Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kregulcowe Dni - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 5/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 16
Średnia: 5,94
σ=1,43

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kysz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Cheer Danshi!!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Cheer Boys!!
  • チア男子!!
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Opowieść o pasji i zaangażowaniu obdarta z… pasji i zaangażowania?! Przyjemne, lecz w ogólnym rozrachunku bardzo przeciętne okruchy życia ze sportowym tłem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Jaka dyscyplina sportowa najbardziej pasuje do grupy przystojnych mężczyzn? Piłka nożna, baseball, koszykówka, a może siatkówka? Jest w czym wybierać, bowiem sportów uznawanych za typowo „męskie” jest pod dostatkiem. I choć panie również je uprawiają, to jednak na mniejszą skalę (niestety kobiece zmagania wciąż cieszą się znacznie mniejszym prestiżem). Z drugiej strony mamy też dyscypliny kojarzone raczej z płcią piękną, a wśród nich poczesne miejsce zajmuje oczywiście cheerleading. W końcu kiedy pójdziecie, powiedzmy, na mecz koszykówki, to wasz czas w przerwach umilać będą śliczne dziewczęta w krótkich spódniczkach, prezentujące różnego rodzaju wygibasy. Kto by tam chciał oglądać wtedy jakichś facetów, zwłaszcza że byliby pewnie gromadą zniewieściałych chłoptasiów, skoro bawiliby się w coś takiego. A może jednak nie?

Jak sam tytuł wskazuje, Cheer Danshi!! to anime skupiające się właśnie na męskiej wersji cheerleadingu. Pomysł ten jest z pewnością oryginalny i ze świecą szukać drugiego takiego samego (albo chociaż podobnego pod względem koncepcji) anime. Co prawda niepowtarzalność nie jest jeszcze wyznacznikiem jakości, ale w jakimś stopniu świadczyć może na korzyść danego tytułu. W przypadku tej serii unikalny motyw przewodni jest zdecydowanie jedną z jej największych zalet. Jednocześnie stanowi on czynnik niezwykle mocno zachęcający do zapoznania się z tą produkcją, głównie dlatego, że trudno określić, czego właściwie powinniśmy się tu spodziewać. Część osób być może sięgnie po nią, oczekując fanserwisowej rozrywki w stylu Free!. Inni poszukiwać będą opowieści o przełamywaniu stereotypów. Reszta pewnie nastawi się na kolejną sportówkę, którą od podobnych tytułów odróżnia jedynie dyscyplina, jakiej poświęcają się bohaterowie. A co, jeśli napiszę, że tak naprawdę żaden z powyższych opisów nie oddaje tego, co tutaj zawarto?

Tak się bowiem składa, że mamy tu do czynienia z najzwyczajniejszymi w świecie okruchami życia, zaś sport pełni w nich zaledwie funkcję dodatku. Fabularnie nie wygląda to w żadnym stopniu wyjątkowo. Student pierwszego roku, Haruki Bandou (zwany też Haru), podążając ścieżką rodzinnych tradycji, od dziecka trenował judo. Nigdy nie było to jego wielką pasją, więc kiedy doznał kontuzji, postanowił zrezygnować z tej dyscypliny. Za namową najlepszego przyjaciela, Kazumy Hashimoto (czyli w skrócie Kazu), postanawia stworzyć wraz z nim drużynę cheerleaderską, w skład której wchodziliby sami mężczyźni. Jest to dla niego podwójne wyzwanie, bo poza tym, że Haru nie wie nic na temat cheerleadingu, jego wrodzona nieśmiałość znacznie utrudnia mu udział w zajęciach. Na dodatek jego siostra­‑judoczka nie jest zachwycona tą decyzją i nie kryje niechęci wobec nowego zajęcia brata.

Dwie osoby to wszakże zbyt mało, by utworzyć taki zespół, chłopcy rozpoczynają więc poszukiwanie nowych członków. Na początek dołączają do nich: ekscentryczny, lecz nieco sztywny Wataru Mizoguchi, miły grubasek Kouji Toono oraz wysportowani kobieciarze, Souichirou Suzuki i Gen Hasegawa, dla których sport ma być kolejną okazją do poznania ładnych dziewcząt. Ostatecznie nowo utworzona grupa o nazwie Breakers liczyć będzie szesnastu członków i jak łatwo się domyślić, ich głównym celem stanie się zakwalifikowanie się do międzynarodowych zawodów cheerleaderskich.

Czyli co? Jednak kolejna historyjka o odkrywaniu swojej pasji i sile przyjaźni, po brzegi wypełniona potem, łzami i doskonaleniem siebie? Czy też inaczej rzecz ujmując – od zera do supersportowca w wersji drużynowej? Nie do końca. Początkowe odcinki co prawda mocno skupiają się na temacie cheerleadingu, ale z czasem zostaje on odsunięty na dalszy plan. Od razu uprzedzam, że występów jest tu mało i wszystkie zostają pokazane zaledwie w kilku migawkach. Treningom poświęca się więcej czasu, aczkolwiek wydaje mi się, że celem nie było ukazanie faktycznej pracy fizycznej, jaką wykonują bohaterowie, a bardziej przybliżenie nam ich problemów psychicznych.

Nie bez powodu w końcu określiłam wcześniej to anime przede wszystkim jako obyczajówkę. Po pierwsze, całość pozbawiona została intensywności charakterystycznej dla standardowych sportówek. W żadnym momencie nie wyczułam tych emocji, które powinny towarzyszyć czy to treningom, czy występom. Bohaterowie pokonywali pewne bariery, lecz były to bariery mentalne, ograniczające ich do tej pory ze względu m.in. na traumę, problemy rodzinne, czy też normalny strach przed stanięciem twarzą w twarz ze swoimi słabościami. A jak najlepiej radzić sobie z takimi trudnościami? Poprzez rozmowy i tych tutaj zdecydowanie nie zabrakło. W pewnych momentach wręcz wkraczało to na płaszczyznę sztuczności, gdy po raz kolejny ktoś wypowiadał kwestię w stylu: „nigdy nie zdawałem sobie sprawy, jak ważne jest [tu wstaw dowolną rzecz], ale teraz już to rozumiem”. Nie będzie to żadnym spoilerem, jeśli dodam, że na koniec każdy z bohaterów przeżywa swoistego rodzaju oczyszczenie z negatywnych emocji, które go do tej pory ograniczały.

Choć nigdy nie miał to być skomplikowany, psychologiczny serial, żałuję, że zaprezentowane tu postaci okazały się w większości dość płytkie. Przyczyny tego doszukiwać się należy w zbyt dużej liczbie bohaterów, a konkretnie w tym, że dla części z nich zabrakło potem czasu antenowego. Przez pierwsze pięć odcinków przybliżono nam charaktery siódemki chłopaków, ale w drugiej połowie serii tylko trójka z nich doczekała się rozwinięcia swoich historii. Pozostali poszli w odstawkę, zaś ich rolę na pierwszym planie przejęli nowi członkowie zespołu. Koniec końców o niektórych byłabym w stanie powiedzieć zaledwie kilka słów. Najbardziej szkoda mi Wataru, którego dziwaczność szczerze polubiłam od pierwszej sekundy i który od początku był dla mnie najlepszym źródłem humoru na ekranie.

Znacznie lepiej wypadli Haru, Kazu i Shou. Przyjaźń pomiędzy tą pierwszą dwójką przedstawiono zresztą w sposób niesamowicie ciepły i naturalny. Nie muszę chyba dodawać, że nie jest to łatwa sztuka, bo nietrudno pod tym względem popaść w skrajność. A jednak chłopcy stworzyli wyjątkowo udany duet – doskonale się rozumieli i wspierali nawzajem, ale jak to w życiu bywa, mieli też przed sobą tajemnice, których nie chcieli zdradzać bliskiej osobie. Shou za to długo stanowił jedną wielką zagadkę i w jego przypadku pochwalić muszę nade wszystko sposób, w jaki stopniowo rozwijano tę postać.

Niestety, od strony technicznej nie ma już tak dobrze. Zacznę może od zalet, czy też raczej jedynej zalety, jaką mogę przypisać grafice. Pod względem stylistycznym anime wygląda ładnie, zwłaszcza że zdecydowano się je utrzymać w mocno realistycznym klimacie. Szczególnie projekty postaci wypadły ciekawie. Rzadko kiedy zdarza się zobaczyć w anime przegląd tak różnorodnych typów budowy, z których żaden nie zostałaby sportretowany w sposób jednoznacznie humorystyczny albo negatywny. Nie przesadzono też z fryzurami, a przy tym każdy z panów został obdarzony własnym, indywidualnym stylem uczesania. W tym miejscu chciałabym zwrócić uwagę na postać Kina, który początkowo ma pofarbowane na blond włosy, ułożone w sposób charakterystyczny dla stereotypowego chuligana. Ponieważ jest już na trzecim roku studiów, w pewnym momencie musi zacząć szukać pracy, co automatycznie wiąże się z powrotem do naturalnego koloru włosów i mniej „agresywną” fryzurą. Niby to tylko szczegół, ale jednak spodobało mi się, że zwrócono uwagę na takie, z pozoru błahe, sprawy.

Skoro mamy już plusy, czas przejść do minusów, czyli praktycznie całej reszty, na czele z animacją. Podejrzewam, że nie dysponowano wielkim budżetem przy produkcji tego anime, ale na litość – jeśli ktoś bierze się za przeniesienie na ekran historii o tematyce sportowej, to wypadałoby, żeby te okruchy sportu, jakie nam rzuca, wyglądały chociaż znośnie. A tego się o nich powiedzieć nie da. Pokazy akrobacji wykonywanych przez bohaterów zostały zredukowane do minimum, a do tego powtórzono sceny wykorzystane w openingu. Nie można zapomnieć także o częstych krzywiznach i niedopracowaniach, co w ogólnym rozrachunku dało przeciętnej jakości obraz. Nigdy nie przywiązywałam zbytniej wagi do oprawy graficznej, uważając ją za sprawę drugorzędną, ale tutaj nawet przymknięcie oczu na niedociągnięcia nie wystarczy, by ukryć jej mankamenty.

Pozostaje jeszcze kwestia potencjalnego fanserwisu. Generalnie nie przepadam za przypinaniem łatki fanserwiśnego tytułu każdemu anime, w którym pojawia się więcej niż jeden bishounen. Oczywiście, jeśli ktoś szuka takich rzeczy, to je znajdzie i nie ma w tym niczego złego – w końcu anime ma służyć głównie rozrywce. Inna sprawa, że przez taki pryzmat zaczyna się postrzegać każdą serię mającą przynajmniej kilka cech charakterystycznych dla tego typu produkcji. Dlatego naprawdę nie zdziwię się, jeśli kogoś Cheer Danshi!! odrzuciło już po zapowiedziach, bo pomyślał, że pewnie będzie zawierać głównie fanserwis przeznaczony dla pań. Tak się jednak składa, że nie zobaczymy go tutaj zbyt wiele. Oczywiście, nie mogę powiedzieć, by go wcale nie było, bo chociażby postać Saku wygląda, jakby została wprowadzona tylko w tym celu, jako że nie wnosi on kompletnie niczego do fabuły i nawet darowano sobie przybliżania nam jego charakteru, przeszłości i motywacji. Za to nazbyt wyraźnie okazuje on fascynację osobą Kazu, a że sam prezentuje dość kobiecą urodę, łatwo sobie dopowiedzieć to i owo. Pod warunkiem, że „tego i owego” się szuka, rzecz jasna. Na szczęście uniknięto tu nachalnego prezentowania takich „smaczków”, więc osoby nieprzewrażliwione na tym punkcie najpewniej nawet tego nie zauważą.

Są takie anime, do których najlepiej pasuje określenie „fajne” i Cheer Danshi!! muszę uznać za dobry tego przykład. Bohaterowie nie są zbyt skomplikowani, ale łatwo wzbudzają sympatię. Fabuła nie zaskakuje, ale też nie nuży, a dwanaście odcinków sprawia, że doskonale sprawdza się to jako lekka, rozrywkowa seria „na raz”. Poruszone zostają również nieco poważniejsze wątki, jednak nie w ilościach, jakie przyprawiłyby kogokolwiek o ból głowy. Nienachalny dramat zgrabnie przeplata się z komediowymi scenami, zaś z elementów potencjalnie irytujących postanowiono całkowicie zrezygnować i w ogólnym rozrachunku anime ogląda się po prostu przyjemnie.

Kysz, 24 listopada 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Brain's Base
Autor: Ryou Asai
Projekt: Hiroyuki Asada
Reżyser: Ai Yoshimura
Scenariusz: Reiko Yoshida

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Cheer Danshi!! - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl