Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 4/10 grafika: 5/10
fabuła: 5/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 9
Średnia: 6
σ=2,31

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ankoku Shinwa

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1990
Czas trwania: 2×50 min
Tytuły alternatywne:
  • Dark Myth
  • 暗黒神話
Gatunki: Horror
Postaci: Bóstwa, Youkai; Rating: Przemoc; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Współczesna Japonia i pradawny mit, który zaczyna rozgrywać się na nowo. Pozycja bardziej dla pasjonatów historii i mitologii niż fanów horroru.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Korzenie tego mitu sięgają pradawnych czasów, kiedy pierwsi mieszkańcy Japonii oddawali cześć bogu Ciemności. We współczesnej Japonii pamięć o prawdziwych wydarzeniach i prawdziwym sensie legend zatarła się i rozproszyła na lokalne opowieści o bóstwach i herosach. Nawet spadkobiercy owych pierwszych mieszkańców Japonii, potomkowie klanu Kikuchi, nie znają całej prawdy. Wiedzą jednak, że ciemność ma się odrodzić i że z ich klanu powinien narodzić się człowiek, który zostanie naznaczony mocą Brahmana, siły stwórczej Wszechświata.

Nic nie wie o tym nastoletni Takeshi, wychowywany przez owdowiałą matkę. Dlaczego dziesięć lat temu zginął jego ojciec? I dlaczego chłopak na ramieniu ma bliznę, przypominającą głowę węża? Koła Przeznaczenia zaczynają się nieuchronnie obracać, a Takeshi na wpół tylko świadomy tego, co i dlaczego czyni, wyrusza w mistyczną podróż po świętych miejscach Japonii. Jego śladami podążają członkowie klanu Kikuchi, którego zwierzchnik zazdrości mu budzących się w nich mocy – mocy, którymi sam powinien zostać obdarzony. Ale kluczowe jest odkrywanie kolejnych warstw i prawdziwej treści prastarego mrocznego mitu o nadejściu ciemności…

Nie przypuszczałam, że pod kiczowatą angielską nazwą i sporą ilością rozwleczonych ludzkich flaków może kryć się coś ciekawego – i zostałam bardzo miło zaskoczona. Obawiam się jednak, że należę do bardzo wąskiej grupy odbiorców, którym ten tytuł może się naprawdę spodobać. Uczciwie bowiem trzeba napisać, że jako horror jest to pozycja mocno przeciętna. Owszem, znajdziemy tu trochę okropieństw, ale znakomitą większość czasu ekranowego pochłaniają wyjaśnienia skomplikowanych zależności pomiędzy rozmaitymi bóstwami i mitycznymi bohaterami, a także inne rozważania religijno­‑etnograficzne. Co gorsza, jest to produkcja pozbawiona właściwie postaci, z którymi widz mógłby w jakimkolwiek stopniu sympatyzować. Takeshi na dłuższy czas znika z ekranu, a nawet jeśli się na nim pojawia, przeważnie znajduje się w transie, nie reagując na toczące się wokół niego wydarzenia. Jego wędrówką kieruje przeznaczenie i nikt nie jest w stanie mu przeszkodzić ani tym bardziej zagrozić. Wspomniany wcześniej zwierzchnik klanu Kikuchi jest raczej antypatyczny, zresztą zarówno o nim, jak i o innych postaciach dowiadujemy się o wiele za mało, by mogło nas obchodzić to, co się z nimi stanie. Ja sama złapałam się na tym, że śledzę sobie poczynania jednej z postaci drugoplanowych – młodziutkiego chłopaka z klanu Kikuchi – bo właściwie nieszczególnie mnie interesuje to, co się dzieje z pierwszoplanowymi.

Co gorsza, zawodzi też rzecz w horrorach absolutnie podstawowa, czyli budowanie nastroju grozy. Owszem, całość jest zdecydowanie mroczna, ale problem polega na tym, że amatorzy nowoczesnych horrorów raczej zasną podczas długich wyjaśnień niż poddadzą się ich klimatowi. Makabryczne śmierci, jakie oglądamy, są zbyt niespodziewane – zaskakują, ale dzieją się zbyt szybko, by widz zdążył się przestraszyć. Zresztą, nawiązując do poprzedniego akapitu – jak można się przestraszyć, kiedy nie jesteśmy w stanie kibicować żadnej postaci?

Od strony technicznej Ankoku Shinwa jest po prostu przestarzałe. Archaiczne projekty postaci będą obecnie razić wielu widzów (szczególnie nieprzekonujące są odbijające się na ich twarzach silne emocje, takie jak strach), a potwory i mityczne bestie są zdecydowanie za dosłowne i za bardzo uproszczone. Robią mocne wrażenie na pokazywanych malowidłach i figurkach, ale kiedy już pojawiają się we własnych osobach, tracą na niesamowitości, stając się kolejnymi animowanymi monstrami. Złego słowa za to nie mogę powiedzieć o muzyce – Kenji Kawai niejednokrotnie wcześniej i później udowadniał, że jest mistrzem przejmujących i mrocznych ścieżek dźwiękowych, idealnie pasujących do tego typu produkcji. Obniżona ocena za muzykę wynika przede wszystkim z tego, że jednak jest ona ściśle zrośnięta z obrazem i pozbawiona go wiele traci.

Napisałam jednak wcześniej, że byłam mile zaskoczona – i powtórzę raz jeszcze, że dla mnie seans Ankoku Shinwa okazał się prawdziwą przyjemnością. Daijiro Oboshi z niesłychaną zręcznością wiąże ze sobą japońskie wierzenia i mity, odczytując je na nowo – a często sięgając także dalej, do innych kręgów kulturowych. Proszę nie spodziewać się, że otrzymujemy tu coś w rodzaju wstępu do japońskiego religioznawstwa. Przedstawiona wizja bardzo swobodnie reinterpretuje pojęcia i terminy, mity i imiona bóstw, mieszając ich prawdziwe cechy z całkiem nowymi znaczeniami. Mimo to nie odnosi się (częstego w takich przypadkach) wrażenia, że autor po prostu zebrał garść efektownych nazw i wymieszał je losowo. Jego wywód jest całkowicie spójny wewnętrznie i kompletny (z paroma wyjątkami – np. nie uwzględniono, że przez tysiące lat znacznie zmienia się kształt obserwowanych z Ziemi gwiazdozbiorów) – zdumiewające, ile zdołano zawrzeć w tak krótkim czasie ekranowym.

Dla fanów japońskich horrorów, w których ponure panie wyłażą z ekranu telewizora, ten tytuł zapewne będzie kompletną pomyłką. Polecam go natomiast tym, którzy orientują się już dobrze w wierzeniach i mitach japońskich i docenią ich pomysłowe przeorganizowanie. Oni bowiem jako jedyni dostrzegą w samej fabule powtarzającą się strukturę klasycznego mitu sakralnego herosa, obraną z efektownych dodatków i skoncentrowaną na jego najbardziej pierwotnym, mistycznym aspekcie.

Avellana, 20 marca 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Ajia-dou
Autor: Daijirou Morohoshi
Projekt: Yoshiaki Yanagida
Reżyser: Takashi Annou
Scenariusz: Takashi Annou
Muzyka: Kenji Kawai