Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,25

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 214
Średnia: 7,36
σ=1,31

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Danna ga Nani o Itteiru ka Wakaranai Ken

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 13×3 min
Tytuły alternatywne:
  • I Can't Understand What My Husband Is Saying
  • 旦那が何を言っているかわからない件
Widownia: Seinen; Postaci: Pracownicy biurowi; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Sceny z życia małżeńskiego pewnego otaku i jego zupełnie normalnej żony.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Kaoru to spokojna i sympatyczna kobieta, będąca jedną z wielu szeregowych pracowniczek przekładających papierki w biurze. Jednak w którymś momencie dochodzi ona do wniosku, że oprócz pracy w jej życiu panuje pustka. Tak się przypadkiem składa, że spotyka raczej przeciętnego pracownika magazynu, umawiają się, a kiedy pierwsza randka okazuje się sukcesem, ich związek szybko nabiera rumieńców. Koniec końców para ląduje przed ołtarzem i rozpoczyna nowy etap, jako małżeństwo naturalnie. Sęk w tym, że Hajime zdecydowanie różni się od większości mężczyzn w swoim wieku, nie myśli o nowym samochodzie, eleganckim garniturze czy awansie w pracy, gdyż jego głowę zaprzątają mechy, narysowane biuściaste piękności oraz koszmarnie drogie figurki animowanych idolek. Czy biedna Kaoru znajdzie wspólny język z mężem-otaku?

Cóż, nie będzie żadnym spoilerem, jeśli odpowiem na powyższe pytanie, „tak”. Danna ga Nani o Itteiru ka Wakaranai Ken to zaskakująco ciepła i urocza opowieść o dwójce bardzo różnych ludzi, którzy mimo wszystko okazują się dla siebie stworzeni. Niewiele można napisać o fabule, ponieważ kolejne odcinki to podane ze sporą ilością humoru miniscenki z życia bohaterów oraz ich bliskich. Warto jednak podkreślić, że chociaż odcinek trwa zaledwie trzy minuty, mieści się w nim mnóstwo trafnych spostrzeżeń, nie zawsze związanych z tematyką otaku. Oprócz gagów opierających się na zupełnej nieznajomości hobby męża przez Kaoru, seria oferuje też wiele smaczków z życia młodego małżeństwa, nieobcych wszystkim nowożeńcom. Co ciekawe, twórcy tak krótkiej produkcji znaleźli nawet czas, by zapoznać widza z rodziną i przyjaciółmi głównych bohaterów, częstokroć znacznie bardziej ekscentrycznymi niż Hajime. Na dodatek, widz w żadnym momencie nie ma wrażenia, że całość jest przeładowana i chaotyczna – wręcz przeciwnie, kolejne epizody układają się w spójną i przejrzystą opowieść, która wiele nam mówi o tym, jak wygląda szalona codzienność naszej pary.

Szczerze mówiąc, nie przypuszczałam, że Danna ga Nani o Itteiru ka Wakaranai Ken okaże się tak udaną miniaturą. Tematyka jest dosyć „śliska”, poważnie obawiałam się, czy nie dostanę głupawej komedii z nisko latającymi niewybrednymi żartami i notorycznymi próbami przerobienia Kaoru na wymarzoną podróbkę dwuwymiarowej idolki (proszę zwrócić uwagę, że nie znam mangi, na podstawie której nakręcono serial). Tymczasem w anime nic takiego nie ma miejsca, hobby Hajime ma duży wpływ na jego życie, ale pozostaje tylko hobby. Bohater nie wywiera żadnego nacisku na żonę, nie stara się jej zmienić na siłę, po prostu kocha ją taką, jaka jest. Pozytywnym zaskoczeniem okazała się również ograniczona liczba nawiązań do innych anime i mang, natomiast te, które znajdziemy, są stosunkowo łatwe do rozpoznania i nie wymagają przekopywania się przez internet w poszukiwaniu informacji.

Oprócz wyżej wspomnianych rzeczy, ogromny plus należy się za bohaterów, a zwłaszcza za nie demonizowanie Hajime. Umówmy się, że autor oryginału zawsze mógł pójść po linii najmniejszego oporu i po prostu wykorzystać obiegową opinię o otaku, a ta, jak wiadomo, nie należy do szczególnie pochlebnych. Co prawda Hajime nosi okulary, z pewnością dlatego, że notorycznie gapi się w monitor, oprócz kumpli z internetu nie ma żadnych innych, ale mimo wszystko daje się lubić. Facet zdaje sobie sprawę z własnych niedoskonałości, ale też nie chce się zmieniać na siłę i udawać kogoś innego tylko dla poklasku otoczenia. Swoją drogą, to szalenie interesujący wątek, nieco naświetlający widzowi, jak wyglądają stosunki społeczne w Japonii – szanujący się dorosły mężczyzna nie powinien być „wolnym strzelcem”, z nielicznymi wyjątkami oczywiście. Hajime pracuje w domu, co dla koleżanek z pracy Kaoru i jej sąsiadek jest zwyczajnie nie do pomyślenia, bo przecież prawdziwa głowa rodziny powinna zrywać się o świcie, wbijać się w garnitur i pędzić do biura, z którego wróci o nieludzko późnej porze. Z drugiej strony, także nietypowe japońskie małżeństwo ma identyczne problemy z teściami, jak większość młodych par na świecie. Przyznaję, że urzekła mnie ta dwojakość spojrzenia – od typowych uniwersalnych problemów po charakterystyczne dla danego środowiska, kultury. Wracając jednak do postaci… Nawet jeśli nasz otaku lubi pogapić się na narysowane panienki, to zdaje sobie sprawę, jak wielkie szczęście go spotkało, kiedy ożenił się z Kaoru. Zresztą to samo tyczy się Kaoru, bo chociaż nie może się pochwalić przed otoczeniem klasycznym salarymanem, to przynajmniej w domu czeka ktoś, kto w razie potrzeby pocieszy lub zaopiekuje się nią. Oprócz dwójki głównych bohaterów przez ekran przewija się jeszcze kilka osób, od młodszego braciszka­‑mangaki Hajime, przez jego przyjaciela i pracodawcę, po przyjaciółki Kaoru. Cóż, nie nazwałabym postaci głębokimi i wiarygodnymi, ale nie takie miały być – dostaliśmy grupkę sympatycznych dziwadeł, dobrze czujących się w swoim towarzystwie i udowadniających, że nawet największego wariata da się lubić.

Technicznie anime wypada dobrze, widać że nie było robione po kosztach, acz trzeba wziąć pod uwagę długość produkcji oraz oryginał. Kreska jest wierna mandze, mocno uproszczona i momentami zdeformowana. Projekty postaci są przyjemne dla oka, ale specyficzny styl rysunku sprawia, że gdyby nie zapewnienia o pełnoletności bohaterów, równie dobrze można by ich uznać za nastolatków. Mimo to warto zwrócić uwagę na drobiazgi – więcej niż jedno ubranie w szafie, zmiany fryzury na przestrzeni lat i tym podobne. Tła trudno uznać za wybitne, ale doceniam, że zamiast uniwersalnych widoczków mamy raczej charakterystyczne przestrzenie – biuro wygląda jak biuro, magazyn jak magazyn, a mieszkanie jest mieszkaniem. Dobrze wspominam też dobór kolorów, bez pstrokacizny i błyszczącej tęczy – kolorowe to wszystko, radosne, ale nie wypala oczu. Animacja jest płynna, ale akurat w tym przypadku nie ma to wielkiego wpływu na ogólną ocenę, bo i niewiele tu do animowania.

Nieco inaczej ma się sprawa muzyki, co prawda obecnej, ale gdzieś na dalszym planie. Seria nie ma czołówki, ot, krótki wstęp i plansza z tytułem odcinka, jednak w tle cały czas coś plumka. Utwory są bardzo proste i zazwyczaj zagrane na maksymalnie trzech instrumentach, ale ładnie uzupełniają się z obrazem. To wesołe, bardzo pogodne melodyjki, pozbawione jakiegokolwiek sensu w oderwaniu od anime. Jedynym wyróżniającym się elementem ścieżki dźwiękowej jest ending, czyli urocza piosenka śpiewana przez seiyuu i wzbogacona równie uroczym teledyskiem, prezentującym bohaterów w łazience. A skoro przy seiyuu jesteśmy, wypadałoby pochwalić ich za dobrze wykonane zadanie. Zarówno grająca Kaoru Yukari Tamura (między innymi Nanoha w Mahou Shoujo Lyrical Nanoha), jak i Kenichi Suzumura (Okita w Gintamie) w roli Hajime, zagrali wyśmienicie, acz mamy do czynienia z niemalże starymi wyjadaczami, więc nie powinno to dziwić. Reszta obsady także spisała się na medal, co po prostu słychać.

Danna ga Nani o Itteiru ka Wakaranai Ken okazało się wyjątkowo udanym wypełniaczem czasu między dłuższymi seriami. Krótkie odcinki sprawiają, że jest to rozrywka na początek wieczoru, ewentualnie na pozytywne zakończenie ciężkiego dnia. Seria jest sympatyczna, pełna humoru, który nie obraża inteligencji widza, ale też nie wymaga siedzenia przy ekranie z lupą w dłoni. I co istotne, naprawdę nie trzeba znać historii japońskiej animacji, żeby dobrze się przy niej bawić. Jedynym problemem mógłby być finał, gdyż produkcja ma otwarte zakończenie i tak po prawdzie zostaje przerwana chyba w najlepszym momencie, ale… Kolejna odsłona perypetii nietypowego małżeństwa już została zapowiedziana, dlatego pozostaje cierpliwie czekać. Zaś wszystkim osobom, które jeszcze nie miały okazji zobaczyć Danna ga Nani o Itteiru ka Wakaranai Ken, polecam to anime z czystym sercem.

moshi_moshi, 24 lutego 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Seven
Autor: Cool Kyoushinsha
Projekt: Ryuuichi Baba
Reżyser: Shinpei Nagai
Scenariusz: Shinpei Nagai
Muzyka: G-angle

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Danna ga Nani o Itteiru ka Wakaranai Ken - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl