Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Regalia: of men and monarchs

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,20

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 43
Średnia: 7,65
σ=1,18

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Udon no Kuni no Kin'iro Kemari

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Poco's Udon World
  • うどんの国の金色毛鞠
Widownia: Seinen; Postaci: Pracownicy biurowi, Youkai; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Trzydziestoletni karierowicz z pomocą najsłodszego tanuki na świecie ponownie odkrywa uroki rodzinnego miasteczka. Niezwykle udane okruchy życia dla wszystkich spragnionych ciepła.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Souta Tawara powraca w rodzinne strony, żeby uporządkować sprawy po śmierci ojca, właściciela cieszącej się sporą renomą restauracyjki z udonem. Trzydziestolatek, który odnalazł się jako projektant stron internetowych w odległym Tokio, nie ma zamiaru przejmować rodzinnego interesu, chociaż zarówno sąsiedzi, jak i przypadkowi klienci restauracji gorąco go do tego namawiają. Los bywa jednak złośliwy – podczas porządków Souta odkrywa nie tylko notes z przepisami ojca, ale przede wszystkim śpiącego w beczce z ziarnem małego chłopca. Dziecko jest trochę zaniedbane, ale pełne energii. Mały praktycznie przykleja się do Tawary, skutecznie mieszając w jego planach. Zaskoczony bohater próbuje odszukać opiekunów chłopczyka, ale okoliczni mieszkańcy nie znają tego dziecka – jedynie mnich z pobliskiej świątyni wydaje się coś wiedzieć. Ostrzega on Soutę przed tanuki, które czasem przybierają postać dzieci i żyją wraz z ludźmi, wykorzystując ich dobroć. Cóż, bohater szybko przekonuje się, że Poco (bo takie imię nadaje chłopcu) jest właśnie jednym z nich. Nie wyrzuca go jednak z domu, tylko postanawia się nim zaopiekować.

Chociaż wstęp sugeruje, że Udon no Kuni no Kin'iro Kemari to duchowy spadkobierca takich produkcji jak Usagi Drop czy Amaama to Inazuma, kolejne odcinki udowadniają, że twórczyni mangi, Nodoka Shinomaru, miała trochę inny pomysł na opowieść. Trudy samotnego rodzicielstwa to tylko jeden z elementów składowych fabuły, który nie pełni dominującej roli. Anime to przede wszystkim słodko­‑gorzki portret trzydziestolatka, po śmierci ojca zmuszonego przewartościować swoje życie i zastanowić się, czy ucieczka z sielskiej, ale prowincjonalnej Kagawy i wyjazd do Tokio były słusznym posunięciem. Spotkanie z małym youkai i konieczność opieki nad nim sprawiają, że Souta zaczyna rozmyślać nad swoją relacją z ojcem. Twórcy starają się przy tym pokazać obydwie strony medalu, nikt tu nie wydaje wyroków, skazując jedną ze stron na potępienie. Naturalnie mamy do czynienia z okruchami życia, więc rzeczone dywagacje ukazano w ciepły i łapiący za serce sposób. Wątek nadnaturalny, chociaż chwilami istotny, w żadnym momencie nie wychodzi na pierwszy plan, co sprawia, że gdyby nie wyskakujące co jakiś czas uszy i ogon, można by zapomnieć o magicznej proweniencji Poco.

Przez dwanaście odcinków poznajemy Soutę, a także jego rodzinę, w postaci starszej siostry Rin, i przyjaciół, ze szczególnym uwzględnieniem przyjaciela z czasów szkolnych, Nakajiego oraz młodszego kolegi z pracy, Hiroshiego. Urzekło mnie to, że wszyscy ludzie z otoczenia Tawary, chociaż zaskoczeni pojawieniem się Poco i nie zawsze przekonani do pomysłu opieki nad maluchem, w ten lub inny sposób wspierają bohatera. Inna sprawa, że tanuki jest tak rozkoszny, że nawet największy przeciwnik dzieci mięknie po zaledwie kilku minutach w jego obecności. Kolejną zaletą przedstawionej opowieści jest fakt, że wspomniani bohaterowie drugoplanowi nie są jedynie ładną dekoracją, której podstawowym zadaniem jest wspieranie Souty. Każdy z nich ma własną historię, a także mierzy się z różnymi, zaskakująco realnymi problemami, zarówno w pracy, jak i domu. Bo mimo puchatej i radosnej otoczki, seria pokazuje trudy codzienności i wątpliwości, jakie dotykają większość dorosłych ludzi. Na dodatek zaprezentowano je w tak atrakcyjny sposób, że widz nie czuje się znużony seansem tudzież nie ma ochoty wyłączyć anime tylko dlatego, że spokojnie mógłby postawić się na miejscu dowolnego bohatera (z oczywistych względów wyłączając Poco). To wbrew pozorom jest sztuka, bo ja na przykład w anime szukam odskoczni od tego, co mnie otacza, i nieszczególnie mam ochotę kiwać głową ze zrozumieniem, kiedy Tawara lub Nakaji zastanawiają się nad zawodową przyszłością.

Warto również wspomnieć o jeszcze jednym ważnym bohaterze Udon no Kuni no Kin'iro Kemari, czyli Kagawie. Ta urokliwa prefektura znajduje się na wyspie Shikoku i jest obecnie najmniejszą prefekturą w Japonii. Tytułowy udon (konkretnie sanuki udon) to lokalny przysmak, z którego słynie to piękne miejsce, ale to nie jedyna atrakcja, jaką oferuje Kagawa. Dzięki malowniczemu położeniu i przyjaznemu mikroklimatowi oraz niesamowitej przyrodzie to także turystyczny raj. Serio, zupełnie nie rozumiem Souty, który tak desperacko pragnął stamtąd uciec do przeludnionego i głośnego Tokio. Jego motywy zostają wyjaśnione, więc nie można traktować decyzji o wyjeździe jak zwykłego widzimisię, inna sprawa czy uznajemy jej słuszność. Wracając jednak do Kagawy – to wyjątkowo piękne tło dla fabuły, o którym można się sporo dowiedzieć, jeżeli będzie się odpowiednio uważnym. Informacje dotyczące prefektury podawane są mimochodem, a nie wciskane widzowi na siłę, dzięki czemu dostajemy atrakcyjny i skuteczny wabik, a nie nachalną reklamę.

Nie ukrywam, że pisanie tej recenzji jest trudne, bo zawsze łatwiej jest coś zrównać z ziemią niż pochwalić. Udon no Kuni no Kin'iro Kemari nie jest produkcją dynamiczną i pełną fajerwerków. To prosta opowieść, będąca czystej wody okruchami życia, skupiająca się na dylematach dorosłych ludzi. Poco jest tylko słodkim dodatkiem, katalizatorem pewnych wydarzeń i przemyśleń, acz szalenie istotnym i sympatycznym. Nie potrafię wskazać jednej rzeczy, która najbardziej porwała mnie w tym anime – zresztą po pierwszym odcinku nie sądziłam, że będzie aż tak dobre. Przyjemne, relaksujące – owszem, ale na pewno nie tak wypełnione refleksją i chwilami do bólu realistyczne. Na sukces tej niepozornej produkcji złożyło się mnóstwo małych, na pierwszy rzut oka nieistotnych drobiazgów. Dzięki zgrabnej i przemyślanej kompozycji, a także idealnym proporcjom między momentami komediowymi i poważnymi, wyszło coś nietuzinkowego, co w prosty i przystępny sposób mówi o rzeczach nie zawsze miłych. To nie jest seria o słodkich dziewuszkach, robiących słodkie rzeczy w okruszkowym klimacie, ale anime o dorosłych ludziach z problemami ujętymi w tak rozczulający sposób, że trudno nie dać się porwać.

Dochodzimy do kolejnej sprawy, bo czy da się sportretować trzydziestoletnich, trochę rozczarowanych życiem bohaterów w ciepły i ujmujący sposób? Cóż, jak widać, da się. Istotny jest fakt, że nie ma tu ani pół przerysowanej postaci – Souta jest zwyczajny, czasem jego reakcje wydają się zbyt emocjonalne, ale daleko im do parodii. Jego relacje z siostrą zostały pokazane w bardzo realistyczny sposób, podobnie jak z przyjaciółmi i współpracownikami. Zarówno Nakaji, jak i Hiroshi, chociaż charakterystyczni i chwilami zbyt hiperaktywni, także nie przypominają ładnych wydmuszek, obdarzonych jedną dominującą cechą. Zostaje jeszcze Poco, czyli najsłodszy tanuki świata, w postaci na oko dwuletniego dziecka. Wobec niego zastosowano tę samą zasadę, co w przypadku pozostałych bohaterów, więc gdyby nie okazjonalne przemiany, można by go wziąć za prawdziwego człowieka. Jego więź z Soutą jest bardzo silna i nie wzięła się znikąd, ale o tym dowiadujemy się dopiero pod koniec. Natomiast urzekło mnie to, że nawet wiedząc o „demonicznej” naturze Poco, Tawara zdecydował się przygarnąć małego i niezależnie od sytuacji traktuje go jak dziecko, a nie jak zwierzątko. Zaangażowanie, z jakim opiekuje się chłopcem, łapie za serce, tym bardziej że nie jest to kwestia kaprysu, a wewnętrzna potrzeba posiadania kogoś bliskiego. Souta nie udaje ojca, nie zajmuje się Poco, bo tak trzeba – on autentycznie stara się stworzyć z małym rodzinę. W ogóle ta rodzinna atmosfera wylewa się z każdego odcinka i nie mam na myśli tylko Souty i Poco, ponieważ to samo można powiedzieć o jego interakcjach z siostrą, Nakajim czy Hiroshim.

Gdybym miała wskazać „najsłabszą” składową anime, z pewnością byłaby to oprawa audiowizualna. Nie oznacza to jednak, że grafika i muzyka są do niczego – po prostu nie wychodzą poza standardowy poziom. Jest ładnie, przyjemnie i bez większych wpadek, ale też nie ma mowy o zachwytach. Na tle ślicznych, soczystych i często pełnych detalu krajobrazów proste projekty postaci mogą wydawać się nieco biedne, ale ich ruchy są płynne, kreska pewna, a mimika całkiem urozmaicona. Co prawda niezbyt podobały mi się rekinie zęby Nakajiego, ale to nie pierwsze anime, w którym taki drapieżny zgryz się pojawia. Nikt raczej nie będzie się zachwycał animacją, ale nie powinno to dziwić, skoro w serii brakuje momentów, w których można by zaprezentować techniczny kunszt. Warto natomiast zwrócić uwagę na oświetlenie, subtelnie, ale umiejętnie tworzące klimat poszczególnych scen. Podobnie ma się kwestia ścieżki dźwiękowej, na początku niemalże niedostrzegalnej, ale chwilami zaskakującej ślicznymi kompozycjami. Niestety są to tylko przebłyski geniuszu, pomiędzy którymi gra cisza lub utwory tak nijakie, że zupełnie nie zapadają w pamięć. Nie do końca przekonała mnie także czołówka, czyli piosenka S.O.S., śpiewana przez grupę WEAVER, niby ładna, energiczna, ale niepotrzebnie wzbogacona elektronicznym, tandetnym brzmieniem. Lepiej wypada ending (Sweet Darwin), ale to też nie jest utwór, który zostaje z człowiekiem na dłużej. Za to duże brawa należą się seiyuu, ze szczególnym uwzględnieniem Yuuichiego Nakamury (Souta) i Tomokazu Sugity (Nakaji). Osobne odznaczenie powinno trafić do Takayi Kurody, który zagrał wyrozumiałego pracodawcę Tawary, Hamadę, i przede wszystkim kosmitę, który przyleciał, by zniszczyć Ziemię, Gaogao!

Tu należą się widzom dwa słowa wyjaśnienia. Otóż ulubionym programem telewizyjnym Poco jest produkcja dla dzieci o Gaogao­‑chanie, czyli Obcym do złudzenia przypominającym lwa, który zamiast zniszczyć Ziemię, zamieszkuje na niej wraz z dwiema ludzkimi przyjaciółkami, Mimi i Momo. Także widzowie mają okazję śledzić zabawne poczynania Gaogao, ponieważ po endingu umieszczono króciutkie odcinki, opowiadające o jego perypetiach. Naprawdę warto, ponieważ jest to jedna z tych opowiastek, które bawią zarówno dużych, jak i małych.

Jak już wspomniałam, pisanie tej recenzji nie było łatwe i mam poczucie, że zapomniałam wspomnieć o milionie rzeczy, świadczących o tym, że Udon no Kuni no Kin'iro Kemari to bardzo dobra seria. Mam jednak nadzieję, że to wiadro pochwał, jakie wylałam na anime, zachęci Was do seansu, bo w tym przypadku naprawdę warto, nawet jeśli trzydziestka to dopiero odległa przyszłość. Oprócz życiowych dylematów nieco rozmamłanego faceta dostajecie w pakiecie najrozkoszniejszego tanuki w historii anime, mnóstwo przedniego humoru i piękne widoki Kagawy, którą w zapowiedziach kolejnych odcinków zachwala sam Jun Kaname. Ot, niespodziewanie odkopana perełka!

moshi_moshi, 9 lutego 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Liden Films
Autor: Nodoka Shinomaru
Projekt: Ioriko Itou
Reżyser: Yoshihide Ibata
Scenariusz: Natsuko Takahashi
Muzyka: Yukari Hashimoto

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Udon no Kuni no Kin’iro Kemari - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl