Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,88

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 41
Średnia: 7,54
σ=1,38

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Zegarmistrz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ulisses 31

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1981
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Uchuu Densetsu Ulysses 31
  • 宇宙伝説ユリシーズ31
zrzutka

Historia wielkiej, kosmicznej podróży Ulissesa szukającego powrotnej drogi do domu… Oraz widza szukającego powrotu do dzieciństwa…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Niektórzy starsi fani zapewne pamiętają czasy, gdy w Polsce odbierać można było tylko dwa kanały telewizji (a i tak nie było czego oglądać). W owej zamierzchłej epoce telewizja starała się dobrać program dla wszystkich, mądrych i głupich, starych i młodych, poważnych i niefrasobliwych. Jednym z najważniejszych elementów ramówki były nie teleturnieje, jak dzisiaj, a bajki dla dzieci. Wśród adresowanych do nich tytułów nie było wprawdzie anime, ale zdarzały się pozycje, w których powstaniu Japończycy maczali palce. Jedną z tego typu produkcji był właśnie Ulisses 31.

Fabuła serii, jak łatwo zgadnąć, jest luźno osnuta na kanwie Odysei Homera. W trzydziestym pierwszym wieku Ulisses wraz z synem Telemachem i gromadą swych towarzyszy przebywa w stacji kosmicznej „Troja”. Ich pobyt ciągnie się już jakiś czas, więc decydują się powrócić do domu. W trakcie rejsu na Ziemię dochodzi jednak do niespodziewanych zakłóceń. Na ich drodze pojawia się niezidentyfikowana planeta, a na skutek emisji z jej powierzchni wiązki dziwnej energii zostaje uprowadzony Telemach. Jak się wkrótce okazuje, świat ten jest domem cyklopów, którzy – w zamian za dar widzenia – składają ofiary z ludzi dziwacznej machinie. Ulisses i jego towarzysze ruszają na pomoc Telemachowi i innym jeńcom, niszczą machinę i rozganiają na cztery wiatry cyklopów… Ten szlachetny czyn ma jednak daleko idące konsekwencje. Machina należała bowiem do bogów władających wszechświatem, a jej unicestwienie wzbudziło ich gniew. Wszyscy członkowie załogi zapadają w śpiączkę, a ich statek kosmiczny przenosi się w nieznany zakątek wszechświata. Ulisses zostaje skazany na samotną wędrówkę przez kosmiczną pustkę, która trwać będzie tak długo, aż dotrzeć zdoła do granic królestwa Hadesu. Na jego szczęście jednak bogowie, nakładając klątwę, przeoczyli Telemacha i odbitą z rąk cyklopów dziewczynkę z planety Zotra, Yumi. Cała trójka, wraz z wiernym robotem Nono i inteligentnym komputerem pokładowym Shyrką, rozpoczyna swą wielką odyseję.

Chociaż ta akurat seria jest bardzo stara, muszę powiedzieć, że oglądanie jej sprawiło mi dużo przyjemności. Stało się tak głównie dzięki dwóm jej zaletom: odświeżającemu podejściu do fabuły oraz dopracowanym bohaterom. Bohaterowie Ulissesa 31 zostali bowiem stworzeni według schematów występujących w wielu przeznaczonych dla dzieci produkcjach z lat 80. Owszem, konstrukcja takich postaci ma wiele wad. Jedną z nich jest fakt, że często nie zachowują się one jak ludzie, tylko jak wzory dydaktyczne. Niektórym scenom wręcz można by przypiąć tabliczkę z napisem „Telemach demonstruje, jak należy grzecznie bawić się z siostrą”, „Yumi pokazuje, jak należy odnosić się do starszych”, „Ulisses udowadnia, że nie należy kłamać, a słabszym wypada pomagać”. Wyraźnie widać to zwłaszcza w przypadku postaci dziecięcych, które zachowują się właśnie jak małe ideały, a nie jak prawdziwe dzieci. Z drugiej strony sam Ulisses sprawia wrażenie bohatera z krwi i kości. Jest to postać, jakiej dawno już nie widziałem w anime. Po pierwsze – nie uwierzycie – jest dorosły, żonaty i dzieciaty na dodatek, co wyraźnie widać w jego zachowaniu. Po drugie, stanowi typ silnego, stabilnego psychicznie i jednocześnie wyrozumiałego ojca rodziny. Jest odpowiedzialny, prawdomówny, inteligentny, racjonalny i mądry, bardzo wyraźnie też widać, że ma być postacią pozytywną. W odróżnieniu od większości bohaterów japońskich kreskówek nie jest ani mającym poważne problemy ze sobą, poznaczonym traumami i urazami psychicznymi narcystycznym histerykiem, ani fajtłapowatym słabeuszem, niepotrafiącym odnaleźć się w sytuacji, ani nawet piętnastoletnim komandosem z trzydziestoletnim doświadczeniem na froncie. Przeciwnie: należy do tych postaci, które nie poszukują aktywnie kłopotów, jednak nie boją się ani żadnej pracy, ani wyzwań, a gdy trzeba, potrafią dać komuś po gębie, podjąć ryzyko i nie tracąc ducha nawet w najgorszej sytuacji, wyjść obronną ręką z niebezpieczeństwa. Tym jednak, co najbardziej odróżnia Ulissesa od amerykańskich macho pokroju Schwarzeneggera czy innego Duke Nukem oraz wszelkich dzieciaków ze sterczącymi włosami, które jakimś cudem dorwały laserowy miecz, jest sposób, w jaki radzi sobie z przeciwnościami losu. Mimo że nieraz sytuacja wymaga, by skorzystał z owego miecza, takiej samej tarczy i pistoletu, to jednak widać już od pierwszego odcinka, że Ulisses wygrywa nie dzięki temu, że ma więcej mięśni niż zezwala norma europejska (co byłoby w końcu mało dydaktyczne), ani dzięki mistrzowskiemu opanowaniu Doskonałej Techniki Kopania Tyłków Niemilcom, tylko dzięki sprytowi i przewadze intelektualnej, jaką posiada nad brutalami…

Kolejnymi udanymi postaciami są bogowie. Zasadniczo praktycznie nie pojawiają się w serii. Jedyne siły aktywnie uczestniczące w akcji to Zeus, którego głos słyszymy raz na trzy odcinki, i Posejdon, manifestujący się wyłącznie za pośrednictwem swych sług. Mimo tej absencji bogowie są jednymi z najlepszych czarnych charakterów, z jakimi spotkałem się w anime. Są przeciwnikami (jeśli w ogóle można to tak nazwać, bowiem wyraźnie widać, że Ulisses nie ma szans w bezpośredniej walce przeciwko nim, a unika zniszczenia tylko dlatego, że bóstwa nie poświęcają specjalnej uwagi jego sprawie) sto razy bardziej przerażającymi niż jakiś gnojek, który znalazł notes, albo inny świrus chcący zrobić światu dobrze bombą atomową. Tym, co przeraża w bogach, jest ich beznamiętne, pozbawione zainteresowania okrucieństwo połączone z wszechmocą. Nie tania przemoc w postaci poodrywanych rączek, główek i nóżek, tylko właśnie okrucieństwo. Łatwość, z jaką przychodzi im wymierzanie kar i druzgotanie dorobku ludzkiego życia, bez dania szansy na obronę, czy choćby wytłumaczenie się. Co gorsze nie są jakimiś zakompleksionymi typami, chcącymi koniecznie udowodnić światu swą wszechmoc poprzez wyrywanie muszkom skrzydełek. Przeciwnie: wyraźnie czuć, że oni są wszechmocni, w związku z tym nie muszą niczego udowadniać, a cała sprawa ich średnio zajmuje. Ich wyroki jednak nadal mają niesamowicie niszczącą moc i mimo tego, że wydawane są nieco niestarannie i od niechcenia, są też nieodwołalne. Co więcej, jak już wspominałem, ukarani przez nich ludzie mogą zapomnieć o jakimkolwiek miłosierdziu. Próby dyskusji, wołania o litość, błagania, płacz, łzy czy złorzeczenie i bluźnierstwa nie przynoszą efektu. Jeśli zaś chodzi o bunt, równie dobrze można by buntować się przeciwko wschodom i zachodom słońca. W jednej chwili bowiem rozbrzmiewa rozdrażniony głos Zeusa, a już sekundę później niebiosa milczą, głuche i obojętne, jakby zapomniały o całym zdarzeniu. Tak samo szybko zresztą bogowie tracą zainteresowanie swymi sługami i ich osiągnięciami.

Czytając ten wywód można by dojść do wniosku, że serial jest dziełem wybitnym, niespotykanym w swej klasie diamentem znalezionym wśród popiołów. Do pewnego stopnia tak jest, jednak niestety nie można zapomnieć o kilku jego wadach. Pierwszą z nich jest konstrukcja scenariusza. Seria powstała w czasach, gdy nikt jeszcze nie śnił o 26­‑odcinkowych cyklach tworzących spójną opowieść. Z tej przyczyny Ulisses 31 realizowany jest według schematu „potwora tygodnia” czy też raczej „przygody tygodnia”. Po pewnym czasie reguła „bohater leci, natyka się na nieznaną planetę, odwiedza ją całkiem bez przyczyny i ratuje zupełnie sobie obcych ludzi” robi się niestety co najmniej nużąca. W efekcie sentymentalna podróż do czasów dzieciństwa, jaką niewątpliwie będzie seans tej serii, dla wielu zakończy się w okolicach najdalej 12. odcinka. Co gorsza, Ulisses 31 powstał w czasach, gdy jeszcze wierzono, że media masowe mogą, a nawet powinny, spełniać rolę dydaktyczną. Serial w odróżnieniu od większości współczesnych kreskówek dla dzieci robi to w sposób wyjątkowo nachalny. Pomijając fakt, że o jakiejkolwiek moralnej dwuznaczności możemy zapomnieć (mamy do czynienia tylko z postaciami pozytywnymi, pozytywnymi, które chwilowo zbłądziły, i wyraźnie negatywnymi brutalami, używającymi siły miast serca i rozumu), to, że połowa scen demonstruje, jak powinno zachowywać się grzeczne dziecko, albo też udowadnia, że kłamstwo nie popłaca, a przemoc nie rozwiązuje problemów, szybko zaczyna drażnić. Abstrahując od szlachetności tego typu rozumowania muszę powiedzieć, że oglądając serię momentami czułem się tak, jakby ktoś mnie z powrotem zaciągnął do szkoły i posadził w ławce razem z drugoklasistami… Ostatnią drażniącą rzeczą jest anachroniczny humor. Podobnie jak w wielu starych serialach telewizyjnych i filmach, które mogły trafić do dzieci, także i w Ulissesie 31 zdecydowano się na dodanie przezabawnej postaci, którą pokochałyby dzieci. W ten sposób liczne dzieła filmowe wzbogaciły się o przesłodkie psy, dzieci, maskotki, Obcych, gadające zwierzątka, zabawki, krasnoludki i inne badziewie, którego celem jest bawienie widzów infantylnymi żartami oraz zajmowanie czasu ekranowego. W przypadku Ulissesa 31 rolę tę pełni Nono, mały robot o wielkim sercu, rozweselający nas w każdym odcinku swą popisową sztuczką, to jest próbą poczęstowania kogoś gwoździem (z dobrego serca, a nie złośliwości: Nono owe gwoździe sobie ze smakiem non stop pałaszuje), co bohaterowie kwitują perlistym śmiechem, by dać nam do zrozumienia, że to żart. Uczciwie mówiąc, na ich miejscu po trzecim razie bym mu za karę zainstalował Windows Vista.

