Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 10/10 grafika: 8/10
fabuła: 9/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

10/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,50

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 118
Średnia: 7,96
σ=1,87

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kysz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ping Pong

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 11×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ピンポン
Tytuły powiązane:
Widownia: Seinen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Wyjątkowa obyczajówka ukryta pod płaszczykiem nie do końca zwyczajnej sportówki? Okazuje się, że czasami warto dać szansę niepozornym seriom, bo można wśród nich znaleźć prawdziwe perełki.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Zanim przejdę do opisu fabuły i wszelkich innych rzeczy, dość nietypowo zacznę od charakterystyki grafiki, bo trudno nie zauważyć, iż jest ona bardzo specyficzna, zwłaszcza w czasach wszechobecnej dominacji słodyczy. Pierwsze wrażenie dla wielu będzie pewnie strasznie negatywne. Koślawe postaci, brak płynności ruchów, rozszczepienie obrazu na kilka kadrów, zero żywych kolorów, uproszczenie tła do minimum, za to sporo niepotrzebnych kresek czy innych dodatków, niestety częstokroć również krzywych – w skrócie tak można by to opisać. Osobiście cenię sobie oryginalność i wszelkie odstępstwa od nurtu moé, jednak nie przepadam za tego typu „epatowaniem brzydotą” (bo tak można by to nazwać). Ale! No właśnie, ale – nawet pomimo tego, iż zdecydowanie nie jestem fanką takiego stylu, to po prostu nie widzę żadnego innego, który pasowałby tu bardziej. Jak bowiem uchwycić energię i szybkość dominującą w ping pongu inaczej niż poprzez zastosowanie właśnie takiej, dość eksperymentalnej grafiki? Czy dałoby się ukazać burzę emocji towarzyszących bohaterom poprzez zastosowanie ugładzonego do granic możliwości stylu? I co najważniejsze – czy przy tak nieszablonowej opowieści dobrym wyborem byłoby sięgnięcie po bardziej typowe środki przekazu? Dla mnie odpowiedź na powyższe pytania jest tylko jedna: zdecydowanie nie. I cieszę się, że twórcy nie poszli na łatwiznę i nie zdecydowali się postawić na coś bardziej zwyczajnego, co przyciągnęłoby do ich dzieła większą ilość widzów, ale w oparciu o mangowy pierwowzór konsekwentnie realizowali swoją wizję, tworząc całkowicie udany eksperyment.

Czemu o tym piszę już na wstępie, zapytacie pewnie? Po prostu chcę, drodzy czytelnicy, abyście od razu wiedzieli, z czym macie do czynienia. To nie jest (pseudo) sportówka, w której głównym celem (bądź kwestią równorzędną do zmagań sportowych) jest pokazanie stada ślicznych chłopaczków albo słodkich panienek biegających za piłką. Nie, jeśli chcecie się na takowych napatrzeć, radziłabym od razu dać sobie spokój z tym tytułem i wybrać raczej coś spośród rzeszy innych anime, które wam to zagwarantują. Jednakże… chciałabym też, abyście nie kierowali się tylko i wyłącznie pierwszym wrażeniem, bo w przypadku tego tytułu może być to bardzo krzywdzące. Być może przyzwyczajenie sprawi, że z początku będzie wam trudno na to patrzeć, ale z czasem może się okazać, że owa niekonwencjonalna grafika już nie przeszkadza, a wręcz zaczyna się wam ten styl podobać, byście na końcu stwierdzili, że pochłonęło was to całkowicie. Zresztą, patrząc na to bez uprzedzeń, trzeba przyznać, że od strony technicznej to anime dopracowano niemal w każdym calu. Przykładowo warto zwrócić uwagę na proporcje postaci, które są wreszcie normalne. Nie mówię tutaj o momentach, w których celowo zostały one zachwiane, ale o projektach ogólnie. Wbrew pozorom ludzkie ciało zostało tutaj oddane bardzo starannie i precyzyjnie, choć bez dbania o taki „detal”, jak ogólnie pojęta estetyka. Nie o piękno tu chodzi, ale o ekspresję i ta perspektywa dominuje w przedstawieniu wszystkiego w tej serii.

Ha! Teraz pewnie pukacie się w czoło, nad czym właściwie wznoszę takie peany, skoro to z każdej strony wygląda i tak na kolejną sportówkę – nawet jeśli niesamowicie dobrą i w oryginalnej oprawie graficznej, to jednak nadal sportówkę, w dodatku upchniętą w zaledwie jedenastu odcinkach. Przejdźmy zatem do konkretów.

W pierwszym odcinku poznajemy dwójkę przyjaciół, Makoto Tsukimoto i Yutakę Hoshino, którzy stanowią swoje wyraźne przeciwieństwo. Makoto (znany również jako Smile) ma mocno introwertyczną osobowość, Yutaka zaś (obdarzony przezwiskiem Peco) to nieco nadpobudliwy i wyluzowany chłopak. Obaj uczęszczają do tej samej szkoły, w której należą do klubu ping ponga, w dodatku są jego najlepszymi zawodnikami. Niestety ani jednemu, ani drugiemu nie zależy specjalnie na zajęciach klubowych – Smile traktuje grę w tenisa stołowego jako sposób na zabicie czasu i gra właściwie tylko wtedy, kiedy Peco jest obok, ten zaś, zamiast trenować, woli robić cokolwiek innego, np. potwierdzać swoją wyższość nad innymi. Obaj obdarzeni są naturalnym talentem do tej dyscypliny, ale choć to Peco częściej wygrywa, dzieje się tak głównie dlatego, że Smile’owi na wygranych nie zależy i często po prostu „podkłada” własne mecze, głównie po to, by nie zranić uczuć przeciwnika. Ich szkolny trener nie zwykł jednak marnować takich talentów i po zauważeniu nadzwyczajnych zdolności Makoto, postanawia wszczepić mu tę determinację i wolę walki, której mu brakuje, by uczynić z niego prawdziwego sportowca. Nie tylko on jednak dostrzega niezwykły talent chłopaka. Kazama (pseudonim: Dragon), lider najsilniejszej szkolnej drużyny tenisa stołowego, bardzo chciałby zwerbować Smile’a do swojego zespołu, by uczynić swój klub jeszcze lepszym. Z takiego stanu rzeczy niezbyt zadowolony jest Sakuma (pseudonim: Demon), dawny kolega z dzieciństwa Smile’a i Peco, obecnie trenujący w drużynie Kazamy. Nie tak utalentowany jak jego koledzy, swoje sukcesy zawdzięcza tylko i wyłącznie ciężkiej pracy, a jego celem jest udowodnienie, że gorliwość i pasja są w stanie przewyższyć wrodzony talent. W międzyczasie do innej szkoły przenosi się chiński zawodnik, Kong Wenge (o jakże wyrafinowanym przezwisku Chińczyk), dla którego sukces w Japonii ma być przepustką do domu i kariery w rodzinnym kraju, a na początek chce pokonać lokalnego asa. Wkrótce ma się odbyć szkolny turniej tenisa stołowego, w którym nasi bohaterowie będą mieli okazję zmierzyć się ze sobą po raz pierwszy.

Dobrze zatem, skoro wiadomo już mniej więcej, czego dotyczy fabuła, muszę was uświadomić, iż… to nie jest anime sportowe. Nie, naprawdę, ja w tym momencie nie żartuję – to nie jest klasyczna sportówka i sport nie gra tu głównej roli. Nie znajdziemy tu tłumaczenia zasad gry, nikt nas w świat ping ponga nie ma zamiaru wprowadzać, bohaterowie nie uczą się nowych technik, by pokonywać coraz to nowych przeciwników, a pojedynki stanowią raczej esencję normalnych rozgrywek, niż faktyczne mecze. W ten oto sposób dochodzimy do najtrudniejszego, a mianowicie do odpowiedzi na pytanie, o czym jest ta seria. Problemem jest bowiem to, że jakkolwiek patetycznie, banalnie czy sztucznie by to nie zabrzmiało, tytuł ten to po prostu opowieść o ludziach – o dążeniu do zrozumienia i zaakceptowania siebie, o znalezieniu swojego miejsca w świecie, o byciu szczęśliwym. Sport jest tu tylko środkiem do przekazania innej, o wiele głębszej i bardziej skomplikowanej opowieści, którą powoli odkrywamy wraz z kolejnymi odcinkami. Nie podąża ona jednak prostym torem, bo całość zostaje nam pokazana z różnych perspektyw, czasami dość metaforycznie, przez co nie tak łatwo jest śledzić fabułę tego anime. Z drugiej strony nie jest to tytuł „ciężki” w najbardziej powszechnym tego słowa znaczeniu. Poruszane tu problemy wypadają całkowicie naturalnie, ponadto udało się uniknąć zarówno ich przedramatyzowania, jak i infantylizacji. W dodatku dzięki wykreowaniu niezwykle żywych postaci, bardzo łatwo przychodzi nam wczuć się w ich historię.

Ano właśnie – bohaterowie! A właściwie to: „Bohaterowie” (tak, przez duże B), bo zdecydowanie zasłużyli na takie wyróżnienie. Do dzisiaj nie wiem, jakim cudem twórcom udało się stworzyć tak barwne postaci w zaledwie jedenastu odcinkach, ale faktem jest, że tego dokonali. Co najlepsze, anime nie ma głównego bohatera, bo w tej roli można by obsadzić kilka postaci. Owszem, najbliżsi temu wyróżnieniu są Smile i Peco, ale trzeba przyznać, że historie Konga, Sakumy i Kazamy są nie mniej ważne i żadna nie istnieje w oderwaniu od reszty. Na początku serii każdy z nich tkwi w swego rodzaju ślepym zaułku, który go ogranicza i nie pozwala rozwijać się dalej. Zamiast stawić czoła rzeczywistości, wybierają oni ucieczkę, ale dla każdego z nich owa ucieczka przybiera inną formę. Peco tkwi w iluzji bycia najlepszym, nawet bez wkładania w to zbytniego wysiłku. Smile z kolei zamyka się w sobie, by nie zostać skrzywdzonym, czeka na bohatera, który ma go uwolnić z tego więzienia. Kazama żyje w strachu przed upadkiem z samego szczytu, co sprawia, że ciągle pnie się w górę, by sprostać oczekiwaniom wszystkich naokoło. Kong marzy o powrocie do domu, zaś Sakuma o udowodnieniu, że nawet bez talentu można osiągnąć sukces i choć obaj w głębi duszy wiedzą, że jest to niemożliwe, wciąż próbują spełnić swoje marzenia. Jak można się domyślić, przez jedenaście odcinków będzie nam dane śledzić ich rozwój i stopniową konfrontację złudzeń z rzeczywistością, a ta wcale do kolorowych nie należy.

Oczywiście w serii przyjdzie nam poznać nie tylko tę główną piątkę. Trenerzy, przeciwnicy, znajomi z klubu, przyjaciele, rodzina, czyli wszyscy ci, z którymi główni bohaterowie w jakiś sposób się stykają na co dzień. Ale też nie da się o nich powiedzieć, że są to tylko marionetki stanowiące tło, bo ich rola nie ogranicza się tylko do bycia „postacią, którą spotyka któryś z głównych bohaterów”. Przewija się tam przykładowo postać całkowicie anonimowego gracza, który przegrał mecz, po czym wyruszył w podróż, by odkryć… no właśnie, co? Samego siebie, cel w życiu, sens tego, co robi? Co najciekawsze jednak, pod koniec kończy dokładnie w tym samym miejscu, w którym zaczyna i dopiero tu godzi się ze swoją porażką. I nawet jemu nie sposób odmówić indywidualnego charakteru, pomimo tego, iż poświęcono mu w całej serii zaledwie kilka minut. Właściwie nie przypominam sobie żadnej postaci, która wypadałaby totalnie nijako – każdy ma własne cele, marzenia, ścieżkę, którą chce bądź musi podążać. I to sprawia, że są oni tak interesujący.

By uzupełnić kwestie techniczne, przydałoby się rzec kilka słów w kwestii muzyki. A jest o czym opowiadać, oj jest. Nie należę do osób, które zwracają szczególną uwagę na soundtrack. Przy pisaniu recenzji najczęściej muszę raz jeszcze wracać do danego tytułu i skupiać się tylko i wyłącznie na muzyce, by przypomnieć sobie, co tam właściwie grało w tle. W tym przypadku nie było mi to potrzebne. Podkład muzyczny został tak świetnie dopasowany do konkretnych scen, że przypominając je sobie, miałam w głowie także towarzyszącą im muzykę. I nie chodzi mi tylko o poszczególne utwory, ale o to, jak dobry był sam dźwięk, jak świetnie zawsze pasował do obrazu – jednocześnie go wypełniając i kreując. Często poszczególnym scenom nie towarzyszyła nawet muzyka – słychać było tylko odgłosy uderzeń piłeczki o stół, czy ślizg butów na nawierzchni boiska i oddechy graczy, a mimo to nie odczuwało się przy tym jakiegokolwiek braku. Na wyróżnienie zasługują też utwory otwierające i zamykające poszczególne odcinki (tak od strony muzycznej, jak i wizualnej). Zwłaszcza żywiołowy opening wypada nadspodziewanie dobrze, wprowadzając nas idealnie w klimat anime (polecam też zapoznać się z tłumaczeniem, jako że słowa piosenki wyjątkowo dobrze pasują do fabuły i przekazu całości).

Cóż właściwie mogę dodać na koniec? Czy warto? Jak najbardziej. Czy trzeba? Niekoniecznie. W przypadku tego anime sprawdza się bowiem powiedzenie, że serie, które widziało niewiele osób albo są strasznym syfem, którego nie warto oglądać, albo rzadkimi perełkami, które po prostu nie każdy będzie w stanie docenić. Do Ping Ponga jak najbardziej pasuje druga opcja, dlatego też nie mam zamiaru polecać tego w ciemno każdemu, bo to nie ten rodzaj serii niestety (albo na szczęście – zależy od punktu widzenia). Za to wszystkich tych, którzy szukają w anime nie tylko prostej rozrywki, gorąco zachęcam do zapoznania się z tą produkcją.

Kysz, 28 grudnia 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Tatsunoko Productions
Autor: Taiyou Matsumoto
Projekt: Nobutake Itou
Reżyser: Masaaki Yuasa
Scenariusz: Masaaki Yuasa
Muzyka: Kensuke Ushio