Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 15
Średnia: 8,2
σ=1,51

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek, moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Fukigen na Mononokean: Tsuzuki

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2019
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Morose Mononokean [2019]
  • 不機嫌なモノノケ庵 續
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci, Youkai; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia, Świat alternatywny; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Ciąg dalszy przygód pracowników demonicznej herbaciarni, pomagającym youkai. Tym razem wszystko poszło jak trzeba.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Drugi sezon Fukigen na Mononokean rozpoczyna się wizytą bohaterów w Zaświatach, do których wzywa ich w iście dramatyczny sposób Prawodawca. Jedna z trzech najważniejszych osób w krainie demonów w mocno szemranych okolicznościach zraniła się w rękę, co bardzo utrudnia jej pełnienie obowiązków. Dlatego też Prawodawca prosi o pomoc przy papierkowej robocie Abeno i Hanae. Podczas przeglądania zwojów okazuje się, że jeden z nich należy do Wykonawcy i należałoby mu go zwrócić – to zadanie spada oczywiście na Ashiyę, który wyrusza w drogę wraz z Włochaczem. Podczas przeprawy przez las bohater spotyka olbrzymią bestię, która na szczęście okazuje się mniej niebezpieczna, niż na to wygląda…

Szczerze mówiąc, nie miałam zbyt wielkich oczekiwań wobec tej serii, zwłaszcza po pierwszym, bardzo nijakim sezonie, który nawet nie umywał się do mangowej wersji. Tymczasem twórcy tym razem stanęli na wysokości zadania i chociaż pierwszy odcinek nie wróżył rewolucji, każdy kolejny okazywał się lepszy i ciekawszy. Na pewno ma na to wpływ wątek główny, tym razem wyraźny i powiązany z osobą Hanae. Naturalnie chłopcy nadal odsyłają potrzebujące demony do Zaświatów, ale zerwano ze schematem jedno- lub dwuodcinkowych epizodów na rzecz bardziej rozbudowanej i wielowątkowej opowieści. Zacznijmy od tego, że wreszcie poznajemy trzy najważniejsze istoty w Zaświatach, czyli oprócz Prawodawcy, Wykonawcę i Sędziego. O ile ten trzeci okazuje się raczej flegmatycznym i spokojnym demonem, tak Wykonawcę drażni samo to, że Hanae jest człowiekiem, co prowadzi do wyjątkowo nieprzyjemnej sytuacji, która odbija się czkawką wszystkim praktycznie do końca anime. Na jaw wychodzą też dziwne fakty dotyczące zaginionego ojca chłopaka, a on sam okazuje się równie niezwykły, jak Abeno.

Wszystko to sprawia, że fabuła nie jest już tak powtarzalna, jak w pierwszej części, i nie nudzi. Poza tym wreszcie widać pewne zróżnicowanie demonicznej społeczności – nie wszystkie niezwykłe istoty są bezbronne i w gruncie rzeczy nieszkodliwe, i nie mówię tu tylko o potężnym Wykonawcy. Nie zabrakło też miejsca dla Yahiko i Zenko, którzy jak zwykle kradną całe przedstawienie. Warto też podkreślić, że anime wiernie (z jednym małym, ale istotnym wyjątkiem, o którym później) trzyma się mangi i jest praktycznie wolne od twórczości własnej scenarzysty. Mimo kilku poważniejszych scen i wątków seria pozostaje ciepłą i pełną humoru komedią, co sprawia, że każdy odcinek ogląda się z przyjemnością. Ale chyba najważniejszą zmianą jest strącenie Itsukiego z piedestału i zrobienie z niego prawie normalnego nastolatka.

W pierwszej serii najbardziej zgrzytał mi fakt, że między bohaterami próżno było szukać więzi innej niż mistrz i jego podnóżek. Abeno był postacią zimną i nieprzyjemną, a przy tym okropnie zdystansowaną do wszystkich i wszystkiego. Tymczasem w Fukigen na Mononokean: Tsuzuki nareszcie zaczyna zachowywać się jak człowiek – nadal często złości się na Hanae (i nie tylko na niego), ale już nie w tak wyniosły sposób. Co więcej, wyraźnie troszczy się o kolegę i chociaż nie mówi tego wprost, w jakimś stopniu cieszy się, że ma takiego pracownika i przyjaciela. Zresztą Ashiya też przyzwyczaił się do fochów pracodawcy i zaczął się odgryzać, a nawet wyzłośliwiać. Generalnie relacja chłopców ewoluowała w normalną męską przyjaźń, a przedziwny, postawiony przez twórców w poprzedniej części gruby mur (nieobecny w komiksie), zniknął. Dzięki Hanae Abeno zyskał nawet jakąś namiastkę normalnego klasowego życia – inna sprawa, że Fushimi i Saga (koledzy z klasy bohaterów) niespecjalnie przejmują się humorami i skłonnością do pustelnictwa Itsukiego…

Wypadałoby napisać jeszcze kilka słów o demonicznej części obsady. Cóż, jaki jest Prawodawca, każdy widział w poprzedniej odsłonie – to postać z kategorii tych, które zazwyczaj się uwielbia. Jest cwany, przystojny i lubi korzystać z władzy, a przy tym pozostaje zabójczo wręcz uroczy, co sprawia, że trudno go nie lubić. Trochę inaczej wygląda sprawa z Wykonawcą, który wyraźnie ma jakiś uraz do ludzi i przez to nie podoba mu się obecność Hanae w Mononokeanie. Nie można jednak uznać go za postać złą – jest po prostu inny, bardziej demoniczny, co nie znaczy, że nie docierają do niego żadne argumenty. Widać, że liczy się ze zdaniem pozostałych przedstawicieli władzy i kiedy trzeba, potrafi odpuścić. Rolę neutralnej Szwajcarii pełni Sędzia, spokojny i wyważony, faktycznie perfekcyjnie wypełniający swoje obowiązki. Jest przy tym równie uroczy, co Prawodawca, acz w trochę inny sposób – to raczej taka miluchna przytulanka. Widać, że panowie idealnie nadają się na swoje stanowiska i uzupełniają się mimo wielu różnic w poglądach. Są też interesującą przeciwwagą dla całej masy słodkich i często bardzo słabych youkai, które do tej pory przewinęły się przez Fukigen na Mononokean.

Postaci są naprawdę wielką zaletą tego anime (podobnie jak i mangi), nawet jeśli trudno uznać je za realistycznie nakreślone. Pomijając demoniczny „drób”, każda z nich zapada w pamięć i zazwyczaj ma ciekawą historię, którą twórcy w odpowiednim momencie wyciągają na powierzchnię. Na razie wszystko kręci się wokół Ashiyi, ale widać, że przyjdzie też czas na Abeno czy Yahiko. Zresztą już teraz dostaliśmy sporo migawek z przeszłości Mistrza Mononokeanu, przy czym koncentrowały się one nie tyle na Abeno, co Aoim, który pozostaje jedną z najciekawszych zagadek. I gdybym miała wskazać na jakieś braki, to zdecydowanie byłoby to trzymanie w tajemnicy informacji o poprzednim Mistrzu. Ale oczywiście mam świadomość, że w tej chwili jest to po prostu jeden z kilku wątków, na które jeszcze nie nadszedł czas.

Tu właśnie pojawia się pewien problem, związany ze wspomnianą niewielką nieścisłością względem mangi. Otóż twórcy zmienili szalenie istotny szczegół w zakończeniu, co sprawia, że jakakolwiek kontynuacja będzie wymagała fabularnej gimnastyki na poziomie mistrzowskim. W sensie, dalsze wydarzenia w mandze ściśle wiążą się z tym jednym detalem i nie bardzo wyobrażam sobie, jak (w razie nakręcenia trzeciej części) dałoby się ciągnąć historię bez wyjaśnienia tego. Niestety w finale manga i anime rozjeżdżają się znacząco, co nie znaczy, że zrezygnowano z furtki dla kolejnego sezonu. Pytanie brzmi, jak miałby on wyglądać?

Na odpowiedź przyjdzie nam poczekać, ponieważ zekranizowano prawie cały dostępny materiał mangowy (z wyjątkiem najnowszych dwóch tomów). Niestety ekranizacja zyskała tylko w warstwie fabularnej i postaciach, forma pozostała ta sama – czyli ponownie jest brzydko i nijako. Dopiero podczas seansu drugiego sezonu rzuciło mi się w oczy, jak uboga w porównaniu z pierwowzorem jest mimika bohaterów, a zwłaszcza Itsukiego, który z natury nie okazuje przesadnie uczuć, chyba że irytację. To niestety wpływa na postrzeganie postaci przez widza. Sporo ujęć jest zwyczajnie niedopracowanych – sylwetki są krzywe i toporne, a tła potraktowane po macoszemu. Nie chciałabym zrzucać całej winy za taki stan rzeczy na zasoby przeznaczone na produkcję, ponieważ oryginał w żadnym momencie nie aspiruje do bycia rysunkowym arcydziełem, nie jest to także manga wybitnie dynamiczna, wymagająca rewelacyjnej animacji. Tak naprawdę wystarczyłaby odrobina dobrych chęci i dokładności, żeby seria zyskała wizualnie. Tych starczyło jedynie na statyczny ending, a i to podpierający się fotografią. Jednym z nielicznych plusów grafiki jest demoniczna forma Wykonawcy – ekspresyjna i przytłaczająca, chociaż prosta.

Podobnie ma się sprawa ścieżki dźwiękowej, wtórnej i pozbawionej jakiegokolwiek charakterystycznego rysu. Muzyka jest, bo być musi, ale zupełnie nie zapada w pamięć i w żadnym momencie nie wybija się na pierwszy plan. Trudno nawet wychwycić jakiś pojedynczy dominujący instrument, ponieważ wszystko zlewa się w bezbarwną masę. Zarówno czołówka, jak i wspomniany już ending także wpisują się w dźwiękową nijakość. Nie uważam obydwu utworów za złe czy fatalnie zaśpiewane, są po prostu przeciętne i podobne do setek innych wykorzystanych w anime.

Mimo dość surowej oceny warstwy wizualno­‑dźwiękowej, Fukigen na Mononokean: Tsuzuki jako widowisko nie rozczarowuje. To idealna propozycja dla osób lubiących ciepłe, spokojne opowieści z udziałem youkai. Warto przebić się przez znacznie słabszą pierwszą część, żeby cieszyć się tym, co w oryginale najlepsze, czyli wyjątkowo zgranym duetem pracowników demonicznej herbaciarni. Nareszcie dostaliśmy sensowną i interesującą fabułę oraz demony, które zapadają w pamięć, nie przypominając przy tym słodkich pluszaków. Pozostaje mieć nadzieję, że mimo oderwanej od oryginału końcówki, kiedyś doczekamy się kolejnej odsłony przygód Abeno i Ashiyi. Tymczasem wszystkim niecierpliwym polecam lekturę mangi!

moshi_moshi, 16 maja 2019

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Pierrot
Autor: Kiri Wazawa
Projekt: Mizuki Aoba
Reżyser: Itsurou Kawasaki
Scenariusz: Takao Yoshioka
Muzyka: Jun Ishikawa