Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Animatsuri 2018

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 3/10 grafika: 5/10
fabuła: 3/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,00

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 5
Średnia: 5,2
σ=0,98

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Sanrio Danshi

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • サンリオ男子
Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Atrakcyjni chłopcy i popularne maskotki – przepis (nie)doskonały na serię promocyjną.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Kouta Hasegawa, uczeń drugiej klasy liceum, nie wyróżnia się absolutnie niczym ani pod względem wyglądu, ani też umiejętności. Owszem, marzy o tym, by także „błyszczeć”, jak najpopularniejsi w szkole chłopcy, ale zdaje też sobie sprawę z tego, że na realizację takich marzeń nie ma szczególnych szans. Pewnego dnia jednak odkrywa przez przypadek, że popularny ulubieniec dziewcząt, Yuu Mizuno, nosi przy sobie gadżety z jedną z maskotek stworzonych przez Sanrio – My Melody. Ba, nie tylko nosi – otwarcie przyznaje się do tak niemęskiej słabości i w dodatku nie ma to negatywnego wpływu na jego relacje towarzyskie! Jak to możliwe, skoro sam Kouta dawno już przekonał się boleśnie, że tego rodzaju dziecinnych upodobań należy się wyzbyć? A może jednak nie? Przywiązanie do innej z maskotek, Pompompurina, sprawia, że Kouta znajduje wspólny język nie tylko z Yuu, ale także z innymi chłopcami mającymi szczególne związki emocjonalne z maskotkami Sanrio: gwiazdą drużyny piłkarskiej Shunsuke Yoshino, przewodniczącym szkolnego samorządu Seiichirou Minamoto oraz pierwszorocznym Ryou Nishimiyą. Czy w towarzystwie nieprzeciętnych przyjaciół także Kouta zdoła zabłysnąć?

Pomysł na serię promującą maskotki Sanrio (jakby nie były jeszcze dość popularne…) z pomocą przystojnych chłopców jest, umówmy się, mało ambitny, ale wbrew pozorom dający spore możliwości fabularne. Jak by nie patrzeć, współczesny świat wywiera idiotycznie silny nacisk na chłopców, którzy lubią rzeczy określane jako „niemęskie”, jakby od upodobań smakowych czy kolorystycznych albo od zainteresowań zależała orientacja seksualna. Lekkie, komediowe potraktowanie tematu pozwala go oswoić, a w dodatku nie jest jeszcze aż tak zajeżdżone na śmierć jak motyw słodkich dziewczątek robiących dosłownie wszystko. Nie mówię, że mamy oczekiwać dzieła ambitnego czy głębokiego, ale z pewnością byłby tu materiał na zabawną i sympatyczną serię, niejako przy okazji przełamującą stereotypy.

Pierwszy odcinek, jak się wydawało, zapowiadał, że twórcy znaleźli odpowiednią drogę – trochę świadomego kiczu i melodramatyzmu podkręconego do poziomu, gdy zamienia się w komedię, trochę żartów ze schematów. To się mogło udać. Ale się nie udało, ponieważ Sanrio Danshi szybko spadło na poziom dość topornego materiału promocyjnego i nawet nie próbowało się ratować.

Początkowe odcinki, poświęcone „zbieraniu” kolejnych chłopców i prezentowaniu ich życia (oraz maskotek), są nieszkodliwe, ale niezbyt interesujące, szczególnie od momentu, gdy okazuje się, że to nie jest żadna świadoma parodia i mamy te wszystkie górnolotne przemowy oraz zwroty akcji rodem z kiepskiej telenoweli traktować poważnie. Od razu dodam, że scenariusz poszczególnych odcinków jest zbyt apatyczny, by dało się spojrzeć na tę serię jak na niezamierzoną komedię. Druga część, obejmująca głównie przygotowania do przedstawienia, którego fragment otwiera pierwszy odcinek, jest jeszcze gorsza. Od tego rodzaju anime naprawdę nie wymagam realizmu, ale tutaj cały pomysł spektaklu, od koncepcji do wykonania, jest tak pozbawiony sensu i jakiegokolwiek zaczepienia w świecie przedstawionym, że nie da się tego wyjaśnić absolutnie niczym poza nieskrępowanym lenistwem scenarzysty.

To samo tyczy się bohaterów i to w sytuacji, kiedy naprawdę nie trzeba by wiele, żeby zaczęli budzić sympatię widza. Yuu jest niefrasobliwy i towarzyski, Shunsuke milkliwy i uparty, Seiichirou dojrzały i odpowiedzialny, Ryou zasadniczy i nafoszony, zaś Kouta pełni w tym gronie rolę „zwyczajnego chłopaka”. Owszem, jest to dość typowy zestaw, ale tym łatwiej o gotowe pomysły na jego wykorzystanie. Tymczasem głównym problemem serii jest to, że tytułowi „chłopcy Sanrio” tak naprawdę przypominają bardziej roboty niż (niechby i nierealistycznych) żywych chłopców. Wspomniane wyżej cechy charakteru to właściwie wszystko, co da się o nich napisać – każdy z nich poza epizodami jemu poświęconymi ogranicza się do odpowiednio dopasowanego (i okrojonego) zestawu reakcji. Co gorsza jednak, brakuje im jakiegokolwiek dopasowania. Nie udało się kompletnie pokazać ich jako paczki przyjaciół i do samego końca odnosiłam wrażenie, że właściwie nic kompletnie ich nie łączy (nawet Yuu i Shunsuke, teoretycznie przyjaciół od czasów dzieciństwa) i w sumie nie wiadomo, po co mają się trzymać razem.

Można powiedzieć, że wspólnym mianownikiem miały oczywiście być maskotki Sanrio, tyle tylko że właśnie pod tym względem seria zawodzi na całej linii. Jej motyw przewodni, czyli przywiązanie, jakim bohaterowie darzą swoich ulubieńców, wydaje się przyfastrygowany do całej piątki bardzo grubą, ale sparciałą nicią. Może przemawia przeze mnie uprzedzenie, ale bardziej chodzi o to, że ich zachwyty maskotkami Sanrio oraz towarzyszącą każdej z nich niemalże życiową filozofią wydają się tak sztuczne, jak zachwyty nad świeżo wypraną koszulą w reklamie telewizyjnej. Nie chodzi o to, że chłopcy nie mają prawa lubić słodkich maskotek, chodzi o to, że opowiadają o nich okrągłymi, gładkimi sloganami, które brzmią jak pisane na zamówienie przez speców od marketingu.

Wizualnie i dźwiękowo jest tak, jak należało się spodziewać, czyli bardzo, bardzo słabo. Bardziej szczegółowe tła (w szczególności takie jak tematyczny sklep czy park rozrywki) to ewidentnie przepuszczone przez jakieś filtry zdjęcia, cała reszta wydarzeń natomiast rozgrywa się w pustych i minimalistycznych przestrzeniach. Bohaterów można uznać za atrakcyjnych, jeśli się nie ruszają, nie oddalają, a rysownicy mieli dobry dzień i odpowiednio dużo czasu, żeby się trochę przyłożyć. Poza tym jest krzywo i nieciekawie, a seiyuu grają tak, jak mogą – czyli, prawdę mówiąc, całkiem nieźle i nawet ratują niektóre sceny zdecydowanie celową teatralną przesadą, ale to za mało, żeby tchnąć życie w nieudane postaci.

Wiem, że przywoływanie raz za razem Starmyu robi się nudne, ale była to jedna z serii pokazujących, że da się zrobić coś fajnego na oklepanych schematach. Sanrio Danshi w Japonii zresztą spełnili swoje zadanie i w ramach „projektu” doczekali się własnych gadżetów (a także rozbudowania ekipy o kolejnych dwóch bohaterów poza pokazaną w anime piątką), więc w sumie ktokolwiek zatwierdził ten pomysł do realizacji, miał rację. Jednakże z punktu widzenia widza zachodniego zdecydowanie tę serię odradzam. W ostatnich latach pojawiło się sporo pozycji skierowanych raczej do żeńskiej widowni i kuszących wianuszkiem przystojnych narysowanych panów. Owszem, poziom bywa mocno nierówny, ale w sumie bez większego trudu da się znaleźć coś lepszego albo przynajmniej ciekawszego niż Sanrio Danshi.

Avellana, 22 maja 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Pierrot
Autor: Sanrio
Projekt: Atsuko Nakajima
Reżyser: Masashi Kudou
Scenariusz: Takashi Aoshima
Muzyka: Junpei Fujita

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Sanrio Danshi - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl