Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 245
Średnia: 8,2
σ=1,56

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kuroko no Basket 3

zrzutka

Turniej zimowy czas zakończyć, czyli ostatnie spotkanie z Kuroko i jego kolegami. Na placu boju zostali już tylko najlepsi!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Twórców Kuroko no Basket 3 czekało nie lada wyzwanie, to jest upchnięcie w dwudziestopięcioodcinkowej serii trzech bardzo długich meczy i jednej równie długiej retrospekcji. Kolejny sezon zwyczajnie nie wchodził w grę, ponieważ materiału mangowego nie wystarczyłoby na jeszcze jeden serial. Mimo tak napiętego planu, cały pierwszy odcinek poświęcono na nudną i zupełnie niepotrzebną powtórkę z dotychczasowych wydarzeń – trudno nazwać początek udanym czy zachęcającym, a jednak jakimś cudem ekipa odpowiedzialna za trzecią serię dała radę spiąć pozostały materiał w zgrabną całość. Nie znaczy to jednak, że dostaliśmy produkcję godną poprzednich, co to, to nie…

Seirin udało się dotrzeć do półfinału rozgrywek zimowych, zanim jednak wyjdą na parkiet, by walczyć o finał, muszą poczekać, aż zakończy się mecz Kaijou z Fukudą, wyłaniający ich przeciwnika. Wynik z pewnością nie będzie dla nikogo niespodzianką, ostatecznie kiedyś trzeba wyrównać stare porachunki, a Ryouta Kise zrobi wszystko, by odegrać się na Kagamim i Kuroko. W drugim półfinale niepokonany Rakuzan zmierzy się z Shuutoku.

Chociaż wszystkie drużyny są najwyższej klasy, a kolejne mecze obfitują w pełne napięcia momenty, wszyscy wiemy, kto jest głównym bohaterem i kogo najbardziej pragnie pokonać. Trzecia seria to tak naprawdę jedno wielkie oczekiwanie na finał z udziałem drużyn Kuroko i Akashiego, legendarnego kapitana z gimnazjum Teikou. Zapomnijcie o koszykówce, gdyż to, co zobaczycie na ekranie, z koszykówką łączą tylko piłka, liczba graczy i reguły – reszta to czyste wariactwo we wszystkich kolorach tęczy.

Szczerze mówiąc, odrobinę dziwi mnie reakcja niektórych widzów na popisy bohaterów – czy po dwóch seriach ktoś jeszcze miał wątpliwości, w jaką stronę to wszystko pójdzie? Że niby nagle chłopcy zaczną grać na poziomie licealnym, porzucą kosmiczne zagrywki i zdobywanie kolejnych poziomów mocy? Zgadzam się, że Tadoshi Fujimaki nieco przedobrzył, ale jakby nie patrzeć, był to bardzo naturalny rozwój wypadków w tego typu mandze, a twórcom anime pozostało tylko jak najwierniejsze odwzorowanie przedstawionej historii. I tak należą im się brawa za umiejętne poskracanie rozwleczonych do granic możliwości meczy oraz szalenie istotnej retrospekcji, tak by widz nie miał poczucia, że ktoś wyciął solidny kawałek opowieści.

