Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 grafika: 9/10
fabuła: 6/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,67

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 55
Średnia: 7,87
σ=1,53

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (tamakara)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Doukyuusei

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 60 min
Tytuły alternatywne:
  • 同級生
Tytuły powiązane:
Postaci: Nauczyciele, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm, Shounen-ai/yaoi
zrzutka

Bardzo prosta i bardzo słodka historia o miłości.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Enevi

Recenzja / Opis

Heraklit z Efezu powiedział, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, woda w niej bowiem cały czas się zmienia. Uznając prawdziwość tych słów, podchodzę do recenzowania Doukyuusei po raz trzeci. Chociaż sama historia, tak prosta, że aż banalna, nie zmęczy mnie chyba nigdy, to streszczenie jej stanowiło dla mnie największy problem w procesie kompozycji tekstu. Zarówno tego, który teraz szanowny czytelnik ma przed nosem, jak i dwóch poprzednich. Fabuła jest bowiem do bólu prosta. W trakcie przygotowań do szkolnego występu Hikaru Kusakabe odkrywa, że jego kolega, Rihito Sajou, wyraźnie sobie nie radzi z opanowaniem zadanej przez nauczyciela piosenki. Ulegając niespodziewanemu natchnieniu, ofiarowuje się pomóc w szlifowaniu technik wokalnych. Łatwo zgadnąć, co z tego wyniknie, mamy przecież do czynienia z produkcją spod znaku BL. Relacja chłopców przestaje być koleżeńska wraz z pierwszym, całkowicie spontanicznym pocałunkiem i powoli, bardzo powoli przekształca się w miłość.

Reasumując: klisza i banał okropny. Autorka oryginału nie próbowała bowiem odkrywać niczego nowego, ani nikogo zaskakiwać. Narysowała historię prostą i nieco naiwną, ale za to ociekającą wręcz słodyczą i niewymuszonym urokiem. Bardziej niż o miłości jest to historia o zakochiwaniu się. Zwyczajnym, bez wielkich słów i wałkowanych do nieskończoności dylematów spod znaku „ale przecież obaj jesteśmy facetami” i „ja chcę iść z nim do łóżka, ale on taki jakiś…”. I chociaż oba te problemy w jakiś sposób w fabule zaistniały, nie traktuje się ich jako pretekstu do rozdzierania szat (w przenośni lub dosłownie na koledze). Niewinność, naturalność i brak rozdmuchanego przedramatyzowania błahych problemów relacji oraz, mimo wspomnianej już szablonowości, przedziwna świeżość, to niezaprzeczalne atuty Doukyuusei, stawiające je w moich oczach ponad większością innych ekranizacji spod znaku BL.

Podobnie jak mangowy pierwowzór, film został podzielony na krótsze epizody. Łącznie cztery. Czytelnik komiksu zauważy z pewnością, że adaptacja nie jest kompletna. Brakuje chociażby wypraw nad morze oraz, ku mojemu wielkiemu żalowi, wspomnień i refleksji Harasena, co oznacza, że mój ulubiony nauczyciel muzyki został zepchnięty całkowicie na drugi plan. Omawiana ekranizacja to teatr wyłącznie dwóch aktorów, trudno jednak mówić o wrażeniu pustki. Po pierwsze dlatego, że wokoło kręci się mnóstwo statystów, po drugie zaś interakcje przeciwstawnych osobowości głównych bohaterów doskonale zapełniają czas ekranowy. Rihito jest do przesady niemal zamknięty w sobie, pozornie zimny, nieustannie przyjmuje pozycję defensywną i dopiero przyparty do muru, daje upust emocjom. Co innego pustogłowy, roztrzepany Hikaru, któremu należy wymierzyć kopniaka, by raczył zatrzymać się i pomyśleć. Wielkie brawa należą się odtwórcom głównych ról. Hiroshi Kamiya jako Kusakabe i Kenji Nojima w roli Sajou są po prostu doskonali. Przyznam, że jaśniej świeci tu Kamiya, jego postać jest bowiem kilkanaście razy bardziej ekspresyjna. W celach porównawczych sięgnęłam po nagrane kilka lat temu słuchowisko z tą samą obsadą i muszę uczciwie stwierdzić, że nie jest to powtórka z rozrywki. Filmowa interpretacja wydaje się brzmieć nieco łagodniej, jakby inaczej rozłożono akcenty. W filmie słychać również, że w piosenkę, od której wszystko się zaczęło, włożono naprawdę wiele pracy. Przy pierwszym podejściu klasa wyje niczym stado potępieńców, wersji finałowej da się za to słuchać bez powstrzymywania chęci ucieczki. Inne piękne momenty sugeruję odkryć osobiście. Muzyki jako takiej jest niewiele, pojawia się kilka powtarzających się motywów, nienachalnie przewijających się w tle. Bardzo spodobała mi się piosenka towarzysząca napisom, melancholijna i bardzo słodka, zupełnie jak cały film.

Jak na kinówkę przystało, możemy cieszyć oko bardzo staranną animacją. Kreska Nakamury jest specyficzna, to przyzna każdy, kto chociaż raz spotkał się z jej pracami. Przyznam, że obawiałam się efektów przeniesienia tego specyficznego stylu na ekran, obawy jednak okazały się bezpodstawne. Twórcom udało się zachować specyficzny projekt postaci przy jednoczesnym osadzeniu historii w wyraźnej czasoprzestrzeni. Zniknęło na dobre powracające podczas lektury mangi wrażenie, że oto jesteśmy świadkami ulotnej wizji czy snu, gdzie nie istnieje grawitacja. Wymagało to od animatorów sporej kreatywności, ale efekt okazał się bardzo zgrabny. Kto by przypuszczał, że dobrze znane sceny wprawione w ruch okażą się jeszcze bardziej urocze? Ba, kilka razy twórcom udało się naprawdę mnie zaskoczyć, podkreślili bowiem szczegóły, na które nie zwróciłam uwagi podczas lektury. Dziwnym trafem nigdy nie zauważyłam, że scena pierwszego pocałunku miała miejsce w nocy… Bohaterowie wyglądają chyba jeszcze ładniej niż w mandze, widać to zwłaszcza w przypadku Hary­‑senseja, który na komiksowych kartach potrafił, niech będzie mi wybaczone, przestraszyć. Ładniejszy wydaje się również Rihito, Hikaru zaś zwyczajnie nie mógł wypięknieć bardziej. Na pochwałę zasługują tła, pełne detali, a czasem nawet ukrytych dowcipów i smaczków. Chętnych zapraszam do poszukiwania żaby.

Komu polecić? Fankom BL nie będę, one powinny obejrzeć to z marszu. Zachłysnąć się, rozsmakować i pożądać większej ilości takich pięknych ekranizacji. Myślę też, że każdy, kto na wątek męsko­‑męskiego romansu nie reaguje alergicznie, nie pożałuje, jeśli poświęci godzinę na seans.

tamakara, 12 czerwca 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures
Autor: Asumiko Nakamura
Projekt: Akemi Hayashi
Reżyser: Shouko Nakamura
Muzyka: Koutarou Oshio