Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 67
Średnia: 7,24
σ=1,78

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Paweł)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Detroit Metal City [2008]

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 104 min
Tytuły alternatywne:
  • デトロイト・メタル・シティ [2008]
Postaci: Artyści; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Live action, Realizm
zrzutka

O młodzieńcu rozdartym między tym, co robić lubi, a tym, co robi dobrze. Ekranizacja mangi o zespole DMC – tym razem w wersji aktorskiej.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Souichi Negishi jest młodym mężczyzną, który od bardzo dawna pragnął zostać wokalistą popowym. Ubrania o pastelowych kolorach, gitara klasyczna, fryzura na „grzybka” i cieniutki głosik to z pewnością klimaty, które najbardziej mu odpowiadają. Aby spełnić swoje marzenie, chłopak przeprowadza się z małej mieściny do Tokio, gdzie rozpoczyna studia. Życie jednak często zmusza do decyzji zdecydowanie odmiennych od tych, które sobie wymarzymy. Tak oto Souichi zostaje wokalistą i gitarzystą… zespołu death metalowego.

Detroit Metal City jest tytułem, który z pewnością nie jest obcy fanom japońskiej twórczości. Wpierw jako manga, wydawana od 2005 roku, później licząca dwanaście odcinków seria OAV, aż w końcu pełnometrażowy film. Ta krótka historyjka przedstawia życie pewnego młodzieńca, który miał marzenia. Nie były one wcale szczególnie wygórowane – chłopak chciał żyć modnie, zostać modnym wokalistą modnej popowej muzyki (w jego subiektywnych odczuciach oczywiście). W pewnym momencie jednak coś nie wyszło… Studia skończył, ale pracy nie znalazł. Cały czas mieszkał też samotnie w malutkim wynajmowanym pokoiku – bo Negishi miał na oku pewną pannę, ale odkąd pożegnał się z uczelnią, kontakt się urwał. Żeby zarobić na życie w stolicy, został muzykiem zespołu death metalowego – nie oszukujmy się, jest to ostatnia rzecz, jakiej się spodziewał. Targany między skrajnościami, prowadził podwójne życie. Raz jako Souichi Negishi, śpiewający chłopaczyna o dosyć zniewieściałym usposobieniu, dwa – jako Johannes Krauser II, lider metalowego zespołu o nazwie Detroit Metal City, którego słownik zawiera niedużo więcej niż angielskiego pochodzenia czteroliterowy wulgaryzm na literę „F”. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pierwotne marzenie staje się coraz bardziej naznaczone niepowodzeniami, kiedy tożsamość „metalowca” wspina się na wyżyny – zarówno pod wzglądem popularności, jak i osobistych satysfakcji. Tylko jak tu żyć, kiedy sukces bierze się z wewnętrznego rozdarcia między tym, co chce się robić, a tym, co najwyraźniej robić trzeba?

W porównaniu do serii OAV, z którą zaznajomiłem się dużo wcześniej, film zdecydowanie jest bardziej jednorodny i lepiej poukładany. Etapy z życia Souichiego tworzą spójną całość, a historia daje się lepiej zrozumieć, co w przypadku wersji animowanej czasami sprawiało problemy. Wersja pełnometrażowa została też pozbawiona niektórych wątków, a kilka uległo zmianie. Są to wyraźne plusy produkcji, ponieważ anime tego usystematyzowania nie miało, a niektóre jego części sprawiały wrażenie wyrwanych z kontekstu. Co więcej, film z natury rzeczy pozbawiony jest powtarzalności różnych elementów, co chroni przed monotonią. Nie oznacza to jednak, że rozwiązania zastosowane w produkcji pozbawione są jakichkolwiek wad. Przede wszystkim brakuje tu tego pazura, który znany nam jest z wersji animowanej. Film jest mniej wulgarny i mniej abstrakcyjny, tracąc przy tym walory humorystyczne. Dla niektórych widzów może okazać się to zaletą, ja jednak przyznaję, że właśnie groteskowy i przerysowany humor był tym, za co tytuł lubiłem. DMC pamiętam jako świetną parodię, która w bardzo negatywny, chociaż zabawny sposób przedstawiała dwa środowiska – popowe i metalowe, oraz fanów z nimi związanych. W filmie też się to pojawia, ale twórcy ewidentnie starali się być ostrożni w tym, co postaci mówią i sobą reprezentują. Niestety, ale dla mnie ów tytuł, pozbawiony większości charakterystycznego dla siebie humoru, staje się po prostu nudny. Muszę jednak pamiętać o tym, że gdybym nie był zaznajomiony z fabułą, to pewnie większą uwagę poświęciłbym seansowi. Bardzo dobrze została pokazana kwestia przebrań i charakteryzacji aktorów, co budowało naprawdę fajny klimat. Na koniec warto zaznaczyć, że film został całkiem pozytywnie przyjęty, a nawet pojawiły się propozycje stworzenia własnych wersji, na przykład przez wytwórnie ze Stanów Zjednoczonych.

Zdecydowanie mocną stroną Detroit Metal City Live Action jest dobór aktorów. Ken'ichi Matsuyama (znany chociażby z roli L w ekranizacji mangi Death Note), który wcielił się w postać głównego bohatera, był strzałem w dziesiątkę. Wygląd, zachowanie i barwa głosu – wręcz idealnie pasujące do Negishiego. Aktor spisał się naprawdę dobrze, każdy gest czy wypowiedziane zdanie są niezwykle przekonujące. Yasuko Matsuyuki w roli pani menedżer też wypadła całkiem nieźle, chociaż tej postaci zdecydowanie brakowało pierwotnego charakterku – ale to już raczej wina scenariusza. Rosa Kato w roli obiektu zainteresowań głównego bohatera była chyba jedyną postacią, która w ogóle mnie nie przekonała. Zdawała się sztuczna i bezpłciowa, raczej nie pozostawiła dobrego wrażenia. Pozostali aktorzy zostali dobrani dobrze, chociaż były to mniej znaczące role, więc też opisywanie ich wszystkich mija się z celem. Wniosek – jeżeli pominąć panią Kato, gra aktorska jest na przyzwoitym, przekonującym poziomie.

Jednym z ważniejszych, o ile nie najważniejszym elementem Detroit Metal City, jest muzyka. Nie pokuszę się tutaj o ocenę warstwy muzycznej pod kątem przynależności do gatunku death metalowego, bo wielkim fanem tego typu muzyki nie jestem, więc moja opinia w tym względzie do wartościowych z pewnością by nie należała. Powiem tylko, że większość głównych utworów znanych z wersji animowanej tutaj również się pojawia, tylko że wykonywane są przez pana Matsuyamę. Utwory te nadal pasują do tytułu, a przepaść dzieląca obydwa wspomniane gatunki muzyczne jest widoczna i świetnie zaakcentowana. Osobiście bardzo lubię ścieżkę dźwiękową z DMC, więc i subiektywna ocena jest raczej wysoka.

Koniec końców, pełnometrażową wersję Detroit Metal City uważam za udaną, chociaż do wybitnie interesującego bądź zabawnego filmu brakuje jej wiele. Dla kogo przeznaczony jest ten tytuł? Zdecydowanie nie poleciłbym go zatwardziałym fanom muzyki popowej bądź metalowej. Osoby takie zazwyczaj nie potrafią się zdystansować wobec własnych preferencji i zainteresowań, więc jakkolwiek film nie byłby „utemperowany”, prawdopodobnie i tak urazi uczucia. Najlepiej będą się przy nim bawiły osoby, które nie znajdują się na żadnym ze skrajnych końców tej osi i te, którym nie przeszkadza pewna dawka przekleństw i „świńskiego” humoru.

Paweł, 18 lutego 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Autor: Kiminori Wakasugi
Reżyser: Toshio Li
Scenariusz: Mika Oomori
Muzyka: Takayuki Hattori