Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 5/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 75
Średnia: 8,12
σ=1,37

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tassadar)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Fairy Tail Zero

zrzutka

Kulisy powstania gildii Fairy Tail, czyli zapychacz, który tak naprawdę nie jest zapychaczem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Wznowienie emisji serialu Fairy Tail w roku 2014 było możliwe między innymi dzięki zapewnieniu przez autora mangowego pierwowzoru odpowiedniej ilości materiału źródłowego. Wcześniej przerwano ekranizację właśnie dlatego, że treść anime zaczęła doganiać komiks. Dzięki temu jedną z zalet serialu był brak dłuższych, nudnych zapychaczy. Gdy po raz kolejny wstrzymano nadawanie serialu, na pocieszenie powstała dwunastoodcinkowa miniseria, bazująca na jednotomowej mandze Hiro Mashimy i rzucająca nieco światła na tajemniczą przeszłość tytułowej gildii magów. Dwa ostatnie odcinki są już powrotem do roku 792 i nowego pokolenia gildii z Natsu i Lucy na czele – pełnią rolę epilogu w oczekiwaniu na dalszą ekranizację.

Fairy Tail Zero, taką bowiem nazwę nosi niniejsza seria, rozpoczyna się na wyspie Tenrou, kontrolowanej przez lokalną gildię magów i świetnie prosperującej pod ich nadzorem. Wśród wielu osób pracujących na rzecz gildii jest Mavis Vermilion, mała, ciekawska dziewczynka, która spłaca w ten sposób dług przedwcześnie zmarłych rodziców i zapewnia sobie środki na utrzymanie. Pewnego dnia wyspę najeżdża inna grupa magów, paląc, rabując i mordując mieszkańców. Mavis i Zera, córka przywódcy wyspiarskiej gildii, jako jedyne uchodzą z życiem. Następne lata spędzają samotnie w budynku biblioteki wśród cudem ocalałych ksiąg, aż do przybycia grupy poszukiwaczy skarbów, którzy umożliwiają dziewczynom wydostanie się z wyspy.

Kluczowym wątkiem anime jest próba odzyskania przez Mavis i jej nowych przyjaciół klejnotu będącego symbolem wyspy, który zaginął w trakcie najazdu konkurencyjnej gildii. Pozornie prosta wyprawa na kontynent nie jest tak banalna, jak mogłoby się początkowo wydawać. Scenariusz kryje dwa zaskakujące zwroty akcji, co do których wskazówki są starannie poukrywane we wszystkich odcinkach. Muszę w tym miejscu pochwalić reżysera, gdyż spisał się on na medal i nie ujawnił informacji przedwcześnie nieprzemyślaną sceną mogącą zdradzić więcej, niż widz powinien wiedzieć. Zakamuflowanie intencji autora mangi w formie animowanej było o wiele trudniejsze niż na kartach komiksu, a mimo to udało się i do samego końca nie spodziewałem się akurat takiego obrotu spraw, jaki nastąpił, choć cały czas czułem w kluczowych momentach, że coś jest ewidentnie podejrzane. Już choćby dla tych chwil zaskoczenia warto obejrzeć Fairy Tail Zero.

Zagorzali fani twórczości Hiro Mashimy zasiądą do seansu, zainteresowani przeszłością gildii szaleńców, do tej pory, poza nielicznymi wyjątkami, całkowicie nieznaną. Autor nie wprowadza wielu nowych postaci, a zidentyfikowanie starych znajomych w latach młodości, choć nieprzesadnie trudne, nie jest też banalnie oczywiste. Poza Mavis w skład drużyny wyruszającej na poszukiwania klejnotu wchodzą Zera (której przydatność jest mocno ograniczona), entuzjastyczny, porywczy Yuri, małomówny Precht i szczery, przyjacielski Warrod. Początkowo podchodzący nieufnie do Mavis i jej towarzyszki mężczyźni szybko stają się niezastąpionymi kompanami, których jednoczy niebezpieczeństwo i wspólni wrogowie.

Anime kończy się wraz z założeniem Fairy Tail i nie obejmuje czasów, które upłynęły od tego momentu aż do nastania pokolenia Natsu i spółki. Tłumaczy wiele kluczowych faktów, między innymi znaczenie tytułu, dziecięcy wiek pierwszej przywódczyni gildii i dbałość o jej członków graniczącą z fanatycznym przywiązaniem. To przyjemne dodatki do głównej serii, które fani powinni docenić. Scenariusz z powodzeniem nadawałby się na osobny film, ale nie widzę nic złego we wpleceniu go w serial zamiast zapychaczy, które twórcom wersji animowanej niespecjalnie się wcześniej udawały. Jeśli w podobny sposób potraktowany zostanie komiks Fairy Tail Gaiden (już nie autorstwa Mashimy, ale wciąż uzupełniający główny wątek), to byłby to rozsądny pomysł, pozwalający zmniejszyć prawdopodobieństwo rozczarowania autorskimi tworami scenarzystów gonionych przez napięte terminy.

Kończąc część pochwalną, zmuszony jestem przejść do mniej przyjemnych faktów. O ile autor przemyślał szczegółowo główny wątek i potrafił dwukrotnie mocno zaskoczyć widzów, tak droga do tego jest niełatwa i wyboista. Przygody Mavis i jej drużyny w drodze na kontynent trudno uznać za fascynujące, a stawiane przed nimi zagadki są momentami tak banalne, że aż przykro patrzeć na bohaterów intensywnie nad nimi rozmyślających. Dziewoja kreowana jest na wszystkowiedzącego mola książkowego i skutecznego stratega, ale nie dostaje żadnych okazji, by wykazać się umiejętnościami. Pomijając turniej zagadek przy pierwszym spotkaniu z Yurim, przejawy jej błyskotliwości nie wykraczają poza oczywiste rozwiązania, na które mógłby wpaść każdy średnio rozgarnięty śmiertelnik. Magia iluzji, którą posługuje się Mavis, także jest wygodnym orężem w jej rękach, pozwalającym skutecznie omamiać wrogów, co jeszcze nie dowodzi nadzwyczaj rozwiniętego zmysłu taktycznego. Z taką mocą wszystko staje się zaskakująco łatwe, oczywiście o ile przeciwnicy nie połapią się w oszustwie.

Także rysunek niewiele ma wspólnego z pierwszymi, obiecującymi scenami wznowionej w 2014 roku serii. Jest wierniejszy mandze, ale wciąż uproszczony i pozbawiony detali. Można rzec, że to przypadłości typowa dla shounenów, ale od zwieńczającego emisję sezonu można było spodziewać się o wiele więcej. Jedynym przejawem staranności i pomysłowości były iluzoryczne obrazy Mavis, które pojawiały się zbyt rzadko, by poprawić odczucia estetyczne wobec całej oprawy wizualnej. Wrażenia ratuje mnogość barw i wyobraźnia mangaki, jak zawsze projektującego bogaty, żywy świat, który nawet przedstawiony prostymi środkami nie traci swojego uroku. Lepiej prezentuje się ścieżka dźwiękowa, na czele z Ashita o Narase w openingu, po raz pierwszy od dawna niezdradzającym informacji najistotniejszych z punktu widzenia scenariusza.

Fairy Tail Zero okazało się przyjemną niespodzianką, osładzającą oczekiwanie na kolejne przygody magów gildii. Uzupełnia świat o spajające go fakty, na których przedstawienie Hiro Mashima nie miał wcześniej czasu ani okazji. Dla wszystkich oddanych fanów serii to pozycja obowiązkowa, która nie powinna rozczarować. Oby więcej takich inicjatyw, nie tylko w świecie Fairy Tail, ale shounenów w ogóle.

Tassadar, 24 maja 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Autor: Hiro Mashima
Muzyka: Yasuharu Takanashi