Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

NiuCon 8 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 22
Średnia: 7,5
σ=1,67

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Fate/Kaleid Liner Prisma Illya Drei!!

zrzutka

Sagi o Illyi, Miyu tudzież Czarnej ciąg dalszy. O dziwo, nadal jest to strawne i fabularnie posuwa się do przodu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Ależ ten czas leci… W chwili, gdy piszę te słowa, wydaje się, że mi od momentu, w którym dane było mi zapoznać się z pierwszym sezonem anime Fate/Kaleid Liner Prisma Illya, tego czasu minęło bardzo niewiele. A tu proszę, to już cztery lata, odkąd miałem okazję po raz pierwszy oglądać tę pyszną parodię tytułów spod znaku magicznych dziewcząt. W sumie to trochę straszna refleksja… Ale nieważne. Osoby, które tak jak ja śledziły losy cyklu, wiedzą, że zaczął się on od ciekawej i pełnej akcji komedii, by w drugim sezonie przerodzić się w kontrowersyjną loli-ecchi komedyjkę z silnymi naleciałościami yuri. W sezonie trzecim z kolei Fate/Kaleid Liner Prisma Illya dała nadzieję na powrót do okresu świetności, pozbywając się większości kontrowersji i stawiając na fabułę tudzież efektowną akcję. Teraz oto, drogi czytelniku/droga czytelniczko, masz przed sobą recenzję sezonu czwartego. Jak się on prezentuje? Dobra, dobra, spryciarze, ja wiem, że ocena w stopce całkiem nieźle na to pytanie odpowiada, ale ja się tu staram suspens budować.

Najpierw, a jakże, kilka słów o fabule. Ostrzegam, że będą tutaj spoilery dotyczące poprzednich sezonów, ale wątpię, by ten monolog śledził ktoś, kto poprzednich serii nie zna. Pod względem fabularnym mamy tu małe trzęsienie ziemi i przy okazji sporo fanserwisu dla miłośników „dorosłych” serii spod znaku Fate/stay. Co prawda, jak wszyscy wiemy, Illya i Czarna przeistoczyły się w kochające się, aczkolwiek całuśne siostrunie, ale za to społecznie wycofana Miyu, która okazała się, tutaj werble, wcieleniem Świętego Graala, zostaje porwana w kilka minut po zakończeniu openingu! W dodatku porywają ją dwie kobiety, które dotychczas w serii się nie pokazały, zimna jak lód Angelica oraz ognista tudzież wyraźnie piep… znaczy się, pokręcona jak świński ogon, Beatrice. Ale to jeszcze nic. Miyu nie zostaje porwana tak zwyczajnie, lecz zostaje zabrana do innego wymiaru! W dodatku do tegoż wymiaru trafia też praktycznie cała najważniejsza magiczna ekipa z poprzednich serii, z Bazett włącznie! Co prawda początkowo Illya musi radzić sobie sama, ale szybko wpada na nią nowa bohaterka, niejaka Tanaka, a w dodatku pomocną dłoń, czy tam talerz z pieprznym jedzeniem, wyciąga do niej przyjaciel każdej magicznej rodziny, ksiądz (choć akurat nie w tej rzeczywistości) Kirei Kotomine! Ale to jeszcze nic. Pomoc Illyi i Tanace oferuje nie kto inny, jak pobity w poprzednim sezonie Gilgamesz w wersji młodego chłopczyka. A to nie wszystkie znane postaci, jakie przewiną się poprzez ekran, czasem w zupełnie niezwykłych wcieleniach. Oczywiście celem bohaterów jest pospieszenie na ratunek Miyu, a celem tutejszych złych jest… No dobra, tego już nie powiem, ale jest to skądinąd zaskakująca motywacja. A przynajmniej wydaje się taka do pewnego momentu, ale o tym sza.

Warto by powiedzieć coś więcej na temat bohaterów, ale prawdę mówiąc, bez spoilerowania za wiele się powiedzieć nie da. W tym sezonie z obsady wyrzucono praktycznie wszystkie postaci „niemagiczne”, takie jak szkolne przyjaciółki Ilyii, domowników i tym podobne persony. W sumie wyszło to serii na dobre, gdyż zapobiegło wstawianiu nadmiernej liczby odcinków­‑zapychaczy, ale z drugiej strony te postaci, które pozostały, nie przechodzą jakiegoś szczególnego rozwoju charakteru. Choć trzeba przyznać, że fani będą mieli okazję poznać nową, bardziej ludzką stronę osobowości Miyu. A co do nowych postaci… Aby za bardzo nie spoilerować, mogę wspomnieć tylko o Tanace, która została wykreowana na totalnie gorącą słodką idiotkę z mózgiem wielkości fistaszka. Starczy stwierdzić, że chociaż w świecie, do którego trafiła Illya, trwa w najlepsze zima, Tanaka biega w samej koszulce i kusych szortach gimnastycznych, cierpi na praktycznie totalną amnezję i ma bardzo ograniczony zasób słów. O Angelice trudno cokolwiek powiedzieć, bo w zasadzie osobowości i charakteru w niej tyle, co w przeciętnej lodowej rzeźbie. Niby się porusza, niby ma własny rozum, ale w gruncie rzeczy to lalka bez odrobiny własnego zdania, skupiająca się tylko na wykonywaniu poleceń. Co innego Beatrice. Rzadko w anime trafia się postać łącząca w sobie taką ilość sadyzmu i masochizmu, zmieszanych ze skrajnym fanatyzmem. Najciekawsze cechy jej osobowości poznajemy dopiero w dalszych odcinkach, więc wolałbym za dużo nie zdradzać, ale uwierzcie, to zdrowo postrzelona osoba. Jeśli już miałbym szukać jakiegoś porównania, to powiedziałbym, że to potencjalny owoc miłości pomiędzy Harley Quinn z uniwersum Batmana i pochodzącą z filmu Kill Bill Gogo Yubari. Wspomnę też kilka słów o tutejszym głównym „złym”. Pojawia się on dość późno, więc bliżej jego sylwetki nie opiszę, ale muszę przyznać, że kreuje się on na całkiem niezłego drania o stosunkowo enigmatycznych, potencjalnie szlachetnych intencjach. W gruncie rzeczy to jedna z ciekawszych znanych mi „złych” postaci i jeśli scenarzysta go w przyszłości nie popsuje, to może się okazać jedną z większych zalet tego cyklu.

Warstwa techniczno­‑muzyczna prezentuje się dość poprawnie. W serii nie znalazło się co prawda nic, co zapadłoby w pamięć w sposób porównywalny z finałowymi walkami z poprzednich sezonów, ale z drugiej strony nie wyłapałem też nic, co wzbudziłoby we mnie szczególny niesmak. Nie zmienia to jednak faktu, że pod względem akcji i animacji to chyba najgorszy z dotychczasowych sezonów… Niby dzieje się tu sporo, walk w różnych miejscach i z wykorzystaniem różnych efekciarskich broni i czarów nie brakuje, ale wszystko to jest jakieś takie… No sam nie wiem, mdłe? Może zwyczajnie marudzę, ale temu sezonowi zdaje się brakować tego nieuchwytnego „czegoś”, co sprawiłoby, że byłby faktycznie śliczny. O muzyce w zasadzie nie ma czego mówić. Opening i ending to przeciętna przeciętność z czymś weselszym na początek i spokojniejszym na koniec, a muzyka w odcinkach robi tylko za tło i zapomina się o niej po kilku sekundach od jej wybrzmienia.

Czas więc najwyższy jakoś podsumować czwartą już z kolei serię Fate/Kaleid Liner Prisma Illya. Zasadniczo nie było to anime złe. Konsekwentnie rozwija rozpoczętą kilka lat temu historię, wprowadza garść nowych postaci, wprowadza potencjalnie bardzo ciekawego głównego złego, wprowadza fabularne spustoszenie względem „dorosłych serii” Fate/stay... Jako niewątpliwy plus trzeba policzyć fakt, że w znakomitej większości zrezygnowano tu z kontrowersyjnego loli­‑fanserwisu. Nie, żeby nie było go wcale, aż tak dobrze to nie ma, ale w gruncie rzeczy poza kilkoma scenami jest to tytuł nadspodziewanie grzeczny. Dość powiedzieć, że scena „doładowania” Czarnej występuje tu tylko raz, a ewentualne słowne bądź sytuacyjne akcenty czysto erotyczne można by policzyć na palcach jednej ręki. Z drugiej jednak strony sezon wprowadza też sporo pytań, na które nie udziela (znowu…) odpowiedzi, oraz sporo fabularnych rewolucji i zamieszania z rzeczywistościami alternatywnymi, a pewne wydarzenia prowokują do zadania sobie pytania, jakim cudem planów tych „złych” jeszcze do tej pory diabli nie wzięli. Mój wyrok będzie więc następujący. Ci, których poprzednie serie do siebie nie przekonały bądź których z czasem odrzuciły, nie mają tu czego szukać. Czwarty sezon do zmiany zdania ich raczej nie skłoni. Natomiast dla fanów i miłośników dotychczasowych przygód tytułowej nieletniej czarodziejki sezon czwarty stanowi serię obowiązkową. Jest tu mniej fanserwisu i trochę mniej komedii, ale znajdziemy tu za to kolejne istotne dla fabuły wydarzenia, a także wyjaśnienie kilku interesujących kwestii i wreszcie kilka scen, które mimo wszystko warto zobaczyć. No i, oczywiście, także zapowiedź dalszego ciągu. Kto wie, może doczekamy się wreszcie zakończenia tej magicznej sagi?

Diablo, 6 października 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Silver Link
Autor: Hiroshi Hiroyama, Type-Moon
Projekt: Kazuya Hirata
Reżyser: Ken Takahashi, Masato Jinbou, Shin Oonuma
Scenariusz: Kenji Inoue
Muzyka: Technoboys Pulcraft Green-Fund