedłużać, wspomnę ostatni ważny aspekt – Mamoru. Dziecko‑robot, które pojawia się nieco niespodziewanie i jest traktowane bardziej nieufnie przez Minę niż Takumę. Metafora niespodziewanej ciąży, w czasie, gdy „robot” jeszcze nie jest przekonany, czy uczucia Takumy są szczere, a jej pozycja niepewna? Obawa pojawienia się kolejnego „rozpraszacza”, który zmarginalizuje jej pozycję, od której zależy jej dalszy pobyt w kraju? Moim zdaniem prawdopodobne. Wielce wymowna jest dla mnie scena, gdy „dziadkowie” poznają młodego i są zachwyceni, że śmieje się jak ich syn. Cóż, jeśli wierzyć prawom Mendla, to z dziecka Japończyka i na przykład Hinduski, młody fizyczne będzie podobny wyłącznie do matki. Zatem ten wytrysk radości mógł wynikać z jakiegoś potwierdzenia, że to na pewno ich wnuk lub (w mniej podejrzliwym wariancie), że to dziecko nie wszystkie cechy wzięło po mamie i łatwiej go będzie włączyć do rodziny. Zresztą uwaga Miny w finale, że nowa kuchnia „ma dużo palników” brzmiała według mnie jak sugestia, że mogliby pomyśleć o następnych dzieciach.
Może to dziwna teoria (ponownie – z tego powodu zrezygnowałem z recenzji), ale za dużo rzeczy mi tu pasuje. Choć oczywiście nie wszystko by się zgadzało – choćby aż tak przesadzona wyprawa do sklepu, gdzie Mina się zgubiła, mimo, że bywa tam wielokrotnie. Ale to też dobrze, nie ma co zamykać wszystkiego na siłę w jednej interpretacji. ;)
Nie tylko ja . .
Chyba naprawdę miałbym problem z jasnym wyartykułowaniem tego wszystkiego – masa czasu i pracy. Więc jestem niebywale wdzięczny, że kolejny miły gość mnie ty wyręcza.
[link]
Jedyne co mogę . . . to niezdarnie podpisać się pod tymi rozważaniami i wnioskami. Jak dla mnie 10/10 jadąc tutejszym slangiem.
Pewne przemyślenia po seansie z którymi się chyba zgodzę.
[link]
Lekka i ładnie wykonana komedia romantyczna o miłości bez granic. Fani iyashikei będą zadowoleni, chociaż czasem wieje grozą jak Mina jest wkurzona, ale w jakim małżeństwie to się nie zdarza… :)