Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 5/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,57

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 265
Średnia: 6,67
σ=2,06

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Yumi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Karneval

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • カーニヴァル
Tytuły powiązane:
Widownia: Shoujo; Postaci: Policja/oddziały specjalne; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia, Supermoce
zrzutka

Garstka przystojnych panów, tajemnice, ciekawe dekoracje, trochę mroku i trochę słodyczy – przepis prosty, więc wydaje się, że to nie może wyjść źle. A jednak Japończyk potrafi.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Początek tego anime przedstawia się iście dramatycznie – oto piękna kobieta rzuca skutego kajdankami białowłosego chłopaka na łóżko z wyraźnym zamiarem zmolestowania. Na szczęście nim jego cnota zostanie poważnie zagrożona, niemal dosłownie z nieba (akcja dzieje się w pomieszczeniu zamkniętym, zatem z sufitu) przybywa odsiecz w postaci tym razem ciemnowłosego bohatera. Co prawda jego celem było włamanie, nie ratunek, niemniej kobieta wścieka się i na oczach przerażonych młodzieńców przemienia się w potwora… Gdy niebezpieczeństwo zostaje zażegnane, młody włamywacz, przedstawiający się jako Gareki, zamierza jak najszybciej oddalić się od kłopotów, jednak jego uwagę przykuwa bransoleta na ręce towarzysza, który zapytany o nią, wyjaśnia, że to jedyna rzecz, jaką pozostawił po sobie jego przyjaciel, Karoku. Chłopak twierdzi też, że nazywa się Nai i nie wie o sobie nic poza tym, że stracił przyjaciela i koniecznie musi go odnaleźć. Gareki rozpoznaje bransoletę Naia jako niemałej wartości identyfikator pewnej rządowej organizacji, zwanej Cyrkiem, której członkowie mają nadnaturalne zdolności. Postanawia chwilowo pomóc chłopakowi, po czym przy pierwszej okazji wykraść błyskotkę. Nie wie, że ta decyzja poważnie zaważy na jego losie. Ścieżki Naia i Garekiego, Cyrku, a także pewnej organizacji o nieczystych zamiarach – Kafki – przetną się szybciej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Jednak to nie wszystko: Gareki nie ma również pojęcia, że Nai tak naprawdę wcale nie jest człowiekiem.

Brzmi interesująco? Jeśli tak, drodzy Czytelnicy, tu i teraz rozwiewam Waszą nadzieję na ciekawy seans: to tylko pozory. Tak naprawdę to anime cierpi na wyjątkowo beznadziejny przypadek Braku Pomysłu. To znaczy – zaczątki fabuły są, ale rozpaczliwie brak im jakiegokolwiek rozwinięcia. Nie będzie spoilerem, jeśli napiszę, że już w drugim odcinku Gareki i Nai trafiają na pokład Drugiego Okrętu Cyrku i w zasadzie na tym, aż do ostatnich trzech odcinków, kończy się rozwój fabularny Karnevala. Cały środek wypełniony został mniej lub bardziej ciekawymi epizodami mającymi na celu głównie przybliżenie nam bohaterów. Nie mam nic przeciwko takim rozwiązaniom, jednak w przypadku tego anime przez cały czas rzucała mi się w oczy bardzo poważna wada. Podczas oglądania kolejnych odcinków miało się wrażenie dogłębnego bezsensu – to do niczego nie zmierzało. Bohaterowie po prostu sobie egzystowali, brakowało im natomiast jakiegokolwiek celu, zagadki, do rozwiązania której by dążyli, czy też misji do wypełnienia. Konstrukcja fabularna, o ile można w ogóle takiego określenia użyć, wygląda fatalnie, chociaż całkiem zgrabnie i prawie skutecznie próbowano wmawiać widzom, że sens jest. Wątki zostają sygnalizowane – poszukiwania Karoku, sprawa prawdziwej postaci Naia – problem polega na tym, że nie wynika z nich dokładnie nic. Można powiedzieć, że pozostają one w uśpieniu aż do ostatnich odcinków, kiedy komuś przypomniało się, że jednak przydałaby się jakaś fabuła. Bohaterowie zajmują się różnymi rzeczami, starano się nadać temu wszystkiemu pozory wprowadzenia do dalszych zdarzeń, ale dla mnie wszystkie epizody są zupełnie przypadkowe. Zakończenie rzecz jasna zostało zrobione „na szybko”, jest niepełne i właściwie nie zamyka żadnego z poruszonych wątków, a wręcz wprowadza kolejne pytania bez odpowiedzi. Czyli jak zwykle – dostajemy „subtelną” aluzję, że jeśli chcemy się czegokolwiek dowiedzieć, musimy zakupić mangowy pierwowzór (który swoją drogą zostanie wkrótce wydany w Polsce przez Waneko).

Inna rzecz, że główne założenia fabularne wyglądają cokolwiek idiotyczne. Jak to, że chociaż przedstawicieli Cyrku interesuje wyłącznie Nai, nikomu nie przeszkadza, że po pokładzie statku rządowej organizacji swobodnie kręci się jeszcze jedna osoba, czyli Gareki. Czyżby ktoś miał za dużo pieniędzy, skoro wydaje je na utrzymywanie przypadkowych osób o wątpliwej przeszłości? Nie mówiąc o tym, że członkowie budzącej powszechny szacunek organizacji po całych dniach zajmują się paradami, pokazami cyrkowymi (jak widać, nazwa nie jest przypadkowa), pałętaniem się po mieście i poszukiwaniem zaginionych zmutowanych owieczek. Wszystkie wątki związane z ich działalnością zdarzają się po drodze i przypadkowo, a przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie – wyjaśnienia, po co bohaterowie nagle wyruszają na jakąś radosną wyprawę, przemykają na piątym planie i wydają się nieistotne. Rzecz jasna na temat Kafki i jej mrocznych sekretów także nie dowiadujemy się niczego poza tym, że jej członkowie to zło wcielone. Świat przedstawiony już na pierwszy rzut oka jest niedopracowany. Brakuje podstawowych wyjaśnień – praw nim rządzących, jego organizacji, informacji na temat Kafki, Cyrku, a także potworów, z którymi walczą bohaterowie. Przeszkadzało mi to o tyle, że lubię od początku mieć jasno nakreślone reguły gry, inaczej mam wrażenie, że twórcy idą na łatwiznę, bo w dowolnym momencie mogą dorabiać do świata nowe elementy, o których wcześniej nie było mowy.

O co więc chodzi w Karnevalu? Otóż wysnułam na ten temat własną teorię, którą z chęcią się teraz podzielę, Bardzo lubię tytuły spod znaku shoujo, jednak ostatnio zauważyłam w nich tendencję, która nie nastraja najlepiej. Otóż o ile w tytułach zawierających tzw. „męski harem” zawsze trudno było znaleźć rozgarniętą, stanowczą bohaterkę o silnym charakterze (aczkolwiek zdarzały się chlubne wyjątki, takie jak Ouran High School Host Club), zazwyczaj jednak posiadała ona osobowość, niechby i irytującą. Takie tytuły skupiały się zawsze w dużym stopniu na relacjach głównej bohaterki z panami z jej otoczenia. Natomiast od jakiegoś czasu pojawiają się anime takie jak Uta no Prince­‑sama czy Amnesia, gdzie główna bohaterka istnieje – i to wszystko, co można na jej temat powiedzieć, gdyż osobowości nie posiada wcale. Jest jedynie pretekstem, by zgromadzić w jednym miejscu gromadkę przystojnych panów, a całe anime skupia się właściwie bardziej na nich niż na niej. Karneval idzie o krok dalej. Tutaj w ogóle nie ma głównej bohaterki – po co, skoro niepotrzebnie skupiałaby na sobie uwagę bishounenów, budząc tym samym zazdrość fanek? Zamiast niej pojawia się chłopaczek o wyglądzie i zachowaniu zdziecinniałego uke, bardziej przypominający maskotkę – i to dosłownie (pamiętacie, co mówiłam na temat tego, że nie jest człowiekiem?) – niż pełnoprawnego bohatera. Zachowanie Garekiego względem Naia, bo jego mam tu na myśli, pokazane zostało w taki sposób, by przyciągnąć przed ekrany fanki boy’s love, jednocześnie nie przekraczając granicy, za którą można by Karneval jednoznacznie wpisać w ten nurt. Zatem jeśli jesteście fankami shounen­‑ai lub lubicie oglądać perypetie przystojnych panów, to jest tytuł dla Was. Szkoda tylko, że nikt nie zdecydował się od razu uczciwie powiedzieć, że nie należy spodziewać się po nim niczego więcej.

Bohaterowie prezentują się zdecydowanie lepiej od fabuły, co i tak stawia ich w szeregu przeciętności. Poza Naiem, którego scharakteryzowałam w poprzednim akapicie (wiele więcej się o nim niestety nie da napisać), dostajemy dość typowy zestaw. Jest więc Gareki, czyli typ zdystansowany, pozornie oziębły, a w rzeczywistości mający problemy z okazywaniem uczuć z powodu Traumatycznej Przeszłości™. Jego poznajemy najlepiej, chociaż sprowadza się to do przekonania się, że jest całkowicie typowy. Następny w kolejce stoi Yogi – ni mniej, ni więcej, tylko standardowy radosny idiota, oczywiście z blond włosami, głosem Mamoru Miyano oraz ciemną stroną charakteru. Z reguły lubię ten typ postaci, a ponieważ w tym przypadku został on poprowadzony całkiem nieźle, Yogi rzeczywiście był jednym z bardziej lubianych przeze mnie bohaterów. Niemniej cały czas jest to tylko dobrze zrobiona kalka. Warto zaznaczyć, że również między Yogim i Garekim postarano się o takie zarysowanie relacji, aby pobudzić wyobraźnię żądnych yaoi fanek. Prócz tej trójki pojawia się jeszcze kilka postaci, jednak zostały one przybliżone słabiej i nie sądzę, żeby opisywanie każdej z osobna miało większy sens. Mówiąc w skrócie, dostajemy jeszcze poważnego lekarza, chłodnego i tajemniczego pana w cylindrze, służbistę w okularach, rudowłosego knuja oraz enigmatycznego Karoku. Dla zachowania pozorów w obsadzie znalazło się też kilka pań. Mamy więc małomówną dziewczynę o blond włosach (zrobiła na mnie chyba najlepsze wrażenie spośród bohaterek, bo została całkiem rozsądnie rozwinięta), hojnie obdarzoną przez naturę kobietę, której czary polegają na ciskaniu klejnotami, lolitkę z kosą oraz młodą panienkę powiązaną w jakiś sposób z Kafką. Jak już wspomniałam, bohaterów ogólnie uważam za całkiem udanych. Nie były to osobowości unikatowe ani szczególnie dobrze rozwinięte, ale skonstruowane sensownie i niedziałające na nerwy (wyłączając Naia, którego doprawdy trudno traktować jako pełnoprawną postać), co wystarczy w przypadku anime, od którego wymagam jedynie prostej rozrywki.

Grafika jest nierówna, chociaż szala przechyla się bardziej na korzyść. Od razu rzuca się w oczy intensywność zastosowanej palety barw – kolory są żywe i nasycone, ale nie wyglądają kiczowato. Twórcy z jakiegoś powodu uciekają się co prawda do różnych metod, by unikać ich stosowania – na przykład wtedy, kiedy przez dwa odcinki musimy wbijać wzrok w przyciemniony obraz, bo akcja dzieje się w nocy (swoją drogą, ten wątek był okrutnie wydłużony) – ale jednak przez większość czasu jest kolorowo. Równie dobrze prezentują się projekty postaci, które nie są może przesadnie zróżnicowane pod względem rysów twarzy (zmienia się co najwyżej kształt twarzy), ale pod względem fryzur, sylwetek, wzrostu, koloru i kształtu oczu czy charakterystycznego sposobu ubierania i owszem. Z wyjątkiem Naia, który moim zdaniem ma zbyt dziwaczną fryzurę, wszyscy bohaterowie prezentują się ładnie i z pewnością ucieszą kobiece oko. Skoro już mowa o ubraniach… Trzeba przyznać, że ktoś musiał się nieźle bawić podczas ich projektowania. Wszystkie są bardzo barwne i ciekawe, a wielu bohaterów co jakiś czas się przebiera. I tutaj zdecydowanie przodują Nai i Gareki, którzy rzeczywiście noszą się… interesująco. Naprawdę, w pewnym momencie rzeczą, która najbardziej mnie ciekawiła przed włączeniem kolejnego odcinka, było to, jak tym razem ta dwójka będzie wyglądać. Moim ulubionym zestawem była chyba koszulka z odkrytym jednym ramieniem Garekiego i białe ogrodniczki w zestawie z pomarańczowymi kozaczkami Naia. Tak, cały czas mowa o osobnikach płci męskiej… Wracając jednak do grafiki: sylwetki bohaterów ulegały oczywiście uproszczeniom w miarę zwiększania się odległości, z jakiej ich przedstawiano, jednak zwykle udawało się zachować proporcje. Rzadko zdarzało się, że twarze bądź inne części ciała narysowane zostały krzywo. Całkiem nieźle poradzono sobie również z przedstawieniem mimiki, co zwykle jest bolączką tego typu serii – tutaj na twarzach postaci może nie przesadnie, ale jednak widać emocje. Tła wyglądają absolutnie przeciętnie i pasują do całości. Zwykle dobrze odwzorowywano charakter pomieszczeń, w których znajdowali się bohaterowie, nie były one jednak specjalnie szczegółowe. Animacja jest za to nierówna. Były momenty bardzo płynnie zanimowane, po chwili pojawiały się znaczne gorsze, chociaż zazwyczaj było po prostu nieźle. Pojedynki, kiedy już się zdarzały, moim zdaniem wyglądały dość kiczowato i niekoniecznie porywająco, ale też nie tragicznie.

Muzyka wydała mi się bardzo przeciętna, zupełnie nie odnotowywałam jej obecności w trakcie seansu. Zwraca oczywiście uwagę opening: Henai no Rondo w wykonaniu zespołu Granrodeo, całkiem przyjemny j­‑rockowy utwór, bardzo dobrze uzupełniony obrazem, chociaż moim zdaniem dający mylne wrażenie o samej serii. Znacznie bardziej pasuje do niej ending – Reason śpiewany przez Hiroshiego Kamiyę i Miyu Irino. To typowa j­‑popowa piosenka okraszona kolorowymi, błyszczącymi grafikami. Niestety, bardzo łatwo wpada w ucho i trudno jest się jej potem pozbyć… Karneval ma bardzo dobrą obsadę seiyuu. Wspomniałam już o Mamoru Miyano, a oprócz niego usłyszymy tu także Hiroshiego Kamiyę, Daisuke Ono czy Eri Kitamurę. Zapewne ich gra w dużym stopniu przyczynia się do pozytywnego odbioru postaci, które za sprawą aktorów mają w sobie więcej życia.

Karneval nie jest dobrą serią. To anime, które ogląda się nawet przyjemnie, jednak nie sposób nie zauważyć jego licznych wad. Ratują je głównie bohaterowie, którzy prezentują się całkiem sensownie i być może będą w stanie przyciągnąć przed ekran niejedną fankę. Jak już mówiłam: jeśli jesteście amatorkami shounen­‑ai lub lubicie pooglądać sobie perypetie przystojnych panów, to jest tytuł dla Was. Cała reszta, o ile nie ma zbyt dużej ilości wolnego czasu lub nie szuka nowych wrażeń, może sobie spokojnie darować seans.

Yumi, 30 lipca 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Manglobe
Autor: Touya Mikanagi
Projekt: Toshie Kawamura
Reżyser: Eiji Suganuma
Scenariusz: Touko Machida
Muzyka: Keiji Inai, Shirou Hamaguchi