Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 19 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,21

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 358
Średnia: 8,15
σ=1,07

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (IKa)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Barakamon

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ばらかもん
Tytuły powiązane:
Postaci: Artyści, Dzieci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Mieszczuch­‑socjopata kontra prowincjonalna skrzecząca rzeczywistość.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Seishuu Handa to młody i obiecujący kaligraf, który podczas uroczystości wręczenia nagród w prestiżowym konkursie uderza dużo starszego kolegę po fachu. Aby zatuszować skandal i dać bohaterowi czas na przemyślenie swojego zachowania, ojciec zmusza go do wyjazdu na małą japońską wyspę. Dla przyzwyczajonego do miejskiego życia Handy jest to prawdziwa tragedia, zwłaszcza że do niedawna uchodził za jednego z lepiej zapowiadających się artystów. Tymczasem musi radzić sobie w nowym otoczeniu, co nie jest łatwe, ponieważ zarówno zwyczaje, jak i rytm życia są na prowincji zupełnie inne. Tu każdy wie wszystko o wszystkich, wchodzenie do cudzego domu bez zaproszenia uchodzi za normę, a o ciszy i spokoju można tylko pomarzyć. Jakby tego było mało, do Handy przykleja się mała, zdecydowanie zbyt energiczna dziewczynka, Naru Kotoishi.

Barakamon było jednym z nielicznych anime, na które niecierpliwie czekałam i to bynajmniej nie dlatego, że jestem fanką mangi, bo tej nie widziałam na oczy. Zaintrygował mnie zarówno opis, jak i plakat, reklamujące produkcję – przecież solidnych okruchów życia nigdy nie ma za dużo. Sęk w tym, że o ile pierwsze odcinki były połączeniem rzeczonych okruchów życia z komedią i to dość szaloną, o tyle kolejne coraz bardziej skłaniały się ku drugiemu z wymienionych gatunków. Początkowo nie do końca odpowiadał mi obrany przez twórców kierunek, ale im bliżej byłam finału, tym wyraźniej docierało do mnie, że podjęto słuszną decyzję. Wynika to z faktu, że zarówno charakter głównego bohatera, jak i zaprezentowane wydarzenia wypadają lepiej, ukazane w odrobinę krzywym zwierciadle i nie do końca na serio.

Stosunkowo prosta fabuła skupia się na próbach dostosowania się Handy do prowincjonalnej rzeczywistości, co dla rozpieszczonego i egocentrycznego mieszczucha okazuje się nie lada problemem. Społeczność miasteczka, do którego trafił, jest niezwykle zżyta i przypomina wielką, wielopokoleniową rodzinę – wszyscy się tu znają i nie mają przed sobą tajemnic. Przyjazd młodego człowieka z Tokio, który na dodatek zajmuje się kaligrafią, to prawdziwe wydarzenie dla całej miejscowości. Wieść o przybyciu Handy rozchodzi się na długo przed jego przylotem, a kiedy już dojeżdża na miejsce, każdy chce go zobaczyć i zgodnie z miejscowym zwyczajem, pomóc mu się rozgościć. Towarzyscy i pełni dobrych chęci tubylcy już pierwszego wieczora wpraszają się do domu mężczyzny, by pomóc mu się rozpakować. Jakby tego było mało, jego nowa siedziba jest regularnie nawiedzana przez miejscową dzieciarnię, ze szczególnym wskazaniem na sześcioletnią Naru, jej płaczliwą koleżankę Hinę oraz dwie energiczne nastolatki, Tamę Arai oraz Miwę Yamamurę. Przyzwyczajony do ciszy, spokoju i przede wszystkim, samotności artysta wyjątkowo źle znosi przeprowadzkę, przynajmniej na początku. Urok wyspy oraz jej sympatyczni mieszkańcy szybko rozbijają twardą skorupę Handy, który coraz chętniej zaczyna uczestniczyć w życiu społeczności. Naturalnie nie trzeba nawet wspominać, że także jego sztuka nabiera charakteru pod wpływem otoczenia.

Trudno wyróżnić w Barakamonie wątek główny – jest to raczej zbiór scen z życia bohatera, który poszukuje inspiracji do wypracowania własnego niepowtarzalnego stylu. Ale to nie kaligrafia Handy zmienia się najbardziej, a on sam. Bardzo powoli uczy się panować nad emocjami, a także nareszcie zaczyna myśleć o innych ludziach. Spotkanie z Naru, jej ciągła obecność zmuszają go do wzięcia odpowiedzialności za kogoś innego, co wcale nie jest łatwe, biorąc pod uwagę pomysły i energiczność dziewczynki. Acz są to wątki obecne raczej na drugim planie, gdyż codzienne perypetie głównego bohatera i jego interakcje z nowymi sąsiadami są zazwyczaj pokazywane przez pryzmat ciągłych żartów i gagów. Jak już wspominałam, jest to bardzo sensowne rozwiązanie, ponieważ pozwala spojrzeć z przymrużeniem oka na wyjątkowo nieprzyjemne wady Handy, jak również irytujące zwyczaje mieszkańców wyspy.

Młody kaligraf jest człowiekiem inteligentnym i pewnym siebie, ale też skrajnie nieprzystosowanym do życia w grupie. Handa po prostu nie potrafi egzystować z innymi ludźmi, nie znosi też jakiejkolwiek krytyki, przekonany o własnej wyższości i doskonałości. Zesłanie na wyspę ma oduczyć go podobnego podejścia do życia, acz większość zmian przychodzi mu z trudem. Fajnie jest poobserwować taką osobę w anime, ale wątpię, by ktokolwiek z widzów chciał z kimś takim mieszkać lub pracować. Podobnie ma się sprawa z jego sąsiadami – uczynnymi i miłymi, ale też poniekąd wścibskimi i momentami zbyt bezpośrednimi. Dla nich wchodzenie do czyjegoś domu bez zaproszenia jest normą, nie rozumieją, że komuś może się to nie podobać. Zdaję sobie sprawę, że właśnie stawiam bohaterów w wyjątkowo niekorzystnym świetle, ale są to rzeczy praktycznie od razu rzucające się w oczy. Inna sprawa, że całość jest tak ciepła i optymistyczna, że widz ma ochotę zamieszkać w podobnym miejscu, z podobnymi ludźmi, nawet jeśli oznacza to nieproszonych gości i jakieś dzieciaki biegające po posesji. Relacje postaci są najmocniejszą stroną anime – da się wyczuć tę bliskość i rodzinną atmosferę, to zresztą one urzekają w końcu Handę, który zaczyna traktować wyspę jak prawdziwy dom.

Nie można także zapomnieć o związku głównego bohatera z Naru – dziewczynka właściwie z miejsca wkrada się w łaski kaligrafa. Co nie powinno dziwić, gdyż mamy do czynienia z kolejnym niemalże idealnym dzieckiem, o jakim marzyliby wszyscy przyszli lub aktualni rodzice. Serio, chylę czoła przed autorką mangi, która najbardziej irytujące zachowania przedstawiła tak, że małą ma się ochotę wyściskać zamiast zamordować. W rzeczywistości ciągłe bieganie i krzyki, jak również notoryczne niszczenie czego popadnie, byłyby nie do zniesienia, ale tutaj przełykam to bez problemu, na dodatek zachwycając się, jaka to Naru nie jest słodka. Oto potęga anime… Na szczęście reakcje Handy, przynajmniej na początku, są zupełnie prawidłowe i na miejscu, chociaż czasami bywa zbyt agresywny (należy pamiętać, z jakim typem postaci mamy do czynienia) w stosunku do dziecka.

Pozostaje jeszcze cała gromadka bohaterów drugoplanowych, z Tamą, Miwą oraz nieco starszym od nich chłopakiem, Hiroshim, na czele. Cóż, każdy jest w jakimś stopniu dziwakiem i wyróżnia się na tle normalnych ludzi, może z wyjątkiem Hiroshiego, który wydaje się najnormalniejszy z towarzystwa. Podobnie jak wydarzenia, także i postacie zostały pokazane w krzywym zwierciadle – wszyscy są nieco przerysowani, czasem tak bardzo, że Handa wydaje się przy nich zaledwie lekko wypaczony. Sposób potraktowania fabuły i bohaterów sprawia, że całość wydaje się odrealniona, zaś humor, a także słuszna ilość pozytywnej energii, czynią z Barakamona opowieść ku pokrzepieniu serc. Przez dwanaście odcinków nie znajdziemy tu ani pół poważnej sceny – odrobinę melancholijne owszem, ale nie smutne czy pełne powagi. Codzienność Handy i jego przyjaciół jest radosna, spokojna (mam na myśli brak spędzających sen z powiek problemów) i chwilami bardzo szalona. Chociaż nie wszystkie komediowe pomysły przypadły mi do gustu.

Nie mam kłopotu z Handą wrzucającym Naru do oceanu czy dziećmi robiącymi mu głupie i bolesne dowcipy, przyjmuję że to taka konwencja, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie każdy potrafi się śmiać z takich rzeczy. O dziwo, miałam za to poważny problem z Tamą i jej yaoi radarem, działającym tak źle, jak to tylko możliwe. Powtarzany co i rusz gag z dziewczyną, która za każdym razem, widząc Handę z Hiroshim, zupełnie bezpodstawnie przyjmuje, że panowie mają się ku sobie, jest po prostu słaby. Naprawdę, w tym anime jest tyle fantastycznych i barwnych postaci, jak również tyle okazji do żartów, że obecność fujoshi była zupełnie zbędna. Seria zyskałaby więcej, gdyby zamiast na urojeniach Tamy, skupić się na jej chęci zostania mangaczką, mimo iż nie posiada za grosz talentu plastycznego.

A skoro jesteśmy przy kwestiach rysunkowych, wypadałoby poświęcić kilka słów grafice i animacji. Barakamon jest bardzo solidnie zrobioną serią, aż miło popatrzeć na dopieszczone projekty postaci, śliczne tła i płynną animację. Studio Kinema Citrus dość wiernie przeniosło mangową kreskę na ekran, co należy zaliczyć na plus, ponieważ komiks jest wizualnie szalenie udany. Duże brawa należą się za widowiskowe krajobrazy, nie zawsze bardzo szczegółowe, ale przynajmniej niesprawiające wrażenia wygenerowanych losowo na komputerze. Zachody słońca wyglądają tak, jak powinny wyglądać zachody słońca nad morzem (w tym przypadku oceanem), poza tym bardzo podobały mi się ujęcia z niską linią horyzontu, gdzie ponad połowę przestrzeni zajmowało niebo pełne chmur. Poza tym warto wspomnieć o wyjątkowo sprawnym operowaniu światłem, co bardzo dobrze widać w odcinku, w którym bohaterowie odwiedzają groby bliskich i spędzają tam czas do późnych godzin wieczornych. Podobnie efektowny jest odcinek opowiadający o lokalnym festynie, na zakończenie którego puszczane są sztuczne ognie. Barakamon nie należy do serii dynamicznych, dlatego o jakości wizualnej decydują drobiazgi, a tych cieszących oko akurat w omawianym anime nie brakuje.

Powstrzymam się natomiast przed oceną ścieżki dźwiękowej, ponieważ tak naprawdę zarejestrowałam tylko bardzo udaną czołówkę (Rashisa zespołu SUPER BEAVER) i nieco mniej porywający ending (Innocence, śpiewane przez NoisyCell). Obydwie piosenki są energiczne i dobrze zaśpiewane, na dodatek towarzyszy im bardzo ładna animacja – no dobrze, za rok pewnie mało kto będzie o nich pamiętał, ale pasują do serii i wprawiają widza w odpowiedni nastrój przed seansem. Duże brawa należą się także seiyuu, przede wszystkim Daisuke Ono za fantastycznego Handę oraz Suzuko Harze za niezwykle żywiołową Naru. Ale w anime nie było słabo zagranej roli, wszyscy spisali się na medal, perfekcyjnie wczuwając się w bohaterów i tym samym nadając im charakteru.

Barakamon był dla mnie pewniakiem już po zapoznaniu się z zapowiedzią i pozostał takim do końca letniego sezonu 2014. Produkcja została solidnie zrealizowana pod każdym względem i jeżeli komuś odpowiada zaprezentowany w niej rodzaj humoru, z pewnością czeka go wyjątkowo udany seans. Warto jednak mieć świadomość, że ostatecznie Barakamon poszedł raczej w stronę komedii niż okruchów życia, chociaż elementy tych drugich są w anime jak najbardziej obecne. Ponieważ manga nadal jest wydawana, mam cichą nadzieję, że seria sprzeda się na tyle dobrze, że doczekamy się kontynuacji, gdyż historia jest tego warta, a i szkoda się rozstawać z bohaterami, nawet jeśli mają sporo wad, a może właśnie dlatego. Obok Gekkan Shoujo Nozaki­‑kun to druga najlepsza letnia produkcja, więc jeśli komuś mało endorfin po opowieści o pewnym nieżyciowym mangace, powinien spróbować historii o kaligrafie­‑furiacie na wygnaniu.

moshi_moshi, 13 grudnia 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Kinema Citrus
Autor: Satsuki Yoshino
Projekt: Majiro
Reżyser: Masaki Tachibana
Scenariusz: Pierre Sugiura
Muzyka: Kenji Kawai

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Barakamon - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl