Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 grafika: 4/10
fabuła: 5/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 92
Średnia: 7,53
σ=1,51

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hoozuki no Reitetsu

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 鬼灯の冷徹
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia
Widownia: Seinen; Postaci: Anioły/demony, Bóstwa, Youkai; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Piekło jeszcze nigdy nie było tak zabawne! Demony, zwierzęta, zmarli bohaterowie, nieśmieszne gagi? Wszystko znajdziecie w tej jednej serii. Parodia opierająca się na krytyce japońskiego społeczeństwa za pomocą tamtejszych wierzeń i legend, a przy tym bardzo trudny tytuł dla Europejczyka.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Piekło – miejsce kaźni, przepełnione bólem, płaczem i zawodzeniem grzeszników. Przynajmniej takie było moje wyobrażenie do momentu spotkania z Hoozuki no Reitetsu. W serii poznajemy dogłębnie japońskie piekło, które znacznie różni się od europejskiego i wypełnione jest stworzeniami z wierzeń ludowych. Podzielone zostało na osiem zimnych i osiem gorących sektorów, z których każdy dzieli się na kilkadziesiąt mniejszych. Kary związane są z uczynkami, jakimi zmarli zawinili za życia. Znęcający się nad zwierzętami będą przez wieki cierpieć od kłów i pazurów naszych futrzastych przyjaciół, a cudzołożnicy będą wodzeni na pokuszenie, do którego nie mogą dotrzeć.

Piekło nie jest miejscem życia jedynie demonów. Spotkamy tam zmarłe zwierzęta, istoty z japońskich legend czy bohaterów za życia, którzy do sławy doszli dzięki grzechowi. Część z nich wiedzie normalne życie, jako artyści, kucharze czy dziennikarze lub wykonując inny zwyczajny zawód. Męczeniem umarłych zajmują się słudzy – demony lub zwierzęta, które traktują tortury jako normalną pracę. Jak w każdej firmie, nowi pracownicy zaczynają od samego dołu, skąd ciężką pracą mogą wejść na szczyt. Młody sługa to chłopiec na posyłki, który pomaga w codziennych sprawach innym demonom. Pracownicy średniego szczebla zajmują się torturami, a ich obowiązki w zależności od ich doświadczenia mogą być proste, jak pilnowanie zmarłych czy przecinanie piłą, po obszary, gdzie delikwent otrzymuje jednocześnie wszystkie kary, tyle że 1000 razy mocniej. Piekło jest ogromne i nie kończy się tylko na Japonii, ale rozciąga się na cały świat, gdzie obowiązują inne metody i wartości.

Hoozuki no Reitetsu pokazuje codzienne życie sług piekielnych, skupiając się na tytułowym Hoozukim, będącym prawą ręką króla Enmy. Życie bohatera wypełnione jest pomaganiem władcy piekieł w jego obowiązkach, takich jak sądzenie nowo przybyłych zmarłych. Hoozuki jako najważniejszy urzędnik odpowiedzialny jest za całe japońskie piekło, przez co często wybiera się w teren, natrafiając na przeróżnych bohaterów i zdarzenia. Fabuły w zasadzie nie ma i całość opiera się na nieudanych i serwowanych w nadmiarze żartach. Luźne wątki codziennego życia popychane są przez gagi, które w końcu muszą wywołać choć jeden uśmiech. Przez kilka godzin żartów na niskim poziomie któryś przypadnie nam do gustu lub nasz mózg będzie wystarczająco zlasowany, aby się zaśmiać. Przyjmując, że fabuła mocno osadzona jest w japońskim folklorze, część żartów może nie dotrzeć do europejskiego widza. Anime jest pełne nawiązań do tamtejszej kultury i przywar społeczeństwa, jednak mnie jako polskiemu widzowi trudno było się wczuć w ten klimat, przez co odebrałem serię w sposób niezamierzony przez twórców.

Hoozuki jest wiekowym i bardzo potężnym demonem, który doszedł na szczyt dzięki ciężkiej pracy. Paradoksalnie jest uosobieniem anioła, wyłączając jego skłonność do przemocy. Jest opanowany, pozbawiony nałogów, ma nieskazitelny charakter i wychodzi z godnością z każdej sytuacji, dzięki czemu jest niezwykle lubiany, poważany i przyciąga do siebie innych, utrzymując z każdym dobre kontakty. Zamysł postaci był dobry – spokojny demon, w razie potrzeby zamieniający się w prawdziwą bestię. W praktyce stał się przewidywalnym chodzącym ideałem, wokół którego wszyscy się skupiają. Jako główny bohater powinien mieć charyzmę, a stał się bezbarwną masą bez uczuć. Chodzi, wykonuje swoje czynności, rozmawia z innymi, ale ani na chwilę nie zaciekawia widza. Idealnie sprawdziłby się jako postać drugoplanowa, ale w żadnym wypadku nie nadaje się na pierwszy plan. Z kolei władca piekieł powinien być twardy i brutalny, czyli kompletnie inny niż Enma – olbrzym z bardzo przyjaznym usposobieniem, który w praktyce nie nadaje się na swój stołek. Przez całe anime jest workiem treningowym Hoozukiego, traktowanym jak zabawka. Żarty z poniżaniem czyjejś osoby są śmieszne maksymalnie kilka razy, lecz gdy zamienia się to na trzynastoodcinkowy kurs znęcania, staje się odrzucające. Enma ze względu na swój brak charakteru i bycie potulnym misiem kierowanym przez swojego doradcę jest słabą i nieciekawą postacią, choć w ciekawy sposób reprezentuje niekompetencje wysoko postawionych urzędników, którzy dostali stołek dzięki znajomościom. Trudno znaleźć mi inny argument na jego obronę, zwłaszcza że żaden żart z jego udziałem nie przypadł mi do gustu.

Resztę obsady stanowią słabo rozwinięte postaci drugoplanowe lub epizodyczne. Problemem jest ich nadmiar, prowadzący do powstania masy nierozwiniętych i zbyt często zmieniających się bohaterów. Warty wymienienia jest Hakutaku – personifikacja mitycznej chińskiej bestii – dorównujący potęgą Hoozukiemu lekkoduch, bardzo szybko zmieniający kobiety, którego dowcip i osobowość najbardziej przypadły mi do gustu. Jest to całkowite przeciwieństwo głównego bohatera i znajomy, z którym nie zawsze Hoozuki się dogaduje. Sceny z udziałem ich obu bywały przewidywalne, ale mimo to dobrze się przy nich bawiłem. Kolejną cenną dla serii postacią jest Karashi, królik i bohaterka starej bajki dla dzieci Kachi­‑kachi Yama. Z pozoru miłe zwierzątko, słysząc słowo tanuki wciąż płonie nienawiścią i z przyjemnością torturuje zmarłych dla rozładowania gniewu. Postać epizodyczna, mimo to wnosząca do anime sporo dobrego humoru i jako jedna z nielicznych mająca dobrze przedstawioną przeszłość i motywy.

Wspominałem, że seria stawia na ilość i ten problem dotknął również grafiki. Rysunki tła są bardzo uproszczone i nie aż tak liczne, biorąc pod uwagę ich niski poziom. Nie liczcie na cieniowanie czegokolwiek, grę świateł czy dobrą animację, bo trafiliście pod zły adres. Modele postaci są proste i bardzo przeciętne, a ich animacja czy mimika wypaczone przez częste deformacje w ramach gagów. Trudno jest więcej powiedzieć o grafice, która jednym słowem była prosta i brzydka pod prawie każdym względem. Sytuacja z muzyką wygląda podobnie jak z kreską. Soundtrack był bardzo prosty, ani trochę nie klimatyczny i wciśnięty jakby na siłę, aby nie wsłuchiwać się w ciszę przerywaną dialogami bohaterów. Bardziej trafnym określeniem byłaby melodia niż muzyka, bo dźwięki były nieskomplikowane, a żadna piosenka nie wpadła mi w ucho. Opening za każdym razem coraz bardziej mnie irytował, a ending, choć lepszy, nie trafił w moje gusta i wyleciał mi z głowy zaraz po zakończeniu serii. Caramel Peach Jam 120% to jedyna piosenka, przy której dobrze się bawiłem, i jedyna, która zapadnie mi w pamięć. Oprawa audiowizualna była słaba i tylko postacie, na których się skupiono, reprezentowały znośny poziom.

Mamy do czynienia z komedią, ze wszystkich sił walczącą o ten tytuł w sposób zbliżający ją do parodii. Humor był zróżnicowany, ale w większości sprowadzał się do prostych i przewidywalnych gagów. Trafiają się niesztampowe żarty, jak pościg demonicznych sług na bakłażanach za zmarłymi na ogórkach. Jeden z niewielu przykładów, gdy seria próbuje bardziej zaskoczyć niż rozbawić, co jej się udaje, lecz z czasem podobne zabiegi stają się nudne. Hoozuki no Reitetsu trafia idealnie w powiedzenie „co za dużo to niezdrowo”, wliczając w to żarty, postacie i tła. Twórcy z braku pomysłów na dobrą komedię postanowili wrzucić wszystko do jednego worka, zamieszać i podać nam tę papkę, którą niechętnie przełkniemy. Ostatecznie średnio się bawiłem, a chwilami nie miałem sił ani ochoty zaczynać kolejnego odcinka.

Hoozuki no Reitetsu to seria, która stawia na ilość, a nie na jakość, przez co bardziej przypomina zlepek luźnych pomysłów i projekt anime niż finalny produkt. Przez kilka godzin toniemy w morzu żartów, mniej lub bardziej udanych, które w tak destrukcyjnej ilości wywołają czasem jeden uśmiech. Jako osoba średnio obeznana z kulturą Japonii, nie byłem w stanie zrozumieć znacznej części, ale nawet pomijając aspekt parodii, niektóre gagi były po prostu głupie, z upokarzaniem króla Enmy na czele. Dobra zabawa w poszukiwacza nawiązań dla miłośników kultury Dalekiego Wschodu, dla reszty trudna do strawienia parodia. Serie poleciłbym osobom, które potrzebują odpoczynku po ciężkim dramacie lub szukają tytułu niewymagającego nadwyrężania mózgu. W obu przypadkach anime sprawdza się doskonale, w każdym innym jest bardzo przeciętne i nawet nie ubiega się o tytuł dobrej komedii.

komilll, 25 września 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Wit Studio
Autor: Natsumi Eguchi
Projekt: Hirotaka Katou
Reżyser: Hiro Kaburaki, Norihiro Naganuma
Scenariusz: Midori Gotou
Muzyka: Tomisiro