Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 4
Średnia: 5,25
σ=1,92

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mahou no Tenshi Creamy Mami

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1983
Czas trwania: 52×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Creamy Mami
  • Magical Angel Creamy Mami
  • 魔法の天使クリィミーマミ
Widownia: Kodomo, Shoujo; Postaci: Idolki, Magical girls/boys; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Mała dziewczynka dzięki magii przemienia się w nastoletnią gwiazdkę. „Prototyp” tytułów takich, jak Full Moon wo Sagashite.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Dziesięcioletnia Yuu Morisawa, córka właścicieli naleśnikarni Creamy Crêpe, to pod każdym względem zwyczajna dziewczynka. Pełna energii, lepiej czuje się w towarzystwie chłopaków, szczególnie starszego od niej gimnazjalisty imieniem Toshio oraz jego przyjaciela, beznadziejnie się w niej podkochującego Midoriego. Podzielone między szkołę, zabawę i pomoc w naleśnikarni dni przerywa jednak niezwykłe zdarzenie. Oto Yuu dostrzega spływający z nieba ogromny szklany statek, przypominający z wyglądu arkę. Oczywiście chce mu się przyjrzeć z bliska, ale wtedy zostaje nieoczekiwanie przeniesiona na jego pokład. Statek, przybywający z miejsca zwanego Feather Star, zgubił drogę w magicznym sztormie, a Yuu, rzecz jasna, jest osobą, która może ją z powrotem odnaleźć. W nagrodę za pomoc otrzymuje magiczną puderniczkę, w której ukryta jest różdżka. Dzięki odpowiedniemu zaklęciu Yuu może teraz przemieniać się w osobę starszą o ładne kilka lat – a do tego używać magii! Na wszelki wypadek przybysze z Feather Star pozostawiają z nią na Ziemi Poji i Negiego – mające postać malutkich kotków magiczne istoty, które mają jej pomagać. Magia różdżki ma trwać przez cały rok, o ile nikt się o niej nie dowie. Co można zrobić z taką mocą?

Jak się okazuje, całkiem sporo. Wędrująca po mieście w nowej postaci Yuu zostaje przez przypadek zgarnięta na plenerową scenę, w zastępstwie spóźnionej gwiazdki. Okazuje się, że razem z nowym wyglądem przyszła też umiejętność śpiewania, a wsparcie magii zapewnia widzom efektowne przedstawienie. Wprawdzie udało jej się nie zdradzić prawdziwej tożsamości, przedstawiła się bowiem naprędce wymyślonym pseudonimem Creamy Mami, a zaraz po występie udało jej się uciec, ale to jeszcze nie koniec! Szef odpowiedzialnej za występ agencji Parthenon Production, niejaki Shingo Tachibana, poruszy niebo i ziemię, aby odszukać dziewczynę, która ma szansę stać się supergwiazdą. Yuu natomiast pewnie jakoś by się z całego tego pasztetu wykręciła, gdyby nie to, że Creamy Mami zobaczył przypadkiem jej przyjaciel, Toshio – i z miejsca stał się wielkim fanem tajemniczej gwiazdki. Yuu zaczyna więc podwójne życie – zwyczajnej dziewczynki i popularnej „idolki”...

Doświadczeni fani anime bardzo często oglądając jakąś produkcję mają poczucie, że to już gdzieś było. Pewne motywy, w rozmaitych wariacjach, przewijają się w różnych seriach, mody przychodzą i odchodzą. Nie zawsze jednak udaje się przyszpilić tę jedną produkcję, która stała się źródłem jakiegoś wątku lub motywu – a taką właśnie produkcją jest Creamy Mami. Sam pomysł ogólny jest znacznie starszy – doświadczeni widzowie pamiętają pewnie nadawane w Polonii 1 serie takie jak Czarodziejskie zwierciadełko, Syrenka Mako czy Sally Czarodziejka. Łączył je motyw bohaterki obdarzonej magiczną mocą (często dość wyspecjalizowaną), fabuła będąca połączeniem komedii z okruchami życia, oraz grupa docelowa, na którą składały się młodsze dziewczynki. Creamy Mami wpisuje się w ten nurt, zawiera jednak kilka elementów, które odróżniają ją od poprzedniczek. Otóż w opowieści o gwiazdce sceny Studio Pierrot postanowiło zatrudnić do roli głównej nie zawodową seiyuu, ale właśnie prawdziwą gwiazdkę, dla której była to dodatkowa szansa na zaistnienie w mediach (anime z kolei mogło liczyć na promocję przy okazji jej prawdziwych występów). Ta formuła wówczas okazała się atrakcyjna – powstało kilka bardzo zbliżonych produkcji, obecnie już zapomnianych. Przede wszystkim z tego samego pomysłu zmiany wieku i wątku kariery scenicznej bohaterki skorzystała mało dziś już znana Fancy Lala oraz nadal popularne Full Moon wo Sagashite. Zabawne jest, że oglądając Creamy Mami w najbardziej nieoczekiwanych miejscach można znaleźć sceny i pomysły wykorzystane później w innym kontekście, ale bez wątpienia właśnie stąd zaczerpnięte.

Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że z punktu widzenia widzów starszych ta seria ma już walor praktycznie wyłącznie ciekawostki. Dosyć rażące są, typowe zresztą dla starszych tytułów, uproszczenia i dziury w samym zawiązaniu fabuły, przeprowadzonym niestarannie i wyraźnie bez dbałości o jakąkolwiek spójność. Pomijając już samo to, dlaczego i za co właściwie Yuu otrzymuje magiczne moce, najbardziej naciąganym elementem jest jej motywacja do zostania gwiazdą. Początkowo, co zresztą nie dziwi, jest temu pomysłowi raczej przeciwna – nie pociąga jej specjalnie sława, nie pragnie swoim śpiewem dotrzeć do ukochanego, a już na pewno nie ma ochoty na związaną z robieniem kariery w show­‑biznesie ciężką pracę. Dlaczego więc się na to decyduje? Niestety wyłącznie dlatego, że tak sobie zażyczyli scenarzyści. Konstrukcja fabuły jest praktycznie całkowicie epizodyczna, skupiając się na przemian na życiu prywatnym i karierze Yuu/Creamy Mami, okazjonalnie zaś racząc widzów opowieściami o różnych magicznych stworkach, którym trzeba pomagać. Niektóre odcinki są mniej, inne bardziej udane, całość jednak wypada dość przeciętnie. Owszem, sympatyczne historyjki mają szansę spodobać się młodszym widzom, jednak dla starszych za wiele jest w nich uproszczeń i „bajkowych” chwytów – już nawet Fancy Lala pozostawała pod tym względem znacznie bardziej realistyczna. Nie zdecydowano się także na poważniejszą eksploatację wątku romantycznego. Owszem, przewija się w tle i w kluczowych momentach ma spore znaczenie, jednak jest to (całkiem ładnie zresztą pokazane) uczucie pomiędzy przyjaźnią a pierwszą miłością, bardzo nieśmiałe, niewinne i pozbawione gwałtowności emocjonalnej (która charakteryzowała z kolei Full Moon wo Sagashite).

Zdecydowanym plusem postaci jest to, że zaprojektowane zostały dość realistycznie. Yuu, Toshio i Midori zachowują się jak dzieci (może tylko obaj chłopcy są trochę za grzeczni, jeśli porównać ich z zachodnimi rówieśnikami), dorośli – przede wszystkim rodzice Yuu – zachowują się jak normalni dorośli. Natomiast młody i przystojny Shingo Tachibana, nie jest gołębiego serca miłośnikiem Sztuki, pragnącym nieść ludziom radość, tylko cynicznym i dość bezwzględnym osobnikiem, wykorzystującym niewątpliwy urok osobisty do manipulowania ludźmi i wyżywającym się na podwładnych. Trzeba jednak pamiętać, że podobnie jak w przypadku fabuły, tak i tu nie można mówić o jakichkolwiek zmianach czy rozwoju. W kilku momentach posuwa się trochę (ale bardzo nieznacznie) wątek dotyczący Yuu i Toshio, ale jeśli chodzi o pozostałych, ich charaktery i relacje między nimi zostają takie same, jak na początku serii. Oddzielnym problemem jest kwestia seiyuu. O ile odtwórcy większości ról radzą sobie dobrze, a niektórzy, szczególnie Kazuhiko Inoue (Shingo Tachibana) do tej pory grają i liczą się w swoim fachu, o tyle wcielająca się w tytułową bohaterkę Takako Ohta wypada, szczególnie na początku, po prostu tragicznie. Jej nienaturalny, sztuczny głos, z wymuszoną emfazą odtwarzający rozmaite okrzyki zachwytu, kojarzył mi się raczej ze słabszymi osiągnięciami dubbingu polskiego niż ze słynną japońską grą aktorów głosowych. Fakt, że w miarę trwania serii zaczyna jej iść nieco lepiej i w pewnym momencie znajduje odpowiedni ton dla swojej bohaterki, ale pierwsze odcinki są pod tym względem niestety nieznośne dla każdego, kto przywiązuje do tego aspektu jakąś wagę.

Oprawa techniczna prezentuje średnią dla czasów, kiedy powstała, czyli dzisiaj prawdopodobnie wielu widzom wyda się przestarzała (szczególnie z powodu projektów postaci). O dziwo, tu także widać wyraźną zmianę. Na początku postaci są dość niezgrabne, Yuu nosi sukienkę niemal permanentnie ukazującą majtki (dla informacji: nie jest to efekt fanserwisowy, ale podkreślenie dziecinności bohaterki), a tła składają się z celowo niestarannych barwnych plam, dość umownie przedstawiających pejzaże. Później ulega to zasadniczej zmianie – kreska staje się miękka, mało może oryginalna, ale dość staranna, ładnie odwzorowując współczesną bohaterom Japonię lat 80. Animacja nie zawsze jest na równym poziomie i dość często sylwetki postaci w jakiś sposób się deformują. Za to elementom fantastycznym nie brakuje baśniowej pomysłowości. Muzyka wypada przeciętnie – uwagę zwracają przede wszystkim piosenki Mami/Ohty, które są po prostu i zwyczajnie bardzo banalnym, chociaż melodyjnym j­‑popem. Owszem, słucha się ich przyjemnie, jednak raczej nie uzasadniają one zachwytów, jakie budzą w innych bohaterach anime. Zdecydowanie najbardziej udana z nich jest pojawiająca się w czołówce „debiutancka” piosenka bohaterki, Delicate ni Sukishite.

Przypuszczam, że Mahou no Tenshi Creamy Mami to jedna z tych serii, o których istnieniu warto wiedzieć (szczególnie jeśli ktoś interesuje się tym gatunkiem), ale które niekoniecznie trzeba oglądać. Spodobać się może tej wąskiej grupie widzów, którzy nie tylko lubią stare produkcje, ale także potrafią obejrzeć i docenić tytuły przeznaczone dla zdecydowanie młodszej grupy wiekowej.

Avellana, 20 września 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Pierrot
Autor: Kazunori Itou
Projekt: Akemi Takada
Reżyser: Osamu Kobayashi
Scenariusz: Hiroshi Toda, Kazunori Itou, Shigeru Yanagawa
Muzyka: Kouji Makaino