Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 5/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 81
Średnia: 6,94
σ=1,69

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

selector infected WIXOSS

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • セレクター infected WIXOSS
Gatunki: Dramat, Przygodowe
zrzutka

(Nie)grzeczne dziewczynki grają w magiczne karty, czyli o tym, że każdy kij ma dwa końce. A może i więcej?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Ostatnimi czasy gra karciana Wixoss cieszy się w Japonii olbrzymią popularnością. Grają w nią niemal wszyscy – starsi i młodsi. Poznajcie nastoletnią Ruuko Kominato, która nigdy nie miała przyjaciół, ale ponieważ jej to szczególnie nie przeszkadzało, z pewną niechęcią przyjmuje prezent od brata, który bardzo się o nią martwi, podobnie jak wychowująca ją babcia. Oboje mają nadzieję, że zestaw do gry w Wixoss ułatwi młodej samotniczce kontakt z rówieśnikami. Ku zaskoczeniu Ruuko okazuje się, że karta, którą dostała, jest unikatowym egzemplarzem, zwanym LRIG, a widoczna na niej postać ożywa. Następnego dnia w szkole nastolatka zostaje „zaatakowana” przez niejaką Yuzuki Kurebayashi, również będącą posiadaczką niezwykłej karty. Dziewczyna wyjaśnia Ruuko, że obie należą do grona szczęśliwców (aczkolwiek karty te trafiają tylko do graczy płci żeńskiej), którzy dostali szansę gry na serio i plotka głosi, iż trzykrotna wygrana pojedynku z inną Selekcjonerką („Selector” – tak nazywa się dziewczęta, które mają magiczne karty) gwarantuje spełnienie każdego marzenia, nieważne jak nieosiągalne mogłoby się wydawać. Tym sposobem Kominato poznaje pierwszą rywalkę, z którą przyjdzie jej się zmierzyć w walce o… No właśnie, czego tak naprawdę pragnie Ruuko? I czy którakolwiek z graczek zdaje sobie sprawę, że prawdziwy Wixoss to nie zabawa?…

O czym marzą nastoletnie dziewczynki? Cóż, ile dziewczyn, tyle odpowiedzi, a że nastolatki mają niezwykle wybujałą wyobraźnię, można spodziewać się wszystkiego. Spróbujmy więc trochę zawęzić grupę ankietowanych do japońskich nastolatek będących bohaterkami anime. Cóż, w tym przypadku również żadna odpowiedź nie powinna dziwić, gdyż Japończycy nie raz, nie dwa udowodnili, na co ich stać, jeśli idzie o wymyślanie różnych dziwnych rzeczy. Da się zauważyć ogólne trendy, które na przestrzeni kilkudziesięciu lat zdążyły się ukształtować w animowanym społeczeństwie. Prócz zawsze obecnego pragnienia sławy, pieniędzy i przyjaciół, a także zrobienia kuku największej rywalce, znajdziemy również pewne nowości, które ostatnimi czasy nie wiedzieć czemu stały się wyjątkowo popularne.

Ze współczesnych anime wynika bowiem, że przynajmniej 80% nastoletnich Japonek ma ochotę na swojego braciszka – nieważne, czy jest młodszy, czy starszy, ale baaardzo im się podoba i zrobią wszystko, by móc bez przeszkód go schrupać. Oczywiście nie ma tu mowy o kanibalizmie (chociaż i takie numery już bywały, czego przykładem Pupa), a o zakochiwaniu się w jednym z najbliższych członków rodziny, bo tak. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, pisząc, że jedna z bohaterek Selector infected WIXOSS widzi w braciszku (co gorsza, bliźniaku) wymarzonego chłopaka. Ja wiem, że to obecnie bardzo popularny motyw (zwykle wykorzystywany w haremówkach), ale niestety to anime, podobnie jak zdecydowana większość tytułów, pokazuje go w sposób kompletnie nierealistyczny. Owszem, Yuzuki miota się, pełna jest obaw i niepewności, ale tak zachowuje się niemal każda heroina romansideł, z tym że obiektem uczuć zwykle jest przyjaciel z dzieciństwa lub jakiś inny niespokrewniony z nimi chłopak, zaś na drodze do szczęścia stoją różne dziwne przeszkody. Cóż, biorąc pod uwagę inne marzenia uczestniczek gry, mogę z niemal całkowitą pewnością stwierdzić, że scenarzystka w ogóle nie miała pomysłu, jak wykorzystać wątek kazirodczy – jest, żeby był. Nie wystarczy? Ojej… Problemy pozostałych bohaterek są różne, ale mają jedną cechę wspólną: są wyjątkowo wyolbrzymione, a że za scenariusz odpowiedzialna jest Mari Okada (ach, ten melodramatyzm), to w sumie nie powinno szczególnie dziwić. Wiadomo, nastolatki znacznie intensywniej przeżywają rzeczy, które dorosłym wydają się błahe, ale mimo wszystko pani Okada zupełnie niepotrzebnie robi z przysłowiowej igły naprawdę duże widły.

Można narzekać, że seria trochę za daleko zapędziła się z dramatyzmem, ale z drugiej strony nie sposób nie przyznać, iż podszyta tragizmem historia ma potencjał, potrafi pozytywnie zaskoczyć i mimo wszystko nie zamienia się w niezamierzoną komedię. Całość może wydawać się dziecinnie prosta (pomijam same zasady gry, bo o karciankach nie mam zielonego pojęcia i nawet nie wnikam, czy ma to ręce i nogi): ot, dziewczynki grają ze sobą, by osiągnąć swój wymarzony cel. I w sumie na tym to wszystko polega, z tym że ilość zwrotów akcji i odkrywanych powoli kart raczej nie pozwoli się nudzić. Pewnie, sporo tu schematów i niedopowiedzeń, ale fabuła prowadzona jest w sposób w miarę ciekawy i pod pewnymi względami nawet realistyczny. Mam tu na myśli np. fakt, iż mimo oczywistego oddzielenia świata gry i życia codziennego, obie te sfery mają na siebie wpływ – bohaterki nie żyją w próżni, a rodzina uczestniczy w ich życiu i zwykle zauważa, gdy z dziewczynkami zaczyna dziać się coś niepokojącego. Jest to w tego typu historiach naprawdę rzadkie, a przez to zdecydowanie warte odnotowania. W dwunastu odcinkach postawiono wiele pytań, odkryto również kilka ważniejszych kart, ale w dalszym ciągu sporo rzeczy wymaga wyjaśnienia. A choć zakończenie zachęca do obejrzenia kontynuacji zapowiedzianej na jesień 2014, to nie jest pewne, czy dostarczone przez nią (jeśli w ogóle) odpowiedzi będą zadowalające. Cóż, pozostaje tylko czekać.

To mogła być naprawdę sympatyczna seria o przyjaźni i rywalizacji, gdyby fabuła nie padła ofiarą zabiegów mających dodać jej modnej „atrakcyjności”, ale na wątek życzeń już narzekałam. Gorzej, że to determinuje również pewne cechy osobowości dziewcząt, bez których byłyby znacznie łatwiejsze do polubienia. Niby nie jest tragicznie ani przeraźliwie sztucznie, ale trudno taką kreację charakterów nazwać sukcesem. Owszem, gdyby spojrzeć na bohaterki w oderwaniu od Wixossa, faktycznie dostajemy opowiastkę o pączkującej przyjaźni nie do końca przystosowanych do życia dziewczyn, które znajdują w sobie oparcie i pokrewne dusze. Ruuko jako główna bohaterka musi być naturalnie nieco wycofana i kompletnie zielona w pewnych sprawach, ale taka koncepcja ma swoje złe i dobre strony. To mógł być całkiem ciekawy przykład tego, jak człowiek powoli uczy się emocji, ale odniosłam wrażenie, że ta enigmatyczność i niezrozumiałość jej charakteru zostały wprowadzone na siłę i bardziej dowodziły nieumiejętności stworzenia spójnego charakteru niż celowego zabiegu. Próba stworzenia głębi psychologicznej Mari Okadzie nie wychodzi i zwykle sprowadza się do wymyślania przeróżnych traum. No dobrze, Ruuko nie irytuje aż tak bardzo, ale bywa momentami bardzo niezdecydowana, a co najgorsze, nie ma w sobie ani odrobiny wyrazistości. Fakt, że jest to typ postaci porywanej przez fabułę, a nie ciągnący ją za sobą, ale osobowości bierne też trzeba umieć tworzyć. Niby Ruuko z odcinka na odcinek się zmienia, ale jej charakterowi brak odpowiednich fundamentów, na których dałoby się zbudować spójną osobowość.

Zdecydowanie lepiej na główną bohaterkę nadawałaby się Tama – postać z karty, którą zdobyła Ruuko. Dziewuszka jest niesamowicie dziecinna, hiperaktywna, ale ma w sobie sporo uroku, a co najważniejsze, z biegiem akcji wyraźnie zaczyna się zmieniać w sposób w miarę naturalny i wiarygodny (jak na realia anime oczywiście). W ogóle odniosłam wrażenie, że to właśnie nieco tajemnicze, ale zróżnicowane charaktery postaci z kart są znacznie ciekawsze niż ich właścicielek.

Pojawiają się również koleżanki/rywalki Ruuko obdarzone raczej standardowymi osobowościami. Yuzuki nie radzi sobie z uczuciami do brata, ale pomijając to, prezentuje się jako lżejsza wersja tsundere, która potrafi pokazać, że zależy jej na osobach bliskich i mimo zewnętrznych kolców bardzo często uwalnia swoje pokłady życzliwości. Hitoe, którą dziewczynki niebawem poznają, to typowa szara myszka, świetny materiał na kozła ofiarnego, mająca poważne problemy z nieśmiałością. Cóż, takie delikatne i niewinne jako te lelyje panienki zwykle wzbudzają we mnie mordercze instynkty, ale tym razem na szczęście nie było tak źle, bo gdzieś pod tymi tonami niepewności kryły się jakieś szczątki kręgosłupa. Do zestawu dostaniemy wilczycę w owczej skórze i górę lodową – obie dziewczyny kryją kilka niespodzianek. Nikt jednak nie dokonuje spektakularnych wyskoków z ram schematu, więc podejrzewam, że większości widzów trudno będzie się zżyć z bohaterkami.

Charaktery charakterami, ale przyjaźń łącząca bohaterki została przedstawiona całkiem nieźle i głównie przez to miło oglądało się to anime. To przyjaźń nastoletnia, więc pełna egzaltacji, wielkich deklaracji przy różnych okazjach, z punktu widzenia dorosłego nieistotnych, ale w gruncie rzeczy jest to uczucie szczere. Spory plus seria dostaje również za postaci drugoplanowe – tu mam na myśli oczywiście najbliższych protagonistek, którzy mimo słabo rozwiniętych charakterów nie ograniczają się do pozostawania w tle i stanowią pełnoprawnych bohaterów. Ich rola nie jest może zbyt duża, ale na pewno niepozbawiona znaczenia.

Od strony technicznej anime prezentuje się bez szczególnej rewelacji, ale jest nieźle. Projekty postaci są bardzo standardowe i mogą być trochę mylące (seria wygląda jak przedstawicielka nurtu „słodkie dziewczynki robią słodkie rzeczy”), ale już lekko udziwnione karciane panienki prezentują się ciekawie, jeśli porównać je z właścicielkami. Cóż, budżet raczej nie był imponujący, gdyż nocne sceny są wyjątkowo przyciemnione, tak że prawie nic nie widać, ale przynajmniej tła za dnia nie zieją pustką. Nie znaczy to jednak, że jest na czym oko zawiesić. Animacja, w szczególności pojedynków, jest w miarę płynna, chociaż w większości ogranicza się do kolorowych błysków i wybuchów. Czasem też w oczy rzucają się przefiltrowane zdjęcia i nadużywanie efektów trójwymiarowych, ale w ostatecznym rozrachunku nie wygląda to najgorzej. Tło muzyczne prezentuje się mało wyraziście, chociaż stanowiące większość ścieżki dźwiękowej utwory elektroniczne dobrze ilustrują pojedynki. Z dwóch towarzyszących serii piosenek jedynie ending jest moim zdaniem wart uwagi. Cyua bardzo sprawnie zaśpiewała energiczne realize -Yume no Matsu Basho, a lubiana przeze mnie Kanon Wakeshima chyba miała gorszy dzień przy killy killy Joker, bo wyraźnie fałszowała (a może to była kwestia niezgrania wokalu i linii melodycznej…). Tak czy siak muzyka jest w tym przypadku tłem i niczym więcej.

Selector infected WIXOSS to ciekawy, ale jednocześnie wyraźnie niedopracowany pomysł, który miał potencjał, ale nie do końca go wykorzystał. Druga część może nieco podnieść ostateczną ocenę serii – może, ale nie musi, gdyż nie od dziś wiadomo, że z oryginalnymi projektami bywa różnie. Dostajemy kolejną mroczną wariację na temat gry/pojedynków, które na pierwszy rzut oka stanowią dobrą i niewinną zabawę. Przeglądając strony internetowe, trafiłam na opinie, że to „kolejna Madoka”. Piętno nie piętno, tak to już jest, ale to tak jakby porównywać wszystkie serie science­‑fiction do Cowboya Bebopa. Mimo podobieństw, pomysł jest ciekawy i choć niekoniecznie oryginalny, ma swoje mocne strony, które mogą zachęcić do seansu osoby, które mają ochotę na coś, co już znają, ale nie chcą oglądać przemalowanego klona.

Enevi, 24 lipca 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: LRIG
Projekt: Kyuuta Sakai
Reżyser: Takuya Satou
Scenariusz: Mari Okada
Muzyka: Maiko Iuchi