Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 3/10 grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 14 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,07

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 168
Średnia: 5,58
σ=1,92

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (IKa)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Slayers Revolution

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • スレイヤーズREVOLUTION
Gatunki: Fantasy, Komedia
Postaci: Magowie/czarownice; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Długo oczekiwana przez fanów kontynuacja popularnego cyklu. Ale czy twórcy stanęli na wysokości zadania?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Gdy w 1997 roku zakończyła się seria Slayers TRY, szybko zaczęły się spekulacje dotyczące kontynuacji. Ale na ponowne spotkanie z bohaterami fani musieli czekać ponad dziesięć lat. W międzyczasie zostali uraczeni piątym filmem kinowym – Slayers Premium (2001), który jednak nie wzbudził zachwytu. Na język angielski w końcu zostały przetłumaczone powieści z serii Slayers, autorstwa Hajimego Kanzaki, powstała także kolejna manga Slayers – Suiriyuuou no Kishi (Slayers – Knight of the Aqua Lord). Tłumaczenie książek jednak przerwano po ósmym tomie (chronologicznie kończącym wątek Hellmastera Phibrizzo), a manga ukazywała się (i nadal ukazuje) wyjątkowo nieregularnie. Dlatego z tym większą niecierpliwością oczekiwano na zapowiedzianą czwartą serię anime. Pytanie zasadnicze: czy się opłaciło? I czy Slayers Revolution spełniło pokładane w nim nadzieje?

Pewien niepokój mogły budzić stopniowo ujawniane szczegóły dotyczące długości serii, wyglądu bohaterów czy też fabuły. Okazało się bowiem, że tym razem seria ma liczyć tylko trzynaście odcinków. Wprawdzie podobnego schematu (dwa razy po trzynaście odcinków) użyto w pierwszej produkcji, jednakże obie części były emitowane jako jedna całość i pod wspólnym tytułem. Wygląd bohaterów ostatecznie nie uległ większym zmianom – dopracowano, czy też może „uwspółcześniono” kreskę, na szczęście dla Liny oparto się jednak pokusie upodobnienia jej do rzeszy animowanych czarodziejek i zachowano jej „atuty” w niezmienionej wielkości. Pozostałych bohaterów poddano także lekkiemu liftingowi, poprawiając w sumie już dosyć starą kreskę. No dobrze, wygląd wyglądem, jednak wielbicieli serii zdziwiło coś innego. Otóż na plakatach promujących serię pojawiło się „coś”, co z wyglądu było podobne do pokemona. Czyżby drużyna, wzorem wielu przed nią i po niej, dorobiła się maskotki? Na szczęście, a może i nieszczęście, okazało się, że nie, a stworek będzie pełnił w fabule istotną rolę, podobnie jak Xellos, na którego powrót jego wielbiciele czekali z utęsknieniem. Niestety, jeden poke… znaczy, jaskółka, wiosny nie czyni, tak samo jak i mazoku, choćby był najbardziej lubiany. Przydałaby się też dobrze poprowadzona fabuła, zaopatrzona we w miarę logiczny ciąg wydarzeń i pomysł, co mogliby robić w niej bohaterowie. A tego właśnie tu zabrakło.

Bohaterowie nie są w stanie poradzić sobie z wydawałoby się, biorąc pod uwagę ich wcześniejsze dokonania, najprostszym zadaniem, jakim jest skuteczne pokonanie wroga. Co prawda walczą z nim, ale nie umieją działać zespołowo, nie są też w stanie ani wykorzystać, ani zaprezentować swoich możliwości. Gdy jedna osoba walczy, pozostali z pewnej odległości kontemplują rzucane zaklęcia, od czasu do czasu zastanawiając się, czy może nie przydałaby się jakaś pomoc, a gdy już się zdecydują na jakiekolwiek działanie, nie wykazują w nim konsekwencji. Jeśli ktoś liczy na ujrzenie serii zaklęć, silnych lub też utrudniających życie przeciwnikowi, rzucanych przez Linę, Zela, czy nawet Amelię, srodze się zawiedzie. Ograniczają się one zwykle bowiem do „Hmm… Rzuciłem/am zaklęcie, oj nie zadziałało, cóż, takie jest życie, to może ja się poprzyglądam z boku?”. Powtórzę jeszcze raz – nie istnieje jakiekolwiek działanie zespołowe, a w momencie, gdy wymagałaby tego sytuacja, wszyscy zachowują się jak bezwolne laleczki. Co więcej, bohaterowie zapomnieli, jak to w poprzednich częściach udało im się pokonać kilku naprawdę potężnych przeciwników. Jak mantra powtarzana jest kwestia: „Ojej, to Xellos! Nie mamy szans, żeby go pokonać, więc nie będziemy z nim zadzierać”, tudzież: „Nie wiem, jak sobie poradzimy”. Co gorsza, zniknęło to, co było najsilniejszym atutem starych Slayersów – „chemia” istniejąca pomiędzy postaciami. Bohaterowie, którzy tworzyli bardzo zgrany zespół osób, które zawsze mogą na siebie liczyć, zachowują się jak obcy ludzie, którzy podróżują razem tylko i wyłącznie przez przypadek.

W porównaniu do poprzednich serii, rola Liny Inverse sprowadzona została do ogłuszającego wrzeszczenia, siania zniszczenia bez powodu i ścigania Pokoty (wspomnianego wcześniej „pokemona”), czyli do zachowywania się jak bezmózga idiotka, poza kilkoma chwilami, kiedy wykazuje szczątkowe oznaki posiadania tego organu. Zelgadis Graywords, potężny mag, sprawia wrażenie statysty, który został wynajęty do grania w podrzędnej produkcji i straszliwie się nudzi. Nie myśli, nie działa, nie poczuwa się, tylko jest i stoi jak kołek. Rola księżniczki Amelii Wil Tesla Saillune ogranicza się do wygłaszania płomiennych przemów, mobilizowania, bądź też prób przemówienia do rozsądku „Panu Zelgadisowi i reszcie”, a Gourry… Biedny Gourry, pozbawiony Miecza Światła, zredukowany został do elementu komediowego i fanserwisowego. Wprawdzie jego zdolności szermiercze pozostały, jest nawet jedna scena walki, w sumie jednak nie ma wielu okazji, by się zaprezentować. O dziwo, z całej gromady postaci przewijających się przez ekran, najrozsądniejsze wrażenie sprawia nieszczęsny Pokota, którego maskotkowaty wygląd ma głębsze uzasadnienie związane z wydarzeniami z przeszłości. Ale na litość, jak bardzo można spartolić robotę, skoro widz dochodzi do wniosku, że najbardziej udaną postacią w serii jest pokemon?! Co więcej, jakby nie dość było chaosu, postanowiono chyba w trzynaście odcinków wepchnąć jak najwięcej drugoplanowych bohaterów, zarówno nowych, jak też pojawiających się we wcześniejszych seriach. Tak naprawdę, w miarę wprowadzania kolejnych osób, tylko czekałam na pojawienie się Filii, albo chociażby Martiny… Nie doczekałam się, ale przecież seria zakończyła się zapowiedzią, powiedzmy że efektowną, czegoś większego, więc może wszystko przed nami…

Fabuła jako taka leży i kwiczy, czekając, aż scenarzyści nieudolnie spróbują ją poskładać, załatać dziury i pozbierać w momentach krytycznych (czytaj „kulminacyjnych”). Osoba znająca zarówno oryginalną mangę Rui Araizumi, jak i fabułę opowiadań, z pewnością zauważy, że część wydarzeń została zapożyczona właśnie z nich. Tylko że zapożyczać też powinno się umieć. Nie skorzystano bowiem z możliwości uzupełnienia bogatego świata Slayers o nowe wątki, informacje czy też postaci. A nie, przepraszam – całkowicie z kontekstu wyrwano ze trzy postaci, ze dwa państwa i przypadkowe wydarzenia, występujące w mandze i książkach, nie przejmując się wcale tym, że jednak niezbyt pasują one do tego, co już widzieliśmy, a co więcej, żadną miarą nie mają oparcia w wydarzeniach z wcześniejszych serii anime. Czyżby prezentowano jakiś równoległy wymiar, w którym nie wydarzyło się kilka istotnych rzeczy? Czy może ktoś zapomniał (w końcu upłynęło aż dziesięć lat), co się stało wcześniej? Sprawia to wrażenie, jakby osoba odpowiedzialna za scenariusz próbowała powyciągać ze starego materiału ciekawsze (według niej) kąski i stworzyć coś, co przyciągnie uwagę widza – głośne, kolorowe, z wielką ilością wybuchów i idiotycznych gagów. W pierwszym odcinku zaniedbano jakiegokolwiek wprowadzenia i przedstawienia zarówno świata, jak i postaci, przyjmując zapewne założenie, że nawet po dziesięciu latach fani będą pamiętać, kto jest kim i jakie ma cechy charakteru, tudzież czego kiedyś tam gdzieś dokonał. Niestety, osoba, dla której jest to pierwsze zetknięcie się ze Slayersami, może poczuć się trochę zagubiona i naprawdę nie zrozumieć, dlaczego Lina z takim zapałem poluje na Pokotę i dlaczego sieje aż takie zniszczenie. No chyba że chce po prostu zobaczyć, jak bezsensownie obraca się świat w perzynę i wrzeszczy – a to proszę, droga wolna, można nawet ocenić 11/10. Sama fabuła próbuje się skoncentrować na dziwnych kłopotach Liny z wymiarem sprawiedliwości, który ściga ją za niepopełnione (a może popełnione) przestępstwa, przy czym w końcu się okazuje, że za całą intrygą stoi ktoś potężny, komu czarodziejka po prostu zawadza. Tylko że szukając, a raczej próbując szukać, rozwiązania problemu, bohaterowie wpadają na mielizny scenariusza w postaci odcinków wypełniających. Tak, zgadza się, trzynastoodcinkowa seria też może zawierać odcinki, które nie wnoszą nic do fabuły i są bladym cieniem „wypełniaczy” w starszych seriach. Litościwie nie wspomnę o najbardziej idiotycznym pomyśle z wioską Gongoro i Festiwalem Kul, statku, czy też o twierdzy wybudowanej wprost na drodze, nad którą można było po prostu… przelecieć. A co zrobili nasi bohaterowie? Weszli do środka, żeby znaleźć wyjście. Logika w tym momencie zawyła ze zgrozy i zwiała podkulając ogon pod siebie. Niestety, takich kwiatków jest więcej, a w tak krótkiej serii wybitnie obniża to przyjemność oglądania. Naprawdę żałuję, że nie wyrzucono połowy i nie zrobiono serii OAV – ciąg wydarzeń byłby spójniejszy, zachowano by resztki ducha starych produkcji, może nawet udałoby się tchnąć trochę więcej życia w postacie? I tym bardziej szkoda, że wszystko wskazuje na to, iż zapowiadana kontynuacja, Slayers Evolution­‑R, będzie szła tym samym torem.

Slayers Revolution nie było serią z wysokim budżetem, co widać. Poprawiono lekko wygląd postaci, czary natomiast zyskały nową oprawę w postaci grafiki komputerowej, i należy przyznać, że wyglądają naprawdę ładnie. Za to widoki miast, wiosek czy też ruin nie odbiegają zbytnio od standardów – średnio dopracowane, mało szczegółowe, z mało charakterystycznymi postaciami dalszych planów. Na szczęście funduszy starczyło na samą animację i bohaterowie poruszają się w miarę płynnie, nie tracąc proporcji w bardziej dynamicznych ujęciach. W kwestii ścieżki dźwiękowej także nie zaszły większe zmiany. Twórcom udało się zaangażować całą „starą” ekipę seiyuu: Megumi Hayashibarę (Lina), Hikaru Midorikawę (Zelgadis), Masami Suzuki (Amelia), Yasunoriego Masumoto (Gourry) i Akirę Ishidę (Xellos). Z nowych nabytków na uwagę zasługuje Yumiko Kobayashi (Pokota), występująca także jako seiyuu Black Stara z Soul Eatera, oraz Akio Outsuka (Wizer), który chyba najbardziej zapadł fanom anime w pamięć jako Batou z Ghost in the Shell. Dynamiczny opening Plenty of Grit, trzyma się „starej” j­‑popowej konwencji i tradycyjnie wykonywany jest przez Megumi Hayashibarę, podobnie jak ending – Revolution.

Długo zastanawiałam się, komu polecić „odświeżonych” Slayersów. Fani serii mogą się poczuć zawiedzeni brakiem „ducha” poprzednich części cyklu, który tu został zabity przez brak umiejętności scenarzystów. Anime nie ma też wiele do zaoferowania nowym widzom – z ich punktu widzenia jest to przeciętna seria z wybuchami, gagami i niezbyt dopracowaną grafiką, zwłaszcza na tle innych dzisiejszych produkcji. Dlatego Slayers Revolution polecam tylko tym osobom, które nie mają nic innego do roboty – naprawdę, nie trzeba się zbyt wiele przy tym anime zastanawiać. A jak się znudzi w trakcie oglądania, bez żalu można przerwać w dowolnym momencie. Szczerze mówiąc, ja się na Revolution srodze zawiodłam.

IKa, 30 listopada 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Hajime Kanzaka
Projekt: Naomi Miyata, Rui Araizumi
Reżyser: Takashi Watanabe
Scenariusz: Jirou Takayama
Muzyka: Osamu Tezuka (kompozytor)

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Slayers na forum Kotatsu Nieoficjalny pl
Podyskutuj o Slayers Revolution na forum Kotatsu Nieoficjalny pl
Slayers: fanfiki na Czytelni Tanuki Nieoficjalny pl