Mimo fabularnej kompresji, nie miałam wrażenia, że akcja pędzi na złamanie karku. Jedynie we wspomnianej już retrospekcji widać było, że scenarzysta ciął, gdzie się dało. Efekt końcowy okazał się niezły, ale w porównaniu z mangą zbyt powierzchownie przedstawił narastający konflikt w Teikou i powolny rozpad drużyny. Za duży nacisk położono na wydarzenia, które widzowie mieli już okazję zobaczyć w poprzednich seriach oraz w OVA, często zupełnie pomijając nieznane fakty z życia bohaterów. Ale nie to jest największą wadą Kuroko no Basket 3 – praktycznie od początku autor sugerował czytelnikom, jak niezwykłą postacią jest Akashi. Kapitan klubu koszykarskiego gimnazjum Teikou wyróżniał się nawet na tle innych graczy z Pokolenia Cudów. Widzieliśmy go oczami byłych kolegów, poznawaliśmy dzięki ich opowieściom, a obraz, jaki się malował, zaiste był niesamowity. Fujimaki stworzył bohatera­‑legendę, niepokonanego, władczego i szalenie inteligentnego. Było wiadomo, że Seijurou Akashi dosłownie ocieka charyzmą, do tego stopnia, że nawet najwięksi indywidualiści w zespole, czyli Daiki Aomine i Atsushi Murasakibara, są mu ślepo posłuszni. Niestety rzeczywistość brutalnie rozprawiła się z wyobrażeniami czytelników i widzów. Zamiast ciekawej, intrygującej postaci, która urzeka trudnym charakterem, otrzymaliśmy irytującego szczeniaka z manią wielkości i kompleksami jak stąd do Chin. Przez cały seans zastanawiałam się, jakim cudem nikt nie wpadł na to, żeby dać mu w ryj?! Jeszcze dziwniejsze było zachowanie trenerów, którzy na wszystko Akashiemu pozwalali, tak jakby byli jedynie dekoracją. Fakt, dorośli nie odgrywają tu dużej roli, ale jednak widać było, że w innych drużynach trenerzy mieli coś do powiedzenia, decydowali o wielu sprawach i podejmowali ważne decyzje. Tymczasem kapitan Rakuzanu jako jedyny traktowany był jak pan i władca, zawsze nieomylny.

To marnotrawstwo potencjału irytowało mnie znacznie bardziej niż przesadzone umiejętności Akashiego. Przewidywanie przyszłości to zaledwie wisienka na torcie. Nieco lepiej wypadła reszta drużyny, złożonej z prawdziwych oryginałów, przebijających chyba wszystkich graczy, jakich do tej pory widzieliśmy. Przy czym istotny jest fakt, że chociaż ich charaktery wydają się dość sztampowe, idealnie wpisują się oni w galerię dotychczasowych koszykarskich „dziwadeł”. W przeciwieństwie do swojego kapitana, cały czas grają w koszykówkę, a nie prowadzą jakąś wojnę. Są zawzięci, bezczelni i pewni swoich umiejętności, ale traktują przeciwników z szacunkiem, potrafią docenić ich zaangażowanie oraz wolę walki. Natomiast Akashi dzieli ludzi na niegodne uwagi karaluchy i narzędzia, które po wykorzystaniu można porzucić w ciemnym kącie. I pal licho, nikt nie mówi, że wszystkie postaci powinny wzbudzać sympatię – problem polega na tym, że on zwyczajnie nie przekonuje, jest przerysowany, przez co zamiast wzbudzać zainteresowanie, intrygować – śmieszy.

Oprócz kompletnie spapranego Akashiego, zabolała mnie jeszcze jedna rzecz, za którą (dla odmiany) odpowiadają scenarzyści. Przez poszatkowaną retrospekcję ucierpiała jedna z najsympatyczniejszych postaci, czyli pierwszy kapitan Teikou, Nijimura. Pojawia się w zaledwie kilku scenach, pełni rolę statysty, podczas gdy w mandze jest pełnoprawnym bohaterem, który poniekąd nadał kształt najsilniejszemu składowi drużyny Teikou i miał niemały wpływ na jej późniejszego kapitana. Niby drobiazg, ale jego brak znacznie spłyca ten wątek i nieco zakrzywia perspektywę. Opowieść Kuroko o jego przeszłości wydaje się niepełna i pospieszna, odrobinę sfałszowana.

Kolejnym problemem są supermoce, w trzeciej części obecne na każdym kroku. Ponieważ czytałam mangę, byłam przygotowana na taki rozwój wypadków. Poza tym nieziemskie techniki i zagrania rodem z przygodowego shounena nie robią na mnie wrażenia. Gdybym nie lubiła tego typu rzeczy, już dawno zrezygnowałabym z oglądania Kuroko no Basket. Jednak nie każdy jest aż tak tolerancyjny, a w ostatniej odsłonie cyklu autor wznosi się na zupełnie nowe wyżyny absurdu. Tu nie chodzi o to, żeby dane zdolności i techniki miały sens, one mają być przede wszystkim widowiskowe! Dlatego też chłopcy widzą przyszłość, biją rekordy lekkoatletyczne w skoku wzwyż i sprincie, przeciwnicy doznają nagłego paraliżu i wszyscy strzelają laserami z oczu… Sorry, taki mamy gatunek, parafrazując klasyka.

