Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 grafika: 5/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 6
Średnia: 6,33
σ=0,75

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kysz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Yama no Susume: Second Season

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 24×15 min
Tytuły alternatywne:
  • ヤマノススメ セカンドシーズン
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Bo mnie się góry kojarzą… ze słodkimi dziewczętami. Serio? Tym razem jak najbardziej serio!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Dzięki Hinacie Aoi odkrywa, że góry nie są wcale takie straszne, jak jej się z początku wydawało. Ponadto to właśnie dzięki nim udało jej się poznać dwie nowe koleżanki – Kokonę i Kaede, więc teraz cała czwórka razem poświęca się wspólnemu hobby. Aoi co prawda wciąż nie przezwyciężyła całkowicie lęku wysokości, ale wraz z kolejnymi krokami stawianymi na szlaku, buduje w sobie coraz większą odwagę i pewność siebie. Kolejne wyzwania, jakie dziewczyny stawiają przed sobą, to już nie przelewki, a jednym z najtrudniejszych będzie z pewnością wędrówka na szczyt góry Fudżi. Jak sobie z tym poradzą?

Muszę przyznać, że górskie wędrówki są moją wielką pasją. Sięgając po pierwszy sezon Yama no Susume miałam nadzieję, że znajdę tam może i naiwne, ale dość wierne przedstawienie tego tematu. I nawet licząc się z tym, że to przecież seria o słodkich dziewczętach, więc o żadnych konkretach nie mogło być mowy, byłam lekko… no dobrze – mocno zawiedziona. Pod kątem czystych moé okruchów życia tytuł ten był co prawda nie najgorszy, ale potencjału leżącego w podejmowanej tematyce nie wykorzystywał w żadnym calu. Jakież było moje zaskoczenie, gdy wraz z kolejnymi odcinkami drugiej serii odkryłam, że zaszła ogromna zmiana. Bo tu wreszcie góry są widoczne! Ba, można by się pokusić wręcz o stwierdzenie, że grają równorzędną rolę ze słodkimi dziewczętami. Wreszcie przyjdzie nam poznać ciekawsze trasy niż mało znany pagórek w rodzinnej miejscowości bohaterek. Co więcej, każdy ze szlaków został odpowiednio opisany, a podstawowe informacje uzupełniono wieloma interesującymi ciekawostkami. Całość odmalowano oczywiście w jak najbardziej korzystnym świetle. Nie ukrywam, że nie znam realiów japońskiej turystyki górskiej, ale jeśli ich szlaki prezentują się dokładnie tak, jak to tutaj przedstawiono (czyli faktycznie mają wszystkie te udogodnienia w postaci dobrze utrzymanych poręczy, schodków, łańcuchów oraz doskonałe oznakowanie), to pozostaje tylko zazdrościć świetnej organizacji i jeszcze lepszego wykonania. Pomijając jednak to, że u nas można się najwyżej zgubić, wbić drzazgę od spróchniałej poręczy, bądź potknąć o krzywy stopień, da się tu znaleźć bardzo wiele podobieństw do tego, co znamy z własnych doświadczeń. Śledząc poczynania bohaterek, nie raz i nie dwa przypominałam sobie o własnych podróżach – o wczesnym wstawaniu i telepaniu się na miejsce pociągami, o zmęczeniu i podziwianiu krajobrazów, czy nawet o nieuchronnych zakwasach. Jakże naturalnie wypadało to wszystko na ekranie, jak bardzo zachęcało do ponownego wyjścia na szlak. To naprawdę miłe, że tak proste anime potrafi dostarczyć tak wiele radości.

Żeby nie było zbyt cukierkowo, czas na trochę narzekania. Niestety ze sporym naciskiem na realizm w przedstawianiu większości spraw związanych z uprawianiem turystyki górskiej mocno kontrastuje cokolwiek naiwny sposób, w jaki wkomponowano w to nasze bohaterki. Weźmy przykładowo kwestię jedzenia. Każda myśląca osoba, wybierając się na całodniową wycieczkę gdziekolwiek, bierze pod uwagę, iż w którymś momencie będzie musiała doładować swoje baterie i coś przekąsić. Wybierając się w góry, musi się liczyć z tym, że na dłuższej trasie nie będzie miała możliwości zaopatrzenia się w cokolwiek po drodze, zatem logiczne jest, że zabiera własny prowiant. Niestety dziewczęta, choć wyposażone w profesjonalne plecaki, ubranie, buty i różne mniej lub bardziej potrzebne gadżety, dopiero przed którąś wyprawą z kolei uświadamiają sobie, jak bardzo jest to ważne (oczywiście za sprawą niezawodnej Kaede, która wie wszystko). Ale pal to licho! Bardziej absurdalne wydało mi się zabieranie palnika turystycznego i garnka na jednodniowy wypad! Co jak co, ale ograniczenie bagażu jest akurat kwestią niezwykle istotną i mocno wpływającą na komfort podczas wyprawy. Jakoś nie wyobrażam sobie targania w góry tak ciężkiego sprzętu tylko po to, żeby zjeść po drodze ciepły posiłek (w dodatku w środku lata, kiedy rozgrzewać się nie trzeba). I skoro już jesteśmy przy krytycznym spojrzeniu, należy wspomnieć też o ubraniach bohaterek. Oczywiście muszą one podkreślać ich słodycz i już sam fakt noszenia przez nie kurtek uważam za cud, ale litości – czy one zawsze muszą paradować w tych kurtkach, nawet jeśli na dworze jest wyraźnie ciepło? Na dodatek częstokroć obok kurtki pojawiają się krótkie spodenki, czy (o zgrozo) spódniczka (tyle chociaż, że zawsze z rajstopami czy innymi getrami)! To zdecydujmy się wreszcie, czy podchodzimy do danego zagadnienia fachowo i ubieramy bohaterki odpowiednio, czy robimy to typowo w konwencji moé? Takie mieszanie jednego z drugim akurat prezentuje się niespecjalnie.

Narzekanie czas zakończyć, zwłaszcza że powyższe wady nie przesłaniają niewątpliwych zalet, jakie ma ta seria. Jak już wspomniałam wyżej, w przeciwieństwie do pierwszej serii, drugi sezon wreszcie zamienia teorię na praktykę. To wciąż lekka opowieść z gatunku moé okruchów życia, niebojąca się jednak zahaczyć o nieco poważniejsze tematy. Motyw przełamywania własnych słabości został tu zgrabnie rozwinięty i trzeba przyznać, że twórcy nie zdecydowali się pójść po linii najmniejszego oporu i ograniczyć się do pesymistycznych przemyśleń Aoi, a następnie zakończyć wszystko szczęśliwie i gładko. Bardzo ładnie, choć w prosty sposób, pokazali, że nie zawsze wystarczają same chęci, by osiągnąć wyznaczony cel, ale też nie warto załamywać się każdą poniesioną porażką, bo zawsze jest okazja, by spróbować ponownie. Na szczęście w żadnym momencie seria nie przeobraziła się w „głęboką historię z morałem”, bo to mogłoby wyjść już nazbyt sztucznie.

Również bohaterki zyskały na zwiększeniu długości odcinków, acz widać to przede wszystkim w przypadku Aoi i Hinaty. Pierwsza z nich wciąż cierpi na lęk wysokości, który powoli stara się przezwyciężać. I rzeczywiście, widzimy poważne próby pokonania owego lęku, podsycane przez rosnącą miłość do gór. To co prawda wciąż nieśmiała i nieco zakompleksiona dziewczynka, ale spod tego schematu wyłania się osoba stawiająca pierwsze kroki na drodze do dojrzałości – głównie emocjonalnej. Nie chciałabym jednak, by ktokolwiek odniósł w tym momencie wrażenie, że mamy do czynienia z oryginalną i rozbudowaną postacią, wyłamującą się całkowicie ze schematu moé dziewczęcia z moé seryjki. Co to, to nie – aż tak dobrze nie ma. Natomiast zmiana w kreacji tej postaci w porównaniu do sezonu pierwszego jest na tyle wyraźna, iż Aoi faktycznie prezentuje się tutaj dużo lepiej, niż wcześniej. W porównaniu do niej Hinata rozwija się słabiej, ale na pewno nie można powiedzieć, że jej charakter stoi w miejscu. W pierwszym sezonie ukazano ją jako wiecznie uśmiechniętą, energiczną i nieco denerwującą osóbkę i tutaj wypada tak samo, tyle że od czasu do czasu zostaje zmuszona do przemyślenia kilku ważniejszych kwestii, dotyczących w dużej mierze natury przyjaźni. Dodaje to trochę powagi do jej nazbyt beztroskiego sposobu bycia, co czyni ją bardziej sympatyczną i łatwiejszą do polubienia.

Co z pozostałą dwójką? Skłamałabym, pisząc, że zostały one dokładnie takie same, jak w pierwszej serii, bowiem na nie również pozytywnie wpłynął przyrost czasu antenowego. Jednak była to ewolucja w rodzaju „z totalnej nijakości do czegokolwiek”, czyli trochę za mało, by można było mówić o zapadających w pamięci postaciach. Kokona jest wciąż słodziutka i niewinna, zaś nieco zakręcona Kaede stanowi jak zwykle źródło wiedzy o górach. Druga seria tylko pogłębia ich wizerunek, w żaden sposób nie rozwijając ich charakterów.

Tak na dobrą sprawę ta czwórka jest tutaj najważniejsza i reszta postaci nie gra żadnej roli poza okazjonalnymi występami na ekranie. Co ciekawe, w drugiej serii przyjdzie nam częściej spotykać mamę Aoi. Z reguły rodzice bohaterów pojawiają się w anime rzadko, a jeśli już są, pełnią częstokroć role komediowe. Drugi sezon Yama no Susume wyłamuje się z tej reguły i wyjątkowo dużo czasu poświęca na pokazanie relacji matki i córki. Nowe hobby Aoi to w końcu nie przelewki, nie dziwi zatem obawa rodziców o bezpieczeństwo własnego dziecka. Miło więc, że zadbano tutaj i o ten aspekt.

O ile na pozostałych polach widać wielkie zmiany na plus, tak w przypadku grafiki mam wrażenie, że doszło do załamania poziomu. A może to kwestia tego, że tutaj o wiele więcej starano się nam pokazać? Problem polega na tym, że jak na serię, w której duży nacisk kładzie się na piękno krajobrazu, tła wypadają okropnie słabo. Dziewczęta co i rusz przystają, by podziwiać widoczki, zatem sami twórcy kreują sposobność do pokazania nam czegoś ładnego, co mogłoby zapierać dech w piersiach. Co najlepsze, nawet nie wymagałoby to użycia bardziej zaawansowanych środków – wystarczyłby sam obraz. W serii jednak takich cudów nie oglądamy. Bohaterki patrzą, zachwycają się, a my widzimy ot, zwykłe wypełnienie sceny, bez polotu, bez krzty starania o to, by piękno krajobrazu jakoś podkreślić na ekranie. Pod tym względem wydaje mi się, że pierwszy sezon spisywał się ciut lepiej. Na szczęście animacja i projekty postaci to już dokładnie to, co dostaliśmy w pierwszym sezonie – w obu przypadkach można mówić o poprawnym wykonaniu, ale też o niczym więcej. Nie bardzo jest tu na czym oko zawiesić, ale od ekranu z pewnością nie odrzuca. Ot, wygląda po prostu zgrabnie. Na temat ścieżki dźwiękowej mogę dodać tylko tyle, że jest i nie przeszkadza. Openingi i endingi brzmią raczej przeciętnie, a reszta to całkowicie zwyczajny i niewarty uwagi podkład, o którym trudno cokolwiek powiedzieć, bo niemal od razu wylatuje z pamięci.

Pierwszy sezon Yama no Susume okazał się naprawdę sympatycznymi okruszkami życia o słodkich dziewczątkach robiących słodkie rzeczy, w którym górska tematyka służyła tylko za niewiele znaczące tło. Dzięki króciutkim odcinkom widzowie nie mieli praktycznie czasu, żeby się zanudzić, czy wręcz zmęczyć tym, co oglądają. Równocześnie jednak był to tytuł sprawdzający się głównie jako przerywnik pomiędzy bardziej treściwymi seriami, którego seans dostarczał co prawda niezłej rozrywki, ale na krótko, ponieważ wspomnienie o nim szybko się zacierało. I strasznie żałuję w tym momencie, że ów sezon powstał właśnie w takiej formie, bo zapewne to odstraszyło potencjalnych widzów od zapoznania się z nim, a co za tym idzie, również z jego kontynuacją. Niesłusznie! W Yama no Susume: Second Season pokazano nam bowiem śliczną historię o pasji, przyjaźni i przezwyciężaniu własnych słabości. Może nie brzmi to nadzwyczaj oryginalnie, ale samo zrezygnowanie z charakterystycznej dla tego rodzaju anime oprawy szkolnej uznałabym za godne uwagi wyłamanie się z typowej konwencji. Tak czy inaczej wyszło z tego anime warte polecenia nie tylko amatorom moé seryjek, ale wszystkim tym, którzy lubią po prostu ciepłe i zwyczajne okruchy życia. A jeśli ktoś jest na dodatek fanem górskich wędrówek, wyłowi tutaj kilka dodatkowych smaczków, dzięki którym seria powinna mu się spodobać jeszcze bardziej.

Kysz, 12 marca 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: 8bit
Autor: Shiro
Projekt: Yuusuke Matsuo
Reżyser: Yuusuke Yamamoto
Scenariusz: Kazuyuki Fudeyasu
Muzyka: Tom-H@ck, Yamazo