Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 5/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 17
Średnia: 5,82
σ=1,76

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kaltresos)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Majutsushi Orphen: Revenge

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1999
Czas trwania: 23×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Orphen: Revenge
  • Sorcerous Stabber Orphen: Revenge
  • 魔術士オーフェンRevenge
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Magowie/czarownice; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

„Do przeciętnej historii fantasy wlej mnóstwo sosu komediowego” – oto przepis, według którego sporządzono Majutsushi Orphen: Revenge. Przepis, który w tym przypadku sprawdził się całkiem nieźle.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Tytułowy bohater – czarodziej Orphen (naprawdę ma na imię Krylancelo) – wyrusza w kolejną podróż ze swoim adeptem o imieniu Majic oraz nadpobudliwą dziewczyną zwaną Cleao. Za trójką naszych bohaterów (a właściwie czwórką, jeśli policzymy niebieskiego pupila Cleao – magicznego szczeniaka Leki) zaczyna podążać także młode i nieporadne dziewczę z ciężką walizką oraz podobnym do pokeballa robotem, która najwyraźniej ma do uzdolnionego maga jakiś interes. Jednocześnie jak rzepy ogona uczepiają się tej grupy doskonale znani wszystkim widzom pierwszej serii trollowi bracia: Volkan i Dortin. Jednakże jeszcze ktoś inny z zewnątrz ingeruje w tę, z pozoru bezcelową, podróż. Na drodze maga, jego ucznia oraz wrednej Cleao pojawiają się coraz to nowe potwory o przeróżnych zabójczych zdolnościach. Jak podpowiada podtytuł drugiej serii Majutsushi Orphen, ktoś chce dokonać w ten sposób zemsty. Ale może chodzi o coś więcej?

Po zakończeniu anime opartego na serii ilustrowanych powieści o uzdolnionym czarodzieju wydawało się, że wszystko zostało już rozwiązane. Postanowiono jednak w końcu zrobić kontynuację, a przed twórcami stanęło trudne wyzwanie: stworzenie sensownej fabuły. Poprzedni Orphen trochę kulał w tej sferze – miał formę komediową, ale jednocześnie opowiadał poważną historię, dotykającą problematyki miłości, śmierci oraz poświęcenia. Nieumiejętne połączenie tych dwóch przeciwstawnych elementów sprawiło, że momenty znudzenia dotykały zarówno widzów poszukujących komedii, jak i tęskniących za poważnym fantasy. Wpłynęło to na przeciętne notowania anime, które miało wszelkie zadatki na bardzo dobrą serię. Dlatego właśnie nowego Orphena postanowiono stworzyć w formie komedii z pewną opowieścią w tle, która wybija się na pierwszy plan dopiero w końcowych odcinkach. Dzięki temu to, czy seria spodoba się widzowi, zależy tylko od jego poczucia humoru. Gagi są tutaj najczęściej sytuacyjne, czasem schematyczne i powtarzające się, niektóre nawet znane jeszcze z poprzedniej serii (na przykład przechwałki trolla Volkana oraz dramatyczne wejścia Czarnego Tygrysa aka Pana Krewetki). Niektóre osoby uznają to za humor niskich lotów, jednakże innym (zwłaszcza młodszym widzom) seria da wiele okazji do uśmiechu.

Mimo wszystko należy pamiętać, że to w dalszym ciągu serial przygodowy. Niestety walki, które pojawiają się prawie w każdym odcinku, można określić co najwyżej jako przeciętne. Przez wiele przeciwników Orphen (sam albo ze sprzymierzeńcami) przechodzi jak przez powietrze. Kilkukrotnie odnosi rany, lecz – nie przejmując się zbytnio tym faktem – kontynuuje walkę, jakby nic się nie stało. Wszystkich pokonuje trzema czarami na krzyż, rzadko uciekając się do jakichś bardziej wyrafinowanych zagrań taktycznych. Niezbędna w takich anime intryga przewija się przez całą serię, ale dopiero pod koniec (mniej więcej od siedemnastego odcinka) nabiera rozmachu i akcja skupia się na niej, odsuwając na bok wątki komediowe. Bohaterowie oraz wydarzenia nagle nabierają powagi, chociaż w dalszym ciągu nadarza się czasem okazja do uśmiechu. Nie spodoba się to być może tym, którzy szukają czystej komedii, ale na usprawiedliwienie twórców powiem, że intryga się im udała i choć niektóre jej elementy są do przewidzenia, to parę rzeczy naprawdę zaskakuje w ostatnich odcinkach. Oczywiście opisywana fabuła nie należy do majstersztyków, przed którymi padamy na kolana, po czym polecamy serię wszystkim znajomym, lecz jest na tyle dobra, aby nie można było bardzo narzekać.

Bohaterowie przez większość czasu są zlepkiem komicznych cech, natomiast niektórzy antagoniści związani z główną intrygą stanowią ich przeciwieństwo, ponieważ zachowują się zawsze poważnie. Przez bardziej komediowe nacechowanie nowej serii, charaktery niektórych postaci poddano obróbce, co zaowocowało tym, że przykładowo Orphen stał się bardziej impulsywny i trochę bardziej na luzie, a Majic został jeszcze większym gamoniem niż dotychczas. Psychika bohaterów nie grzeszy głębią, ale nie przeszkadza to w żadnym wypadku cieszyć się z zawartych w animacji gagów, można więc przymknąć na to oko.

Biorąc pod uwagę oprawę graficzną, nie jest to dzieło wybitne, chociaż jednocześnie nie aż tak znowu kiepskie. Czary Orphena nie wyglądają tak, jak w poprzedniej serii (w której tytułowy bohater po prostu wyciągał ręce, odmawiał formułkę, po czym pokazywano efekt czaru) i w sporym stopniu przypominają ataki Pokemonów: jest wiele świateł, powtarzające się sekwencje animacji, rozmazane tło. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że w Revenge dodano także dziwne wielokolorowe plansze przywodzące na myśl malarstwo abstrakcyjne, pojawiające się pomiędzy poszczególnymi etapami rzucania zaklęcia. Sprawiają one wrażenie, jakby zostały tam wepchnięte na siłę, bo twórcom zabrakło środków lub pomysłów na wykonanie odpowiednich animacji. Inną rzeczą, którą na pewno zauważy już od początku ktoś, kto oglądał poprzednią serię, są nowe projekty postaci. Wygląd tytułowego bohatera, Cleao oraz Majika ulega lekkiej, ale zauważalnej zmianie. Czy jest to zmiana na lepsze? To już kwestia gustu, muszę przyznać, że mi bardziej odpowiadały stare projekty graficzne. Na plus można zaliczyć na pewno mimikę bohaterów, która została trochę wzbogacona, a i animacja czasem wydaje się być płynniejsza. Na minus – małą ilość detali oraz powtarzające się tła i krajobrazy. Widz może przez to momentami odnieść wrażenie, że oprawa graficzna pogorszyła się względem poprzedniej serii. Jest to jednak zmiana nieznaczna i nie przeszkadza w odbiorze całości.

Oprawa dźwiękowa w przeciwieństwie do grafiki jest tak samo dobra jak w poprzedniej serii. W tle starć Orphena z potworami pojawiają się chwytliwe utwory, często słychać gitarowe oraz smyczkowe brzmienia. Nawet dźwięk z przerywnika w środku odcinka wpada w ucho. Nie można tego niestety powiedzieć o pierwszym openingu oraz endingu, gdyż piosenka otwierająca nie prezentuje zbyt dobrego wokalu, ta druga jest zaś po prostu nijaka. Od 12 odcinka pojawia się nowa czołówka, a także utwór zamykający, które prezentują się trochę lepiej i mogą się spodobać większej rzeszy widzów. Jeszcze odnośnie oprawy dźwiękowej informacja dla miłośników amerykańskiego dubbingu – anime wydano w USA z naprawdę porządnie podłożonymi głosami.

Podsumowując, Majutsushi Orphen: Revenge to godna kontynuacja wcześniejszych przygód tytułowego bohatera. Każdy, komu choć trochę spodobała się seria poprzednia, może sięgnąć spokojnie po to anime. Polecam je także każdemu szukającemu lekkiej serii komediowej, którą ogląda się szybko i przyjemnie. Jeśli ktoś szuka porządnie wykonanej, mrocznej opowieści fantasy, na pewno się zawiedzie. Zaznaczam przy tym, iż znajomość poprzedniej odsłony tej animacji nie jest niezbędna przy oglądaniu Revenge (które opowiada całkowicie nową historię). Warto ją jednak mieć za sobą choćby po to, aby w pełni wyłapać wszelkiego rodzaju niuanse.

Kaltresos, 17 sierpnia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Masahiro Aizawa, Yoshinobu Akita, Yuuya Kusaka
Reżyser: Tooru Takahashi
Muzyka: Yasunori Iwasaki