Kolejnym aspektem serii, o którym naprawdę warto wspomnieć, jest oprawa graficzna. Pierwszym, co przyzwyczajony do japońskiej kreski widz powinien wziąć pod uwagę, jest fakt, że Ulisses 31 powstawał w kooperacji studiów japońskich i francuskich. Co więcej, narodził się w czasach, gdy animacja i komiks japoński nie były jeszcze szeroko znane na świecie, podczas gdy francusko­‑belgijska szkoła rysunku wyrobiła już sobie pozycję, którą ma do dziś. W wyniku tego otrzymujemy serię, która w żadnym razie nie wygląda jak anime. Kreska jest wyraźnie różna zarówno od dawnego stylu rysowania, nazywanego czasem, z powodu kształtu bohaterów „kartoflanym”, jak i współczesnych, wielkookich, czy nawet realistycznych serii. Wyraźnie widać w niej wpływ komiksów francuskich. Bohaterowie, postacie i część przedmiotów są bardzo starannie, anatomicznie rysowani. Niektóre obiekty zachwycają wręcz pieczołowitością wykonania. Jednocześnie niestety widać, że seria nie jest najmłodsza. Brak jej dzisiejszej efektowności, wiele ujęć, zwłaszcza wymagających dynamicznej animacji, jest bardzo schematycznych i umownych, a animacja oszczędna. Czasem możemy natrafić też na powtarzające się sekwencje, na przykład lotu kosmicznego. Tym, za co należy pochwalić serię, jest natomiast niezwykła wyobraźnia autorów. Wiele pomysłów jest oryginalnych i naprawdę olśniewa, nie przypominam sobie, bym kiedyś spotkał podobne. Niesamowicie wygląda na przykład ogromny, niemal w pełni autonomiczny statek bohaterów, „Odyseja”, z gigantycznym „okiem Ateny”, stylizowany ekwipunek Ulissesa, odwiedzane przez bohaterów miejsca i spotykane postacie… Wiele z wizji autorów, mimo upływu czasu, nie straciło atrakcyjności. Kilka innych natomiast, jak na przykład zawarte w mocno dänikenowskim odcinku Przed potopem, wyszło jednakże już z mody.

Trochę gorzej natomiast Ulissesa 31 się słucha. Muzyka owszem, jest dość starannie dobrana i dobrze podkreśla atmosferę kolejnych scen. Jednocześnie jednak jest strasznie uboga. W anime wręcz słychać, że – mimo całego swego kunsztu – Ulisses 31 nie miał być serią, która przyciągnie miliony widzów przed telewizory, pozwalając firmie zarobić grubą kasę, a czymś, co puści się, żeby rodzice, zamiast opowiadać dzieciom bajki przed zaśnięciem, mogli posadzić je przed telewizorem. Utworów jest zaledwie kilka, powtarzają się co chwila i po pewnym czasie wywołują uczucie głębokiego znudzenia. Już sama monotonia ścieżki dźwiękowej sprawia, że oglądanie tej serii w ilości większej niż jeden odcinek na dwa dni jest trudne.

Mimo to uważam, że Ulisses 31 należy do tych akurat serii, do których warto powrócić. Nie tylko ze względu na wspomnienia z dzieciństwa, ale też na dużą atrakcyjność, której seria nie utraciła mimo upływu lat od chwili, gdy po raz pierwszy zagościła na ekranach telewizorów. Jestem pewien, że jej powtórny seans nie będzie – jak w przypadku wielu innych, starych kreskówek – brutalnym przeżyciem, niszczącym wyidealizowane wspomnienia z dzieciństwa.

Zegarmistrz, 26 kwietnia 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Projekt: Michi Himeno, Shingo Araki, Shouji Kawamori
Reżyser: Bernard Deyries, Kazuo Terada, Kyousuke Mikuriya, Tadao Nagahama
Muzyka: Kei Wakakusa