Anime
Oceny
Ocena recenzenta
7/10| postaci: 7/10 | grafika: 6/10 |
| muzyka: 6/10 |
Ocena czytelników
Kadry
Top 10
Tondemo Skill de Isekai Hourou Meshi 2
- Campfire Cooking in Another World with My Absurd Skill [2025]
- とんでもスキルで異世界放浪メシ2
Drugi sezon przygód Mukoudy i jego paczki. Seans bardzo przyjemny pomimo wrażenia powtórki z rozrywki.
Recenzja / Opis
Nie tak dawno temu 27‑letni salaryman, Tsuyoshi Mukouda, został przywołany do świata fantasy, by wraz z grupą innych japońskich śmiałków dopomóc królestwu w potrzebie. Niestety, w trakcie weryfikacji talentów nowoprzybyłych okazało się, że „cudowną zdolnością” bohatera jest zamawianie japońskich produktów przez internet i opłacanie ich lokalną walutą. Po chwilowej konsternacji Tsuyoshi i król doszli do wniosku, że w zasadzie nie garną się aż tak do współpracy (tym bardziej że Mukouda szczerze wątpił w szlachetne intencje monarchy). W związku z tym młody Japończyk dostał trochę grosza na start i rozpoczął swoją własną przygodę.
Tsuyoshi dość szybko zorientował się w sytuacji ekonomicznej tego świata i pierwsze pieniądze zarobił na internetowych zakupach deficytowych towarów (np. soli), zaś powiększający się kapitał zamierzał ulokować w swojej wielkiej pasji – gotowaniu. Ponieważ jego nowa ojczyzna średnio zna „nasze” współczesne frykasy, swoim talentem potrafił rozwiązać niejeden problem i pozyskać potężnych sojuszników. To drugie stało się faktem, zanim jeszcze zdążył cokolwiek dokładniej zaplanować – zdolnego kucharza namierzyła prastara istota, Fenrir, który łaskawie zaproponował Mukoudzie sojusz. Jeśli Japończyk będzie go regularnie karmić, to legendarne stworzenie zostanie jego chowańcem, a co za tym idzie, zadba o ochronę i pomoże w misjach. Ponieważ to jedna z tych „propozycji nie do odrzucenia”, Tsuyoshi przyjął ofertę i umowa został zawarta. Później ten specyficzny duet stał się tercetem, gdy Mukouda przygarnął szlamika Sui. Ponadto lokalni bogowie żywo zainteresowali się towarami sprowadzanymi przez Japończyka, domagając się od niego regularnej daniny w egzotycznych produktach. Cóż, przynajmniej w zamian za to zsyłali mu rozmaite błogosławieństwa.
Jeśli chodzi o wydarzenia z pierwszego sezonu to chyba tyle wystarczy w kwestii przypomnienia. Jako recenzent czuję się nieco zakłopotany, bowiem w drugim sezonie dzieje się niewiele więcej: Mukouda przemierza nowy świat w towarzystwie potężnych chowańców, wykonuje niewiarygodnie trudne misje dla gildii poszukiwaczy przygód (z takim zapleczem to wszystko można), gotuje smakowite potrawy, spełnia kolejne zachcianki bogów i powoli powiększa swój majątek. W zasadzie jedyną dużą zmianą jest następny towarzysz, mały smok (z ang. pixie dragon) Dora. Choć dzieje się niewiele i koncept na fabułę pozostaje ten sam, seria na szczęście broni się nie tyle wydarzeniami, ile szeroko rozumianym nastrojem.
Nie będę ukrywać, jestem zadowolony z siebie niczym Fenrir w związku z obranym kierunkiem kontynuacji. Kiedy tworzyłem recenzję pierwszego sezonu, podjąłem dość ryzykowną decyzję, otwarcie opowiadając o moich przypuszczeniach dotyczących inspiracji autora. Wiem, że dość często powołuję się na filmy, książki i inne dzieła kultury, które nierzadko są spoza głównego nurtu (kolega, który jest moim pierwszym recenzentem, mówi wręcz żartobliwe, że „to mój znak rozpoznawczy”), ale w trakcie omawiania pierwszego sezonu bałem się, iż może posunąłem się za daleko. Na szczęście druga odsłona zdaje się potwierdzać mój klucz interpretacyjny. Inaczej mówiąc – motywem przewodnim Tondemo Skill de Isekai Hourou Meshi jest według mnie próba połączenia japońskiego light fantasy z tradycyjną komedią mieszczańską typową dla europejskiej kultury (zwłaszcza tej nowożytnej). To kolejne ogniwo łańcucha w którym znajdziemy Klub Pickwicka, serię Trzech panów w łódce, powieści Hrabala, zaś bardziej współcześnie – Top Gear i częściowo inne programy w których uczestniczyli członkowie tria Clarkson‑Hammond‑May.
Ponieważ wyłożyłem tę teorię dość szczegółowo w recenzji poprzedniego sezonu, ograniczę się do krótkiego podsumowania. Typowe dla współczesnego japońskiego fantasy wielkie idee lub szukanie akceptacji otoczenia ustępują udanym próbom powiększania kapitału, nieskrępowanej zabawie, nieszkodliwym przekomarzaniom i regularnemu ucztowaniu. Perypetie mają charakter czysto komediowy, przyjaźnie opierają się na wzajemnym dogryzaniu i czerpaniu z życia pełnymi garściami, a choć nie brakuje tu przyziemnych uciech, całość ma raczej konserwatywny charakter, by nie wprowadzić nikogo w zakłopotanie.
Taki typ scenariusza wymaga specyficznych bohaterów. Do korzystającego z życia japońskiego mieszczucha, zadowolonego z siebie, nieco gderliwego Fenrira (zdrobniale nazywanego Fel) i „młodego w ekipie” Suiego dołącza Dora, zajmujący stanowisko pełnego entuzjazmu watażki. Dzięki talentom wokalnym Ayamu Murase mały smok brzmi nie tylko jak bojowy harcownik, ale też niczym kanciarz z dużej metropolii (gdyby to była bajka emitowana w czasach PRL‑u, to obsadziłbym w tej roli Jeremę Stępowskiego). Ziejący ogniem zawadiacki Dora zaskarbił sobie moją sympatię i nie ukrywam, że w potencjalnym trzecim sezonie chętnie przywitam następnego równie dobrze wymyślonego chowańca. Oczywiście płci męskiej – co to by była za komedia mieszczańska, gdyby wpuszczono do tego elitarnego starokawalerskiego grona jakąś babę, jeszcze by próbowała to wszystko popsuć.
W poprzedniej recenzji nie opowiedziałem zbyt dużo o wspierających Mukoudę bogach domagających się regularnych dostaw kosmetyków, słodyczy i alkoholu. Ich obecność w zasadzie niczego nie wnosi do historii, ale ładnie uzupełnia sznyt burżuazyjnej komedii. Mam niejasne przeczucie, że jeśli stworzę wielki akapit o paraleli pomiędzy tutejszymi bóstwami a bogami i herosami z mieszczańskich operetek Offenbacha, to zainteresowanie tekstem zdecydowanie spadnie (choć polecam znakomite nagranie Pięknej Heleny pod batutą Marcela Carivena). Zatem w telegraficznym skrócie – bogowie w Tondemo Skill de Isekai Hourou Meshi są właśnie taką klasą panującą z komedii belle epoque, która ani nie rządzi, ani nie knuje przeciw ludziom, ani nawet nie strzeże prastarego porządku, będąc neutralnym strażnikiem obyczajów. To znudzona nadmiarem bodźców socjeta, która nawet nie łajdaczy się ani nie prowadzi między sobą małych wojen, bo po prostu nic jej się nie chce. Mukouda może i trochę narzeka na słanie kolejnych i kolejnych darów (niczym kupiec marudzący przy uiszczaniu podatków), ale prawda jest taka, że nasz dzielny dorobkiewicz sporo korzysta na pośredniczeniu w obrocie japońskimi specjałami.
Co prawda i w tym sezonie nie wystawiam oceny za fabułę, natomiast miło mi zakomunikować, że spróbowano stworzyć cokolwiek, co można uznać za jej akceptowalną namiastkę. Tsuyoshi i jego paczka przemierzają krainę, by dotrzeć do wymarzonego celu – nadmorskich miasteczek, skąd być może uda im się wyruszyć na pełne morze, by upolować krakena. W innej serii może bym utyskiwał na brak jakiejkolwiek stawki, ale jedzenie to ważna rzecz dla tej ekipy, zaś ryby i owoce morza to istotny punkt na mapie kulinarnej niejednego Japończyka.
Skoro już przywołałem temat jedzenia, to porozmawiajmy o ucztowaniu. Po pierwsze, trochę się zdziwiłem, gdy w serialu pojawiły się wyroby konkretnych producentów. Krótkie internetowe poszukiwania naprowadziły mnie na trop, że zarówno w pierwszym, jak i drugim sezonie anime miało miejsce lokowanie produktu. Trochę mi głupio, iż nie wspomniałem o tym w poprzedniej recenzji, aczkolwiek wydaje mi się, że reklamy przybrały na sile. Z drugiej strony, po tym krótkim zaskoczeniu szybko przyzwyczaiłem się do lokowania, być może dlatego, że większość nazw i tak mi niewiele mówi. Co z samymi przerwami na posiłek? Cóż, wciąż gotujemy po japońsku i dla drapieżników – mnóstwo mięsa i sosów, nieco warzyw, od czasu do czasu pojawi się jakiś deser. Przepisy są ładnie ukazane (wiadomo, mięso mitycznego potwora można zastąpić czymś bardziej przyziemnym), choć mam wątpliwości, czy traktować te instrukcje jakkolwiek poważnie, a jestem osobą, która lubi gotować. Z apetycznością samych dań bywa różnie, ale to oczywiście zależy od waszych preferencji kulinarnych. Myślę jednak, że ważniejsze jest wylewające się z ekranu poczucie relaksu w trakcie konsumpcji niż praktyczne wskazówki.
Na marginesie, o mało nie zapomniałem, że pod koniec wielu odcinków dostajemy jeszcze mikroscenę, zazwyczaj dedykowaną którejś z pobocznych postaci. Radzę nie przewijać tego fragmentu, bo to często zabawne i urocze miniatury. No i dodają kilka cegiełek do prezentacji świata przedstawionego, a w tego typu seriach takich dodatków nigdy dość.
Jeśli miałbym wskazać potencjalne wady, to zdecydowanie muszę wspomnieć o pewnym poczuciu wtórności. Ja wiem, to jest iyashikei (przynajmniej częściowo) i dla wielu brak jakiegokolwiek dramatyzmu będzie niewątpliwie atutem. Poza tym wprowadzono istotnego bohatera, więc poczucie powtórki z rozrywki nie jest aż tak natrętne. Niemniej muszę wypomnieć serii brak ambicji i marazm, który wkrótce może odbić się czkawką. To lekkie zużycie materiału wybrzmiewa w reakcjach na kolejne posiłki. Jak wypada w szanującym się anime, i tutaj każdy bohater jest wielkim smakoszem, zaś wszystkie potrawy muszą zostać w odpowiedni sposób skomentowane. I nie, nie wystarczy powiedzieć, że coś jest smaczne lub paskudne; trzeba się wykazać słownictwem, jakby było się co najmniej jurorem programu kulinarnego. Odnoszę wrażenie, iż ta zabawa zaczyna nieco nużyć nie tylko mnie, ale też seiyuu. Serial może pochwalić się znakomitą obsadą, lecz w tych konkretnych scenach artystom trochę brakuje pomysłu, jak po raz kolejny zagrać wszelkie ochy i achy nad miską.
Od strony technicznej anime trzyma poziom poprzedniej odsłony, czyli jest przyzwoicie z plusem. Ciekawa rzecz: ponownie animacja towarzysząca piosence końcowej (całkiem niezłej) jest moim ulubionym graficznym elementem sezonu i z radością przywitałbym cały serial w takim stylu. Natomiast przez większą część seansu jest po prostu OK – barwnie, kolorowo i z odpowiednim dopracowaniem, ale lokalizacje są dziwnie podobne (w różnych miastach Mukouda odwiedza dwa niemalże identyczne domy), walkom daleko do widowiskowości, a i ciekawszych zabiegów artystycznych zabrakło. Muzyka przez większość seansu jest sympatyczna, ale dość nijaka.
Z powodu wspomnianej wtórności zastanawiałem się nad obniżeniem oceny w stosunku do poprzednika. W końcu to taki typowo hollywoodzki sequel, w którym nie zmieniamy formuły, tylko próbujemy zebrać jeszcze raz ten sam zespół, by ponownie zarobić na już wcześniej przygotowanej formule. Ostatecznie zdecydowałem się podtrzymać notę z trzech powodów. Po pierwsze, mimo wszystko wprowadzono minimalną ilość zmian, zaś forma jeszcze nie zużyła się na tyle mocno, bym utyskiwał. Po drugie, jest to gatunkowo „relaksujący wypełniacz sezonu”, więc w zasadzie fakt, że seria serwuje to samo na podobnym poziomie dla wielu będzie wręcz atutem i rozumiem taką filozofię. No i chyba najbardziej subiektywny, ale ważny element – pomimo wtórności, była to jedyna seria tego sezonu, gdzie te 20 minut na odcinek magicznie znikało, zaś ja prawie zawsze witałem napisy końcowe z pewnym zaskoczeniem. Czego innego oczekiwać od udanej produkcji rozrywkowej?
Twórcy
| Rodzaj | Nazwiska |
|---|---|
| Studio: | Mappa |
| Autor: | Ren Eguchi |
| Projekt: | Masa, Nao Ootsu, Takeshi Kuwahara |
| Reżyser: | Kenji Takahashi, Kiyoshi Matsuda |
| Scenariusz: | Michiko Yokote |
| Muzyka: | Kana Utatane, Kuricorder Quartet, Masato Kouda |

