Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

Katanagatari

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Damian 26.02.2018 01:49
    Zacząłem oglądać, bo myślałem że to kolejna część z serii Bakemonogatari i się srogo zawiodłem :(
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Kusio 21.05.2017 01:45
    Rok symboliki
    Będąc świeżo po zakończeniu tego anime, nie mogę tak po prostu zostawić nagromadzonych emocji w środku, nie znajdując ich ujścia. Ale zacznijmy od początku.

    O serii dowiedziałem się zupełnie przypadkowo, natrafiając na nią w MAL – w rankingu „najlepszych”. Dość wysoko, więc tym bardziej zdumiało mnie, że nigdy jeszcze o Katanagatari nie słyszałem. Zacząłem seans, który – jak się później okazało – przerósł wszelkie moje oczekiwania:


    FABUŁA

    Przewija się tu nacisk na prostotę historii. Według mnie, ma ona swoje drugie dno. Tak jak ta prowadzona w FLCL, ta opowieść jest naszpikowana symboliką. Dwanaście odcinków – każdy co miesiąc. Cały rok dojrzewania Shichiki, który wybija się ponad rolę maszyny do zabijania, ucząc się jak dziecko życia w społeczeństwie. Każde kolejne spotkanie, nowa wskazówka – następna lekcja życia. Monotonność i przewidywalność. Zgadzam się. Ale uczymy się, powtarzając raz po raz swój trening. Czy to fizyczny, czy to psychiczny. Tak jest i tutaj.

    Zakończenie: Cóż mogę rzec.  kliknij: ukryte 

    Przesłanie całości jest subtelną formą dla moralizatorstwa. Nie było nachalne, a wnioski można było wyciągnąć samemu. Także, prostota przekazu nie wchodzi w grę. Jedynie jest on obtoczony w skorupce, którą każdy – gdy choć trochę będzie tego chciał – bez problemu rozbije.

    POSTACIE

    Z jednej strony mamy chłopaka, którego przeznaczeniem jest walka. Z drugiej, dziewczynę rzucającą podstępem na prawo i lewo. Z banalnych wzorców postaci twórcom udało się przedstawić nam ich rozwój, który dokonuje się przez jedno na drugim. Wątek miłosny jest delikatny, intymny i czarujący. Lekki posmak tsundere w zachowaniu wyrachowanej poniekąd Togame jest kontrowany pozbawionym moralności w „naszym” wydaniu następcą rodu walczącego bez użycia miecza. Ich przekomarzanie, stopniowe poznawanie się – a wreszcie czułość – były przekonujące i wywoływały uśmiech przy każdej scenie tego typu.

    Postaci poboczne bronią się ze wszystkich sił, a ta sztuka udaje im się równie dobrze, jak powyższemu duetowi. Czy to przywódcy Maniwa, czy może właściciele mieczy – każdy przeciwnik ukazuje inną filozofię życia i zachowań. Na szczególną uwagę zasługuje autentycznie przerażająca siostra głównego bohatera – Nanami. Jej historia bez przeciwwskazań mogłaby być przedstawiona w kolejnych paru odcinkach. Na deser Emonzaemon i jego wzruszające oddanie. Wiedząc o złych uczynkach wyżej wspomnianego, i tak podziwiałem jego niezłomną konsekwencję.  kliknij: ukryte 

    GRAFIKA
    Od razu w oczy rzuciła się specyficzna kreska. Miejscami tak odmienna od tej typowo używanej w anime, że nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś uznał to za swego rodzaju parodię.Nic z tych rzeczy, sposób rysowania tylko zachęcił mnie do odkrycia jego atutów. Będąc zaznajomionym z Tatami Galaxy czy Panty and Stocking, mogłem jedynie zaklaskać z radości. Budżetowe ograniczenia obchodzono tutaj w mistrzowski sposób – gdy było ku temu okazja, postacie poruszały się przy niezmiennym tle, jak wspomniano już w komentarzach – sekwencja jak w grze komputerowej. Nie mogę się nadziwić kreatywności twórców w tej kwestii.

    MUZYKA

    Tutaj uczucia mam raczej ambiwalentne. Pierwszy opening uważam za prześwietny, drugi już niekoniecznie. Ktoś dobrze zauważył, że kojarzy się z openingiem Another – ta sama wykonawczyni. Nie był zły, ale wyraźnie czułem niezdecydowanie w jego charakterze. Za to endingi od razu przypomniały mi Mushishi, które z każdym odcinkiem miał kolejny – warto wspomnieć – tradycyjny, ending. Muzyka w samej animacji jest przeróżna, można też wyczuć motywy przypisane odpowiednim postaciom. Uwielbiam wstawki cokolwiek kojarzące się z rapem, albo dość niepokojący motyw towarzyszący odwiedzinom u księżniczki, która z Togame zbytnio się nie uwielbiała.  kliknij: ukryte 
    Dźwięk momentami aż rozpierał mnie od środka, utwory wprawiały bezlitośnie w taki nastrój, w jaki chcieli mnie wprawić magicy z White Fox.


    PODSUMUJMY

    Powtarzam to już po wielu, ale jest to perełka jedyna w swoim rodzaju. Poprzez długość odcinków pozwala wgryźć się w przedstawiony świat, a wypełniające go istoty nieustannie zaskakują złożonością. Po ostatnim odcinku czuję, że bardzo ciężko będzie mi się z tą serią pożegnać. Jak natomiast wiemy, każda historia ma swój początek i koniec. Warto sięgnąć po tę właśnie, by potem odłożyć ją z poczuciem spełnienia.

    Cheerio!
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Ash 25.02.2016 08:22
    Komentarz
    Parafrazując jedną z postaci w odniesieniu do różnorodności ocen w komentarzach (chociaż jak widzę przeważają raczej te wysokie): „Dobre anime. A może złe?”

    XD
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    sector152 3.02.2016 13:20
    ŚREDNIO
    Z pewnością ta seria posiada swój urok, jest w stanie przyciągnąć widza i zostawić go na trochę przed telewizorem. Jednak czym głębiej tym gorzej. Relacje czy motywacje, niektórych postaci były dla mnie tak bezsensowne, że przez myśl przechodziło mi pytanie o tak wysoką ocenę tej serii. Długie rozmowy w trakcie walk i nie tylko – do pewnego momentu miało to swój urok, ale równie często jest to nużące, a dialogi same w sobie nie ciekawe. Oglądając to Anime czasami miałem też wrażenie, że historia jest zwyczajnie naciągana i robiona pod twórców, coś na zasadzie – nie ważne czy to będzie miało sens, ale ważne, że będzie szokować i ktoś to kupi. 7/10
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 20
    Uratugo 29.10.2015 23:41
    Przerost formy nad treścią
    Po tak rewelacyjnej recenzji spodziewałem się fajerwerków. Fajerwerków nie było. Nawet zimnym ogniem bym tego nie nazwał.

    Kreska prosta i, moim zdaniem, była pójściem na łatwiznę, ale miała swój urok i była pewną emanacją kultury wschodu, więc jakoś nie specjalnie bym się do niej przyczepiał, gdyby reszta rekompensowała tę wadę. Tak się jednak nie stało.

    Postacie? Ani oryginalne, ani przykuwające uwagę, ani skomplikowane. Schemat ich osobowości można ujrzeć w co drugim anime.

    Główny bohater przypomina każdego głównego bohatera typowego shounena- Naruto, Natsu, czy Ichigo. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że Shichika jest całkowicie pozbawiony osobowości i nie ma swoich indywidualnych cech, których raczej nie przypisze się każdemu. Nie; ma je i prezentują się nawet dobrze, ale nie unika on schematu i nie wyróżnia się na tle swoich „kolegów po fachu”, jeśli spojrzeć na ciut lepsze serie, jak „FMAB” czy „Pandora Hearts”. Główna bohaterka natomiast nie wyróżnia się na tle irytujących towarzyszek głównego bohatera. Więcej o niej pisać nie trzeba, bo i więcej sobą nie reprezentuje. Ta jej „nieoczywistość”, o której wspominała recenzentka mnie nie przekonuje. No chyba, że w późniejszych odcinkach nagle zaczął się wyjątkowy zwrot i rozwój osobowościowy, o którym nie wiem.

    Jeśli mogę wymienić tutaj postać, która w jakiś sposób mnie ujęła, to będzie to Nanami- siostra głównego bohatera. Dlaczego? Ponieważ, chyba jako jedyna, jest w tej serii naprawdę złożona i niejednoznaczna. Późniejsze odcinki z jej udziałem rzeczywiście budziły emocje i przyciągały uwagę widza.

    Historia mogłaby być ciekawa, gdyby zastosowano tutaj coś chwytliwego. Niestety, fabuła okazała się być przewidywalna, co wcale jej nie pomogło. Według recenzentki pierwszy odcinek może wydać się najsłabszy, ja jednak uważam, że każdy kolejny (a obejrzałem ich ok. dziewięciu) był na tym samym poziomie. Dialogi i przemyślenia bohaterów wcale nie były głębokie i inteligentne- były przeintelektualizowane i niepotrzebnie przedłużane. O ile w niektórych momentach (kiedy faktycznie rozmawiali o czymś istotnym) były do przyjęcia, o tyle w innych (zazwyczaj tych, mających odgrywać rolę filozoficzno­‑egzystencjalne) były wręcz irytująco nudne. To była po prostu próba zrobienia fascynującej rozmowy, z gadania o dupie Maryni. I to właśnie nazwałem przerostem formy nad treścią. Nie chodziło bowiem o to, aby dialogi budziły refleksję czy poruszenie, a o to, aby brzmiały fajowo i głęboko. Nie ze mną te numery.

    Soundtrack to jedyne, do czego nie mogę się przyczepić. Był naprawdę dobry- robił klimat i wciągał w historie, które się widziało w monitorze. Mieszanka dalekowschodniego folku ze współczesnymi opcjami muzycznymi wyszła bardzo dobrze. Tu daję plus i nie czepiam się niczego.

    Zapytam zatem przewrotnie, komu spośród teoretycznej „grupy docelowej” – dojrzalszych i poszukujących niebanalnych tytułów widzów – ta produkcja się może nie spodobać? Poza osobami przywiązanymi do bardziej tradycyjnej grafiki wskazałabym przede wszystkim tych, którzy oczekują od tego rodzaju tytułu wyjątkowej złożoności i nieprzewidywalności fabuły.


    To pytanie może być pretekstem do mojego podsumowania.

    Czego oczekuję od dobrej serii? Przede wszystkim głębi. Głębi i czegoś, co poruszy. Poruszy w bardzo szerokim kontekście- emocjonalnym, duchowym, intelektualnym. Tak- uważam, ze złożoność i nieprzewidywalność są bardzo ważnymi cechami charakteryzującymi dobre serie. Nie są one jednak głównym kryterium w ostatecznym rozrachunku, jeśli od początku, w założeniu serii nie miały tokowych cech być, bo zwyczajnie nie pasowałyby do całego konceptu.

    Za przykład bardzo dobrej, ale nieskomplikowanej i nie nieprzewidywalnej serii, mogę podać „Kino no Tabi: The Beautiful World”. Seria ta ma kreskę poniżej przeciętnej, prostą fabułę, niezwykle proste uniwersum i mało złożonych bohaterów (nie licząc głównej), a uważam ją za dzieło niezwykłe i wyjątkowe. Ambitne i poruszające. „Katanagatari” za takie anime nie uważam. Nie uważam również, abym w jakiś sposób nie dorastał do tej serii. Obejrzałem dość trudnych i ambitnych anime, żeby mieć samoświadomość w tym zakresie i wiedzieć, że nie brakuje mi dojrzałości czy autorefleksji, aby móc zrozumieć tę serię.

    „Katanagatari” uważam za anime słabe. Wydaje mi się, że twórcy włożyli bardzo wiele wysiłku w to, aby ów seria wyglądała na oryginalną, niebanalną i ambitną intelektualnie, ale po drodze energia poświęcona na pozory sprawiła, że zagubili gdzieś istotę sprawy. Najlepszym określeniem tego dzieła, jakim mogę je ocenić, są właśnie słowa „przerost formy nad treścią”. Z mojej strony niewymuszone 4/10. Serii nie dokończyłem.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Farathriel 10.11.2014 16:57
    Ciekawa rzecz...
    Prawdę powiedziawszy to dość długo zbierałem się do obejrzenia Katanagatari. Odkładałem na bok, później znów rozmyślałem by obejrzeć. Aż w końcu zwyczajnie z nudów włączyłem i… wsiąkłem.

    Co jedno trzeba tej historii przyznać to pewnego rodzaju… „baśniowy” charakter.

    Nie widzę sensu jakiegoś dłuższego rozpisywania się – moi poprzednicy resztę uczynili za mnie. Co zaś się tyczy moich prywatnych uwag, to Katanagatari otrzymałoby 7/10 gdyby nie zakończenie godne największych dramatów świata literatury i kinematografii.
    Dla mnie osobiście – seria unikatowa pod każdym względem. Zabawna w sytuacjach kiedy się tego oczekuje, urocza i urzekająca w relacjach bohaterów, a dobitna i zaskakująca w tych miejscach, w których najmniej się tego można spodziewać.

    To jest krótko ujmując – jedna z tych serii, które pod żadnym względem na nic się nie silą. Tam po prostu są konkretne elementy, które celnością swego istnienia są równie precyzyjne co i Kyotouryuu głównego bohatera.

    10/10 – inaczej nie mogę.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    Kamiyan3991 22.04.2014 13:06
    W końcu
    Zacząłem seans jakoś w połowie listopada, a udało mi się skończyć dopiero dzisiaj… nie wiem czym jest to spowodowane… a może i wiem?
    Seria jest w sam raz na dawkowanie w tempie 1/2 odcinki na miesiąc, więc nic dziwnego, że właśnie taką formę przyjęli twórcy.

    Serię charakteryzuję wyjątkowa kreska/animacja, która przypadła mi do gustu oraz świetna oprawa dźwiękowa.
    Fabule i postaciom trudno coś zarzucić, po prostu trudno ich nie polubić (postaci) i nie wkręcić się w nią (fabułę).

    Co się będę rozpisywał… jedynie o końcówce nie wiem, co mam myśleć – z jednej strony ciekawa, a z drugiej zabrakło mi tam ulubionej postaci.
    Chyba nie można mieć wszystkiego.

    Jedyne co mnie irytuję to fakt, że prawdopodobnie seria niesie jakieś przesłanie, ale jestem zbyt tępy, by je dostrzec.
    Widocznie nie można mieć wszystkiego.

    No nic – serię polecam, oby więcej takich.
    9/10
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 7
    Etna 8.03.2014 11:50
    Kpina z tradycji?
    Ironiczna forma opowieści, która jako tako sprawdziła się w przypadku Bakemonogatari, do anime typu Katanagatari w moim odczuciu zupełnie już nie pasuje. Uproszczona do przesady kreska w połączeniu z przeintelektualizowanym scenariuszem pozbawiły rewelacyjną historię tego, co najlepsze – pasji. Twórcy Katanagatari złośliwie zaszydzili ze starej, dobrej tradycji, bez istnienia której przecież to anime by nie powstało. Nieładnie. Zdecydowanie wolę parodie w dawnym, pozytywnym stylu.

    Odnoszę wrażenie, że Katanagatari jest rezultatem przesytu tematem, a pod pozorem oryginalności kryje się bardzo gorzki przekaz.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Marlow 7.03.2014 03:58
    Bezbłędne
    Przyznam szczerze, że po pierwszym kontakcie z Katanagatari miałem mieszane uczucia. Nie mogłem się przyzwyczaić do tej specyficznej kreski, a zwłaszcza do modeli postaci, które w porównaniu do ostatnio oglądanych przeze mnie serii wydawały się strasznie uproszczone. Jednak dość szybko się do nich przekonałem, tym bardziej, że dobrze współgrały one z całą resztą.

    Z początku miałem wrażenie, że oglądam kolejną serię Slayers, jednak to szybko minęło. Bohaterowie byli wspaniale wykreowani, złożeni i rozwijali się z każdym odcinkiem. Na wielki plus zasługuje też wątek miłosny między nimi, który tak jak pisała autorka recenzji, został przedstawiony dojrzale i w świetnym stylu, bez zbędnego fanserwisu (no może poza małym drobiazgiem dotyczącym pewnej części garderoby Togame – taki fajny żarcik w prezencie dla widzów).

    Moją sympatię zyskało też wiele postaci drugoplanowych, z oddziałem Maniwa na czele. Wprawdzie nie od razu ich polubiłem – kiedy poznałem pierwszego z nich zaleciało mi trochę kiczem, ale zmieniłem całkowicie zdanie kiedy pojawili się Hōō, Pengin i oczywiście owadzi skład. Ci ostatni byli naprawdę kapitalni.  kliknij: ukryte 

    Moim zdaniem tym co wyróżnia Katanagatari jest niezwykle wysoki poziom jego dopracowania. Ta seria nie ma właściwie żadnych błędów. Posiada za to wspaniałe postacie, wciągającą fabułę, sporo dobrego humoru (w tym świetny trolling ze strony twórców –  kliknij: ukryte ) i co najważniejsze – nie gra widzowi na emocjach, co w anime jest dość często spotykanym i skutecznym sposobem na zyskanie wiernych fanów. Pisząc to myślę o tytułach takich jak; Byousoku 5 cm, Kumo no Mukou, Yakusoku no Basho i Toradora!. Te 3 wspaniałe tytuły łączy to, że dosłownie chwyciły mnie one za serce, Katanagatari natomiast czegoś takiego nie zrobiło. Nie musiało.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    AnnalenaNadjem 29.12.2013 01:56
    komantarz
    Przyznam szczerze, że niesamowicie mnie wciągnęło. Może to zasługa nietypowego formatu, ale było jednym z niewielu, które właściwie mnie nie męczyły. Bohaterów autentycznie lubię, choć przyznaję, że niemal od początku kibicowałam tym złym. Moje serce podbili Maniwani (wyjątkiem dwa pierwsze odcinki)  kliknij: ukryte 
    Grafika. Zachwyciłam się. Co prawda Maniwani szaleli (ninja teoretycznie powinni doskonale się maskować), ale bardzo szybko podłapałam konwencję. Oczy Meisai Tsurugi wyglądały po prostu genialnie. Dziewczynka z klanu Itezora na drugim miejscu. Jednak nie zmienia to faktu, że wygląd postaci dość specyficzny był i pewnie większość po zobaczeniu ich popuka się w głowę i postanowi oglądać coś innego.
    Czwarty odcinek był po prostu cudowny. Dawno z niczego się tak w anime nie uśmiałam, jak z tego, co tam twórcy zrobili.
    Momentami było za dużo dialogów. Czasami cierpliwość mi się kończyła. Może jak się ogląda w rozsądnych dawkach, nie wiem. Mi momentami przeszkadzało.  kliknij: ukryte 
    Postaci były niezłe. Wspomniana wcześniej Meisai podbiła moje serce. Ona i jej butelka sake. Togame miała irytujący głos i dziecinne zagrywki. Przed byciem denerwującą co prawda się uratowała, ale niewiele brakowało.  kliknij: ukryte Shichika ewoluował przez całą serię. Relacje też mi się podobały. Gorzej się zrobiło kiedy pojawiła się zazdrość. O ile u nieprzystosowanego Shichiki wypadło to nawet nieźle i zabawnie, to przy Togame byłam raczej znudzona. Starsza jest, powinna pewne rzeczy rozumieć, a jak nie rozumie, to potrafić sobie jakoś inaczej z nimi poradzić. Nieporozumienia się wyjaśnia. Fochanie sie nie jest zbyt inteligentne.
    Openingi przewijałam. O ile ten pierwszy jeszcze dało się obejrzeć, to drugi był po prostu straszny. Ciągle miałam skojarzenia z piosenką początkową z Another. Nie wiem, czy słusznie.
    Zakończenie  kliknij: ukryte 
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    San-san 26.12.2013 21:45
    :<
    Nie akceptuje zakończenia!  kliknij: ukryte 

    Historia była bardzo dobra, choć nie można było zaprzeczyć, że kierowała się pewnymi schematami i pewne akcje można było przewidzieć. Kolejny minus: czasem Togame była nadmiernie wkurzająca, choć jestem zadowolona, że w rzeczy samej nie samym narcyzmem była przepełniona. Lubiłam gdy jej umysł pracował i strategie się sprawdzały. Z początku wkurzały mnie projekty postaci, zwłaszcza Maniwani. Potem trochę mniej. Przyzwyczajenie jak przy Casshern Sins. I te oczy…
    Natomiast jak kompletny osioł dopiero gdzieś przy 10 ep. zorientowałam się, że każdy odcinek ma ok. 50 min. a nie jak zwykle 25. Tak mi zlatywały jeden po drugim… Cóż 9ep skończyłam gdzieś o szóstej nad ranem. Historia była wciągająca. Może jeszcze denerwowała mnie miejscami nadmierna gadanina, zwłaszcza w pierwszej walce… Nie raz miałam ochotę mało empatycznie wrzasnąć w ekran „umieraj wreszcie!”. A często denerwowało mnie, że ginął ktoś, kto wg mnie wcale nie powinien. :<
    Za dużo wad i smuteczku San. Dlatego nie ma 10.

