Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 4/10 grafika: 5/10
fabuła: 2/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

2/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 2,25

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 59
Średnia: 4,97
σ=2,43

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hundred

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ハンドレッド
Gatunki: Przygodowe
zrzutka

Weź Infinite Stratos, zamieszaj w bohaterach, postaw na głowie koncept zbroi wspomaganych, dodaj nieudolnie: kosmitów, idolki i to, co obecnie się dobrze sprzedaje, a potem bądź zdziwiony, czemu nie wyszło Ci haremowe anime wszech czasów.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

W 2011 roku studio 8bit zaprezentowało anime Infinite Stratos. Opowiadało ono o świecie przyszłości, w którym przemysł zbrojeniowy został zdominowany przez tytułowe zbroje wspomagane, zaś ich operatorami mogły być jedynie kobiety. Jakież zamieszanie spowodował w tym świecie niejaki Ichika Orimura, jedyny mężczyzna zdolny do pilotowania zbroi IS. Infinite Stratos było solidnie skonstruowanym, aczkolwiek przeciętnym anime haremowym z bohaterem, który zapisał się na kartach historii jako najbardziej niedomyślny męski protagonista. W pierwszym sezonie poznajemy również Charlesa, któremu poświęcono najwięcej czasu antenowego i o którym wspominam ze względu na bardzo duży związek omawianej tutaj animacji z wyżej wymienionym tytułem. Nie potrafię bowiem opisywać Hundred, nie odnosząc się do Infinite Stratos. Było to jedno z pierwszych obejrzanych przeze mnie anime haremowych i bardzo ciepło zapisało się w mojej pamięci, chociaż daleko mu było do ideału. Hundred jest najlepszym dowodem na to, że kopiować też trzeba umieć i nie wystarczy wziąć garść sprawdzonych pomysłów, aby stworzyć coś, co chociaż dorówna pierwowzorowi. Nie sposób pominąć też faktu, że twórcy Hundred bardzo ubolewali nad rolą Charlesa i postanowili, że tym razem będzie on postacią pierwszoplanową. Cóż z tego, skoro całość zrobili tak nieudolnie, że zamiast kalki postaci pozostała jedynie irytująca wydmuszka.

Akcja Hundred przenosi nas w przyszłość po ataku kosmitów, zwanych tu Savage. Trudno jednak nazwać tę przyszłość postapokaliptyczną, ponieważ dostajemy to, co zawsze, czyli kolorowy, nowoczesny świat przyszłości, po którym nie widać, że jest w stanie wojny z obcą rasą. Wprowadzenie wątku kosmitów sprawia wrażenie zabiegu mającego zatuszować brak pomysłu na przygody bohaterów, choć przecież mamy do czynienia z pierwszym sezonem anime haremowego, więc twórcy nie musieli specjalnie się wysilać, sięgając po zdarte do granic możliwości klisze fabularne. Od początku odnosiłem wrażenie, że produkcji doskwiera brak pomysłów, a każdy wykorzystany schemat może służyć jako książkowy przykład na to, w jaki sposób nie należy tego robić. Mamy więc świat, gdzie ostatnią nadzieją ludzkości są ludzie kompatybilni z bronią nazywaną Hundred. W tym właśnie świecie żyje Hayato Kisaragi, chłopak o największej znanej kompatybilności ze wspomnianym orężem. Trafia on na statek­‑akademię „Little Garden” i już pierwszego dnia zachodzi za skórę przewodniczącej, z którą będzie musiał stoczyć walkę, aby nie zostać z akademii wyrzuconym. Poznaje także Emila Crossfode (odpowiednika Charlesa). Czyli kalka kalkę kalką pogania. Niestety od początku całość jest tak kiepsko zrobiona, że można się zwyczajnie popłakać. Przykładowo o Emilu wiadomo wszystko od pierwszej minuty, twórcy nawet nie starają się mydlić nam oczu, że jest inaczej, niż się wydaje, a to za sprawą retrospekcji głównego bohatera. Broń używana w anime to kopia tego, co widzieliśmy w Infinite Stratos, z tym że tam przynajmniej rządziła się jakąś logiką (generacje, wyścig zbrojeń), zaś tutaj mamy co chwila jakiegoś królika wyciąganego z kapelusza, tak że widz po kilku odcinkach leży przygnieciony górą królików. To samo tyczy się wsadzonych tu na siłę kosmitów.

Zacznijmy jednak od bohaterów. Protagonista nawet z wyglądu przypomina Ichikę, z tym że na szczęście nie dorównuje mu niedomyślnością w kontaktach damsko­‑męskich, choć nie wybija się ponad średnią wyznaczoną przez haremówki. Poza wspomnianym faktem, że ma on największą kompatybilność z Hundred, niewiele więcej da się o nim powiedzieć. Przyjaciele zawsze mogą liczyć na jego pomoc oraz wsparcie ogniowe, a wrogowie mogliby się w ogóle nie pojawiać, bo i tak z góry skazani są na porażkę. Czyli nic, czego byśmy nie widzieli. W gratisie do niego otrzymujemy irytującą, zakochaną w nim chorą siostrę Karen, kolejną postać dodaną, bo tak trzeba, w celu popychania Hayato do walki o szczęście dla wszystkich. Co ciekawe, mimo usilnych prób scenarzystów, Emil nie został moją ulubioną postacią. W przeciwieństwie do Charlesa z Infinite Stratos, który był niezwykle sympatyczny, a braki w wyposażeniu nadrabiał umiejętnościami, Emil dostaje od scenarzystów worek z prezentami w postaci chyba każdej możliwej broni, jaka pojawiła się kiedykolwiek w anime. Poza tym brak mu powagi i subtelności Charlesa, przez co zwyczajnie mnie irytował. Odrobinę lepiej wypadają dwie kolejne dziewczyny, w tym Sakura Kirishima, której poświęcono kilka środkowych odcinków. Jej postać jest z kolei ukłonem twórców w stronę fanów historii o idolkach. Jest sympatyczną postacią, ale niewiele więcej da się o niej powiedzieć, natomiast jej transformacja przypomina „uskrzydlenie” z Sekirei. Najlepiej z głównej obsady wypadła chyba wspomniana wcześniej przewodnicząca, z typowymi dla tsundere cechami charakteru i fryzurą utrwaloną przy pomocy żywicy epoksydowej, która nawet podczas pływania zachowuje kształt. Jeśli o kształtach mowa, to właśnie ona została najhojniej nimi obdarowana, co akurat w tym anime nie jest komplementem.

Nie wiem, czy widziałem drugą serię tego typu z taką liczbą bohaterów drugoplanowych. Najsympatyczniej spośród nich wypadają znajomi ze szkoły Hayato: Reitia i Fritz, dla którego ta pierwsza „ma głowę na idealnej wysokości” – ot, taki sucharek. Poznajemy także mocno nieletnią panią naukowiec Charlotte Dimandius i jej przybocznego androida Meimei z obowiązkowymi kocimi uszami oraz niezwykle wkurzającą Claudię Lowetti, pałającą szczerym i prostym uczuciem do Emila. Ale tak naprawdę serię ratują postacie antagonistów w osobach rodzeństwa Łowców: Nesatto, Krovanh i Nakuri, oraz głównej złej Vitaly Tinyanof, chociaż w moim odczuciu pozycja głównego złego należy się komuś innemu. Ogólnie cała obsada wypada średnio z kilkoma ewidentnie słabszymi punktami. Głównym motorem napędowym haremówek są przecież postacie, a te tutaj ewidentnie dostosowały się do poziomu całości.

Niestety nic w tym anime nie nadrabia braków. Kosmici, jak już wspominałem, są dodani na siłę i na odwal się. Pod koniec miałem wrażenie, jakbym oglądał remake Kuusen Madoushi Kouhosei no Kyoukan w trochę lepszym wykonaniu wizualnym co, jeśli spojrzycie na oceny powyższego, nie jest komplementem. Koncept broni Hundred też nie trzyma się kupy. Niby najlogiczniej wszystko wygląda w przypadku głównego bohatera, który ma mieczyk z turbodoładowaniem i tandetnie wyglądającą zbroję. Nie tak źle wypada też Claire, ale w przypadku Emila twórcy puścili całkowicie wodze fantazji. To dodatkowo zaszkodziło jego postaci, ponieważ wyeliminowało jakąkolwiek potrzebę posługiwania się mózgiem na polu walki. A już szlag mnie trafił, gdy zobaczyłem na polu walki dziewczynę, której Hundred upodabniał ją do czarodziejki z serii fantasy.

Fanserwis także nie rekompensuje cierpienia płynącego z obcowania z tym dziełem. Twórcy dwoją się i troją, aby co rusz prezentować nam walory bohaterek, ujęcia z perspektywy tylnych dolnych części ciała albo fikuśne transformacje, podczas których na przykład walory Claire są wpychane w przyciasną zbroję, ale wszystko to wypada słabo głównie za sprawą nijakiej kreski i przeczących prawom fizyki atutów pań. Dużo mamy też przypadkowego wpadania na biusty i pocałunków, zarówno przypadkowych, jak i z premedytacją, a to za sprawą wirusa, który trzeba odsysać z ciała Hayato, aby podczas walki nie zmienił się w brzydkiego kosmitę. Nie ma co narzekać, słyszałem już głupsze wyjaśnienia tego typu działań.

Strona audiowizualna stoi na średnim poziomie, szczególnie jeśli spojrzymy na nią przez pryzmat obecnych produkcji. Detali w otoczeniu jest mało, w zasadzie tyle, aby móc odróżnić, co jest co. Znalazłoby się kilka lepiej namalowanych scen, ale można je policzyć na palcach jednej ręki. Projekty postaci są dość typowe i można nawet powiedzieć, że ładne, ale przyczepiłbym się do tego, do czego w produkcjach „cieszących oko” ktoś powinien się przyłożyć, czyli anatomii bohaterek. Jak już pisałem: jest źle, o ile dziewczyny z mniejszymi biustami wyglądają znośnie, to te z większymi już nieco karykaturalnie. Najbardziej ucierpiała Claire, ze względu na bardzo obcisłe stroje, w które postanowiono ją ubierać. Walk jest sporo, ale ich jakość plasuje się sporo poniżej przeciętnej. Dużo tu pokazów slajdów, statycznych ujęć, a jak przychodzi animować coś bardziej spektakularnego, to widać, że brakuje pieniędzy albo umiejętności (względnie jednego i drugiego). W dodatku nie przypadły mi do gustu kiczowate projekty kosmitów. Spodobał mi się natomiast rysunek oczu, szczególnie że dużo było na nie zbliżeń ze względu na zmiany, jakie przechodziły w trakcie walk. Udźwiękowienie stoi na niezłym poziomie. Postarano się o dobry dobór seiyuu i nawet nieźle wybrnięto z tematu śpiewających idolek – miałem pewne obawy, że to odrzuci mnie całkowicie od serii, ale na szczęście oszczędzono mi większych cierpień.

Mając w garści tyle sprawdzonych pomysłów, szczególnie z przywoływanego co rusz Infinite Stratos, seria wyszła słabo. To anime najlepiej pokazuje, że nie wystarczy do jednego wora wrzucić tego, co się znajdzie, ale też trzeba to umiejętnie poukładać, tak aby widz miał poczucie, że twórcy szanują jego czas i nie chcą tylko wyciągnąć kasy od fanów pewnych konwencji. Tu niestety mamy do czynienia z pójściem po linii najmniejszego oporu, a jaki jest tego skutek, pokazują już pierwsze dwa odcinki. Niestety niewiele jest zalet, którymi może się bronić ta produkcja; jedną z nich jest rodzeństwo Łowców, ale oni pojawiają się na tyle późno, że tylko nieliczni dotrwają do tego momentu. Podsumowując, mogę powiedzieć, że jeśli szukacie dobrej haremówki w tych klimatach, to albo jeszcze poczekajcie, albo sięgnijcie po stare, ale sprawdzone i o niebo lepsze Infinite Stratos.

KamilW, 30 czerwca 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Production IMS
Autor: Jun Misaki
Projekt: Kie Tanaka, Nekosuke Ookuma
Reżyser: Tomoki Kobayashi
Scenariusz: Hideki Shirane
Muzyka: Shuuhei Naruse

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Hundred - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl