Anime
Oceny
Ocena recenzenta
10/10| postaci: 10/10 | grafika: 9/10 |
| fabuła: 7/10 | muzyka: 7/10 |
Ocena redakcji
brakOcena czytelników
Kadry
Top 10
Ganbare! Nakamura-kun!!
- Go for It, Nakamura!
- ガンバレ! 中村くん!!
Romantyczna komedia o nieśmiałym licealiście zakochanym w koledze z klasy. Z pozoru prosta i schematyczna, jednak wyjątkowa w czułości i zaangażowaniu, z jakim portretuje protagonistę.
Recenzja / Opis
„Nazywam się Okuto Nakamura, lat 15. Jestem zwyczajnym uczniem liceum. Jestem nieśmiałym gejem. Zakochałem się w koledze z klasy Aikim Hirose, ale na razie nie jestem nawet jego przyjacielem”.
Tak przedstawia się protagonista w pierwszych minutach drugiego odcinka, zarazem sprawnie podsumowując serię, o której mówimy. To historia o zakochanym geju z trudem próbującym nawiązać kontakt z kolegą z klasy. Wypełnia ją szereg komediowych i niezręcznych sytuacji, czasami wywołanych przez Okuto, czasami przez jego ekscentrycznych kolegów ze szkoły. Ale pomiędzy typowymi dla komedii romantycznej rozrywkowymi scenkami seria ta przemyca queerowe motywy bolesne w swojej szczerości i odświeżające w porównaniu z mainstreamem anime.
Ta świeżość jest widoczna już w powyższym monologu. Okuto wygłasza go tuż obok akwarium z jego ukochaną ośmiornicą Icchanem, przy biurku zapełnionym figurkami ośmiornic, gdzie czyta właśnie ulubioną mangę boys’ love pod tytułem Zakochane lunche, z której spisuje wskazówki jak zaczepić Aikiego. Oczywiście jest to bardzo naiwny pomysł, zresztą późniejsze odcinki pokazują nam fragmenty Zakochanych lunchów zawierających sceny tak odjechane, że jest to niewątpliwie ukazane jako parodia. Kontekst jednak stawia tę scenę w nowym świetle. Tak, można uśmiechnąć się, obserwując oderwanie od rzeczywistości Okuto, ale za tym śmiechem kryje się subtelniejsza nuta smutku.
Okuto wzoruje się na mandze, bo jest niedoświadczonym nastolatkiem, ale też niedoświadczonym nastolatkiem, który nie ma żadnych queerowych osób w swoim otoczeniu, ani nawet żadnego kolegi, którym ufałby na tyle, aby poruszyć temat. Jest też nastolatkiem nieporadnym społecznie, mającym nietypowe, silne zainteresowania i generalnie „żyjącym w swoim świecie”. Na arkuszu diagnostycznym autyzmu wypadłby bardzo wysoko. Stara się zachowywać optymizm, ale jest tak naprawdę samotny, i nie chodzi tu tylko o posiadanie czy nieposiadanie chłopaka, ale szerszą społeczną izolację.
Ale też ten sam krótki wewnętrzny monolog przedstawia źródło wewnętrznej siły Okuto. Nie owija on niczego w bawełnę; stwierdzając „jestem nieśmiałym gejem”, cementuje swoją tożsamość i pewność tego, co jest dla niego ważne. Ta stanowczość to podstawa, na której realizuje i buduje się jako rozwijająca się osoba. Oglądając dalsze odcinki, wielokrotnie wracałem myślami do tego fragmentu i na nowo doceniałem, jak celnie podsumowuje kluczowe motywy serii. To naprawdę dobry monolog!
Seria jednoznacznie pozycjonuje się jako rozwinięcie klasyków gatunku, starczy spojrzeć na kreskę, która od razu przywodzi na myśl tytuły takie jak Ranma 1/2. W stosunku do współczesnego stylu postacie są tu bardziej uproszczone, „kreskówkowe”. Naturalnie wypada w nim pokazywanie przerysowanej mimiki, co bardzo pomaga w ilustrowaniu ciągłych emocjonalnych kryzysów Okuto. Ciekawsze jest jednak nie jak seria wykorzystuje styl graficzny starych anime, ale jak rozwija ich motywy. Ranmę 1/2 przywołałem tu nie bez powodu, bo to seria mocno bawiąca się płcią i kierunkami romantycznych zainteresowań bohaterów. Całkowicie omija jednak ich społeczny kontekst, który w komediach romantycznych homo i hetero jest zupełnie inny. Jest to typowe. Tak samo w większości yuri i w yaoi, szczególnie tych dla nastolatków, przedstawia nam się świat, w którym temat płci wybranka/wybranki nie jest w ogóle społecznie drażliwy. To przydatna i przyjemna fantazja, która pozwala nie odwracać uwagi od samego romansu. Jest to jednak recepta na tytuły przyjemne, lecz miałkie. Ceną tego wyboru jest też, że widzom LGBTQ trudno się identyfikować z postaciami tak oderwanymi od ich doświadczenia. Na tym tle Ganbare! Nakamura‑kun!! wyróżnia się, stąpając po niezwykle cienkiej linii, i będąc serią przystępną, rozrywkową, a zarazem zachowującą społeczny realizm.
Dziwnie mi pisać, że anime, w którym w pewnym momencie członkowie szkolnego klubu okultystycznego przywiązują protagonistę do krzyża na środku pentagramu, jest społecznie realistyczne, więc doprecyzuję – jest społecznie realistyczne tam, gdzie to ważne. Jest społecznie realistyczne, gdy Okuto zadręcza się niepewnością, czy Aiki w ogóle lubi mężczyzn, a więc czy byłby w stanie choćby potencjalnie się w nim zakochać. Jest realistyczne, gdy przygnębiony snuje się po ulicy i, obserwując szczęśliwe pary, wszystkie hetero, nie potrafi sobie nawet wyobrazić, jak mógłby dla niego wyglądać szczęśliwy związek. To chwile zwątpienia, jakich spodziewalibyśmy się w każdym romansie dla nastolatków, a jednak nabierają innej wagi, gdy mówimy o nastoletnim geju.
Jednak nie chodzi tu tylko o homoseksualizm. Chodzi o inność. Okuto tak samo jak nie jest w stanie wyjść z szafy, pokątnie czytając w szkole Zakochane lunche, tak nie potrafi się przed znajomymi przyznać do rzeczy z pozoru tak błahej, jak fiksacja na punkcie ośmiornic. Gdy na szkolnej wycieczce pojawia się ten temat, kłamie, ponieważ boi się, jak zostanie to odebrane. Okuto potrafi symulować bycie typowym, „nudnym” uczniem liceum, ale wymaga to od niego ciągłego świadomego wysiłku. To nie działa. Choć funkcjonuje poprawnie, nie ma w szkole nikogo, kto chciałby podtrzymywać z nim kontakt.
Do interakcji społecznych Okuto w dużej mierze przymuszany jest przez awantury/przygody, w które wciągają go ekscentryczni szefowie klubu okultystycznego i filmowego. A to wypełnianie nagłego wakatu w szkolnym przedstawieniu, a to kręcenie horroru nocą w szkole. Te rozrywkowe przerywniki spełniają też dodatkową funkcję, wybijając Okuto ze schematu, w którym funkcjonuje, i oswajając go z tym, że dziwactwa i niezręczności nie muszą skończyć się społeczną katastrofą. Cały odcinek jest poświęcony wizycie Okuto na mangowym konwencie, w czasie którego w końcu przyznaje się koleżance ze szkoły, że czyta boys’ love (wiedziała już wcześniej, bo niezbyt skutecznie to ukrywał), po czym spotyka autora Zakochanych lunchy (że to mężczyzna też jest tu tematycznie ciekawe), i stojąc przed nim – jedyny chłopak wśród tłumu fanek – wydusza z siebie emocje związane z tą mangą. Ten niemal fizyczny opór, jaki sprawia mu wypowiedzenie ich na głos przed innymi, to właśnie społeczny realizm, o którym pisałem wcześniej.
Nie będzie chyba przesadnym spoilerem, że Okuto i Aiki stopniowo zbliżają się do siebie (choć w dręcząco powolnym tempie), ale kluczem do serii jest nie czy, ale dlaczego to następuje. Pierwsza nić porozumienia pojawia się, gdy Aiki podczas wizyty w akwarium poznaje pasję do ośmiornic Okuto, i nie tylko nie traktuje tego jako dziwactwa, ale wyraża szczere zainteresowanie, co bardzo podbudowuje pewność siebie Okuto. Jako że seria jest w całości przedstawiona z perspektywy Okuto, który z Aikim przez długi czas nawet nie rozmawia, o tym drugim nie dowiadujemy się za dużo, ale jest ciekawie zarysowaną postacią. Serdeczny, asertywny, otoczony kolegami, sprawia wrażenie, jakby był towarzysko spełniony, co tylko bardziej dobija Okuto, który nie potrafi sobie wyobrazić, do czego Aiki miałby go potrzebować. A jednak w kilku scenach seria jasno pokazuje, że wyluzowany styl życia Aikiego to również – przynajmniej częściowo – maska. Jemu też brakuje w życiu autentyczności, co jest luką, którą Okuto zaczyna wypełniać. Najbardziej lubi Okuto, gdy ten traci kontrolę i zaczyna działać i mówić od siebie, nieważne jak niezgrabnie by to wypadało.
Ta walka o „bycie sobą”, to trudne do zdefiniowania doświadczenie autentyczności, jest centralnym motywem serii. Jest wyrażone już w napięciu między zdaniami „jestem zwyczajnym uczniem liceum”, a „jestem nieśmiałym gejem”, do czego można by jeszcze dopisać „mam manię na punkcie ośmiornic”, „trudno mi nawiązywać kontakty”, „mam bardzo bogatą wyobraźnię”, „żyję we własnym świecie” i więcej. To właśnie przezwyciężania tego napięcia tyczy się Ganbare! w tytule serii.
Jest to bezdyskusyjnie porządnie zrealizowana komedia romantyczna dla licealistów. Można się zwyczajnie dobrze bawić, oglądając ją bez wnikania w podteksty, którymi z takim zaangażowaniem zajmuję się w tej recenzji. Jest to też seria w wielu miejscach prozaicznie głupiutka, nie ma co się doszukiwać logiki w fabule wielu wątków, które koncentrują się na komediowym absurdzie i przesadzie. Ale zarazem jest tytułem na serio traktującym i bagaż, i możliwości związane z poruszaniem wątków o odmienności.
To cenne, Okuto czuje się mniej izolowany, widząc bohaterów takich jak on w mandze, jednak nie spotka ich – przynajmniej z ich odmiennością wysłowioną wprost – w tytułach skierowanych do szerszej publiki. (Marriagetoxin jest tu miłym współczesnym wyjątkiem.) Musi sięgnąć na osobą półkę tylko z takimi komiksami. Są one, jak i on sam, w niszy. Ganbare! Nakamura‑kun!!, pewnie wielu też na takiej półce położy, ale sercem serii nie jest bycie boys’ love (szukający tu romantycznych scen między główną parą srogo się zawiodą), jest nim bycie komediową obyczajówką, która z czułością oraz bliskością podchodzi do wyzwań stojących przed queerowym nastolatkiem, i która pokazuje, jak – kroczek po kroczku – jest on je w stanie przezwyciężyć. Jest serią takim jak on niosącą nadzieję.
Twórcy
| Rodzaj | Nazwiska |
|---|---|
| Studio: | Drive |
| Autor: | Shundei |
| Projekt: | Aoi Umeki, Ayumi Nagaki, Yumi Nakamura |
| Reżyser: | Aoi Umeki, Naoki Yoshibe |
| Scenariusz: | Yasuko Aoki |
| Muzyka: | Ayana Tsujita |

