Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Komentarze

Milina

  • Avatar
    R
    Milina 28.05.2016 20:56
    Komentarz do recenzji "Kokoro ga Sakebitagatterunda"
    Ten film to nie arcydzieło, ale pod pewnymi względami jest ciekawy, więc mam nadzieję, że niebawem doczeka się recenzji alternatywnej, w której autor rozłoży akcenty zupełnie inaczej i dostrzeże w tym filmie coś więcej niż domniemaną i nieudolną próbę wywołania wzruszenia, dodatkowo o „zmarnowanym potencjale”. Jeśli miałby on rozwinąć się w hiperrealistyczną opowieść o dziewczynce, która wytrwale „przepracowuje” swoją traumę, a jednocześnie w porządny film o tworzeniu musicalu – no to muszę się zgodzić, że trudno na „Kokoro…” się nie zawieść, bowiem jest to zupełnie inna opowieść.

    Jednak co ważniejsze – obecna recenzja nie jest pozbawiona błędów formalnych. Wypowiedź:
    W tym momencie czytanie recenzji powinny skończyć osoby, które potrafią dać się zaskoczyć nawet najbardziej przewidywalnym rozwiązaniom (...)

    i dalej sformułowanie o „domyślnych osobach” jest nie tylko nieeleganckie (bo po co pisać recenzję, którą prawie na wstępie może odrzuć część czytelników), ale wraz jeszcze innym:
    Jestem świadomy, że znajdzie się sporo osób, które zignorują uchybienia, o których pisałem wyżej, będą miały dużo lepsze wrażenia niż ja(...)

    stanowią klasyczny, choć subtelny przykład błędu spotykanego w wielu recenzjach anime: „mnie się nie podobało, widziałem wady, ale ja jestem mądry, inni niekoniecznie aż tak bardzo i im się może spodobać”. Moim zdaniem jest to nie fair w stosunku do czytelników, którzy mają odmienne zdanie na temat owych „wad” czy „uchybień” niż autor.
    Ile faktów z fabuły można zdradzić w recenzji, to kwestia wyczucia. Nie ma tu znaczenia, że recenzent uznaje rozwój akcji za schematyczny, bo to jego zdanie i jego schematy. Analiza owej schematyczności nie jest usprawiedliwieniem, tak samo jak wyżej przytaczane zdanie, by czytelnicy przestali czytać (sic!).

    Dlaczego bronię tego filmu? By nie pisać własnej recenzji, uogólnię: moim zdaniem on jedynie wydaje się schematyczny, szablonowy, nudny; albo jest nim celowo, do pewnego stopnia. Jeśli przyjrzeć się bliżej, jakiś element obrazu zwykle jest zaskakujący. Im fabuła bardziej się rozwija, tym jest ciekawiej, a kulminacją i dowodem na to wrażenie jest rozwiązanie „kto, z kim i jak”, jak to zgrabnie ujął recenzent, nie zdradzając na szczęście szczegółów. Udowadnia to, że nie wszystko w świecie przedstawionym jest takie, jak się z pozoru wydaje, bohaterowie mają swoje życie i swoje tajemnice, których nie zna widz ani główna bohaterka. I nie cenię go za ckliwość, nie pamiętam już nawet czy mnie w ogóle wzruszył; zaciekawiło mnie za to to, jak przedstawione były próby radzenia sobie młodych ludzi ze swoimi problemami; pewnie, brak tu jakiegoś hiperrealizmu, pewne rzeczy dzieją się zbyt szybko, są uproszczone, ale mimo to zakończenie jest satysfakcjonujące.

    A, no i kwestia jajka. Recenzja zaczyna się od niego i kończy się na nim – cóż, w filmie mogliby wykorzystać inny motyw; mógłby to być to słoń, piernik, koń lub wiatrak, moim skromnym zdaniem, wszystko wygląda śmiesznie. Małe dziecko z wyobraźnią wybrało jajko, które – z tego co pamiętam – jest obecne w lokalnym folklorze, więc nie wzięło się z kosmosu. Poza tym stanowi mniej lub bardziej oklepany symbol przeobrażenia, nowego życia. Nie da się zaprzeczyć, że do filmu pasuje, nawet jeżeli jego użycie może wydawać się groteskowe i skłaniać do żartów.
  • Avatar
    Milina 19.12.2011 21:04
    Komentarz do recenzji "Ao no Exorcist"
    Mandragory nie wymyśliła, ale szkołę, w której o niej uczą – tak ;] A sam budynek szkoły egzorcystów widoczny choćby w pierwszym openingu swą nieregularną bryłą przypominał mi właśnie Hogwart. Choć trzeba przyznać, że na dłuższą metę skojarzenie Ao no Exorcist/Harry Potter jest dość odległe ;]