Technicznie również nie jest idealnie – widoczne są wyraźne spadki formy. W porównaniu z poprzednimi seriami rysunek nie jest tak dokładny, postaci w oddaleniu tracą anatomiczną poprawność, stają się krzywe i toporne. Sporo paskudnych uproszczeń rzuca się w oczy w dynamicznych scenach, kiedy trzeba pokazać kogoś z innej perspektywy. Animacja także pozostawia dużo do życzenia – zamiast pokazać postaci w ruchu, twórcy decydują się na zbliżenia lub nieruchome plansze, zbyt często wykorzystują też to samo ujęcie. Efekty specjalne nadal nieco rażą kiczowatością, ale i tak wypadają lepiej niż wstawki komputerowe. Trzecia część pod względem wizualnym jest okropnie nierówna, zdarzają się szalenie efektowne, pełne dynamizmu odcinki, dominują jednak przeciętne i niedopracowane.

Znacznie lepiej wypada ścieżka dźwiękowa, acz nie mam na myśli czołówek i endingów, które od początku cyklu utrzymane są w tym samym klimacie i już zwyczajnie mi się przejadły. Tymczasem utwory w tle naprawdę potrafią zaskoczyć różnorodnością i idealnym zgraniem z obrazem. Wiele razy złapałam się na tym, że zamiast obserwować dokładnie akcję, wsłuchuję się w towarzyszącą jej kompozycję. Wachlarz utworów jest pokaźny, od mrocznej, nieco psychodelicznej elektroniki, poprzez spokojniejsze, bardziej stonowane utwory, po klasyczne, dość podniosłe melodie. Na brawa zdecydowanie zasługują seiyuu, którzy ponownie udowodnili, że potrafią perfekcyjnie wczuć się w rolę nastoletnich koszykarzy. Mam tylko zastrzeżenia do gry Hiroshiego Kamiyi (Akashi) oraz Wataru Hatano (Reo Mibuchi, zawodnik Rakuzan) – odniosłam wrażenie, że panowie wszystko zagrali jednym tonem, w ogóle nie oddychając. Jest to o tyle dziwne, że Kamiya to prawdziwy wyjadacz i spodziewałam się po nim czegoś ciekawszego.

Kuroko no Basket 3 to całkiem niezłe zakończenie cyklu, ale dalekie od ideału. Jak już wspomniałam, jest to wina przede wszystkim oryginału, bo choć twórcy starali się wyrugować błędy autora mangi, pewnych rzeczy zmienić nie mogli. Duży plus należy się za sympatyczny epilog, pokazujący wydarzenia po turnieju zimowym i pozwalający na ponowne spotkanie z większością ważnych bohaterów. Warto też wspomnieć, że również w trzeciej serii nie zrezygnowano z humoru, acz z pewnością scen komediowych jest mniej niż w pozostałych dwóch. Nie ukrywam, że darzę bohaterów ogromnym sentymentem i niezależnie od wszystkich niedociągnięć, miałam sporo frajdy, oglądając ich ponownie. Trochę szkoda, że to już koniec, ale mimo całego sentymentu do Kuroko i jego kolegów z Seirin, mam nadzieję, że nie powstanie już animowana kontynuacja. Strach się bać, jak bardzo Tadoshi Fujimaki mógłby jeszcze obniżyć loty.

moshi_moshi, 23 sierpnia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Production I.G.
Autor: Tadatoshi Fujimaki
Projekt: Keiko Oota, Mariko Ishikawa, Youko Kikuchi
Reżyser: Shunsuke Tada
Scenariusz: Noboru Takagi
Muzyka: Yoshihiro Ike

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Kuroko no Basket 3 - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl