Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 24
Średnia: 6,79
σ=1,55

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Shenai)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Robot Carnival

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1987
Czas trwania: 91 min
Tytuły alternatywne:
  • ロボット・カーニバル
Widownia: Seinen; Postaci: Androidy/cyborgi; Inne: Eksperymentalne
zrzutka

Gratka dla miłośników science­‑fiction czy kolejne pulpowe historie z lat osiemdziesiątych? Interesująca, choć nierówna antologia krótkich form poświęconych robotom.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Shenai

Recenzja / Opis

Robot Carnival jest zbiorem krótkometrażowych opowieści, bazujących, jak wskazuje tytuł, na szeroko rozumianej tematyce robotyki. Na 90 minut filmu składa się dziewięć miniatur reżyserowanych zarówno przez tytanów gatunku, takich jak Katsuhiro Otomo (Akira, Steamboy) czy Takashi Nakamura (Fantastic Children), jak i stosunkowo mało znanych twórców.

Zapewne każdemu, kto sięgnie po ten tytuł, dziwny wyda się brak dialogów (pojawiających się tylko w dwóch częściach), a także brak jakiejkolwiek stylistycznej i koncepcyjnej (poza oczywistą koncepcją robotyki) jedności między poszczególnymi opowieściami, co dla mnie było niewątpliwą zaletą. Zabieg ten sprawił, że naprawdę poczułem tytułowy „karnawał”. Żeby nie było jednak zbyt pięknie, poszczególne opowieści trzymają bardzo różny poziom, z tego więc względu postaram się w paru słowach opisać wszystkie części.

Niespełna pięciominutowy Opening, zrealizowany przez Katsuhiro Otomo i Atsuko Fukushimę, wprowadza w klimat całej produkcji. Fabularnie związany jest z ostatnią częścią, Endingiem, będącą dziełem tego samego zespołu. Przedstawia on przybycie tytułowego „Karnawału robotów” do małej wioski w zniszczonym, pustynnym świecie. Miniatura ta to coś w stylu cyrkowej komedii. Wrażenie to dodatkowo potęguje jaskrawa kolorystyka scen, a zastosowanie patetycznej orkiestrowej muzyki podczas ukazywania tragicznych scen dopełnia wrażenia absurdu. Franken's Gears, bo taki tytuł ma druga z opowieści, w reżyserii Koujiego Morimoto (znanego głównie z Animatriksa), to swoista adaptacja Frankensteina Mary Shelley. Widzimy tutaj dr. Frankena, biegającego od maszyny do maszyny w obłędnych próbach przebudzenia skonstruowanej przez siebie istoty. Warto wspomnieć, że na plecach nosi wielki globus, który można interpretować symbolicznie. Schizofreniczny i „duszny” nastrój tego obrazu osiągnięto za pomocą ciemnej, wręcz mrocznej kolorystyki oraz skupienia się głównie na ekspozycji poplątanych kabli i dziwnych maszyn. Jest to jedna z ciekawszych miniatur, ale niestety nawiązanie do wielokrotnie wykorzystywanego motywu wywołuje uczucie wtórności. Dalej dostajemy dwie do bólu oklepane historie o superbohaterze oraz o dziewczynie i jej wybawcy, robocie­‑księciu, zatytułowane Deprive (reżyseria Hidetoshi Omori) oraz Star Light Angel (reż. Hiroyuki Kitazume). Banalne opowieści science fiction, jakich pełno było w latach osiemdziesiątych. Graficznie również są to obrazy ze wszech miar typowe dla okresu, w którym powstały.

Na szczęście, gdy przebrniemy przez te dwa „potworki”, dostajemy świetne Presence w reżyserii Yasuomiego Umetsu. Pierwszym, co się rzuca w oczy, jest piękna, bardzo realistyczna grafika, która nasunęła mi skojarzenia z produkcjami Studia Ghibli przez niesamowitą dbałość o szczegóły przedstawionego świata. Zachwyca również płynna (jak na ówczesne standardy) animacja – szczególnie postacie poruszają się bardzo naturalnie. Poza zaletami czysto technicznymi tę miniaturę wyróżnia na tle innych bardzo spokojne i jakby melancholijne prowadzenie fabuły. Opowiada ona o twórcy zabawek, mężczyźnie zdominowanym przez małżonkę, który buduje robota­‑kobietę, ucieleśniającą jego ideał kobiecości. Małym mankamentem tej miniatury są dialogi (pojawiające się tu po raz pierwszy w filmie), które brzmią bardzo patetycznie i nienaturalnie. Do zestawu trafił również eksperymentalny projekt praktycznie nieznanego Mao Landa, pod tytułem Cloud. Ta minimalistyczna w formie opowieść o małym robocie, podobnym trochę do Astroboya Tezuki, zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Lando pokazując jedynie maszerującego robota oraz chmury układające się w różne obrazy, stworzył piękną metaforę. Czego? Myślę, że zależne jest to w dużym stopniu od odbiorcy, ale jest to absolutnie najlepszy film w prezentowanym zestawie. Po skłaniającym do refleksji Cloud dostajemy dziełko o absolutnie odwrotnej naturze. A Tale of Two Robots – Chapter 3: Foreign Invasion – pod tym długim tytułem skrywa się zrobiona z polotem komedia, opowiadająca o inwazji szalonego amerykańskiego naukowca na Japonię. Dostajemy tu między innymi genialny pojedynek dwóch drewnianych mechów – pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów parodii z wielkimi robotami w rolach głównych. Jest to drugi epizod, w którym pojawiają się dialogi. Przedostatnia historia przynosi kolejny zwrot stylistyki i podjętej konwencji. Dostajemy mianowicie psychodeliczny horror Takashiego Nakamury, Chicken Man and Red Neck in Tokyo. Pretekstowa fabuła polega na ucieczce pijaka (ostatniego ocalałego człowieka) przed tajemniczym robotem mającym moc ożywiania materii. Ciekawe jest też podejście do tematyki inwazji maszyn, które atakują nie tyle bezpośrednio ludzkość, ile raczej naszą rzeczywistość. Konsekwentne balansowanie na granicy prawdziwe­‑urojone stawia jednak pytanie, czy jest to faktycznie rzeczywistość, czy jednak tylko deliryczny sen alkoholika? Obok Presence i Cloud jest to zdecydowanie najlepsza odsłona „Karnawału robotów”. Jako swoistą klamrę dla tego zbioru dostajemy Ending, będący kontynuacją Openingu, zamykający zarówno pierwszą miniaturę, jak i cały film.

Za muzykę odpowiedzialny jest Joe Hisaishi, znany z filmów Studia Ghibli. Przy braku dialogów w większości miniatur to właśnie muzyka przejmuje zadanie „ilustrowania” dźwiękiem wydarzeń na ekranie. Każda część wykorzystuje inny gatunek muzyczny, od rocka po ambient, a nawet elektroniczne dźwięki.

Siedem na dziewięć opowieści jest zdecydowanie dobrych, niektóre nawet są więcej niż dobre. Dwie kiepskie trochę psują obraz całości, ale da się to jakoś przeboleć – w najgorszym przypadku można całkowicie je pominąć. Jedyną poważniejszą wadą jest duże zróżnicowanie poszczególnych części, co powoduje wrażenie obcowania z czymś niespójnym i lekko chaotycznym. Można się jednak do tej obranej przez twórców konwencji przyzwyczaić. Refleksję, o czym jest to anime, zostawię tym, którzy zdecydują się po nie sięgnąć. Ja mogę jedynie zdecydowanie polecić je wszystkim fanom ambitniejszej fantastyki oraz osobom, które nie boją się zaryzykować, bo brak formalnej i tematycznej spójności nie każdemu musi się spodobać.

Shenai, 9 stycznia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio A.P.P.P.
Projekt: Atsuko Fukushima, Hidetoshi Oomori, Hiroyuki Kitazume, Kouji Morimoto, Mahiro Maeda, Takashi Nakamura, Yasuomi Umetsu, Yoshiyuki Sadamoto
Reżyser: Hidetoshi Oomori, Hiroyuki Kitakubo, Hiroyuki Kitazume, Katsuhiro Ootomo, Kouji Morimoto, Takashi Nakamura, Yasuomi Umetsu
Scenariusz: Hidetoshi Oomori, Hiroyuki Kitakubo, Hiroyuki Kitazume, Katsuhiro Ootomo, Kouji Morimoto, Takashi Nakamura, Yasuomi Umetsu
Muzyka: Isaku Fujia, Joe Hisaishi, Masahisa Takeichi