Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 10
Średnia: 6,7
σ=1,85

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Chicchana Yukitsukai Sugar

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2001
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Little Snow Fairy Sugar
  • Sugar: A Little Snow Fairy
  • ちっちゃな雪使いシュガー
Widownia: Kodomo, Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Europa; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Historia maleńkiej wróżki – ciepła i puszysta jak świeżutkie gofry.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Czy wierzycie, że istnieją wróżki? Magiczne istoty, sprawiające, że pada deszcz albo wieje wiatr? Przynoszące ciepło słońca i śnieg, malujące na niebie tęcze i zorze polarne? Duszki, których ludzkie oko nie może zobaczyć, a ludzkie ucho – usłyszeć dźwięku ich instrumentów? Nie wierzycie? Trudno się dziwić. To przecież bajki dla małych dzieci.

Na pewno nie wierzy w nie Saga, która wraz z babcią mieszka w spokojnym miasteczku Muhlenberg. Zrównoważona, uczynna i generalnie lubiana dziewczynka jest nad wiek dojrzała i odpowiedzialna. Ze śmiertelną powagą traktuje zarówno dorywczą pracę w kawiarence, jak i zakupy, skrupulatnie rozliczając czas pracy i każdy wydany lub otrzymany grosz. Nie dlatego, że jest skąpa – po prostu uważa, że trzeba się trzymać raz ustalonych zasad, a najlepiej wszystko mieć zaplanowane na kilka dni z góry. Oczywiście wszystko bez przesady – w tych planach są też uwzględniane spotkania z przyjaciółkami i czas wolny… A także dokładny program takich spotkań, punkt po punkcie.

W tak uporządkowanym życiu nie ma miejsca na nieoczekiwane zdarzenia. A znalezienie pewnego deszczowego dnia na ulicy bardzo zmęczonej wróżki z pewnością można nazwać nieoczekiwanym zdarzeniem… Sugar, bo tak się to maleństwo nazywa, jest wróżką śniegową – a właściwie będzie nią, kiedy zakończy naukę, której ostatnim etapem jest właśnie pobyt na Ziemi. Jednakże jej niespożyty entuzjazm i energia, połączone z całkowitym brakiem znajomości ludzkiego świata, czynią ją nieco męczącą dla otoczenia i kompletnie dezorganizują plan zajęć Sagi. Dziewczynka chętnie pozbyłaby się magicznego utrapienia… Ale jest za późno: w jej pokoju wykiełkowało przyniesione przez Sugar magiczne nasionko. Kiedy wyrośnie i rozwinie się kwiat, nauka będzie zakończona i Sugar, już jako pełnoprawna wróżka, będzie mogła powrócić do siebie. Aby jednak to nastąpiło, nasza mała uczennica musi odnaleźć kirameki. W dosłownym tłumaczeniu chodzi o iskierkę lub refleks światła, łatwo jednak zgadnąć, że nauka nie polega na łapaniu zajączków słonecznych. Odkrycie, czym jest owo kirameki, jest właśnie celem pobytu na Ziemi wszystkich kandydatów na wróżki.

Poszczególne odcinki opowiadają oddzielne historie – jednak wszystkie epizody są ze sobą powiązane i nie można byłoby ich dowolnie układać. Zmienia się Saga, zmienia się Sugar, zmieniają się relacje między nimi – wszystko w naturalny i wiarygodny sposób, na tle zwyczajnych (nawet jeśli magicznych) wydarzeń. One dwie zawsze są w centrum akcji, ale oprócz nich poznajemy szkolnych kolegów Sagi i magicznych kolegów Sugar, ludzi z miasteczka i dorosłe wróżki – w sumie sporą gromadkę postaci, które łączy to, że nie ma tu „czarnych charakterów”, osób z natury złych czy złośliwych. W połączeniu z pogodnym klimatem opowieści sprawia to, że otrzymujemy idealną pozycję dla dzieci – o łatwych do ogarnięcia, a jednocześnie pomysłowych historiach, nie zanudzającą dydaktyką, ale jednocześnie nie zawierającą żadnych nieodpowiednich elementów. Trochę wątpliwości miałam tylko pod koniec serii – kilka odcinków z poważniejszym i smutniejszym tonem to dla młodszego widza może być trochę za dużo. Z drugiej strony widzowie starsi, jeśli zdążyli polubić bohaterów, tę właśnie część uznają za najbardziej interesującą – robiącą wrażenie prawdziwością emocji i brakiem melodramatycznego przeszarżowania.

Saga z całą pewnością nie jest jeszcze jedną słodką do bólu zębów dziewuszką, które zwykle zaludniają tytuły z tego gatunku. Przede wszystkim nie potyka się o własne nogi, jest na ogół świetnie zorganizowana i można na niej zawsze polegać. Owszem, ma dobre serce i stara się pomagać innym, ale są to raczej dość naturalne odruchy niż egzaltowane „pragnę, aby wszyscy byli szczęśliwi!”. Nie jest też pozbawiona wad, do których, obok nieco nadmiernej powagi, zaliczyć można gwałtowne wybuchy irytacji, które jej się czasem zdarzają. Tym większy kontrast z nią stanowi Sugar – owszem, tak słodka jak jej imię wskazuje, ale, jak pisałam wcześniej, chwilami absolutnie nieznośna. To nie łagodna istotka, przybyła, by pomagać ludziom, tylko dziecko, pełne dobrej woli, ale też uparte i kapryśne. Inne postaci pokazane są nieco może skrótowo – wystarczająco jednak, żebyśmy mieli okazję ich poznać. Wyraźnie widać, jak przyjaciółki Sagi, Norma i Anna, podziwiają jej zdolności organizacyjne i chętnie pozwalają, by pisała dla nich „plany” – a przy tym pilnują, by nie zapominała o dobrej zabawie. Początkowo jednoznacznie komiczna Greta, samozwańcza „rywalka” Sagi, okazuje się całkiem wiarygodnie skonstruowaną osóbką. Nie można też nie polubić szalonego wynalazcy Phila i jego wiernych adiutantów. A to tylko dzieci, podczas gdy należałoby też wspomnieć o nieskończenie cierpliwej babci Sagi, właścicielu kawiarni, sprzedawcy ze sklepu muzycznego i innych… A jeszcze jest łagodna Pepper, która uczy się na wróżkę wiatru i zadziorny Salt, który w przyszłości zostanie wróżką słoneczną, lokalna wróżka deszczu Ginger i sprowadzający chmury Turmeric… Aż dziwne, że w tak licznej obsadzie nie znalazłam nikogo, kto by mnie drażnił albo nudził swoją obecnością.

Grafika, jak na serię sprzed kilku już lat, jest bardzo przyzwoita. Efekty komputerowe, stosowane jak zwykle do pokazania magii, są tu dobrze wkomponowane w całość i nie „wychodzą” z obrazu. Wielkookie i kolorowe projekty postaci są typowe dla serii shoujo, choć z kolei osoby starsze przypominają raczej dawne tytuły, w których jeszcze nie wszystko było jednakowo plastikowe i po postaciach widać było ich wiek. Nie każdemu muszą przypaść do gustu tła – w sporej części scen są to wyraźnie narysowane „dekoracje”, na tle których poruszają się bohaterowie. Mnie jednak zachwycała ich szczegółowość i ciepła, doskonale dobrana paleta kolorystyczna – jeśli w ten sposób oszczędzano, to proszę bardzo. Za to animacja była zawsze płynna, a postaci nie deformowały się w ruchu. Na uwagę zasługiwało także – rzadkie w anime – praktycznie pozbawione błędów odwzorowanie europejskiego miasteczka, na co bez wątpienia spory wpływ miało to, że ekipa realizacyjna odbyła wycieczkę do niemieckiego Rothenberga, na którym wzorowano później filmowy Muhlenberg. Widać oczywiście drobne potknięcia – najpoważniejszym jest chyba użycie „Saga” jako imienia żeńskiego, poza tym na przykład wypatrzyłam wróbla, nazywanego rudzikiem – w sumie jednak widać, że starano się zachować wierność wybranym realiom.

Rzadko się zdarza, by o ocenie końcowej decydowała w dużym stopniu muzyka. Tu jednak nie pełni ona roli zwykłego akompaniamentu – jest jednym z kluczowych elementów opowieści. Solowe partie instrumentów wróżek, fortepianowa melodia, której Saga nauczyła się od matki – to nie mogło być zwyczajne plumkanie na syntetyzatorach ani nawet podpieranie się zawsze żywą muzyką klasyczną. Jednakże Shinkichi Mitsumune, który wcześniej stworzył muzykę do Shoujo Kakumei Utena, a później – do Rozen Maiden, wywiązał się z tego zadania na piątkę z plusem. Skrzypce Ginger, wiolonczela Turmerica, trąbka Salta, harfa Pepper, no i oczywiście flet Sugar – każde z nich ma własną, urzekającą urodą melodię, której różne wariacje możemy podziwiać przy różnych okazjach. Bardzo łatwo zapisać w scenariuszu, że ulubiony utwór Sagi jest wyjątkowo piękny i zawsze zachwyca słuchaczy – ale to Mitsumune stworzył coś, co ów zachwyt w pełni uzasadnia. Na tym jednak ścieżka dźwiękowa się nie kończy, oferując bogactwo rozmaitych melodii, od nastrojowych i utrzymanych w stylu klasycznym, do pełnych energii i bardziej nowoczesnych – proszę zwrócić uwagę na dramatyczne skrzypce, towarzyszące wejściom Grety. Każdy odcinek kończy pełna wdzięku ballada Snow Flower, śpiewana przez Marię Yamamoto, natomiast czołówka zaskakuje zdumiewająco udaną japońską wersją przeboju z lat 70., Sugar Baby Love w wykonaniu Yoko Ishidy.

Mogłabym napisać, że nie polecam tej serii osobom, które nie przepadają za nadmiarem słodyczy – nie przypuszczam jednak, by wyszły one poza „dwa zdania” pod główną zrzutką. Warto tu jeszcze raz przywołać wspomniane tam gofry, ulubiony przysmak Sugar. Takie świeżo upieczone, gorące i z polewą. Pewnie, dla niektórych są zawsze za słodkie, a już na pewno mało kto jest w stanie zjeść ich dużo. Ale w rozsądnych dawkach, kiedy jest się w odpowiednim nastroju, stanowią absolutnie idealną metodę na poprawę humoru i zakończenie ciężkiego dnia.

Avellana, 16 grudnia 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Haruka Aoi, Koge-Donbo
Projekt: Keiko Kawashima
Reżyser: Shin'ichirou Kimura
Scenariusz: Yasunori Yamada
Muzyka: Shinkichi Mitsumune