Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Funcon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 10/10 grafika: 5/10
fabuła: 10/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

10/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,50

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 23
Średnia: 7,7
σ=2,29

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Grisznak)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hyouge Mono

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 39×25 min
Tytuły alternatywne:
  • へうげもの
Widownia: Seinen; Postaci: Samuraje/ninja; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość; Inne: Realizm
zrzutka

Burzliwe czasy okresu Sengoku ukazane w wybitnej opowieści o sztuce parzenia herbaty.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Każdy naród ma w historii okresy, do których lubi się odwoływać. Amerykanie mają drugą wojnę światową, którą oczywiście samodzielnie wygrali, my rozkoszujemy się wspomnieniami o odsieczy wiedeńskiej, a Japończycy lubują się w epoce Sengoku. Wielu miłośnikom nie tyle anime, co Japonii, nie trzeba wyjaśniać, co kryje się pod tym pojęciem, pozostałych zaś odsyłam do źródeł w sieci lub książek, gdyż rozeznanie w tych burzliwych dla Kraju Wschodzącego Słońca czasach okaże się kluczowe dla zrozumienia i swobodnego odbioru Hyouge Mono.

Skoro czas i miejsce akcji są już jasne, wypada przejść do szczegółów. Z oczywistych względów nie będę się rozwodzić nad rolą postaci historycznych w fabule, bowiem pod tym względem Hyouge Mono, mimo że nie jest opowieścią historyczną, a raczej artystyczną interpretacją tamtych czasów, prezentuje zagadnienie rzetelnie. Akcja rozpoczyna się od oblężenia przez siły Ody Nobunagi zamku Shigisan, w którym zasiada Matsunaga Hisahide. Wtedy też poznajemy głównego bohatera, Sasuke Furutę, niezbyt zamożnego szlachcica, służącego Nobunadze w roli gońca. Sasuke otrzymuje polecenie przeprowadzenia negocjacji z Matsunagą, który dopuścił się zdrady, i przekonania go do poddania twierdzy. Podczas tej sceny objawia się niespotykana miłość wysłannika do sztuki, a zwłaszcza do naczyń związanych z rytuałem parzenia herbaty. Jak się szybko okazuje, herbata i związane z nią tematy staną się jednym z głównych wątków serii. Sasuke, aspirujący do miana estety, zaczyna pogrążać się w chęci zbierania skarbów związanych z herbacianym ceremoniałem. Niestety trudno połączyć artystyczną duszę i powinności wojownika. Nową jakość do życia mężczyzny wprowadza spotkanie z Rikyuu, mędrcem, prawdziwym estetą, cenionym w całej Japonii wirtuozem parzenia herbaty. Ich relacje szybko przechodzą na tor uczeń – mistrz. W siłę rośnie zarówno Sasuke Furuta, który wreszcie realizuje ambicje i z wiernego sługi staje się wpływowym i bogatym szlachcicem, jak i Rikyuu, pod przykrywką propagowania „drogi herbaty” toczący własną, bardzo niebezpieczną grę. Grę, która w końcu przyprawia go o utratę głowy, co też kończy fabułę. Ale o tym powinniście już wiedzieć przed seansem. Nie? To szkoda, gdyż w takim razie nie zrozumieliście prawie nic z wydarzeń ukazanych w serialu.

Czy to ma być ciekawe? Jeszcze jak! Rozciągnięta na wiele lat akcja odwiedza wiele ważnych dla okresu Sengoku pól bitew, przybliża sylwetki takich osób, jak Oda Nobunaga, Hashiba Hideyoshi, Tokugawa Ieyasu czy Akechi Mitsuhide. Oczywiście ich kreacje to nadal artystyczna interpretacja, lecz każda opowieść w konwencji historycznej wymaga podkolorwania, by nie zamienić się w dokument. To właśnie barwni, pełnokrwiści, pełni ambicji i dążący do ich realizacji bohaterowie trzymają przy ekranie jak magnes. Ich sylwetki można rozpatrywać na różnych płaszczyznach, a ich poczynania są zwyczajnie interesujące. Ponadto widać, jak dojrzewają i zmieniają się przez lata. Taki Furuta – gdy go poznajemy, nie jest biedny, ale do zamożności wiele mu brakuje. W polskich realiach byłby szlachcicem na małym majątku, z garstką poddańczych chłopów. Ma piękną żonę wywodzącą się z wyższych, nazwijmy to, kręgów, i córeczkę. Mija kilkanaście odcinków i już Sasuke ma obowiązek wystawić do boju stu, a potem nawet pięciuset wojowników. Lata lecą błyskawicznie, jeszcze niedawno jego dziecko hasało niesfornie jak na urwipołcia przystało, a tu już wydaje ją za mąż. Fabuła, mimo tych przeskoków, posuwa się do przodu tak płynnie i konsekwentnie, nie pozwalając sobie na przestoje, że widz może przegapić upływ czasu. Drugim tego powodem jest ilość wydarzeń, bowiem w Hyouge Mono ciągle coś się dzieje, jeśli nie jest to bitwa, to albo zaraz jakaś się wydarzy i trwają do niej przymiarki, albo ktoś usilnie dąży do tego, by pokój nie trwał zbyt długo. Autor mangowego pierwowzoru, Yoshihiro Yamada, dorysował historycznym personom osobowość idealnie dopasowaną do roli, jaką odegrali w historii Japonii. O bohaterach w Hyouge Mono pisać można bez końca, a wystarczy stwierdzić, że lepszych ze świecą szukać.

Hyouge Mono zachwyciło mnie, tego nie jestem w stanie ukryć. Ale to nie jest wyjątek, nie tylko ten serial animowany wywarł na mnie takie wrażenie. A jednak uważam, że rozpatrywanie akurat tej serii w tych samych kategoriach, co reszta anime, to przestępstwo. Hyouge Mono wymyka się bowiem wszystkim kryteriom i schematom, do jakich latami przyzwyczajał nas japoński showbiznes, bliżej tu do nowoczesnego serialu, niż do kreskówki. Złożonością historii, prezentacją bohaterów i ilością wątków fabularnych przyćmiewa większość wytworów japońskiego przemysłu animowanego, równając do jakości znanej z zachodnich produkcji aktorskich. To zupełnie inna liga, dojrzała, spójna koncepcyjnie, tworzona bez oglądania się na potrzeby szeroko pojętego grona odbiorców.

Szkoda tylko, że wizualnie jest to produkcja, łagodnie rzecz ujmując, skromna. Przy czym skromność ta nie jest w tym przypadku cechą chlubną. Na pochwałę zasługują jedynie projekty postaci, wyraźnie odwołujące się do ich sylwetek znanych z malowideł z okresu. Rysownicy (właściwie to autor pierwowzoru) wykonali świetną robotę, nadając bohaterom jak najbardziej zróżnicowane rysy twarzy, a jednocześnie nie wychodząc poza skalę, w jakiej można umownie zmieścić „normalność”. Mężczyźni, stanowiący druzgocącą większość bohaterów, posiadają unikalne cechy wyglądu, często wynikające zwyczajnie z ich wieku. W ich gronie najbogatszą mimiką pochwalić się może Sasuke, szczerzący zęby na widok każdego drogocennego zabytku, jaki spotka na swojej drodze. Znawcy wiedzą jednak, że znacznie trudniej w anime rysować kobiety, które rzeczywiście będą piękne, a różnić będzie je nie tylko fryzura i rozmiar miseczki. W Hyouge Mono się udało, w dodatku z każdej przedstawicielki słabszej płci bije czar japońskiego wyobrażenia ideału kobiecości. Godne uwagi są także stroje z epoki, elementy oręża, zwłaszcza zbroje, architektura i dekoracje wnętrz. Z kolei tak ważne w całej historii przybory do parzenia herbaty najczęściej nie zostały narysowane, lecz wygenerowane komputerowo, co ogólnie daje różny, często niezbyt ładny efekt.

Z kolei animacja i ogólna dynamika dzieła obnażają budżet, jaki przeznaczono na jego realizację. Gdy coś rusza się w oddali, np. jeźdźcy, to najczęściej tylko przesuwa się względem tła, nie ruszając ciałem, żołnierze przez większość czasu stoją jak kołki, a koszta cięto wszędzie, gdzie tylko się dało. Wyrozumiałość to jedna z cnót, jakimi powinien wykazać się zachęcony do seansu widz. A w początkowych odcinkach musi on też przyzwyczaić się do bardzo natarczywego, niekoniecznie dopasowanego podkładu muzycznego, który w wielu momentach okazał się zwyczajnie zbyt głośny. Problem był na tyle istotny, że kilkakrotnie kwestie bohaterów niemal ginęły pośród nut. Na szczęście w późniejszych odcinkach problem znika. W zamian za to genialny opening Bowl man, z powodu oskarżenia jednego z wykonawców o posiadanie narkotyków, zastąpiło elektroniczne rzępolenie. Dobre jest to, że nikt nie ośmielił się ruszyć endingu.

Osobną kwestią jest wybitna praca seiyuu. Kouji Ookura, odtwórca głównej roli, nie jest może aktorem znanym, ale za to wsławił się już dawno temu dzięki FLCL, gdzie zagrał Amarao (tego z dużymi brwiami). Paleta unikatowych głosów należących do weteranów zawiera takie gwiazdy, jak Nobuo Tanakę w roli Rikyuu (którego głosem mówił Dio w adaptacjach JoJo z 1993 i 2000 roku). Mało która współczesna produkcja może pochwalić się obsadą aktorską z doświadczeniem sięgającym lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, a w tym przypadku dotyczy to prawie wszystkich ważnych postaci, co stanowi jakość samą w sobie.

Jak już pisałem, to anime nie ma porównania w kategorii japońskich seriali animowanych. Hyouge Mono jest lepsze od nich pod każdym względem, stoi na równi z takimi wiekopomnymi dziełami, jak Ginga Eiyuu Densetsu. Wybierz jakiekolwiek anime i podaj, co w nim było dobre, Hyouge Mono realizuje to lepiej. Oczywiście w kwestii fabularnej, bowiem nietrudno je przebić w aspektach wizualnych. Dlaczego więc cały świat się nim nie zachwycał? To proste.

Świat potrzebuje dobrych anime. A to jest więcej, niż dobre.

Slova, 24 grudnia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Bee Train
Autor: Yoshihiro Yamada
Projekt: Yoshiaki Tsubata, Yoshimitsu Yamashita
Reżyser: Kouichi Mashimo
Scenariusz: Hiroyuki Kawasaki
Muzyka: Kou Ootani