Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 8/10 grafika: 10/10
fabuła: 10/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 15 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 274
Średnia: 7,83
σ=1,29

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek, Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hoshi o Ou Kodomo

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 116 min
Tytuły alternatywne:
  • Children who Chase Lost Voices from Deep Below
  • 星を追う子ども
zrzutka

Graficzna uczta dla oka i doskonała, przemyślana fabuła. Czyli kolejne objawienie od Makoto Shinkaia.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Antanaru

Recenzja / Opis

Najsłynniejszy mit o Orfeuszu mówi o miłości, wielkim uczuciu silniejszym niż śmierć. Pewnego razu pasterz Aristajos napotkał nimfę Eurydykę, żonę Orfeusza i zachwycony jej urodą zaczął ją gonić. W czasie ucieczki Eurydyka została ukąszona przez żmiję i umarła. Zrozpaczony Orfeusz zdecydował się zejść do Hadesu, by zmusić władców podziemnego świata do oddania mu Eurydyki. Jego muzyka wzruszyła królujących w podziemiu Hadesa i Persefonę tak bardzo, że zgodzili się na powrót Eurydyki pod jednym warunkiem: będzie ona prowadzona przez Hermesa tuż za Orfeuszem, któremu nie będzie wolno obejrzeć się za siebie dopóki nie wyjdą z królestwa zmarłych. Orfeusz nie mógł jednak oprzeć się pokusie i tuż przed bramami Hadesu spojrzał na żonę. Obietnica została złamana – Orfeusz na zawsze utracił swą ukochaną.1

Mit o zejściu bohatera do świata podziemnego w poszukiwaniu zmarłego bliskiego obecny jest w każdej kulturze świata, stanowiąc alegorię ostateczności i nieodwracalności śmierci. Fakt istnienia bardzo podobnej opowieści w różnych zakątkach Ziemi skłonił dziewiętnastowiecznego okultystę Alexandre’a Saint­‑Yves d'Alveydre do wysnucia teorii, jakoby podziemna kraina, zamieszkana przez wielkich mistyków i być może bóstwa, istniała w rzeczywistości. Miejsce to, mające znajdować się w pustej przestrzeni wokół jądra naszej planety, zostało przez niego nazwane Agartha. Wejścia do krainy lokowano w różnych miejscach, w tym w pałacu dalajlamów w Tybecie, na pustyni Gobi oraz na Biegunie Północnym, a przez okultystów poszukiwane były przez dwa pokolenia. Organizatorem chyba najsłynniejszej wyprawy był Reichsführer SS Heinrich Himmler, który upatrywał w krainie starożytnej ojczyzny rasy aryjskiej. Po drugiej wojnie światowej mit Agarthy, wiązany z ideologią nazistowską, stracił na popularności.

Jak łatwo zgadnąć, czytając ten przydługi wstęp, w Hoshi o Ou Kodomo prześledzimy losy jednej z wypraw do owej krainy, a obejrzana przez nas historia stanowić będzie nowoczesne ujęcie mitu orfickiego i alegorię nieodwracalności śmierci. Oraz jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy film w karierze Makoto Shinkaia.

Aby zrozumieć, że mamy do czynienia z dziełem przynajmniej bardzo nieprzeciętnym, wystarczy już kilka pierwszych scen, które witają widza barwną i niezwykle płynną, dopracowaną pod każdym względem oprawą wizualną. W oczy rzucają się w szczególności nastrojowe, zachwycające tła, które w zasadzie stały się znakiem rozpoznawczym filmów wymienionego autora. Krajobrazy, przedstawiające zarówno naturę, jak i dzieła człowieka: niewielkie, zagubione w górach miasteczko w Japonii, tajemnicze, malownicze ruiny Agarthy albo jej dzika przyroda po prostu urzekają, zarówno bogactwem szczegółów oraz egzotyką, jak i pozornie prozaicznym pięknem. Film ten stanowi istną ucztę dla oczu i zasługuje na najwyższą ocenę choćby właśnie z powodu niespotykanie dobrej grafiki. Nie ona jednak przesądza o jego wielkości.

Tak naprawdę bowiem Hoshi o Ou Kodomo to bardzo wielowymiarowa i wciągająca opowieść. Wprawdzie sam przekaz okazuje się dość prosty (i streścić go można do „trzeba żyć dalej”), jednak nie będę ukrywał, że sam film jest dość trudny, a poprawne odczytanie go wymagać będzie od widza zarówno bacznego obserwowania tego, co dzieje się na ekranie, jak i posiadania dużej wrażliwości oraz inteligencji emocjonalnej. Makoto Shinkai bowiem w swoim dziele niczego nie wyjaśnia i nie podtyka pod nos widzowi gotowych odpowiedzi. Zamiast tego zostawia szereg tropów, które musimy samodzielnie zebrać i zinterpretować. Jeśli nie posiadamy wymienionych cech (wrażliwości i inteligencji emocjonalnej), film może wydać nam się wręcz nieudany. Jego powierzchowna warstwa przypomina bowiem którąś z mniej wiekopomnych prac studia Ghibli. Bohaterowie wędrują więc przez piękną dziką krainę, spotykają zwierzęcych bogów, ścigają ich potwory oraz ludzie, którzy z jakiegoś trudnego do odgadnięcia powodu ich nie lubią. W odróżnieniu jednak od kolegów po fachu z wymienionego już studia, którym faktycznie zdarzyło się kilka gorszych dni, Shinkai bardzo wyraźnie wiedział co robi i jaki efekt chce osiągnąć.

Pozorny brak informacji o świecie (ale tylko pozorny, tak naprawdę wszystko, co jest nam potrzebne, dostajemy, musimy tylko uważnie oglądać i ruszyć głową) wynika z podejścia do życia bohaterów, których przygody śledzimy. Fabuła Hoshi o Ou Kodomo kręci się wokół trzech postaci. Pierwszą z nich jest Asuna, nastoletnia uczennica z zagubionego w górach miasteczka. Dziewczyna jest osobą samotną, jej ojciec nie żyje od kilku lat, matka natomiast całymi dniami pracuje, większość dnia spędzając poza domem. Dziewczyna w zasadzie wychowuje się sama. Asuna bardzo wyraźnie tęskni za towarzystwem, ale jednocześnie zdaje się je też świadomie odrzucać, pogrążona we własnym świecie.

Druga z postaci to Morisaki, jej nauczyciel, a jednocześnie dorosły, dojrzały mężczyzna, żołnierz i członek tajemniczej organizacji Arch Angel. Udaje się on do Agrathy jak wspomniany na wstępie Orfeusz, by odzyskać zmarłą żonę. Trzecim z bohaterów jest Shin, chłopak pochodzący właśnie z tej krainy, wychowany w jej tradycji i przestrzegający sztywno jej ścieżek życia.

Czwartym bohaterem (lecz już nie postacią) jest sama kraina.

Co jest ciekawe, między postaciami w zasadzie nie ma żadnego rodzaju chemii. Każda z nich istnieje osobno, mając pozostałe w poważaniu. Asuna wędruje do centrum krainy z żalu po chłopaku, którego znała dwa dni. Jej uczucie mimo wszystko jest bardzo płytkie i niedojrzałe. Morisaki odwrotnie: pozostaje zaślepiony miłością do kobiety, z której śmiercią nigdy się nie pogodził. To, że towarzyszy mu młoda dziewczyna, jest mu w zasadzie obojętne. Mimo że jest jej nauczycielem, daleko mu do jakiegokolwiek mentorskiego albo ojcowskiego stosunku do Asuny, czy nawet zwykłych opiekuńczych instynktów. Nie chodzi o to, że towarzyszka mu przeszkadza, czy też traktuje ją źle. Tak naprawdę Morisaki zwyczajnie nie dba o to, że ktoś obok niego idzie. Przez cały film ta dwójka bardzo mało ze sobą rozmawia, żadne z nich nie otwiera się wobec drugiego; mimo że dzielą ze sobą posiłki, trudy i niebezpieczeństwa, nie tworzą się między nimi jakiekolwiek więzy. Widać to doskonale w jednej ze scen blisko finału, gdy dziewczyna załamuje się, napotykając zbyt trudną dla niej przeszkodę, a nauczyciel w zasadzie zostawia ją na pastwę losu z sygnałem „od teraz radź sobie sama”. Świat przysłania mu żal po śmierci ukochanej. W kontraście jego „duchowej” ślepoty ostatnie sceny filmu nabierają niemal metaforycznego wydźwięku.

Co zaś się tyczy Shina i mieszkańców Agarthy, mają oni dobre powody, żeby pary bohaterów nie lubić. Kraina cały czas nie otrząsnęła się bowiem z traumy spowodowanej działaniami jednej z poprzednich ekspedycji, której członkowie, jak widzimy w kilku klatkach retrospekcji, zachowywali się niezbyt miło. Po jej przejściu ocaleli mieszkańcy zamknęli się w sobie, skupili na skostniałej tradycji, a ich populacja znacząco spadła. Większość mijanych przez bohaterów osad leży w ruinie, a niektóre stanowią siedliska złych mocy. Mieszkańcy Agrathy żyją w traumie, a ich zachowaniem rządzą wspomnienia dawnych krzywd oraz akceptacja własnego upadku. Bardzo wyraźnie widać to zwłaszcza w ich podejściu do śmierci. Jednocześnie trudno dziwić im się, że dążenie przybyszów z powierzchni do odzyskania swych zmarłych za wszelką cenę budzi ich sprzeciw i niechęć. Ludzie ci, a zwłaszcza ich starszyzna, znają bowiem bardzo dobrze swoją krainę i prawa nią rządzące. Wiedzą więc doskonale, z czym wiąże się tego typu dążenie, i szczerze mówiąc, trudno się im dziwić, że go nie popierają.

Wszystko to zlewa się w perfekcyjnie zaprojektowaną układankę, którą widz musi jednak ułożyć już samodzielnie.

Strona techniczna tego filmu jest równie dopracowana, jak fabuła. Wprawdzie o grafice już pisałem, jednak powtórzę: Hoshi o Ou Kodomo jest jednym z najładniej narysowanych filmów animowanych, jakie widziałem w swoim życiu. Warto obejrzeć go tylko dla samego rysunku. Co zaś się tyczy warstwy dźwiękowej, to również trzyma ona wysoki poziom. Muzyka została stworzona przez tego samego kompozytora, który pracował przy She and Her Cat, Voices of a Distant Star czy 5 Centimeters Per Second. Podobnie jak w tamtych dziełach nie jest ona nachalna, pozostaje nieco w tle, a podczas seansu się jej nie zauważa. Jednak nie sposób odmówić jej swoistego uroku, wysmakowania i wyrafinowania. Tęskna muzyka obfituje w naprawdę świetnie skomponowane utwory, których słuchanie nie tylko buduje melancholijny, refleksyjny nastrój, podkreśla piękno widoczne na ekranie, ale też zachęca do zastanowienia się nad tym, co właściwie widzimy. W trakcie pisania recenzji filmów takich jak ten, wyróżniających się wyraźnie perfekcją wykonania, żałuję, że tak mało wiem o muzyce. Ten krótki akapit, który napisałem, w żaden sposób bowiem nie oddaje natury tego, co usłyszymy, oglądając to anime. Niestety jednak mój zasób pojęć związanych z tą tematyką jest zbyt ubogi, żeby w pełni oddać jej sprawiedliwość. Zwyczajnie brakuje mi (w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu) słów, by napisać, jak dobrą muzykę stworzono na potrzeby tego dzieła.

Także gra poszczególnych seiyuu pozostaje na najwyższym poziomie. Postaci wprawdzie nie ma zbyt wielu, jednak do pracy nad filmem zaproszono bardzo uzdolnione i w niektórych przypadkach doświadczone osoby (jak Kazuhiko Inoue, 57­‑letni weteran branży, wcielający się w postać Morisakiego). Nietrudno zgadnąć więc, że ich głosy i gra tworzą w zasadzie charakter postaci i odpowiadają za efekt wywoływany przez film.

Hoshi o Ou Kodomo jest filmem dwuwarstwowym. Pod maską historii przygodowej ukrywa się prawdziwe sedno, czyli nastrojowa opowieść o życiu, smutku oraz konieczności pogodzenia się ze śmiercią. Posiada prosty, niemal truistyczny morał, jednak talent Makoto Shinkaia sprawia, że całość nie brnie w banał. Natomiast perfekcyjna oprawa wizualna powoduje, że film stanowi prawdziwą ucztę (nie cukierek, ale właśnie ucztę) dla oczu.

  1. Źródło: hasło „Orfeusz” w Wikipedii, (autorzy), licencja: CC­‑BY­‑SA 3.0
Zegarmistrz, 23 lutego 2012

Recenzje alternatywne

  • Enevi - 24 stycznia 2012
    Ocena: 6/10

    Podróż do obcej krainy w poszukiwaniu… No właśnie, czego? Makoto Shinkai i jego najnowszy film. więcej >>>

  • kapplakk - 18 marca 2012
    Ocena: 9/10

    Stary motyw ubrany w nowe piórka, czyli nowa produkcja Makoto Shinkaia skierowana do szerszej niż zwykle widowni. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: CoMix Wave
Autor: Makoto Shinkai
Projekt: Takayo Nishimura
Reżyser: Makoto Shinkai
Scenariusz: Makoto Shinkai
Muzyka: Tenmon