Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 15 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,87

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 100
Średnia: 6,78
σ=2,28

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek, moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Binan Koukou Chikyuu Bouei Bu Love!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Cute High Earth Defense Club LOVE!
  • 美男高校地球防衛部LOVE!
zrzutka

Pięciu dzielnych magicznych chłopców na zlecenie różowego wombata ratuje świat przed złym jeżykiem. A wszystko to dzięki potędze miłości!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

En Yufuin oraz jego najlepszy przyjaciel, Atsushi Kinugawa, po szkole chętnie korzystają z dobrodziejstw lokalnej łaźni, do czasu oczywiście. Pewnego pięknego, spokojnego popołudnia ładuje im się do basenu różowy wombat z serduszkiem na pupie, żądając, by zostali magicznymi wojownikami o miłość i sprawiedliwość, którzy za pomocą siły rzeczonej miłości ochronią Ziemię przed zagrażającą jej zagładą. Cóż, panowie wychodzą, co nie powinno dziwić, natomiast podejrzany wombat pada ofiarą Yumoto Hakone, nadaktywnego nastoletniego miłośnika fauny. Niepomni incydentu kąpielowego chłopcy na drugi dzień udają się do szkoły (niezwykle szanowane liceum męskie Binan), gdzie stworzenie ponownie atakuje ich swoją dziwną propozycją. Ale że prawdziwa grupa dzielnych wojowników o miłość itd. musi być odpowiednio liczna, do „molestowanych” dołączają kolejni koledzy, czyli wspomniany wyżej Yumoto, a także Io Naruko oraz Ryuu Zaou – wszyscy równie „entuzjastycznie” nastawieni do pomysłu. Cóż, koniec końców, w myśl powiedzenia „jak nie kijem go, to pałką”, wkrótce bohaterowie zyskują nadludzkie moce, a także, w pakiecie, tandetne kostiumy z kokardkami, berła, magiczne bransoletki i zapas idiotycznych tekstów rzucanych przeciwnikom. Z Love Making na ustach i Love Stick w dłoni, chłopaki biorą się do magicznej roboty… Prawdziwe mahou shounen czas zacząć!

Binan Koukou Chikyuu Bouei­‑bu LOVE! praktycznie do końca nie zmienia formuły, a twórcy radośnie maglują kolejne schematy znane widzom z serii mahou shoujo. Fabuła ma charakter epizodyczny i obraca się wokół potwora tygodnia, acz bardzo szybko na drugim planie pojawia się wątek główny, czyli pojedynek z antagonistami pragnącymi zniszczyć Ziemię, chociaż właściwszym określeniem byłoby przerobienie jej według własnego widzimisię. Naturalnie antagoniści, w osobie samorządu szkolnego, przechodzą równie idiotyczne przemiany i wygłaszają nadęte mowy, tyle że zamiast fikuśnych kostiumów noszą mundury i powiewają pelerynami lub włosami (niepotrzebne skreślić). Istotna informacja jest taka, że ich duchowy mentor to Lord Zundar z planety Zło, czyli mały zielony jeżyk, który lubi przesiadywać w filiżance… I tak, ja wiem jak to brzmi, a żebyście wiedzieli, jak to wygląda!

Seria jest zbiorem mniej lub bardziej odjechanych pomysłów, parodiujących anime o nastoletnich czarodziejkach. Istotna różnica jest taka, że zamiast słodkich dziewczynek o dobrych serduszkach, szalenie poważnie podchodzących do swoich obowiązków, otrzymaliśmy stadko wygadanych i rozgarniętych (może z wyjątkiem Yumoto) nastolatków, którzy mają swoją misję w głębokim poważaniu. Jasne, machają berłami, wykrzykują kretyńskie zaklęcia i świecą gołymi tyłkami (to był jeden z tych najfajniejszych elementów) podczas przemiany, ale tylko dlatego, że muszą, a nie, bo chcą. Z godną podziwu precyzją obnażają idiotyczność całego założenia, wytykają błędy w rozumowaniu wombata (że jak niby angielskie nazwy, to na pewno rewelacyjne) i starają się nie przepracowywać. Kolejnym ogromnym plusem jest fakt, że nie mamy do czynienia z grupką przypadkowych osób, nagle zmuszonych do współpracy. Chłopcy w większości doskonale się znają, są przyjaciółmi, wspólnie spędzają czas i w przeciwieństwie do dziewczyn, potrafią toczyć interesujące dyskusje na różne tematy, a nie tylko szczebiotać o niczym.

To autentycznie zaskakujące, jak bardzo zmienia się wydźwięk pewnych rzeczy, kiedy tylko w centrum wydarzeń postawimy mężczyzn zamiast kobiet. Binan Koukou Chikyuu Bouei­‑bu LOVE! parodiuje anime mahou shoujo, ale korzysta z dokładnie tych samych schematów, powtarza nagminnie wykorzystywane motywy, eksploatuje temat przyjaźni, odrzucenia, zazdrości i tym podobne, ale… Robi to z wdziękiem i humorem, twórcy w każdym odcinku puszczają oko do widza, nie dając mu zapomnieć, że nie należy traktować serio tego, co się widzi. Warto jednak pamiętać, że szalony humor obecny w produkcji nie każdemu przypadnie do gustu, a osoby, które w życiu nie miały styczności z anime o czarodziejkach, zwyczajnie nie wyłapią wszystkich smaczków. Acz mimo to warto dać serialowi szansę, gdyż niektóre zagrania scenarzystów są po prostu wspaniałe – odcinek o wizycie w gorących źródłach, a także finał serii, po prostu rozbrajają. Poza tym, czego tu nie ma – kosmici, do złudzenia przypominający magiczne maskotki, nie do końca zwłoki nauczyciela, których trzeba ciągle pilnować (to jeden z moich ukochanych motywów), potwór­‑kotatsu (te oczka wyglądające spod kocyka!), a także absolutny hit, mroczny plan antagonistów, jak doprowadzić Ziemię do zagłady, czyli zamienimy wszystkich facetów w gejów, a ludzkość wyginie sama! To i znacznie więcej tylko w Binan Koukou Chikyuu Bouei­‑bu LOVE!.

Mimo pozornej epizodyczności, anime oferuje całkiem sporo i widać, że kompozycja nie była dziełem przypadku. Seria ma dobre tempo, pozwala nam nieźle poznać bohaterów oraz ich przeciwników, którzy są równie uroczy, a także podsuwa pewne wskazówki co do tego, o co naprawdę chodzi. Pewnych rzeczy zaczęłam się dość szybko domyślać, ale chociaż miałam ogólne pojęcie, co może się wydarzyć w finale, końcówka okazała się zaskoczeniem. Nie dlatego, że nagle zmienił się klimat, a scenarzyści wyciągnęli fabularnego królika z kapelusza, ale z powodu rozmachu, z jakim zakończono całe przedstawienie. Trzy ostatnie odcinki dosłownie przerechotałam, dziko i głośno, a wierzcie mi, było z czego rechotać. Historia może nie rzuca na kolana, trudno nazwać ją arcydziełem, ale jest niezwykle spójna i logiczna, mimo wszystkich zaprezentowanych szaleństw oraz dziwactw.

Na razie same superlatywy, ale czy naprawdę da się oglądać serię, w której faceci, podkreślam, tylko faceci, biegają w pstrokatych kostiumach, naparzając się siłą miłości? Cóż, jeżeli mamy do czynienia z tak uroczym i sympatycznym stadkiem, jak najbardziej. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tej produkcji z żeńską obsadą, to byłby prawdziwy koszmarek. Tymczasem obsadzenie w rolach głównych grupy zwyczajnych, rozgarniętych i poukładanych panów, okazało się strzałem w dziesiątkę. Nawet mały zoofil z ADHD, czyli Yumoto, wzbudza ciepłe uczucia. Moim osobistym faworytem jest Yufuin, leniwy, spokojny i (prawie) zawsze opanowany, który jednym celnym komentarzem potrafi idealnie oddać chaos panujący na ekranie. Reszta kolegów w niczym mu jednak nie ustępuje, każdy ma jakąś mocną stronę, acz trudno uznać ich za chodzące ideały. Postaci nie są psychologicznie wiarygodne czy głębokie, to nadal zbiór schematów, nieco odrealniony i polukrowany, ale przy tym szalenie charyzmatyczny! Zresztą nie znajdziemy tu antybohaterów, ponieważ wszyscy, co do jednego, z mrocznym jeżykiem włącznie, są po prostu tak słodcy i zabawni, że chce się ich wyściskać (chociaż może jeżyka akurat się nie powinno, gdyż jak powszechnie wiadomo, jeża się nie da…).

Gdybym miała wskazać najsłabszy element anime, z pewnością byłaby to oprawa graficzna. Twórcy sprawnie starają się ukrywać brak funduszy, ale nie zawsze jest to możliwe. Projekty postaci są estetyczne i dopracowane, ot – zestaw tęczowowłosych bishounenów, „maskotki” są odpowiednio urocze, puchate i pastelowe, a potwory wyglądają tak głupio, jak powinny, ale zdarzają się anatomiczne wpadki lub niedoróbki, zwłaszcza w trudniejszych ujęciach. Animacja nie zachwyca, efekty specjalne są raczej tandetne i nie chodzi mi o ogólne założenia – nie mam absolutnie nic do wybuchów w kształcie serduszka czy serduszkowego deszczu, ale jakość wykonania momentami bardzo kuleje. Natomiast ogromny plus należy się za sceny transformacji, odpowiednio widowiskowe, kiczowate i kolorowe. Oszczędności widać w tłach, potraktowanych nieco po macoszemu, ograniczonych do pewnej liczby i pełnych nieruchomych statystów, a także wielokrotnym wykorzystywaniu tych samych kadrów oraz niektórych zaklęciach, rzucanych przez bohaterów.

Nieco lepiej wypada ścieżka dźwiękowa, niekoniecznie bardzo atrakcyjna muzycznie, ale różnorodna. Czołówka (Zettai Muteki☆Fallin' LOVE☆) i piosenka towarzysząca napisom końcowym (I miss you no 3 meters), w wykonaniu obsady anime, są zabawne, ciepłe i idealnie wpisują się w nastrój serii, a dobre wrażenie potęgują pomysłowe, barwne oraz wesołe teledyski. Nie inaczej jest z kompozycjami wykorzystanymi w tle, na które składają się nieskomplikowane, radosne melodie, zaskakująco rockowe utwory oraz klasyczne dźwięki klawesynu w scenach prezentujących antagonistów. Naturalnie wielkie brawa należą się seiyuu, którzy wspaniale wczuli się w swoje role, zagrali na luzie i z polotem, wyraźnie świetnie się przy okazji bawiąc. Warto przy tym podkreślić, że główne role w większości przydzielono aktorom mniej znanym (Yuuichirou Umehara, Yuusuke Shirai, Koutarou Nishiyama, Toshiki Masuda), o niezbyt imponującym dorobku, podczas gdy prawdziwe gwiazdy (między innymi Jun Fukuyama, Akira Ishida, Hikaru Midorikawa) „zasiedliły” drugi plan.

Binan Koukou Chikyuu Bouei­‑bu LOVE! to genialny odmóżdżacz, w inteligentny sposób naśmiewający się z pełnych patosu i przesadnego dramatyzmu anime o magicznych dziewuszkach. Seria jest szalona i pełna zwariowanych pomysłów, każdy odcinek atakuje widza nowymi dziwactwami, kolorową wścieklizną, serduszkami, bąbelkami i mnóstwem błyszczących drobinek, a jednak trudno nazwać produkcję infantylną. Twórcy wymyślili komedię bazującą na schematach i przy okazji te schematy wyśmiewającą, po czym pomysł zrealizowali konsekwentnie i z przytupem. Było zabawnie, nienormalnie, kiczowato i optymistycznie, czyli tak, jak być powinno. Przypadła mi do gustu ta wizja szaleńca i mam nadzieję, że i Wam przypadnie.

moshi_moshi, 17 maja 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Diomedea
Projekt: Masakazu Ishikawa, Yumiko Hara
Reżyser: Chizuru Miyawaki, Shinji Takamatsu
Scenariusz: Michiko Yokote
Muzyka: Yamazo

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Binan Koukou Chikyuu Bouei Bu Love! - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl