Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Tsuru Japan Festival 2017

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 grafika: 10/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 15 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 274
Średnia: 7,83
σ=1,29

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek, Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hoshi o Ou Kodomo

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 116 min
Tytuły alternatywne:
  • Children who Chase Lost Voices from Deep Below
  • 星を追う子ども
zrzutka

Stary motyw ubrany w nowe piórka, czyli nowa produkcja Makoto Shinkaia skierowana do szerszej niż zwykle widowni.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Antanaru

Recenzja / Opis

Makoto Shinkai to człowiek, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest jednym z bardziej rozpoznawalnych twórców anime, pomimo że jego twórczość w dziedzinie animacji obejmuje tylko dwa filmy kinowe, jedną serię OAV oraz kilka innych mniej znaczących projektów. Popularność nie przyszła jednak znikąd, jest ona efektem niepowtarzalnego, charakterystycznego stylu jego dzieł. Najnowszy, trzeci film kinowy Shinkaia wzbudził rzecz jasna emocje jego fanów – co jednak otrzymaliśmy tym razem?

Jest to historia Asuny – obowiązkowej, wzorowej uczennicy, miłej dziewczyny o pozytywnych relacjach zarówno z rówieśnikami, jak i z matką. Nie ma ona przyjaciół, jest typem samotnika uciekającego od codziennych spraw. Asuna znalazła coś w rodzaju własnego azylu: jest to sekretne miejsce, w którym relaksuje się, oglądając widoki i słuchając radia zasilanego kryształem niewiadomego pochodzenia, za pomocą którego można usłyszeć „muzykę nie z tej ziemi”. W rzeczywistości kryształ pochodzi z innego świata, którym interesuje się wielu ludzi, w tym rząd i armia. Jednak to Asuna właśnie będzie miała okazję odbyć podróż do sekretnej krainy. Dokona tego u boku jednego ze swoich nauczycieli, którego rola w inicjacji tej wyprawy okaże się niezwykle istotna.

Hoshi o Ou Kodomo to bez wątpienia film zaskakujący. Makoto Shinkai przełamuje dotychczasowe stereotypy i obiera nową ścieżkę w swojej twórczości. Po melancholijnych produkcjach o powolnym tempie akcji otrzymujemy tytuł, w którym dzieje się bardzo dużo już od pierwszych minut. Taka zmiana powoduje, że ma on wszelkie szanse dotrzeć do widzów, którym dotychczasowa twórczość Shinkaia do gustu nie przypadła. Dokładnie tak było z moją drugą połówką, którą ten film zachwycił, podczas gdy Hoshi no Koe i Byousoku 5cm zostały przez nią skwitowane jako nudne gnioty. Nie da się ukryć, że tym razem autor zaskoczył swoich fanów. I, niestety, dla wielu z nich będzie to zaskoczenie negatywne. Dlaczego? Bo tak naprawdę nie do końca do nich jest ten film skierowany – w takim sensie, że z pewnością nie to było głównym celem autora. W życiu każdego twórcy przychodzi taki moment, kiedy chce zrobić coś nowego, coś, czego nigdy wcześniej nie próbował. Problem polega na tym, że nie pokrywa się to z oczekiwaniami publiczności, która nie jest na takie zmiany przygotowana. Zjawisko to jest powszechne wśród znanych zespołów muzycznych. Zdobywają rzesze fanów, wydają kilka rewelacyjnych płyt, ale w końcu nadchodzi ten moment, kiedy nowy krążek nie znajduje akceptacji „starej gwardii”, grupy najstarszych wielbicieli, będących z zespołem od momentu jego powstania. Zmiana stylu oznacza dla nich coś w rodzaju zdrady ideałów. Oczywiście w wielu przypadkach (a może w większości?) jest to reakcja uzasadniona – album Till Death Do Us Part znanej grupy Cypress Hill był bardzo dobrym powodem do pożegnania się z muzyką tego zespołu. Są jednak takie płyty jak Always Outnumbered, Never Outgunned autorstwa The Prodigy, które mogą się komuś nie spodobać (tak właśnie było ze mną), ale nie jest to pójście na łatwiznę czy zaniżenie poziomu i spadek formy. Bo nie można w kółko tłuc tego samego, po prostu. Gdyby Makoto Shinkai zrobił kolejny film w stylu Byousoku 5cm powiedzielibyśmy sobie: ile można? Dlatego uważam, że Hoshi o Ou Kodomo wobec widma twórczości zjadającej własny ogon to krok w dobrym kierunku. I jako osoba wysoko oceniająca poprzednie tytuły twórcy cieszę się, że jego najnowsza produkcja jest inna, ale wciąż na wysokim poziomie. Bo sama zmiana dla zmiany nic nie da, potrzebna jest jeszcze dobra realizacja nowego pomysłu.

Jak już wspomniałem, w filmie sporo się dzieje, dzięki czemu raczej nie ma on szansy zanudzić kogokolwiek. Autor poszedł w kierunku kina familijnego, pełnego magii i przygód, nie zmieniając jednak przekazu. Trudno mi z całą pewnością powiedzieć, jak odbiorą ten film miłośnicy tego typu kina, a zwłaszcza studia Ghibli (ewentualne porównania do tytułów tego studia są w tym przypadku zupełnie naturalne), bo sam się takim nie czuję. Jest to jednak produkcja dynamiczna, barwna, zrealizowana z rozmachem, o wzruszającym finale. Pomimo całkowitej zmiany klimatu po raz kolejny otrzymujemy opowieść o samotności i rozstaniach, czyli stary motyw w nowej oprawie, który dotrze tym razem także do zupełnie innej niż dotychczas widowni. W przypadku Asuny miłość i nieszczęśliwe rozstanie następują niespodziewanie szybko, a cały „ciężar” tego motywu przechodzi na jej towarzysza podróży. To właśnie Ryuuji okazuje się głównym nośnikiem przesłania tego anime. Jest to najlepiej wykreowana postać spośród trójki głównych bohaterów, bardzo ważna – o ile nie najważniejsza – dla fabuły i filmu w ogóle. Shin z kolei przechodzi dużą metamorfozę – od wykonującego rozkazy posłusznie, ale bez zrozumienia, wojownika, do samodzielnie podejmującego trudne decyzje młodzieńca. W jego przypadku motyw samotności zostaje przedstawiony w nieco inny niż dotychczas sposób. Warto wspomnieć, że pojawia się tu wiele elementów zaczerpniętych z mitologii, literatury i innych, które stanowią jedną z atrakcji filmu, zostają jednak potraktowane powierzchownie – jest ich tyle, że trudno byłoby w ciągu niespełna dwóch godzin skupić się na każdym z nich.

Co natomiast się nie udało? Szwankuje trochę fabuła. Brak tu czegoś, co można by określić jako „clue sprawy”. Jest to spowodowane brakiem jasno wytyczonego celu głównej bohaterki. Pomimo tego, że wszystko jest jasne i logiczne, to jednak właśnie tego elementu trochę zabrakło. Asuna zawsze uciekała w swój własny świat, więc kiedy nadarzyła się okazja, aby faktycznie się do niego przenieść, od razu z niej skorzystała – przecież mogła tam odnaleźć utraconą niedawno miłość. To jednak trochę za mało, poza tym jest to chyba pierwszy film, jaki widziałem, w którym cały finał obraca się nie wokół głównej bohaterki, a jej towarzysza. Powoduje to lekką dezorientację po seansie, kiedy człowiek zastanawia się, o co tak naprawdę chodziło w całej historii. Niby wszystko proste, a czegoś jednak brakuje. Nie zmienia to faktu, że poza tym mankamentem wszystko wyszło świetnie, a zakończenie jest po prostu piękne i osoby, które doświadczyły w swoim życiu miłości i mają kogoś szczególnie sobie bliskiego, na pewno na długo zapamiętają ten film.

Jeśli chodzi o oprawę – jest to jedyny element, który nie zaskakuje i szczerze mówiąc, szkoda się na ten temat rozpisywać. Kreska po prostu cudowna, w tym samym charakterystycznym stylu, co poprzednie produkcje autora. W tym filmie nawet krótka migawka ukazująca siadającego na liściu owada potrafi zrobić duże wrażenie. Muzyka również pozostaje na poziomie poprzednich produkcji, czyli jest dobrze, i tyle w tym temacie. Na tle innych tytułów tego typu ścieżka dźwiękowa nie wyróżnia się niczym szczególnym.

Pomimo niedoskonałej fabuły, film oceniam wysoko. Makoto Shinkai zrobił coś nowego, a efekt jest więcej niż zadowalający. Mimo że nie udało się zapiąć wszystkiego na ostatni guzik, otrzymujemy pełen uroku, barwny film w cudownej oprawie dla widowni w każdym wieku, który nie pozwoli się nudzić choćby przez minutę i który polecam wszystkim bez względu na upodobania. Olbrzymi ładunek emocji zawarty w końcówce daje okazję do kilku niezbyt odkrywczych, ale jakże ważnych z punktu widzenia naszej egzystencji przemyśleń i nie wiem, czy właśnie to nie jest największym atutem tego tytułu. Kolejną zaletą jest niezwykle przyjemny, dobrze wyważony klimat produkcji, nieco melancholijny i poważny, ale w granicach rozsądku. Oczywiście część fanów Shinkaia nie będzie zachwycona zmianą stylu, ale porównania do innych tytułów tego pana nie mają w tym przypadku zbytniego sensu. W każdym razie proponuję samemu sprawdzić, czy film się spodoba, bo warto. Ja jestem zdecydowanie na tak.

kapplakk, 18 marca 2012

Recenzje alternatywne

  • Enevi - 24 stycznia 2012
    Ocena: 6/10

    Podróż do obcej krainy w poszukiwaniu… No właśnie, czego? Makoto Shinkai i jego najnowszy film. więcej >>>

  • Zegarmistrz - 23 lutego 2012
    Ocena: 10/10

    Graficzna uczta dla oka i doskonała, przemyślana fabuła. Czyli kolejne objawienie od Makoto Shinkaia. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: CoMix Wave
Autor: Makoto Shinkai
Projekt: Takayo Nishimura
Reżyser: Makoto Shinkai
Scenariusz: Makoto Shinkai
Muzyka: Tenmon