Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,20

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 63
Średnia: 6,3
σ=1,53

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Fukigen na Mononokean

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Morose Mononokean
  • 不機嫌なモノノケ庵
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci, Youkai; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia, Świat alternatywny; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Właściciel demonicznej herbaciarni, pomagający youkai, oraz jego empatyczny asystent. Co poszło nie tak?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Hanae Ashiya jest energicznym i optymistycznie nastawionym do życia nastolatkiem, który nie może się doczekać rozpoczęcia nauki w liceum. Dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego Hanae spotyka futrzaste stworzonko, sprawiające wrażenie chorego, ale kiedy próbuje mu pomóc, stworzonko dosłownie przyczepia się do niego. Na drugi dzień chłopak jest tak osłabiony, że nie może nawet dojść do szkolnej bramy – uroczy futrzak zdaje się wysysać jego energię życiową, przez co Ashiya kilka pierwszych dni liceum spędza w gabinecie pielęgniarki. Światełkiem w tunelu okazuje się dostrzeżone na tablicy ogłoszenie o egzorcyście poszukującym asystenta. Okazuje się, że kolega z klasy Hanae, Haruitsuki Abeno, prowadzi magiczną herbaciarnię, gdzie mogą zgłaszać się w potrzebie różnej maści youkai. Abeno pomaga nieszczęśnikowi pozbyć się nieproszonego gościa, a w ramach zapłaty zatrudnia go jako asystenta. Dzięki nowej, nietypowej pracy Ashiya ma okazję poznać świat demonów, a także zyskać kilku oryginalnych przyjaciół.

Fukigen na Mononokean teoretycznie ma wszystkie cechy serii dobrej – japoński folklor to fabularny samograj, a jeśli dodamy do tego dwóch przystojnych chłopców oraz historie z pogranicza okruchów życia i komedii, wychodzi nam teoretycznie murowany hit… Naprawdę trudno mi powiedzieć, w którym momencie dokładnie twórcy przedobrzyli tudzież nie przyłożyli się, ale efekt końcowy ich pracy z pewnością nie jest zadowalający. Fukigen na Mononokean nie jest produkcją złą, ale poprzez nałożenie się wielu drobiazgów wyszło dzieło miałkie i nijakie, które zupełnie nie angażuje widza w wydarzenia i przeżycia bohaterów. Anime ma konstrukcję epizodyczną, większość opowieści zajmuje góra dwa odcinki i dopiero pod koniec dostajemy coś na kształt wątku głównego. Samo w sobie nie jest to wadą, ale poszczególnym historiom zabrakło „pazura” – nie wiem, czy jest to wina scenariusza, czy bezbarwnych youkai, ale kolejne odcinki często były nużące, tajemnice bohaterów mało tajemnicze, a wrzucane co jakiś czas urywane zakończenia odcinków – zupełnie od czapy. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, by zawieszać akcję w ciekawym momencie, obiecując ciąg dalszy w następnym odcinku, i owszem, kontynuować ją – przez około trzy minuty, bo mniej więcej tyle zajmowało dokończenie wątku. Niestety, pod względem kompozycyjnym jest fatalnie – fabuła się rwie, a poszczególne części nie łączą się w spójną całość. Przez trzynaście odcinków twórcy sugerują, że Ashiya nie jest zwyczajnym nastolatkiem, który widzi duchy, jak również przebąkują o dramatycznych okolicznościach, w jakich Abeno przejął herbaciarnię po poprzednim mistrzu. Rozumiem, że manga będąca pierwowzorem nadal się ukazuje i rzeczone wątki nie zostały jeszcze wyjaśnione, ale można je było w takim razie subtelniej wpleść w codzienne wydarzenia. Tymczasem, co i rusz ktoś rzuca znaczącą uwagą na temat jednego lub drugiego pana, kamera wykonuje równie znaczący najazd na twarz, a widz ma poczucie, że ktoś wali go młotkiem po głowie. Nie wykorzystano również potencjału drzemiącego w zaświatach, do których Abeno przenosi proszące go o to demony. Owszem, chłopcy składają tam jedną czy dwie wizyty, ale zupełnie nie przybliża nam to miejsca i jego mieszkańców. Trochę to smutne, ale patrząc na serię, można by pomyśleć, że owa kraina demoniej szczęśliwości składa się z pięciu chałup na krzyż, jednej drogi i ładnych gór, ale bardzo oddalonych, więc mogą być tylko podpuchą.

Drugą ważną składową fabuły (po demonich problemach) są oczywiście relacje Haruitsukiego i Hanae. Chłopcy, mimo identycznego wieku, całkowicie się różnią: ten pierwszy jest spokojny i opanowany, do obowiązków podchodzi profesjonalnie i rzeczowo; ten drugi najpierw działa, a potem myśli, przy czym zawsze bierze pod uwagę uczucia klienta. Z jednej strony Abeno cieszy się, że nareszcie ma asystenta, bo chociaż Ashiya popełnia wiele błędów, jego olbrzymie pokłady empatii często okazują się niezbędne do wykonania zlecenia. Z drugiej jednak nie może przejść do porządku dziennego nad sposobem działania kolegi. Duże znaczenie ma doświadczenie obydwu panów – Haruitsuki widzi youkai od małego, od tego czasu zajmuje się też egzorcyzmami, dzięki czemu wie, że często lepiej nie angażować się emocjonalnie. Tymczasem Hanae zyskał zdolność interakcji z demonami dopiero dzięki spotkaniu ze wspomnianym futrzakiem i nie do końca wie, jak ich świat funkcjonuje, przez co zazwyczaj zdaje się na intuicję i do każdej sprawy podchodzi bardzo osobiście. Prawda, jak to zwykle bywa, najczęściej leży pośrodku. Problemem nie są jednak charaktery i podejście panów, a nieumiejętność ukazania łączących ich więzów. Między bohaterami nie ma żadnej chemii (nie chodzi o chemię w sensie romantycznym), niby spędzają ze sobą większość czasu, kłócą się, dyskutują i pracują, ale nie widać, by rodziła się między nimi jakakolwiek nić porozumienia. Bohaterowie żyją obok siebie zamiast razem, ich relacje wydają się sztuczne i pozbawione emocji. Nie oczekuję, że chłopcy od pierwszego odcinka staną się najlepszymi przyjaciółmi, ale też nie mam ochoty patrzeć na dwie kukły, które ktoś zmusza do koegzystencji. Nie podoba mi się fakt, że aż tak mocno podkreślono relację mistrz­‑uczeń. Do ostatniego odcinka Abeno nie schodzi z piedestału, nie potrafi zachować się jak nastolatek – to stetryczały dziad zamknięty w ciele młodego chłopaka. Przynajmniej pod tym względem Ashiya wypada wiarygodnie, jest wrażliwym na cudzą krzywdę nastolatkiem i tak się zachowuje.

Niestety postaci drugoplanowe wypadają jeszcze gorzej. Demony to bezosobowa masa, uczciwie przyznaję, że nie zapamiętałam ani jednego – są nijakie, a ich problemy albo zbyt wydumane, albo przesadzone. Jak na istoty żyjące tak długo i obyte ze światem ludzi, okazują się zaskakująco bezradne. Zdziwił mnie także fakt, że autorka mangi, a za nią scenarzyści, wszystkie byty nadnaturalne ukazali jako nieszkodliwe, słabe i obdarzone dobrym sercem istoty. Jedynym wyjątkiem od reguły jest mały kitsune, przyjaciel Abeno z dzieciństwa, ale i on szybko nabiera manier słodkiej maskotki.

Żeby nie było, że tylko się pastwię, z przyjemnością wspomnę o dwóch jasnych punkcikach w obsadzie. Pierwszym z nich jest herbaciarnia, którą zawiaduje Haruitsuki – to nie pomyłka, ponieważ wspomniane miejsce to także youkai, porozumiewający się z otoczeniem poprzez napisy na zawieszonym na ścianie zwoju. Szkoda, że jest go tak mało, bo to naprawdę pocieszna i urocza postać, która ma w sobie więcej życia niż pozostały demoniczny inwentarz razem wzięty. Drugim punkcikiem jest Zenko, czyli rezolutna dziewczyna, córka buddyjskiego mnicha, uczęszczająca do tej samej szkoły co chłopcy. Chociaż pełni rolę drugoplanową, jej obecność zdecydowanie ożywia widowisko, przede wszystkim dlatego, że jest osóbką szalenie charakterną. Przy czym to nie jest typ domagający się uwagi, Zenko słucha i obserwuje, potrafi doradzić w trudnej chwili, ale też wie, kiedy się wycofać. Stanowi doskonałe wsparcie dla kolegów i przy okazji pokazuje, że sensowna postać kobieca w anime nie jest mrzonką.

Niestety, strona techniczna produkcji, podobnie jak fabularna, pozostawia trochę do życzenia. Rysunek nie jest tragiczny, widać, że pierwowzór musiał być całkiem ładny i estetyczny, ale żeby dobrze go oddać, potrzeba by odpowiednich ludzi i pieniędzy. Zabrakło i jednego, i drugiego. Projekty postaci są okazjonalnie przyjemne dla oka, wszystko zależy od ujęcia i odcinka – najlepiej wypadają sceny statyczne i zbliżenia en face. W momencie, kiedy bohater musi wykonać jakiś ruch, jego ciało jest widoczne pod nietypowym kątem lub w znacznym oddaleniu, anatomia się sypie. Podobnie ma się kwestia youkai – projekty są maksymalnie uproszczone i zwyczajnie brzydkie, tym bardziej że do większości użyto komputera. W ogóle efekty komputerowe to prawdziwa zmora Fukigen na Mononokean, strasznie odcinają się od tradycyjnie wykonanego tła, są kanciaste i sztuczne. Sytuacji nie ratuje animacja, tła wypełniają nieruchome postaci, a główna obsada często porusza się niczym muchy w smole. Mam wrażenie, że z braku środków ograniczono dynamiczne sceny do minimum, co nie pomogło całości. Gdybym miała wskazać jakieś zalety grafiki, z pewnością byłyby to kolorystyka i nawiązujące do klasycznego malarstwa japońskiego elementy, obecne głównie w projekcie zaświatów. Cóż, nie jest to animacyjna perełka – Fukigen na Mononokean mieści się na półce graficznych przeciętniaków, które choć mają kilka udanych elementów, w ogólnym rozrachunku pozostają niedopracowane.

To samo można napisać o ścieżce dźwiękowej, niby obecnej, ale zupełnie niezapadającej w pamięć. Żaden utwór nie wyróżnia się, nie wychodzi poza ramy obrazu, a tyczy się to także czołówki i piosenki towarzyszącej napisom końcowym. Zacznijmy od tego, że kompozycji jest zaskakująco mało i często ograniczają się do prostych melodyjek, wygrywanych na jednym, trzech instrumentach. Dopiero pod koniec, kiedy mają miejsce wydarzenia nieco bardziej „dramatyczne”, czasami na pierwszy plan wysunie się jakaś bardziej skomplikowana, podniosła lub niepokojąca kompozycja, ale to też nie jest nic, co zostanie w głowie na dłużej. Całkiem nieźle wypadli seiyuu, zwłaszcza Yuki Kaji jako Hanae. Inna sprawa, że nie mieli zbyt wiele do zagrania, bo większość dialogów była dość drewniana.

Nie nazwałabym Fukigen na Mononokean przyjemnym patrzydłem, bo zbyt wiele irytujących drobiazgów rzucało mi się w oczy podczas seansu. Nie jest to także seria zła. Mamy do czynienia z przeciętną produkcją, której potencjał skutecznie zmarnowano i to chyba boli w tym przypadku najbardziej. Niby twórcy dostali wszystkie składowe potrzebne do stworzenia uroczej, pełnej ciepła historii z wątkami nadnaturalnymi i odrobiną komedii, po czym chyba wyrzucili je przez okno, bo nie znalazłam w anime żadnej z tych rzeczy. Jasne, da się Fukigen na Mononokean obejrzeć, nie zgrzytając przy tym zębami, ale wyraźnie czuć, że czegoś w nim brakuje, że coś jest nie tak. Nie liczyłam na anime na poziomie Natsume Yuujinchou, ale też nie sądziłam, że dostanę produkt tak wyprany z emocji i wybrakowany. Seria ma pojedyncze zalety, takie jak Hanae i jego optymizm, a także Zenko i jej racjonalne podejście do problemów, jednak nie są one w stanie zatrzeć przykrego wrażenia, że coś poszło mocno nie tak.

moshi_moshi, 1 października 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Pierrot
Autor: Kiri Wazawa
Reżyser: Akira Iwanaga
Scenariusz: Takao Yoshioka
Muzyka: Yasuharu Takanashi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Fukigen na Mononokean - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl