Komentarze
Ruchomy zamek Hauru
- i cała magia zepsuta... T_T : Grajek : 28.01.2012 13:53:11
- Re: Anime a książka : Kysz : 22.01.2012 22:13:29
- Re: Anime a książka : harpagon : 22.01.2012 20:41:24
- komentarz : harpagon : 22.01.2012 20:38:32
- Anime a książka : Kysz : 22.01.2012 17:19:44
- Fabularny dziurawiec : Mika : 22.01.2012 13:49:27
- Re: Muzyka : Sezonowy : 17.01.2012 00:14:39
- Re: Muzyka : Chizura-chan : 16.01.2012 21:03:17
- Muzyka : Evelinie : 16.01.2012 20:39:20
- komentarz : psiochaa : 19.08.2011 22:34:46
i cała magia zepsuta... T_T
Fabuła wydaje się być w porządku, chociaż w moim subiektywnym odczuciu, niektóre wątki były mocno naciągane np. wątek miłosny Sophie i Hauru, a momentami fabuła wydawała się być jakby wyciągnięta z kontekstu- bez żadnego „podłoża”.
Muzyka…no cóż, może to ja jestem głucha (możliwe, i‑pod robi swoje), ale było jej bardzo mało, a jak już się pojawiła, to raczej nie wpadała w ucho.
Sprawę ratuje oczywiście grafika- czy jest coś lepszego od tła i detali w stylu Studia Ghibli? ;)
Ale teraz coś, co w moim odczuciu było MASAKRĄ i można powiedzieć, że doszczętnie zniszczyło magię filmu. Włączam tv, zniecierpliwiona i „nabuzowana”, że zobaczę kolejne świetne anime, a tu już w pierwszej minucie dane mi jest słyszeć głos niewinnej i nieśmiałej „cnotki niewydymki” czyli dubbing w stylu serii „Barbie” (jak ma się 7 letnią siostrzenicę, to się takie rzeczy wie XD).
Przepraszam za dość niestosowne słownictwo powyżej (wyrażenie przechwycone od kolegi), ale naprawdę, tak fatalnie dobranego głosu młodej Sophie nie dało się inaczej określić. Reszta aktorów dubbingowych jako tako sobie radzie (najlepiej wypada głos starej Sophie), ale bądźmy szczerzy- dubbing w anime to jest po prostu zbrodnia. Naprawdę, można powiedzieć, że obrzydziło mi to cały film i niejednokrotnie w trakcie oglądania miałam ochotę wywalić tv za okno.
Mogę mieć tylko nadzieję, że nie zrażę się na dobre do tego tytułu ,bo w końcu film jest dobry. Postaram się wykreślić z pamięci tę wersję i zafunduję sobie terapię 'właściwym' „Ruchomym zamkiem Hauru”.
Anime a książka
Trochę za bardzo wszystko skupiło się na kliknij: ukryte wojnie, która w książce nie była tak ważna. Nawet odniosłam wrażenie, że była tylko pretekstem do wysłania Hauru na poszukiwanie Justina. I niby nie jest tak źle, ale od momentu przeczytania książki czuję się strasznie rozczarowana filmem…a zwłaszcza tym, co zostało kliknij: ukryte z wątku romantycznego.
Fabularny dziurawiec
Oceniając ten film przez pryzmat innych produkcji ze studia Ghibli, uważam że tylko grafika i udźwiękowienie jest jak zawsze na wysokim poziomie (nie licząc głosu seiyuu głównej bohaterki). Fabuła mogła być dobra, gdyby skupiono się na paru aspektach i odpowiednio je rozwinięto, a podarowano sobie wielowątkowość która spowodowała jedynie chaos.
Całościowo 7/10 max. (i to tylko przez wzgląd na stronę techniczną i sentyment do Ghibli).
Muzyka
PS fajny ten Kalciferek
nawet nie wiem, co najbardziej pochwalić
Co ciekawe, aż chciałabym umieść tu też… zamek. Bo nawet, jeśli nie jest „bohaterem”, to zdawał się żyć własnym życiem. I to mnie zachwyciło.
No i oczywiście – Sophie i Hauru. Sophie to jedna z nielicznych kobiet w anime, które tak bardzo polubiłam. Jest twarda, niezrażona przeszkodami, zaradna i potwornie śmiała, czy chodzi o ryzykowanie życia, czy wyznanie uczuć. Z kolei Hauru… Przyznaję. Po raz pierwszy jakiś facet zauroczył mnie w pierwszej sekundzie, w jakiej go zobaczyłam. Mówi samo przez siebie :P
Hauru
Polecam wszystkim :)
;>
Rzadko spotyka się cos tak pięknego w obecnych czasach.
Napiszę to po raz nie wiem który, ale Uwielbiam WSZYSTKIE filmy Ghibli i ten nie jest wyjątkiem :D
Czar Miyazakego
Kolejne dzieło studia Ghibli które zdobyło popularność. Pełno magii, przygody dziewczynki, która zostaje przez zbieg przyczynowo -skutkowy wmieszana w to wszytko oraz oprawa całego filmu czyli to czym charakteryzuje się te studio, dawało mi największą przyjemność.
Staranność w szczegółach, dobrze zrobiona fabuła mająca swój koniec i początek i po za tym bohaterowie wyróżniającym się swym charakterem. Nie zapominając zawsze o grafice która jest świetna.Choć w scenach poruszania się zamku ,który wyglądał jak by nie zlewał się z tłem, co wydawało mi się „sztuczne”.
Muzyka piękna :) I co tu jeszcze mówić… Wstawiam 10 na 10 :).
25.02.2011r.
Ciekawa pozycja...
Ghibli znowu rządzi!
„Ghibli!”
Świetne!
Fabularnie, faktycznie nie da się tego streścić, na tyle by zepsuć najlepszego przyszłym widzom. Myślę, że recenzentka ma rację akurat w tym punkcie. Kreska mi się podobała. Przyjemnie oglądało się wszystkie postacie, zwłaszcza Calcifera oraz (oczywiście) głównego bohatera. Niemniej jednak każdy z bohaterów miał swój własny charakter i tym do (mnie) do siebie przyciągał. Pod względem graficznym wywarł na mnie największe wrażenie sam zamek, tego jak się poruszał, zmieniał i co nim sterowało. Odnośnie muzyki towarzyszącej temu anime nie powiem zbyt dużo, bo niestety czasami miałam wrażenie, że w ogóle jej nie ma albo była zbyt stłumiona. Jednak, gdy dałam rade coś usłyszeć to naprawdę dodawało to uroku. Dlatego nie zgodzę się z recenzentką, która wystawiła za muzykę ocenę 3 oraz oceniła postaci 7/10. Uważam, że mimo wszystko zasługują one na więcej.
Ruchomy zamek Hauru jest i chyba pozostanie anime, które wywarło na mnie ogromne wrażenie. Mimo iż przez większość dawało się odczuć bajkowy klimat, który w tym jedynym przypadku mnie zauroczył, to sama opowieść o miłości wydaje się być idealnie skomponowana do tamtej połówki. Ponad to w anime możemy odnaleźć nie tylko słodziuchne wątki o miłości i czarach, ale także w dobry i ciekawy sposób ukazanie jak brutalna potrafi być wojna, że ludzie podczas jej trwania nie rozróżniają, kto jest wrogiem a kto nie.
I na zakończenie powiem szczerze, że po raz pierwszy w życiu popłakałam się na zakończeniu, żałując w duszy, że ta historia nie mogła ciągnąć się dalej i dalej.
Zdecydowanie, bez chwili zastanowienia stawiam 10/10! :)
piękności ^^
Z wielką chęcią obejrzę je jeszcze ze 100 razy :D
Po prostu cudowne...
W pewnym sensie wybrałam to na chybił trafił, jeden z filmów dostępnych na „przeglądzie filmów anime” w Multikinie. Trafiony wybór. Do tego stopnia, że aktualnie czekam na przesyłkę z właśnie tym anime. I nie mogę się doczekać.
Zakochałam się na dobre, i mam ogromną nadzieję, że mi nie minie.
Taki niesamowity klimat… po prostu magia Studia Ghibli. To było trzecie oglądane przeze mnie ich anime i jak dotąd najbardziej mi się podoba. Tam wszystko się dzieje tak po prostu i nikt, także widz, nie zadaje pytań. „Dlaczego?”, „Jak to możliwe?”, „W jaki sposób?” – to wszystko nie ma najmniejszego znaczenia. Nagle znowu można patrzeć na świat jak dziecko. I to jest po prostu wspaniałe.
Postacie… w Hauru zakochałam się od pierwszej sceny, Calicifera [czy jak mu tam jest ;)]też. A do Sophie musiałam się przyzwyczaić, ale ostatecznie bardzo ją polubiłam.
Scena ze zmianą koloru włosów… bezcenne. Cała sala się śmiała…
Grafika to też było coś pięknego. Dawno [nigdy?] nie widziałam tak dopracowanej pod tym względem produkcji. Pokój Hauru to coś, czego nie długo nie zapomnę…
To jest jedno z niewielu anime, które dostało ode mnie 10/10. W dodatku wystawione bez wahania. Jakiekolwiek zastanawianie się nad oceną było zbędne.
Ostatnia rzecz, o której chcę napisać to ocena na Tanuki. Co prawda była pisana w 2005 roku, ale i tak muszę zaprotestować.
Trzy za muzykę? TRZY? Pierwsza lepsza haremówka dostaje 5 albo 6! Ocena za postaci też jest zaniżona, oczywiście tylko moim zdaniem… Aż by się chciało pisać alternatywną recenzję, ale nie wydaje mi się, żebym dała radę…
Godne polecenia i oczywiście – 10/10
Świetne!