Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Komentarze

Altered Carbon: Resleeved

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    anmael 14.04.2021 19:02
    5/10 tak jak reszta
    Nie ma nawet co sie rozpisywac o tej produkcji. Jeżeli ktoś wcześniej widział serial może looknac i cieszyć się dalej.

    Jak dla mnie fabuła wycieta znikąd, oglądając nie dowiemy się niczego o co chodzi w tym świecie, kto jest kim i po co na co to się dzieje. Grafika dosyć fajna, miła dla oka.

    Można obejrzeć z braku laku
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 3
    Windir 24.06.2020 16:40
    4+/10
    Opis jest błędny. Jest to bardzo luźno powiązany, prequel (Taking place 253 years before the main events of season one) do dwóch sezonów serialu. Serialu, który porzuciłem po pierwszym sezonie. Niby świat i jego założenia bardzo ciekawe, ale główne role/aktorstwo mi nie podeszło i zmęczyłem w bólach.
    A samo Resleeved? Typowy akcyjniak do obejrzenia dla walk. Grafika tylko na obrazkach wygląda źle bo płynność animacji zaskakuje POZYTYWNIE od pierwszych sekund, a dzieje się dużo i jest bardzo mięsnie. Dziury scenariuszowe mnie bolały. Zaawansowana technologicznie  kliknij: ukryte 
    Czy warto oglądać bez znajomości przynajmniej serialu? Zdecydowanie tak, bo w końcu ciekawy i logiczny pomysł na świat. Czy to był dobry film? Nie bardzo.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Sezonowy 6.06.2020 14:20
    Miłośnikom cyberpunka - szczerze polecam
    Oba fabularne sezony „Altered Carbon” obejrzałem z przyjemnością. Serial w zasadzie został zamknięty, historia Takeshi Kovacsa – dopowiedziana. Koniec, kropka. A tu proszę, kontynuacja i to w dodatku animowana!

    Od razu powiem, że zasiadając przed ekranem miałem co do tego filmu poważne obawy. Na moje szczęście – nie sprawdziły się. Co więcej, bawiłem się kto wie czy nie lepiej niż przy wersji fabularnej! To prawdopodobnie zasługa tego, że film jest bardziej, jakby tu powiedzieć… konkretny? „Altered Carbon: Resleeved” to już bowiem nie mieszanka SF i cyberpunka, a cyberpunk pełną gębą. Klimat filmu tylko na tym zyskał, bo scenariusz skupił się tym, co na ziemi, pod nogami, w zasięgu ręki, nie rozpraszając uwagi widza wizją pozaziemskich społeczeństw i światów oraz filozoficznymi kwestiami związanych z etyką i psychologią cybernetycznej długowieczności. Tu mamy do czynienia z czystym kinem akcji i sensacji. Do tego tak scenarzysta, jak i graficy nawet nie próbują udawać, że to opowieść dla wszystkich: trup ściele się gęsto, krew pojawia się na ostrzach, ścianach, rękach, cybernetyczni ninja walczą z cybernetyczną policją, yakuza dziurawią wszystko dookoła ołowiem tak jakby świat miał się jutro skończyć. Knujstwo, intrygi, japońscy gangsterzy należycie wytatuowani i okrutni, faceci silni i z kwadratowymi szczękami, kobiety silne i piękne.

    Wszystko to wizualnie wygląda świetnie, tak scenografia, jak i postaci. Ktokolwiek był odpowiedzialny za to, jak za pomocą kreski najlepiej wyrazić emocje na twarzach postaci, odwalił kawał porządnej roboty. Do tego dochodzi przekonujące pokazanie malowniczego świat yakuzy z przyszłości, połączenie tysiącleci tradycji z najnowszymi zdobyczami techniki, starych obyczajów i zasilanych cybernetycznie rytuałów.

    Za sprawą sugestywnej estetyki, do której należałoby jeszcze dorzucić muzykę, w trakcie seansu miałem momentami wyraźne i pozytywne skojarzenia ze światem przedstawionym przed laty w „Ghost in the Shell”. Mógłbym się założyć, że gdy na ekranie Takeshi i Gina robią krwawą miazgę z przeciwników, w tym samym czasie, na Ziemi, pani Major i Batou po raz kolejny próbują uratować społeczeństwo przed rozpadnięciem się na kawałki. Nostalgia, jeśli umiejętnie serwowana przez artystów w swoim fachu, to wspaniała sprawa.

    Jeśli już miałbym mówić o jakichkolwiek zastrzeżeniach do filmu, to te skupiłyby się wokół drobnych niezręczności scenariusza. Kilka scen, gdzie scenarzysta na siłę starał się wzbudzić we mnie konkretne emocje, przez co scena, zamiast ekscytować, wypadała sztucznie i nieprzekonująco, a dialogi stawały się „drewniane’. Na szczęście, nic co miałoby wpływ na rytm czy logikę opowieści. Z drugiej strony, osoby które nie znają „Altered Carbon”czy to z serialu czy też z książki, mogą czuć się nieco zdezorientowane ideą ludzkiego ciała jako wymiennego, czasowego „pokrowca” dla niemal wiecznej duszy, wokół której kręci się opowieść. To samo dotyczy podających od czasu do czasu nazwisk, nazw planet czy organizacji a przede wszystkim tego, co tak naprawdę łączy ze sobą parę głównych bohaterów. Jeśli jednak poznałeś już wcześniej świat pokazany w „Altered Carbon” – będziesz czerpał przyjemność z rozpoznawania tych wzbogacających historię detali.

    Zakończenie filmu jest otwarte co daje nadzieję, że być może pojawią się kolejne części. Jeśli tak się stanie, będę przeszczęśliwy.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime