Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

Gizmo

  • Avatar
    A
    Gizmo 6.02.2021 16:57
    Jedno z najlepszych sportowych anime, jakie widziałam
    Komentarz do recenzji "Kaze ga Tsuyoku Fuite Iru"
    Lubię sportowe anime, to tak naprawdę mój ulubiony rodzaj japońskiej animacji. Z drugiej strony nie jestem znawcą, bo anime oglądam stosunkowo rzadko, a i sportem w sumie się nie interesuję, więc trudno mi ocenić podczas oglądania, co jest realistyczne, a co nie (z wyjątkiem wyczynów w stylu bliźniaków Tachibana, to wiem, że realistyczne zdecydowanie nie jest). Nie to jest zresztą dla mnie najważniejsze, cenię bardziej postaci i ich relacje oraz ogółem historię, a nie realizm. I w Kaze ga Tsuyoku Fuiteiru są to zdecydowanie mocne elementy, nawet jeśli Kakeru ma prawie zawsze minę zdziwioną albo uduchowioną, Haiji bywa dość mocno kontrowersyjny (przynajmniej do czasu, kiedy już nie musi zmuszać innych do biegania podstępem i szantażem, bo sami zaczynają lubić ten sport), styl biegania Księcia jest przerysowany do granic możliwości, Jouji i Jouta są typowymi animowymi bliźniakami itd. itp. Grupa głównych postaci jest ludzka i zróżnicowana, prawdopodobna psychologicznie i łatwo się do nich przywiązać. Inni bohaterowie podobnie. Zauroczyli mnie, pokochałam to anime i… zaczęłam się zastanawiać nad bieganiem. Ten typ tak ma.

    Co do seiyuu: to nie tak, że z Haikyuu!! mamy w tym anime jednego Daichiego – po przejrzeniu obsady wyszło mi na to, że około połowy to aktorzy, którzy w Haikyuu!! grali mniejsze i większe role. Z samego Karasuno jest jeszcze Suga i Kei, a poza tym jeszcze kilku innych bohaterów, których większość kojarzę z imienia. Z jednej strony żałuję, że Kakeru nie miał głosu Tobio, bo to by dopełniło podobieństwa tych postaci, z drugiej jego seiyuu zrobił tak dobrą robotę, że trudno sobie wyobrazić innego aktora w tej roli. Bardzo mi się podobało, pewnie będę śledzić jego karierę.
  • Avatar
    Gizmo 24.12.2020 22:13
    Komentarz do recenzji "Days"
    Z czego wnioskuję, że Ookiku Furikabutte pewnie nie oglądałeś, co? Jeśli nie, to lepiej sobie odpuść – tamtejszy główny bohater to pod względem charakteru praktycznie pierwowzór Tsukushiego. (Z jednym ale: żaden z nich nie jest lalusiem, laluś to zupełnie inny typ.)
  • Avatar
    A
    Gizmo 4.08.2020 07:41
    Jak dla mnie: i do śmiechu, i do płaczu
    Komentarz do recenzji "Gintama"
    Z tytułem Gintama zetknęłam się po raz pierwszy jakieś 3,5 roku temu, kiedy to, znalazłszy kolejną nową pracę w Holandii, poznałam w niej kolegę, który to anime uwielbiał. Wiedząc, że też lubię japońską animację, próbował mnie namówić na oglądanie tego serialu – na zachętę podsuwał mi co śmieszniejsze (według niego) fragmenty, które jednak kompletnie do mnie nie trafiły. Do dziś pamiętam tylko jeden, ten z pogrzebem, w którym uczestniczył Gintoki i Hijikata, którzy bali się ducha i nie chcieli nieść trumny (nie wiem, który to odcinek której serii, bo jeszcze do niego nie dotarłam). Mnie to w ogóle nie śmieszyło, uznałam więc, że to nie jest anime dla mnie. To był błąd, który na szczęście dość szybko zdołałam naprawić, choć czystym przypadkiem, bo ostatecznie do Gintamy zachęciły mnie… openingi. Trafiłam na YT filmik zestawiający openingi z co najmniej pierwszej serii, ale chyba z kilku kolejnych też, i tak mi się one spodobały, że postanowiłam jednak dać szansę temu anime, ale od początku, odcinkami, a nie scenom wyjętym z kontekstu. I to była bardzo dobra decyzja. Pierwszy odcinek – pomimo kompletnego braku znajomości postaci, których wrzucono do niego tak dużo, że trudno było je wszystkie spamiętać – zleciał mi tak szybko, że dopiero kiedy sięgnęłam po następny i okazał się on odcinkiem trzecim, zorientowałam się, że ten pierwszy to tak naprawdę były pierwszy i drugi razem wzięte, czyli odcinek niejako o podwójnej długości, co kompletnie umknęło mi podczas jego oglądania, tak się wciągnęłam w akcję. I moje obiekcje odnośnie tego tytułu zniknęły jak kamfora. Kocham Gintamę, jej bohaterów (po pierwsze i przede wszystkim; ale ja we wszystkim, co lubię, lubię przede wszystkim postaci) i stosunki między nimi, jej nieprzewidywalny (no, poza Zura ja nai, Katsura da!, bo to jest przewidywalne jak najbardziej i w tym właśnie cały urok, szczególnie kiedy okazuje się, że jednak nie do końca jest tak, jak się spodziewamy), pokręcony, niepolityczny (tak, jestem osobą, której teoretycznie żarty rynsztokowe, kupopochodne i, um, przyrodzeniowe nie bawią, ale Gintama okazała się dziwnym wyjątkiem) humor (moimi ulubionymi fragmentami jest wyśmiewanie się z problemów finansowych anime Gintama i sposób, w jaki jest to robione), jej nawiązania do wszystkiego, co się da, od innych mang i anime, przez gry, programy japońskiej telewizji, filmy zachodnie, aż po historię i współczesność, jej łamanie czwartej ściany, jej dramę, jej akcję, jej zarąbiście widowiskowe walki, jej tysiąc plot twistów na odcinek, jej spójność i logikę, jej niepowtarzalność. Dla mnie to anime jest wyjątkowe, bo jest dla mnie wyjątkiem – jest w nim tyle rzeczy, których nie lubię, nie znoszę wręcz, których normalnie nawet nie toleruję, a jednak w Gintamie nie tylko widzę, że mają miejsce, ale nieraz nawet mnie bawią albo wzruszają (traumatyczna przeszłośćTM, anyone? tragiczna i nachalna śmierć zwierzęcych bohaterów?). Gintama to dla mnie takie anime, które wymyka się regułom i schematom, które łamie zasady nie tylko dlatego, że po prostu może, ale często po to, żeby coś pokazać, podkreślić, uwydatnić. To anime jedyne w swoim rodzaju. I dobrze.
  • Avatar
    Gizmo 25.08.2013 21:07
    Re: PIOSENKAAA
    Komentarz do recenzji "Tajemnica Przeszłości"
    Albo nie, to był raczej „Winner”. Przepraszam za pomyłkę, trochę czasu minęło odkąd oglądałam FY ;).
  • Avatar
    Gizmo 25.08.2013 20:57
    Re: PIOSENKAAA
    Komentarz do recenzji "Tajemnica Przeszłości"
    Pewnie nikt tu już nie zajrzy, ale z tego, co pamiętam, to był „Perfect World” śpiewany przez seiyuu Nuriko.