Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,17

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 93
Średnia: 6,61
σ=1,61

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (kapplakk, moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tamayura

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2010
Czas trwania: 4×16 min
Tytuły alternatywne:
  • たまゆら
Postaci: Artyści, Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

To wspaniałe, gdy ma się w życiu jakąś pasję, której można oddać się bez reszty. Twórcy znakomitej Arii serwują krótką opowieść o dziewczynce, dla której fotografia to sposób na życie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Antanaru

Recenzja / Opis

Fuu Sawatari, skromna i nieśmiała dziewczynka, przeprowadza się do miasteczka nieopodal Hiroszimy, aby podjąć naukę w tamtejszym liceum. Nie ma wielu znajomych, jest typem osoby cichej i skrytej, i tak naprawdę tylko kilka osób z jej bliskiego otoczenia dobrze ją zna. Jedną z nich jest Kaoru, która zaprzyjaźniła się z Fuu wiele lat temu. Obie dziewczyny uczą się w tej samej klasie i spędzają razem dużo czasu. Jednak czy przyjaźń jest w życiu Fuu najważniejsza? Już od pierwszych minut tego anime wiadomo, że jest coś, czemu poświęca ona dużo więcej uwagi.

Tamayura to niewielkich rozmiarów opowieść autorstwa Junichiego Satou, który figuruje na liście płac również jako reżyser i scenarzysta. Za scenariusz odpowiedzialna jest także Reiko Yoshida. Oboje zamieszani byli w produkcję bardzo przeze mnie lubianej Aria the Animation i przyznam się od razu, że był to główny powód, dla którego zdecydowałem się obejrzeć Tamayurę. Dlaczego? Otóż pan Satou brał udział w tworzeniu wielu anime, jednak w duecie z Reiko Yoshidą nie pojawiał się często, a efekty tych prac były różne – i nierzadko okazywały się to tytuły skierowane do innej widowni. W przypadku Tamayury jest zupełnie inaczej – wielu fanów Arii (nie wyłączając mnie), wertując świeże zapowiedzi, miało nieodparte wrażenie, że oto właśnie trafili na tytuł, który ma szansę zawierać w sobie tę samą magię, która pozostała w pamięci za sprawą Neo­‑Wenecji. Czy Tamayura niesie z sobą to, czego po niej oczekiwałem?

W tym miejscu trzeba sobie jednak powiedzieć jasno: jakiekolwiek porównania recenzowanego tytułu z serią o uroczych gondolierkach (czy ondynach, jak kto woli) nie ma chyba większego sensu, choć obydwie mają wielką szansę spodobać się tej samej grupie docelowej. Można też dostrzec w nich kilka elementów wspólnych, jednakże cechuje je zupełnie inny klimat i w tym przypadku jest to według mnie kluczowe. Jeśli ktoś przeczyta w internecie, że oto nadchodzi najnowsze dziecko twórców Arii, i z takim nastawieniem zasiądzie przed ekranem, na pewno nie otrzyma tego, czego oczekiwał. Na szczęście nie oznacza to, że seans takiego widza zawiedzie. Szybko też okaże się, że Tamayura zawiera cząstkę tej magii, która tak cieszyła podczas obcowania z Neo­‑Wenecją i jej mieszkańcami. A w dodatku mamy okazję poznać pewnego kota, który stanowi namiastkę pociesznego Prezesa Aria Company.

Jaka więc jest Tamayura? Co mają do zaproponowania jej twórcy fanom Arii, a przede wszystkim widzom, którzy do tej pory się z tym tytułem nie zetknęli?

Na początek przypomnę, że historia jest dość krótka. Nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy to dobrze, czy źle. Z jednej strony fakt, że obejrzałem serię dwa razy i nie mam dosyć, wskazywałby na to, że chętnie zobaczyłbym ciąg dalszy. Z drugiej strony, te cztery odcinki tworzą ładnie zamkniętą całość i nie wiadomo, czy dodawanie na siłę kolejnych epizodów przyniosłoby dobry efekt. Jest to typowa propozycja na jeden seans. Można przy niej trochę odpocząć i odprężyć się. Tempo wydarzeń jest raczej spokojne, czego zresztą można było się spodziewać. Miłośnicy Neo­‑Wenecji oraz wszyscy amatorzy stonowanych opowieści z pewnością to docenią. Ci pierwsi zdadzą sobie jednak szybko sprawę, że klimat tej historii jest daleki od tego, co proponowała Aria. Dzieje się tak za sprawą postaci, których poczynania dane nam jest śledzić na ekranie.

Główną bohaterką opowieści jest Fuu, nazywana przez znajomych Potte. Jest to typowa mała, nieporadna dziewczynka, która jest nieśmiała, ma problemy z kontaktami międzyludzkimi i potrafi wywrócić się na płaskim jak stół chodniku za sprawą jednego krzyku. Mimo tej nieśmiałości udaje jej się jednak nawiązać znajomość z Norie i Maon – choć prawdopodobnie nigdy nie miałoby to miejsca, gdyby nie Kaoru. Wszystkie cztery dziewczyny tworzą całkiem sympatyczną i dosyć głośną gromadkę świeżo upieczonych licealistek, o których jednak można powiedzieć niewiele i na pewno nie jest to paczka bohaterów, która zapada w pamięć. Zapewne jest to po części spowodowane krótkim czasem, jaki twórcy mieli do dyspozycji. Ostatecznie jednak Kaoru, Norie i Maon są tylko urozmaicającym dodatkiem do głównej bohaterki, podobnie jak jej młodszy brat Kou (nawet pomimo tego, że wiąże się z nim pewien istotny wątek).

Sama Fuu to w zasadzie typ postaci, które rzadko zyskują moją sympatię. Jej słodka nieudolność we wszystkim, co robi, jest cechą często spotykaną w innych seriach, mało oryginalną i część widzów (w tym mnie) irytującą. Na szczęście jej rola nie ogranicza się do średnio udanych prób rozśmieszania widza nieporadnymi działaniami i szybko okazuje się, że ten element jej charakteru jest praktycznie nieistotny. Już od pierwszych minut pokazuje ona, że nie jest zwykłą szarą dziewczynką. W jej życiu jest coś, co nadaje mu sens: fotografia. O każdej porze dnia Fuu oddaje się swojej pasji. Jednym z jej ulubionych zajęć jest fotografowanie osób i przedmiotów w ruchu. Posługuje się przy tym starym aparatem Rollei 35S. Jest to pamiątka po zmarłym ojcu, który zajmuje w życiu Fuu bardzo ważne miejsce (nikogo chyba nie zaskoczę, pisząc, że to właśnie on zaraził swoją córkę pasją fotograficzną). Mimo młodego wieku Fuu wykształciła już w pewnym stopniu własny styl. Jednym z najważniejszych jego elementów jest tytułowa tamayura – efekty świetlne na zdjęciach, przypominające świetliki, płatki śniegu i inne tego typu zjawiska. Jedno ze zdjęć Fuu jest tak udane, że wisi na witrynie zakładu fotograficznego, w którym wywołuje ona odbitki. Bezgraniczne oddanie życiowej pasji obudziło moją sympatię do głównej bohaterki – stanowi ona przykład osoby, której życie nie jest puste i która dzięki swojemu hobby zawsze będzie miała jakiś cel. Fuu stanowi centralny element opowieści i rekompensuje braki pozostałych charakterów, podwyższając tym samym znacząco ocenę za postaci.

Za scenariusz pierwszego i ostatniego odcinka odpowiedzialny jest Junichi Satou, natomiast środek, czyli odcinki drugi i trzeci, to dzieło Reiko Yoshidy. I trzeba przyznać, że początek i koniec wypada znacznie lepiej. Czuje się, że pan Satou lepiej rozumie własne dzieło i pewnie zmierza do celu, którym jest całkiem udane zakończenie. Rolą odcinków Reiko Yoshidy było zapewne rozluźnienie klimatu i wprowadzenie swoistej lekkości, efekt jest jednak raczej przeciętny. Siła napędowa serii w postaci Fuu pozwala do pewnego stopnia zapomnieć o tym minusie, momentami można jednak odnieść wrażenie, że Tamayura to anime, jakich wiele. Ot, codzienne perypetie młodej maniaczki zdjęć i jej przyjaciół. Mimo wszystko mamy tu jednak trochę swoistej magii, towarzyszącej oglądaniu poczynań dziewczynki, która z takim poświęceniem stara się dążyć do doskonałości w tym, co robi. Poza tym każdy chyba zgodzi się ze mną, że udany start i finisz z gorszym środkiem to zdecydowanie najlepszy dla widza sposób prowadzenia opowieści (jak to się mówi, nie można przecież mieć wszystkiego).

Co do oprawy audiowizualnej – jest dobrze. Po prostu dobrze, z tendencją do przeciętności. Grafika nie jest dziełem sztuki, ale lubię ten styl. Projekty postaci są ładne, a pastelowe widoczki pełne uroku (pomimo małej ilości detali). Generalnie uczty dla oczu raczej jednak tu nie uświadczymy. Animacja jest skąpa i jest to największy minus grafiki. Muzyka również jest po prostu dobra, choć niektóre utwory zasługują na większe uznanie i ogólnie cała ścieżka dźwiękowa dobrze pasuje do charakteru opowieści. Oprawa audiowizualna z pewnością jednak nie stanowi elementu, który mógłby jakoś szczególnie zachęcić do oglądania.

Przesłanie tej serii jest jasne: mówi ona o tym, jak ważne jest posiadanie jakiejś pasji. Jak kolorowe może być nasze życie, kiedy mamy hobby, któremu możemy się poświęcić. Tamayura to dla mnie także opowieść o tym, że wspaniale jest robić to, co kochamy. W ten sposób możemy dążyć do tego, aby nasze marzenia powoli stawały się rzeczywistością. A nasze marzenia to niejednokrotnie nic innego, jak odzwierciedlenie naszych pasji. Przesłanie Tamayury jest piękne w swojej prostocie, a zarazem głębokie, bo tyczy się nas wszystkich, zarówno dorosłych, jak i dzieci. Dla kogoś sensem życia będzie ratowanie istnień ludzkich poprzez pracę nad wynalezieniem sztucznej krwi, a dla kogoś innego będzie to pstrykanie zdjęć. Abstrahując od tego, co przyniesie ludzkości większe korzyści, z pewnością jedno i drugie da komuś szczęście, które można osiągnąć poprzez oddanie się swoim zamiłowaniom. I właśnie to jest dla mnie sensem tego anime.

Muszę przyznać, że z przyznaniem oceny za całość miałem pewien problem. Zdrowy rozsądek każe mi wystawić siedem, serce jednak podpowiada, że seria zasługuje na pół, a może nawet całe oczko więcej. Po zastanowieniu zdecydowałem, że będzie to siódemka, ale osoby kierujące się w życiu uczuciem mogą spokojnie dodać do tej oceny jeden punkt. Oczywiście nie mogę polecić tej serii wszystkim. Ze względu na pogodny klimat z lekką nutką melancholii i średnią wieku bohaterów (oraz wszelkie związane z tym konsekwencje) seria raczej nie przypadnie do gustu widzom zainteresowanym tylko i wyłącznie całkowicie poważnymi tytułami. Stanowczo należy też odradzić jej oglądanie amatorom szybkiej i pełnej zwrotów akcji. Komu więc polecić? Na pewno osobom szukającym krótkiej serii, której mało dynamiczne tempo akcji pozwoli zrelaksować się i odpocząć. Przede wszystkim jednak miłośnikom gatunku oraz osobom wrażliwym, które docenią melancholię niektórych scen, kontrastujących z bardziej radosnymi momentami. No i oczywiście wszystkim tym, którzy na punkcie swojego hobby mają absolutnego „fioła” – to właśnie im główna bohaterka może wydać się szczególnie bliska.

kapplakk, 6 lutego 2011

Recenzje alternatywne

  • moshi_moshi - 6 marca 2011
    Ocena: 7/10

    Krótka opowiastka o marzeniach, wspomnieniach z dzieciństwa i fotografii. Ciepłe i nastrojowe anime dla miłośników prostych historii i robienia zdjęć. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Hal Film Maker
Autor: Jun'ichi Satou
Projekt: Haruko Iizuka
Reżyser: Jun'ichi Satou
Scenariusz: Jun'ichi Satou, Reiko Yoshida
Muzyka: Nobuyuki Nakajima