Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,67

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 12
Średnia: 5,67
σ=2,87

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Sanzoku no Musume Ronja

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 山賊の娘ローニャ
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Kodomo; Postaci: Dzieci, Przestępcy; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Europa; Czas: Przeszłość
zrzutka

Piękna, niezwykle wierna, ale odrobinę upośledzona wizualnie adaptacja powieści Astrid Lindgren.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Pewnej burzowej nocy Lovis, żona herszta zbójców Mattisa, wydała na świat córeczkę. Mała Ronja rosła, kochana przez matkę, uwielbiana przez ojca i rozpieszczana przez wszystkich jego podwładnych. Gdy stała się ciut większa, zaczęła opuszczać Zamek Mattisa i całe dnie spędzać w otaczającym go lesie, coraz silniejsza, zwinniejsza i bardziej odważna. W końcu jednak nastąpiło coś, co odmieniło całe życie dziewczynki: pewnego dnia przypadkiem spotkała swojego rówieśnika, Birka, syna Borki, herszta wrogiej bandy. Początkowa wrogość szybko ustąpiła miejsca ciekawości, a potem przyjaźni. Jak długo jednak dzieci zdołają utrzymać swoją znajomość w tajemnicy i co się stanie, gdy wyjdzie ona na jaw?

Seria jest nieprawdopodobnie wręcz wierną adaptacją napisanej przez Astrid Lindgren powieści, której polski tytuł brzmi Ronja, córka zbójnika. Przeniesiono kropka w kropkę nie tylko wydarzenia – bohaterowie i narratorka wykorzystują dialogi i zdania z książki, a dodane lub rozwinięte sceny są co do sztuki zgodne z duchem oryginału. Takie podejście może budzić mieszane uczucia. Z jednej strony uważam, że jest to powieść wybitna, w której każda scena i każdy detal mają znaczenie, a tak wierna adaptacja oddaje wszystkie niuanse książkowego pierwowzoru. W szczególności podobało mi się, że nie próbowano tu przesuwać punktów ciężkości fabuły, rozbudowywać ról niektórych postaci tylko dlatego, że mogłoby to być bardziej „atrakcyjne”. Przesłanie książki zostało zachowane w stanie czystym. A jednak… Nie da się ukryć, że książka i film czy serial to dwa odmienne światy. Ta wierność, która na pewno spodoba się osobom takim jak ja, które kochają oryginał, niekoniecznie będzie odpowiadać nowym widzom, którzy historię Ronji poznają po raz pierwszy w wersji animowanej.

W mniejszym stopniu mam tu na myśli samo rozciągnięcie fabuły – niektóre odcinki, szczególnie w środku serii, zawierają stosunkowo mało treści, ponieważ nie zdecydowano się na przykład dodać wydarzeń i epizodów, których nie było w oryginale. Nie nazwałabym tego jednak poważnym problemem. Sanzoku no Musume Ronja to seria dla dzieci, a wiem z doświadczenia, że młodszym widzom spokojnie wystarczają przygody polegające na eksplorowaniu otaczającego bohaterów świata, nawet jeśli nie dzieje się przy tym nic niezwykłego. Większym problemem jest co innego – mianowicie sposób rozwiązania głównego konfliktu serii. Wynika on z wcześniejszych przesłanek (i naprawdę nie chciałabym, żeby został „ubarwiony”), ale scena, która w książce niosła ogromny ładunek emocjonalny, tu wydaje się zaskakująco prosta i może nawet odrobinę powierzchowna. Nasuwa wręcz pytanie: „To wystarczy? To o co właściwie chodziło?”. Nie sprawdza się jako kontrapunkt do doskonałej (i niezwykle dynamicznej) sceny rozpoczynającej ten wątek, ani też jako punkt kulminacyjny opowieści. Od razu napiszę, że nie obniżam za to oceny: Sanzoku no Musume Ronja przekazuje widzowi dokładnie to, co książka, i jest to ważna lekcja. Po prostu czyni to w sposób łamiący odrobinę zasady dramaturgii obowiązujące w kinematografii, ale powtórzę raz jeszcze: wolę coś takiego niż radosną twórczość scenarzysty.

Osią fabuły jest dokładnie to, co zapowiada tytuł: relacja między Ronją a Mattisem, między kochającym, ale niedojrzałym ojcem, a córką, która dorasta do wieku, w którym zaczyna dokonywać własnych życiowych wyborów. To ich postaci są tutaj najbardziej rozwinięte, w dużej mierze kosztem innych bohaterów. Ronja – o czym należy pamiętać – na kluczowym etapie fabuły ma dwanaście lat. Jest jeszcze dzieckiem, co widać w jej zachowaniu. Daleko jej do ideału: jest impulsywna, porywcza i uparta, jak jej ojciec, chociaż po matce odziedziczyła inny rodzaj uporu, nakazujący brać odpowiedzialność za swoje działania, bez względu na konsekwencje. Swojego ojca kocha, nawet gdy na wyidealizowanym wizerunku, jaki miała jako małe dziecko, zaczynają się pojawiać pierwsze rysy – i tym boleśniejsza jest chwila, gdy Mattis pokaże, do jakiego stopnia nie dorósł do roli ojca. W jego przypadku warto obserwować jego zachowanie od samego początku – wtedy widać wyraźnie, że nic tu nie dzieje się niespodziewanie, tak naprawdę charakter Mattisa jest pokazywany bardzo konsekwentnie, tyle że niejako widzimy go oczami Ronji i dlatego wady zaczynamy dostrzegać znacznie później – w dużej mierze po niewczasie.

Mniejszą rolę odgrywa Lovis, chociaż także w tym przypadku dobrze jest uważnie przyglądać się scenom z jej udziałem. To, co na pierwszy rzut oka może się wydać obojętnością, wynika wyraźnie z życiowej mądrości i wiedzy, że czasem trzeba pozwolić zainteresowanym, by na własnej skórze odczuli konsekwencje swojego postępowania. Za to reszta bandy Mattisa w zasadzie nie zasługuje na specjalne omówienie – i tak podziwiam anime, że zdołało nadać im jakieś rysy indywidualne, których w oryginale akurat brakowało (po prostu dlatego, że nie były potrzebne).

Może natomiast dziwić stosunkowo niewielka rola Birka, szczególnie w zestawieniu z czasem, jaki spędza na ekranie. Wbrew temu, czego można by się spodziewać, nie jest on tutaj równorzędnym bohaterem – raczej katalizatorem dotyczących Ronji wydarzeń. To sprawia, że jako postać wydaje się trochę niekompletny i niedopowiedziany, znacznie trudniej także „uchwycić” jego charakter. Podobny problem miałam zresztą w książce i chyba wiem, z czego wynika: nie mamy wglądu w myśli Birka, a z natury jest on o wiele bardziej zamknięty w sobie i wyhamowany od ekstrawertycznej Ronji. Przyznam, że ta analiza jego postaci – podobnie jak wszystkich bohaterów – wyszła mi niezwykle zdawkowa, ale wchodzenie w szczegóły wymagałoby zdradzenia przebiegu wydarzeń co najmniej do połowy serii.

Przede wszystkim jednak Sanzoku no Musume Ronja przypomniało mi po raz kolejny, jak ogromne znaczenie dla odbioru filmu ma jego warstwa wizualna, która w tym przypadku pod pewnymi względami całkowicie zacierała to, co próbowała przekazać fabuła. Zacznijmy jednak od pozytywów, czyli od obłędnie pięknych pejzaży, których autorów należy szukać w słynnym Studiu Ghibli. Nie chodzi mi nawet o samą ich szczegółowość (chociaż jest ona na poziomie filmu kinowego, a nie filmu dla dzieci), ale o wierność realiom. To, co widzimy tutaj, to nie jest kolejna wariacja na temat japońskich górskich lasów (chociaż w gruncie rzeczy nie powinno by dziwić, gdyby tak było). Rysownicy dokładnie zapoznali się z przyrodą skandynawską i formacje roślinne, które tu oglądamy, mogłyby niemalże służyć jako pomoc na lekcjach przyrody. Dodajmy do tego, że wszystko tu się zmienia w zależności od pory roku i to samo miejsce wygląda inaczej nie tylko zimą i latem, ale nawet wczesną i późną jesienią. Ktoś naprawdę drobiazgowy wyłapałby pojedyncze kiksy, takie jak przebiśniegi kwitnące w środku wiosny czy stado bernikli kanadyjskich na jeziorze (no dobrze: to obcy gatunek zawleczony do Skandynawii, ale zdecydowanie wolałabym tam zobaczyć szare gęsi zbożowe lub gęgawy). Jednak już sam poziom szczegółowości zarzutów pokazuje, z jakim poziomem dokładności mamy do czynienia. Chociaż właściwie jedynym budynkiem, jaki mamy okazję oglądać, jest Zamek Mattisa, on także został oddany wiernie, szczególnie jeśli chodzi o zdobienia wnętrz.

Natomiast postaci… Tak, tu zaczynają się schody, z których ta seria zlatuje na pysk. Już z ich projektami miałam pewien problem. Podobali mi się Mattis i Lovis, a także rodzice Birka, Borka i Undis. Zbójcy byli może troszeczkę zbyt przerysowani i charakterystyczni, z fryzurami, które sprawiały wrażenie starannie układanych, ale powiedzmy, że to mogę jeszcze wybaczyć, bo rozumiem, że powinni być w miarę rozpoznawalni (ale skąd noszenie przez cały rok ochronnych okularów śnieżnych?). Zachwyciła mnie większość nadprzyrodzonych mieszkańców lasów, przede wszystkim Szaruchy, chociaż niestety Wietrzydła mnie rozczarowały – za dużo makijażu, za mało pierwotnej dzikości. Natomiast kompletnie nie widać, czemu do młodego Wietrzydła jest porównywana Ronja – która tutaj wygląda jak dziecko dziewięcio- lub dziesięcioletnie, z okrągłą buzią i pyzatymi policzkami. Wbrew pozorom jest to poważna wada: ten dziecinny wygląd sprawia, że gdy sprzeciwia się ojcu, wygląda jak nadąsane dziecko, które obraziło się o zabieranie mu zabawki, a nie jak osoba, która podejmuje pierwszą ważną życiową decyzję. W dodatku jej porywczy, impulsywny charakter dodatkowo to wrażenie podkreśla. Podobnie jest oczywiście w przypadku Birka, ale on po prostu wyglądem został dopasowany do głównej bohaterki, natomiast z zachowania jest z natury odrobinę dojrzalszy.

Sam projekt postaci to jedno – drugie to wprawienie tego projektu w ruch. Studio Polygon Pictures tak samo jak w Sidonia no Kishi zastosowało w pełni komputerową animację do wszystkich obiektów, które muszą się ruszać, a efekt jest co najmniej kontrowersyjny. Nie chciałabym jednak przesadzić z krytyką: to prawda, że kluskowate zwierzęta na tle cudownie szczegółowego lasu czy uproszczone bryły jedzenia wiszącego na prześlicznie rysowanych belkach w zamku, trochę rażą. Z drugiej strony można się do tego przyzwyczaić, a zaletą takiego rozwiązania jest dynamiczny ruch i to, że postaci nawet z oddali lub w scenach zbiorowych nie deformują się ani odrobinę. Co z tego jednak, gdy komputerowe modelowanie postanowiono zrobić tak oszczędnie, jak się da? Wydaje się wam, że to nie jest poważny problem, jeśli bohaterowie nie zmieniają ubrania niemal przez całą serię? Nie w momencie, gdy Ronja późną jesienią biega na bosaka i w tej samej letniej tunice, co zawsze – to wygląda, jakby była po prostu nieodpowiedzialnym dzieckiem, które kompletnie nie zdaje sobie sprawy z otaczającego ją świata. Jednak największą wadą jest to, że na modelowanych w ten sposób postaciach nie ma żadnych skaz: ani śladu niedoskonałości skóry, ani śladu brudu, niezależnie od okoliczności. To odbiera kilku scenom (szczególnie zimowej w podziemiach zamku) cały sens i przede wszystkim cały ładunek emocjonalny i właśnie to – a nie samo użycie komputera – sprawia, że ocena za grafikę nie jest szczególnie wysoka.

Bez wahania mogę za to wystawić najwyższą ocenę za muzykę – Satoshi Takebe stworzył naprawdę niesamowitą ścieżkę dźwiękową, inspirowaną oczywiście muzyką europejską (żeby nie powiedzieć – skandynawską), idealnie pasującą do wydarzeń, a przy tym, przynajmniej w mojej opinii, interesującą także w oderwaniu od nich. Jeśli chodzi o seiyuu, to do roli Ronji i Birka zatrudniono mało doświadczone aktorki – przyznam, że w przypadku bohaterki wolałabym chyba troszkę wyższy i czystszy głos (znowu: ten brzmi zbyt dziecinnie), ale nie będę się czepiać, bo przynajmniej nie da się tego nazwać słodkim szczebiotaniem. Doskonale grają za to Takaaki Seki w roli Mattisa (to ślicznie wybrzmiewające „rrr”, gdy woła córkę) oraz Yukari Nozawa, z pełnym ciepła, macierzyńskim głosem Lovis (której należy się pochwała szczególna za prześliczną Pieśń wilków).

Mimo wszystko jestem szczęśliwa, że Ronja, córka zbójnika doczekała się adaptacji japońskiej, a nie zachodniej, bo jestem dziwnie pewna, że w tym drugim przypadku nie omieszkano by dodać „ubarwiaczy” fabuły, przy okazji gubiąc jej sens. Nie jest to seria przesadnie okrutna – zdarzają się jedna czy dwie brutalniejsze sceny, ale dopasowane do wrażliwości dzieci (jedyny moment, gdy zauważyłam cenzurę, dotyczył rannej klaczy, która tu wygląda, jakby miała niegroźne zadrapanie), dlatego spokojnie można ją polecić młodszym widzom. Polecam także każdemu, kto zachwycił się książką – nawet jeśli ta adaptacja nie będzie mu do końca odpowiadać, powinien znaleźć tu sporo z urody oryginału. Jeśli natomiast ktoś – niezależnie od wieku – nie czytał książki, to najwyższy czas. Nie samym anime człowiek żyje.

Avellana, 19 kwietnia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Polygon Pictures
Autor: Astrid Lindgren
Reżyser: Gorou Miyazaki
Scenariusz: Hiroyuki Kawasaki

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Sanzoku no Musume Ronja - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl