Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 5/10
fabuła: 6/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 29 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,59

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 1218
Średnia: 7,86
σ=1,63

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Dragon Ball

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1986
Czas trwania: 153×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ドラゴンボール
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Pierwowzór: Manga; Inne: Supermoce
zrzutka

Przygodowy początek słynnego cyklu, będącego punktem odniesienia dla adaptacji shounenowch tasiemców. Najlepsze, bo dopiero co wprowadzane schematy gatunku, w prostej i przystępnej formie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Zapraszam na seans równie wciągający, co przewidywalny. Zachęcam do obejrzenia anime prostego, ale jednocześnie będącego niezrównanym wzorcem, choć też nierzadko zbyt dosłownie traktowanym. Oto Dragon Ball, tytuł nie bez powodu znany na całym świecie, i choć od premiery, nawet w rodzimej telewizji, minęło już wiele lat, wciąż trzymający formę. Z wiekiem sporo wad stało się bardziej oczywistych, zwłaszcza że pewne rozwiązania o wiele skuteczniej wykorzystano potem w innych anime. Czas nie miał za to wpływu na to, że sto pięćdziesiąt trzy odcinki walk i niesamowitych przygód wciąż potrafią zaczarować i z zadziwiającą łatwością wykradać kolejne godziny z życiorysu.

Dragon Ball jest ujmujący w dużej mierze dzięki swej prostocie i konsekwentnemu stawianiu kolejnych wyzwań na drodze bohatera. Młody Goku, bo o nim mowa, posiada monstrualną siłę, z którą idzie w parze tylko jego łatwowierność i czystość serca. Mimo nikczemnego wzrostu i zerowego doświadczenia życiowego, za namową pewnej podróżniczki imieniem Bulma wyrusza na poszukiwanie słynnych Smoczych Kul. Zebranie ich wszystkich pozwala przywołać smoka, zdolnego spełnić dowolne życzenie. Tak wielka moc kusi rozmaitych typów spod ciemnej gwiazdy, żądnych władzy, złota i zemsty, ale Bulmie nie w głowie takie głupstwa. Chce użyć ich mocy dla stworzenia idealnego chłopaka – cel równie oryginalny, co rozbrajająco zabawny. Z kolei dla Goku liczą się tylko zabawa i przygoda, ale w trasę rusza – choćby dlatego, że jedną z kul pozostawił mu na pamiątkę dziadek, więc o ile gotów jest jej użyczyć, to pilnować dobytku też wypada. W miarę postępów podróży i rosnącego składu osobowego pojawiają się bardziej ważkie problemy, jak ratowanie świata (żeby to raz…), doskonalenie własnych umiejętności czy przywrócenie życia poległym towarzyszom. Zróżnicowanie scenariusza stoi na przyzwoitym poziomie i choć czasem fabułę pchają do przodu trywialne rozwiązania, to kluczowe wydarzenia są w miarę logicznie powiązane i same się napędzają.

Z punktu widzenia wielu odbiorców na niekorzyść serialu przemawia fakt, że niemal wszystkie chwyty ktoś później skopiował i nieznacznie zmodyfikował. O ile więc widz nie jest zupełnym debiutantem w obrębie gatunku, a wręcz anime jako takiego, zapewne będzie bez pudła przewidywał kolejne zwroty akcji, jakich na dobrą sprawę nie brakuje. Zwłaszcza że intryga ani na moment do wyszukanych nie należy. To przewidywalność nieunikniona, niebędąca wadą samą w sobie, a po prostu naturalnym efektem ciągłego rozwoju. Zamiast więc narzekać, o wiele zdrowiej jest podejść do schematów jak do sentymentalnej podróży. Zobaczyć, skąd w popularnym przeświadczeniu główny bohater musi mieć gigantyczny apetyt, jak kolejni pokonani przeciwnicy sukcesywnie stają się potem oddanymi towarzyszami, a podczas walk obie strony kulturalnie wykrzykują nazwy ataków, żeby uprzedzić o nich przeciwnika. Klasyka. Protagonista wyrusza na wędrówkę, znajduje mistrza sztuk walki, od którego pobiera nauki (i którego błyskawicznie przerasta), bierze udział w turnieju, znów idzie w świat, i tak do znudzenia. Pomimo słabszych momentów, niejednokrotnie to właśnie tych podstawowych motywów fabularnych wyczekiwałem z niecierpliwością. Zapewniały wewnętrzny spokój i gwarancję, że zło zostanie ukarane, prawość zatriumfuje, a ulubionych bohaterów drugoplanowych można będzie zobaczyć więcej niż raz. Osobiście najbardziej wyczekiwałem wspomnianych turniejów sztuk walki, z zainteresowaniem śledząc, jak daleko tym razem zajdą bohaterowie i kto z pokonanych wcześniej rywali będzie chciał wyrównać rachunki.

Niewątpliwie właśnie mordobicia stanowią istotny element akcji serialu, ale ponieważ to dopiero początek cyklu, zarówno umiejętność walczących, jak i skala potyczek trzymają się jeszcze sensownego (choć żadną miarą wiarygodnego) poziomu. Ograniczą się głównie do rozmaitych technik walki wręcz, popartych paroma bardziej spektakularnymi atakami (słynne Kamehameha, które nadaje się równie dobrze do zwalczania wrogów, co modyfikowania krajobrazu). Zdrowy umiar w połączeniu z relatywnie niewielkim czasem trwania walk sprawiają, że nie dłużą się ponad miarę i nie powodują przejmującej chęci przewinięcia odcinka. Dopiero zwieńczenie wszystkich wątków okraszone jest nieco dłuższym i bardziej skomplikowanym pojedynkiem. Sprawa wydaje się prosta, a jednak wiele nowszych tytułów (uwzględniając także kontynuację, Dragon Ball Z) ma z odpowiednim wyważeniem potyczek spore trudności. Przyczepiłbym się jedynie do schematyczności walk – Toriyama nie miał specjalnie pomysłu na ich urozmaicenie, skutkiem czego wszystko sprowadza się do używania technik o rosnącej sile i spektakularności, aż do przełamania impasu. Niemal jak w rozgrywanej w turach grze.

W chwilach odpoczynku od prób uszkodzenia przeciwników znalazło się sporo czasu na rozwinięcie osobowości postaci, co, jak z satysfakcją odnotowuję, przebiega w sposób zauważalny i płynny. Bohaterowie mają jasne, dynamicznie zmieniające się cele i ciekawe charaktery, które nie tyle mieszczą się w archetypicznych ramach, co je wyznaczają, a widać to idealnie na przykładzie protagonisty. Goku, którego z literackim pierwowzorem pochodzącym z Wędrówki na Zachód łączą ulubiona broń w postaci kija, apetyt i małpi ogon, ma w sobie wszystko, czego powinno się oczekiwać od młodego asa sztuk walki. Jest niezłomny, uczciwy i wierny towarzyszom, a przy tym niespecjalnie bystry, co dobrze uzasadnia obecność reszty kompanii w poszczególnych przygodach. W miarę rozwoju wydarzeń nie tylko staje się starszy wiekiem, ale też sensownie zmienia postawę, wyzbywając się choćby w dużej mierze wrodzonej naiwności. Początkowo poszukuje jedynie przygody, z czasem rusza na poszukiwanie zaginionych kul w celu przygotowania się fizycznie i mentalnie do następnego turnieju. Zero dylematów, powtarzalnych uwag o mocy przyjaźni, albo prób pozbycia się mocy, a wraz z nią odpowiedzialności. W tym miejscu oprę się pokusie i nie przedstawię w szczegółach pozostałych bohaterów, czytelnikom wcześniej niezaznajomionym z serią pozostawiając przyjemność poznawania ich od zera, bez wcześniejszych uprzedzeń i mogących wprowadzić w błąd opisów. Ważnych fabularnie osób jest zresztą tak wiele, że nawet suche wymienienie najważniejszych zajęłoby spory akapit. Wystarczy wiedzieć, że znajdzie się miejsce dla najlepszego przyjaciela i jednoczesnego pozytywnego rywala w szkoleniu, zdziwaczałego mistrza, kilku losowych kompanów i całej masy zróżnicowanych przeciwników. Pomijając odosobnione przypadki, każdy wyróżnia się pozytywnie i ma w opowiadanej historii rolę do odegrania, nie zawsze fabularnie istotną, ale wystarczająco obszerną, by móc wyrobić sobie o nich zdanie. Swobodny, bardziej przygodowy niż w późniejszych odsłonach ton pozwala na zapewnienie czasu ekranowego postaciom, a nie tylko rękoczynom i eksplozjom.

Bardziej kontrowersyjne opinie można mieć o specyficznym humorze, z którego słynie Dragon Ball. Część zabawnych scen jest skutkiem łatwowierności Goku i są to żarty łatwo przyswajalne. Dowcip momentami obniża jednak loty do niebezpiecznie koszarowych standardów, zwłaszcza gdy odpowiada za niego Roshi – zboczony mistrz sztuk walki, którego natarczywe zaloty równie często rozśmieszają, co załamują, w zależności od tego, którą nogą wstał z łóżka reżyser (względnie autor mangowego pierwowzoru). Najwięcej śmiechu wprowadza „imperator” Pilaf, wraz ze swymi tajnymi agentami spiskujący w celu przejęcia Smoczych Kul i zdobycia władzy nad światem. O ile reszta czarnych charakterów jest przekonująco zła i niebezpieczna, jego akurat należałoby traktować raczej jako utrapienie, głównie ze względu na nieporadność i tchórzostwo (choć w pewnym momencie rzeczywiście sporo namiesza). Wzorem Zespołu R z Pokemonów albo Bandy Drombo z Yattamana, trójka ta knuje równie złowieszcze w zamierzeniach, co spektakularnie zawodzące w praktyce plany, i często robi ciekawsze wrażenie niż łotry z poważniejszych wątków.

Czas niestety wyraźnie odcisnął piętno na oprawie audiowizualnej serialu. Rysunek już w momencie premiery reprezentował najwyżej solidne stany średnie, a teraz odczuwa się to jeszcze wyraźniej. Sytuację ratuje nieco zróżnicowanie modeli postaci – jak to swego czasu stwierdził w parodystycznej scence bohater Gintamy, każdą sylwetkę ważnej fabularnie osoby da się bezbłędnie poznać na podstawie samych konturów. Znośny styl i barwność przedstawionego świata również maskują niedostatki, ale i tak przestawienie się z nowszych anime na Dragon Balla wymaga odrobiny samozaparcia. Ścieżka dźwiękowa także potrafi dać się we znaki, bo co ciekawsze utwory powtarzają się zdecydowanie zbyt często, a reszta to absolutnie sztampowe brzdąkanie, którego czasem w ogóle się nie zauważa.

Do anime takich jak właśnie Dragon Ball warto odnosić się z rezerwą, uwzględniającą wartość sentymentalną dla wielu widzów. Hitom młodości wybacza się wiele, a że w Polsce na przygodach Goku i spółki wychowało się całe pokolenie fanów, nietrudno o wyolbrzymianie zalet i zamiatanie cichaczem pod dywan licznych mankamentów (przecież ówcześni widzowie musieli w dodatku pogodzić się z „kwiecistym” tłumaczeniem i lektorem). Decyduje pierwsze wrażenie, które tytuł miał szansę wywrzeć, zanim jeszcze nastali jego następcy. A jednak nawet po tylu latach, na tle dziesiątków innych podejrzanie podobnych shounenów, całość nadal potrafi się wybronić. Ciekawe walki, sympatyczni bohaterowie, niezły humor i spójna fabuła to klucze do sukcesu, któremu nie stoi na przeszkodzie archaiczna otoczka. Dlatego zachęcam, ale bez odwoływania się do „nieśmiertelnych klasyków”. Niby można poznać kawał historii anime i przy okazji przyswoić wiedzę, pozwalającą rozszyfrować sporo parodystycznych nawiązań, ale tak naprawdę liczy się godziwa, łatwo przyswajalna rozrywka oparta na niewyszukanych zasadach. To jak dla mnie solidna oferta.

Tassadar, 15 grudnia 2012

Recenzje alternatywne

  • Yuby - 7 kwietnia 2004
    Ocena: 7/10

    Pierwsza seria legendarnego już anime o sztukach walki i mitycznych Smoczych Kulach, obdarzonych magiczną mocą spełniania życzeń. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Bird Studio, Toei Animation
Autor: Akira Toriyama
Projekt: Minoru Maeda, Yuuji Ikeda
Reżyser: Daisuke Nishio, Minoru Okazaki
Scenariusz: Shun'ichi Yukimuro
Muzyka: Shunsuke Kikuchi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Dragon Ball: fanfiki na Czytelni Tanuki Nieoficjalny pl
Dragon Ball - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl
Nowa Gildia Nieoficjalny pl
Podyskutuj o Dragon Ball na forum Kotatsu Nieoficjalny pl