Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Funcon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 10/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 15 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 268
Średnia: 7,85
σ=1,3

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek, Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hoshi o Ou Kodomo

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 116 min
Tytuły alternatywne:
  • Children who Chase Lost Voices from Deep Below
  • 星を追う子ども
zrzutka

Podróż do obcej krainy w poszukiwaniu… No właśnie, czego? Makoto Shinkai i jego najnowszy film.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Antanaru

Recenzja / Opis

Nastoletnia Asuna mieszka w prowincjonalnym miasteczku w sercu gór. To wzorowa uczennica i córka, ale nie może powiedzieć, że jest szczęśliwa. Ojciec od dłuższego czasu nie żyje, zapracowana matka rzadko bywa w domu i mimo iż szkolni znajomi dziewczynki są mili, nie posiada ona bliskich przyjaciół. Dlatego większość czasu spędza samotnie w kryjówce przy urwisku, na którym często przesiaduje, słuchając radyjka własnej roboty. Pewnego razu dzięki tajemniczemu kamieniowi – pamiątce po ojcu, Asuna wychwytuje niezwykłą i smutną pieśń, która nie jest podobna do żadnej innej, jaką kiedykolwiek zdarzyło jej się słyszeć. Niestety nigdy się nie powtarza, choć dziewczynka czeka z utęsknieniem na znajomą melodię. Pewnego dnia na drodze Asuny staje za to dziwny potwór nie z tego świata i w ostatniej chwili ratuje ją przed nim tajemniczy chłopak, Shun, który posiada taki sam kamień jak Asuna. Skąd przybył i kim jest?

Nie, to nie jest film Makoto Shinkaia. To znaczy, ten pan napisał scenariusz i wyreżyserował go, ale z pewnością Hoshi o Ou Kodomo nie przypomina pozostałych produkcji tego autora. A jakie one są? Spokojne, ciche, a przede wszystkim melancholijne i po prostu smutne. Historie te są w gruncie rzeczy proste, ale przedstawione w bardzo subtelny, niemal eteryczny sposób. Makoto Shinkai we wszystkich swoich dziełach porusza jeden motyw, wokół którego buduje potrzebną otoczkę. Jego opowieści traktują o samotności i bólu, jakiego doświadczają kochający się, ale rozdzieleni w wyniku przeróżnych okoliczności ludzie. No dobrze, scenariusz jest, klimat jest, więc co poszło nie tak? Główny problem polega na tym, że o ile taki sposób prowadzenia fabuły sprawdza się w krótszych produkcjach, o tyle już przy dłuższych filmach niekoniecznie. Wszystko pięknie, wszystko fajnie, ale kiedy po raz kolejny oglądamy prawie to samo w podobnej oprawie, można się przejeść. Świeżym i udanym pomysłem było Hoshi no Koe – krótkie, melancholijne i niesamowicie zgrabne. Niestety, trudno powiedzieć to o kolejnym Kumo no Mukou, Yakusoku no Bashou, które mimo przepięknej szaty graficznej straszy niesamowitą nudą. Następne Byousoku 5 cm ma się nieco lepiej, jednak znowu mamy do czynienia z tym samym, wręcz nieśmiertelnym motywem i niczego nowego się nie dowiadujemy. Jak na tym tle prezentuje się Hoshi o Ou Kodomo?

Nie można zaprzeczyć, że zachowuje ogólnie pojętego ducha poprzedników, jednocześnie sporo się od nich różniąc. Po pierwsze i najważniejsze: tu dostajemy obietnicę niecodziennej przygody, a nie spokojnie płynące kolejne dni w nieco inaczej przedstawionej rzeczywistości. Słusznie kojarzy się to niektórym fanom z familijnym kinem, jakie funduje widzom Studio Ghibli, gdyż omawiany film i dzieła Hayao Miyazakiego mają sporo punktów wspólnych. Na horyzoncie czai się podróż przez niesamowicie barwną krainę, która skrywa wiele obiecujących tajemnic. W tym celu autor odwołał się do mitów mniej i bardziej popularnych. Wykorzystano je w kreacji świata przedstawionego, w którym już na pierwszy rzut oka widać ogromne pokłady potencjału. Niestety, niewykorzystanego prawie w ogóle.

Widzom podrzucane są co jakiś czas drobne wskazówki, ale na wszystkie pytania trzeba odpowiedzieć sobie samemu. Nie jest to szczególnie trudne, jednak gdyby tak podążyć tropem właśnie tych (tu nieistotnych) szczegółów, fabuła mogłaby się całkiem dobrze rozwinąć. Jak wspomniałam wcześniej, tu również dominuje motyw rozłąki, tym razem pokazanej dosadniej niż poprzednio. I mimo pozorów fabuły, wszystko powoli, powoli zmierza do jednej i bardzo oczywistej konkluzji. Mamy więc interesujący początek i nieciekawy finał. Do zestawu dostajemy równie mdły środek. Bohaterowie owszem, wyruszają w podróż, dostajemy typowe kino drogi (z pozornym dodatkiem głębi), drogi, która, jak się okazuje, prowadzi tak właściwie donikąd. Podróżnicy poznają kolejnych ludzi, podziwiają przepiękne krajobrazy, gubią się, popadają w zwątpienie, ale ostatecznie nic z tego nie wynika, przez co ma się wrażenie, że całość jest niezwykle płytka i po prostu banalna, a subtelność niewiele tu pomaga. Cała ta wyprawa wydaje się po prostu bezcelowa.

W wędrówce towarzyszymy nastoletniej Asunie, która rusza w niepewną i niebezpieczną podróż… nie bardzo wiadomo, po co. Owszem, już na wstępie widać, że jest osobą zagubioną, której brakuje pewności siebie i jasno wytyczonego celu w życiu. To bardzo cicha i spokojna, a przy tym strasznie samotna dziewczynka, korzystająca z pierwszej okazji, by przerwać szarą rutynę codzienności. W błądzeniu dzielnie towarzyszy jej spotkany po drodze młodszy brat Shuna, Shin. Chłopak ma podobne wątpliwości i również nie za bardzo wie, co robić, więc szuka sensu, udając się na kolejną misję, która połączy go z główną bohaterką. No dobrze, oboje są zagubieni, względnie sympatyczni… i tak właściwie niesamowicie nijacy. Brak im wyrazistości, która jakoś wyróżniłaby ich z kolorowego tła. I nie chodzi mi tu o przejaskrawienie i przesadę, ale o jakiekolwiek śladu charakteru. Z fabuły dowiadujemy się, co ich dręczy, ale podane jest to w sposób, który uniemożliwia jakiekolwiek zaangażowanie się w ich losy.

Jedyny jasny punkt stanowi drugi towarzysz podróży i tymczasowy zastępca wychowawcy Asuny, Ryuuji Morisaki. Jest to przede wszystkim człowiek dorosły i chociaż również ma swoje słabości, posiada coś, czego brakuje pozostałej dwójce protagonistów – jasno wyznaczony cel, który stara się osiągnąć za wszelką cenę i zrobi prawie wszystko, by ta wyprawa się powiodła. Jego motywy są może nieco schematyczne, ale przynajmniej wystarczająco konkretne, by popychać fabułę do przodu. Poznajemy również innych mieszkańców rodzinnego miasteczka Asuny, jak i tych zamieszkujących krainę, którą dziewczynka przemierza. Są to jednak tylko niezbyt wyraziści statyści, czasem udzielający bohaterom potrzebnych wskazówek, ale częściej służący za obowiązkowy element tła. Ich zachowanie nie wyróżnia się jakoś szczególnie ani pozytywnie, ani negatywnie.

Co natomiast nie zawodzi? Oczywiście grafika. Amatorzy dopieszczonej oprawy technicznej po raz kolejny się nie zawiodą, bo Hoshi o Ou Kodomo to przede wszystkim niesamowicie dopracowany obraz. Największe wrażenie robią niezwykle szczegółowe, pomysłowe i barwne krajobrazy Agarthy (polecam poszukać samemu, chociażby w internecie, bo to naprawdę ciekawy motyw), którą przemierzają Asuna i Ryuuji. Zachwyca praktycznie wszystko, gdyż takie tła trafiają się naprawdę rzadko. Czy to budowla, czy rozległa równina, niepozorny potok, czy wreszcie samo niebo – te widoki po prostu porażają kunsztem wykonania. Nieco uproszczone, ale na pewno w miarę realistyczne i charakterystyczne projekty postaci świetnie uzupełniają tę układankę. Animacja? Niesamowicie płynna. A czego się spodziewaliście? Ścieżka dźwiękowa ma się nieźle. Po prostu nieźle. Jest to mieszanka przeróżnych klasycznych utworów, mniej lub bardziej melancholijnych, z przewagą tych spokojnych. Usłyszymy obowiązkowo fortepian, skrzypce oraz kilka innych dobrze znanych instrumentów w przeróżnych kombinacjach. Nie chwytają może one za serce, ale na pewno dobrze wypadają jako składowa tła dla fabuły. Piosenki? Tak, jedna towarzysząca napisom końcowym, przyjemna i spokojna, ale nic szczególnego. Jest to Hello Goodbye & Hello w wykonaniu raczej mało znanej Anri Kumaki. W rolach głównych występują natomiast popularni Miyu Irino i Kazuhiko Inoue oraz mniej znana, ale całkiem dobrze radząca sobie Hisako Kanemoto.

Trudno powiedzieć, komu się ten film spodoba i czy jest to eksperyment, czy nowy trend w twórczości Makoto Shinkaia. Pewne jest, że Hoshi o Ou Kodomo wyróżnia się na tle dotychczasowej twórczości reżysera. Akcja nie jest taka senna, więcej tu dynamiki (przynamniej na początku…), a całość mimo dość przygnębiającej tematyki jest nieco lżejsza i jednak bardziej optymistyczna niż reszta dzieł pana Shinkaia. Akcenty przygodowe, trochę tajemnic i wreszcie obiecujący świat przedstawiony dawały szansę na coś innego, lepszego. Jednakże wraz z rozwojem fabuły wyraźnie widać, że twórca nie zapomniał o tym, co mieli nieustannie od swojego debiutu, w związku z czym widz dostaje swoistą krzyżówkę sentymentalnego i monotematycznego Shinkaia z barwnym i optymistycznym Miyazakim. Tym samym z opowieści z potencjałem robi się ładna wydmuszka – urzekająca oprawą, ale mało konkretna i pusta w środku. Ostateczna ocena będzie w największym stopniu zależeć od stopnia wrażliwości i oczekiwań, jakie się ma wobec tego filmu. Jednych zachwyci subtelność i melancholia, drugich znudzi, a trzeci będą się cieszyć połączeniem przygody z odrobiną refleksji, a to, że mało głębokiej i oryginalnej, to już inna sprawa. Makoto Shinkai + Ghibli? Owszem, ale takie bardzo niedorobione Ghibli…

Enevi, 24 stycznia 2012

Recenzje alternatywne

  • Zegarmistrz - 23 lutego 2012
    Ocena: 10/10

    Graficzna uczta dla oka i doskonała, przemyślana fabuła. Czyli kolejne objawienie od Makoto Shinkaia. więcej >>>

  • kapplakk - 18 marca 2012
    Ocena: 9/10

    Stary motyw ubrany w nowe piórka, czyli nowa produkcja Makoto Shinkaia skierowana do szerszej niż zwykle widowni. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: CoMix Wave
Autor: Makoto Shinkai
Projekt: Takayo Nishimura
Reżyser: Makoto Shinkai
Scenariusz: Makoto Shinkai
Muzyka: Tenmon