    Najbardziej lubiłam Nanami, Meisai Tsurugę i sennina.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    oo44wo 27.09.2013 23:46
    Rzadko dodaje komentarze, ale w tym wypadku po prostu muszę.
    Mam zastrzeżenia tylko do siostry Shichiki. Jak dla mnie ten wątek miał o wiele większy potencjał, a został potraktowany trochę po macoszemu.
    No i oczywiście słów kilka o zakończeniu:  kliknij: ukryte 
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    slocik 7.04.2013 19:19
    Co tu mowic, jedno z najlepszych anime jakie widzilem od lat. Solidne 8/10.
    Wady niestety sa, szczegolnie odcinek czwraty is siodmy oraz okazjonalne spadki w jakosci kreski z powodu malego budzetu.
     kliknij: ukryte 
    Zakonczenie moze zbyt emocjonalne jak na moj gust, ale bardzo dobre.
    Tylko polecic kazdemu kto umie docenic dobrze opowiedziana historie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    myszahihi 3.04.2013 23:47
    Nie wiem czy powinnam się wypowiadać bo na razie skończyłam 2 odc.
    Oj najwyżej wypowiem się ponownie ^^
    Zakochałam się w kresce, opening też mnie oczarował.
    Dużo gadają ale ja uwielbiam dialogi (wiem, że nie każdemu mogą się spodobać). Bardzo dużym plusem jest to, że odcinki trwają 50 minut ale jest ich mniej. Dzięki temu mogli jakoś gadaninę połączyć z akcją i pominąć zapychacze. Główny bohater jest naprawdę bardzo sympatyczny. Coś mi się zdaje, że niedługo wystawię ocenę 10/10 :)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    blob 6.11.2012 00:15
    Bahasa Palus
    Choć anime oglądałem już dawno temu, wciąż pozostaje głeboko w mej pamięci. W tej serii wszystko było niebanalne:

    Niebanalni bohaterowie – ich relacje, ich piękne, rodzące się powoli, ale szczere uczucie. Bohater, który został wytrenowany na „broń przeciw broniom” (dosłownie), spokojny, cierpliwy, budzący sympatię i bohaterka, także sympatyczna, wybuchowa, ambitna a zarazem krucha, dla której stał się „narzędziem” (z własnej woli), a jednocześnie kompanem i oparciem.

    Niebanalna grafika – może i prosta, ale jakże urokliwa i niepowtarzalna. Wspaniała…

    Niebanalna muzyka – niech tutaj wsytarczy za mój komentarz, że podkładem do najlepszego amv jakiego widziałem na podstawie tej serii użyto utworu właśnie z tej serii, co pokazuje, jak dobrze autor soundtracku skomponował muzykę do Katanagatari.

    Niebanalna fabuła – owszem, prosta, ale jakże wciągająca. No i to zakończenie, kto by się spodziewał…

    Niebanalny format – 12 odcinków, ale każdy po około godzinie długości. Rzadko spotykany format, ale myślę, że idealnie do serii dobrany, każdy odcinek można było traktować jako odrębny epizod, a zarazem fragment całości…

    No i ten teaser z zapowiedzią odcinka 4. Mistrzostwo trollingu ze strony twórców serii wdg mnie :P

    Zgodzę, się z kilkoma moimi przedmówcami. Rzadko jakieś anime zasłaguje na 10/10. Katanagatari należy do takowych anime…
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    tenten97 16.09.2012 14:20
    Świetne
    Mnie się bardzo podobało. Oryginalna kreska, która nie raziła w oczy, muzyka bardzo dobrze dobrana. Postacie były boskie (  kliknij: ukryte ). Jestem fanką Maniwani. Ich sposób podzielenia się w grupy jak i umiejętności były super dobrane i walki z ich udziałem nigdy nie wiały nudą.  kliknij: ukryte .
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    bassty 23.06.2012 16:51
    Bardzo dobra seria.Po obejrzeniu odcinka chciałem zobaczyć nastepny,ba nie mogłem się powstrzymac od tego .Na szczeście seria prezentowała zgoła co innego niż się spodziewałem.Najlepszą częscią tego anime były chyba dialogi Togame i Shichiki pełne humoru(oprócz ostatniego epizodu ale o tym za chwile)i wciągające.Epizody od 1 – 11 oceniam na 10 .Zaś zakończenie nie.Z jakiego względu .Wypowiedź Togame na początku(nie pasował do tej postaci),wypowiedź Emonzaemona: kliknij: ukryte - zapachniało mi tu inna serią.Trochę zrekonpensowało to finałowe cheerio(rodem z Sengoku Basara) ,padłem xD oraz walki(moja ulubiona to ta z Yoroi,krwawa miazga ^^),wyraz twarzy i kolor oczu(wyprane z uczuć ;P) Shichiki xD.Mógłbym pisać i pisać ale czuje że odbiegłbym od tematu więc kończe.Suma sumarum mi przypasowało,daje 9 na co wg mnie zasługuje w 100%.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    Kayatsumi 20.05.2012 15:42
    Kocham to anime i nienawidzę jednocześnie. W ostatnich odcinkach łzy leciały mi po policzkach do samego końca. Każda z historii tu przedstawionych miała przesłanie i morał. To anime wydaje się być proste, jednak jest bardzo złożone i trudne do zrozumienia przez przeciętną osobę. Poruszyło mnie dogłębnie. Czułam się, jakbym tam była, przeżywała te same rozterki co bohaterowie. Wszystko miało tu sens. Żadnych niepotrzebnych słów, scen i przemyśleń.  kliknij: ukryte  Tu wszystko zaczęło się od początku. To było coś nowego, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Jednak dlaczego tak wychwalam Katanagatari, skoro na samym początku napisałam, że go również nienawidzę? Otóż za 3 rzeczy:
     kliknij: ukryte 
    Grafika to dla mnie perła wśród innych produkcji. Oryginalna, dopracowana i płynna. Niekonwencjonalna, za co duży plus. Również muzyka mile mnie zaskoczyła, lubię tradycyjne brzmienia, a sposób przedstawienia ich w tej produkcji przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Kłaniam się autorom anime, muzyki i grafiki.
    Daję ocenę 9/10 przez aspekty wymienione powyżej. Naprawdę godne polecenia anime dla ambitniejszych widzów.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    Kontent 12.05.2012 15:31
    Zakończenie
    Anime wspaniałe, lecz mi by się podobało bardziej, (SPOILER) kliknij: ukryte 

    Spoiler zasłonięty… Moderacja
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Subaru 2.05.2012 13:00
    Katanagatari.. anime bez dwóch zdań wybitne, co tu dużo mówić.
    Od razu w oczy rzuca się niebanalna oprawa graficzna, tak skromna, a jednak pełna wyrazu, jak z japońskich rycin. Animacja jest niezwykle staranna i płynna, nie ma mowy o żadnych niedociągłościach czy zabiegach, by jakoś wypełnić sceny.

    Opowieść o mieczach, fabuła jest epizodyczna, każdy odcinek to kolejny fragment podróży i zarazem kolejny miecz. Lubię takie uporządkowanie, które w żadnym wypadku nie wyszło jednak w sposób przewidywalny. Historia jest naprawdę ciekawa i spójna, choć nieskomplikowana. Jest jednak bogata na tyle, że niesie ze sobą pewne nauki, jednocześnie nie będąc jednoznaczną.

    Bohaterowie wypadli wiarygodnie, mają złożone osobowości, a watek romantyczny mistrzowsko poprowadzony. Po prostu nie da się ich nie lubić, nawet tych czarnych charakterów, zawsze tak przystrojonych..

    Pomimo wysilania mózgownicy nie potrafię znaleźć żadnych wad tego anime, może poza openingiem i endingiem, które były takie sobie, ale co kto lubi.

    Cheerio! 10/10.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    cancell 15.02.2012 14:07
    @@@
    Nie wiem do końca dlaczego sięgnąłem po tę serię – chyba dla tego że lubię opowiastki o samurajach i czasem oglądam te serie które wiem że nie przypadną mi do gustu po to by docenić te w moim mniemaniu interesujące.

    Co do fabuły to nie mam jej nic do zarzucania. Jest dość prostoliniowa – może wciągną mniej lub bardziej.
    Mnie akurat wciągnęła w stopniu umiarkowanym.

    Postaci – w całej serii nie polubiłem żadnej. Tak naprawdę większość budziło u mnie irytację. Główny bohater robi wrażenie przygłupa który zrobi wszystko co nakażę mu jego kompanka.
    O postaciach drugoplanowych nawet nie będę rozpisywał bo jak dla mnie jest tragedia.

    Grafika – odnośnie teł to zarzutów nie posiadam. Inaczej sprawa ma się do postaci które zostały strasznie oszpecone. Tak koszmarnej kreski jeszcze nigdzie nie widziałem.

    Jak dla mnie przeciętniak widziałem masę lepszych tytułów.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    shugohakke 14.02.2012 13:58
    Los nieuchronny
    Katanagatari podbiło moje serce dwoma… nie trzema elementami. Po pierwsze tytułem i nie chodzi tu o sens „Mieczopowieści”, ale o jego melodyjność i rytm – to słowo jest wspaniałe. Po drugie Bahasa Palus, i nie wymaga to więcej komentarza. Po trzecie postaci, a zwłaszcza ich podejście do życia (choć może powinienem powiedzieć śmierci).
     kliknij: ukryte 

    Ta nieuchronność losu jest tym, co najbardziej urzekło mnie w Mieczopowieści. Postaci mają zupełnie inny od współczesnego nam system wartości i nie podejmują decyzji zrozumiałych dla nas – domowych animeoglądaczy.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    lileo_dark 4.12.2011 21:41
    oczarowana, oczarowana i jeszcze raz oczarowana. cudne. swietna muzyka, grafika *_*, pomysl i bohaterzy… po prostu zostalam wciagnieta w wir poszukiwan mieczy.
    zakonczenie mna zawladnelo  kliknij: ukryte 
    w pelni zasluzone miejsce w fav, 10/10
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 0
    Novalogic 3.12.2011 10:53
    Ładnie pięknie ale...
    Anime może uderzać swoją prostotą, zwłaszcza pod względem szablonów postaci czy statycznej formy prowadzenia walk ( bardzo dużo gadaniny ). Jednakże ma w sobie to coś co przyciąga do ekranu monitora i każe włączyć kolejny epizod. Seria bardzo mi się podobała tylko… zakończenie :/
    Przyznaję, że zostało dobrze wyreżyserowane i ładnie podomykało wątki ale czemu musiało być takie smutne… Ponadto nie rozumiem w nim jednej rzeczy, a mianowicie dlaczego  kliknij: ukryte 

    Zamaskowano spoiler – Moderacja
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 11
    Luk 4.07.2011 10:43
    najlepsze anime roku?
    ... te trzy kropeczki powinny skomentować całe to anime. Po przeczytaniu recenzji spodziewałem się czegoś klimatycznego i poważniejszego. Jeżeli to anime jest najlepszą produkcją tego roku to faktycznie nic kompletnie zdatnego do obejrzenia się nie pojawiło. Postacie są tragiczne, przeciwnicy bez komentarza – epoka walk na miecze, samurajów a połowa przeciwników wygląda jak skate dzieci w zbyt szerokich spodniach i czapkach z daszkiem. Humor prymitywny – co mogłoby być śmieszne ale niestety nie wyszło coś tutaj, w dragon ballu się bardziej uśmiałem. Widać, że Japończycy na siłę starają się zainteresować dzieciaki swoją historią i później pojawiają się takie niestrawialne hybrydy. Gdybym miał to anime do czegoś porównać to do Samurai Champloo tam podobne zagrywki były stosowane. Jednak tam wyszło o wiele lepiej to wszystko. Katanagari można porównać do odcinka w którym w samuraiu champloo ( epoka samurajów ) biegają dzieciaki i smarują po mieście grafiiti – tragiczny odcinek i ta seria cała taka jest.

    Ocena 10? Ja bym dał 3 – rozumiem że ktoś może lubić takie klimaty to może wtedy dać 5. A jak ktoś uwielbia walki w stylu :
    - teraz użyje ciosu krzywego żurawia !
    - atak mangusty o poranku !
    - potrójny blok brudnego ręcznika !
    - zabiję cię bo mój miecz jest bardziej mieczowy od twojego!
    - nie mieczowatość mojej ręki jest większa ho ho ho ho !
    - to nieprawdopodobne oooooooooeeeeeeeeeuuuuuuu!
    ...
    (jak ktoś lubi takie klimaty to bym dał 6)

    tak wyglądają pojedynki trwające po 20 minut…
    dużo bardziej dynamiczne i poważniejsze to było we wspomnianym wyżej dragon ballu czy chociażby w GIGI – z normalną serią jak Shigurui nie będę w ogóle porównywał.
    Nie chodzi o wyżalenie się ale może akurat jakaś osoba dzięki temu opisowi z mojej strony nie zmarnuje sobie czasu na oglądanie tej serii.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime