Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,75

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 46
Średnia: 6,04
σ=1,52

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Saihate no Paladin

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2021
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Faraway Paladin
  • 最果てのパラディン
Gatunki: Fantasy
Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Trójka nieumarłych wychowuje dziecko… Czyli wstęp do bardzo czystego gatunkowo, rzemieślniczego fantasy. A jako że fantasy jest ostatnio rzadkim widokiem: pozycja obowiązkowa dla miłośników gatunku.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Pewien świat fantasy z elfami i krasnoludami. Znajduje się w nim świątynia, w której „żyje” troje nieumarłych. Są to: Gus, upiór wielkiego maga, mumia potężnej kapłanki Mary i szkielet straszliwego wojownika Blooda. Pod ich opieką znajduje się mały chłopiec imieniem Will… Co samo w sobie jest dziwne, bo przecież nieumarli nie mogą mieć dzieci. Co więcej, nie jest to miejsce do życia dla wchodzącego w dorosłość młodego człowieka. Swoje do powiedzenia mają też w tej sprawie bogowie, aczkolwiek w klasycznym fantasy to raczej nie dziwi. Tak więc: czy trójka nieumarłych dobrze przygotowała młodzieńca do wejścia w życie? Tym bardziej że świat, w którym toczy się akcja, jak przystało na każdy porządny świat heroic fantasy jest miejscem niebezpiecznym. Pełno w nim bowiem demonów i potworów…

Saihate no Paladin jest wbrew pozorom trudnym do zrecenzowania tytułem. Wprawdzie pod względem formalnym należałoby go nazwać isekajem, jednak faktycznie wątki przeniesienia między światami (które naturalnie tu się pojawiają, bo gdyby było inaczej, nie pisałbym o tym) odgrywają rolę tak mało znaczącą, że w zasadzie można o nich zapomnieć. W rezultacie mamy do czynienia z czymś, czego kiedyś było bardzo dużo, a dziś jest bardzo mało: bardzo rzetelnym heroic fantasy. I to takim prawdziwym, z elfami, smokami, czarodziejami i całą resztą. I to właśnie jest źródłem trudności z pisaniem recenzji.

Nie ukrywajmy: fantasy, zwłaszcza takie z elfami i smokami, nie jest gatunkiem, który ma współcześnie szczególnie dobrą prasę. Zarzuca mu się generyczność, sztampowość, wtórność i nadmiarową liczebność. Z drugiej strony: gdyby pójść do dowolnej księgarni i zacząć liczyć książki wykorzystujące tę konwencję, to nie natrafilibyśmy na ich jakąś przytłaczającą liczbę. No, chyba że byłby to antykwariat. Wówczas faktycznie opowieściami o rycerzach i magach wyłożona byłaby cała ściana. I właśnie ten dysonans może powodować bardzo istotne różnice w odbiorze tej serii.

Tak więc ktoś, kto pamięta sytuację sprzed dekady lub dwóch (albo ciągle żyje w nich mentalnie) będzie patrzył na omawiane anime z jej perspektywy. Wyda mu się ono kolejnym tytułem jak setki innych. Natomiast ktoś, kto urodził się dzisiaj i lubi fantasy, zobaczy je prawdopodobnie w lepszym świetle, czyli jako rzadki przykład niszowego gatunku. Bo Saihate no Paladin tym właśnie jest – bardzo rzetelnym fantasy kategorii B. Rozumiem przez to, że nie jest to dzieło wybitne, które można byłoby postawić w jednym szeregu z Władcą pierścieni, Wiedźminem, Grą o tron czy Ziemiomorzem. Albo – odwołując się animowanych odpowiedników gatunku – z Sousou no Frieren czy innym Dungeon Meshi. Jednak tytułem, który jak najbardziej można polecić, choć raczej nie należy mieć wobec niego przesadnych oczekiwań.

Czym jednak jest Saihate no Paladin, nie na tle gatunku, lecz jako dzieło samo w sobie? Otóż jego fabuła przenosi na ekran light novel pod tym samym tytułem. Oryginał składa się obecnie z czterech tomów (przy czym trzeci podzielony został na dwie księgi). Omawiana seria przenosi na ekran pierwsze dwie, druga seria: resztę. Tak więc oglądamy pierwsze kroki Willa w tym świecie i jego trening, a następnie wydarzenia, które stanowią cezurę jego dorosłości. Potem widzimy podróż w stronę świata ludzi, spotkania z pierwszymi z jego mieszkańców oraz efekty tych spotkań…

Bohaterów wbrew pozorom nie ma specjalnie dużo, zarówno tych pierwszo-, jak i drugoplanowych. Oczywiście centralną postacią jest tytułowy Will, który moim zdaniem jest dość słabym bohaterem. Owszem, budzi sympatię oraz zainteresowanie, ale jednocześnie brakuje mu zakorzenienia w świecie, a dzięki odbytemu treningowi okazuje się osobnikiem strasznie mocarnym, któremu uporanie się z większością problemów przychodzi z łatwością. Oprócz niego poznajemy też chciwego arcymaga, czy też raczej jego upiora imieniem Gus, szkielet rubasznego wojownika, który za życia nosił imię Blood oraz potężną kapłankę Mary, matczyną, pełną poświęcenia i opiekuńczą. Do tego dochodzą postacie bogów: dobrej bogini cyklu życia Gracefeel oraz odpowiedzialnego za śmierć i nieumarłych bóstwa Stagnate, oraz kwestia konfliktu między nimi. A także starsza wojna stoczona z bogiem jeszcze wredniejszym niż Stagnate, a odpowiedzialnym za potwory i demony, które po dziś dzień nękają ten świat.

Kolejną ważną postacią jest, pojawiający się w drugiej połowie serii półelf Meneldor o źle dobranej z punktu widzenia polskiego odbiorcy ksywce „Menel”. Meneldor, osobnik o skomplikowanym życiorysie oraz dalekiej od kryształowej przeszłości, wnosi do serii bardzo dużo. Will bowiem nie do końca jest bohaterem wiodącym, a raczej czymś, co przytrafia się innym ludziom. Jest bowiem zbyt krystalicznie czysty, zbyt dobry i nadmiernie wyzuty z osobistych celów i ambicji. Dlatego właśnie on jest najsłabszym elementem Saihate no Paladin. Po prostu brakuje mu zarówno charyzmy, jak i słabych stron, celu i osobistego zaangażowania. Przydałoby się, żeby w fabule pojawił się jakiś mroczny sekret, niepewność, fatum, niespełniona albo zagrożona miłość, próba manipulacji ze strony możnych, zazdrosny rywal… Oczywiście bohater­‑przepak walczący z potworami zapewne wystarczyłby, żeby pociągnąć serial. Tu jednak dochodzimy do kolejnego problemu: nadmiernego zafiksowania na logice gier komputerowych oraz myśleniu „gracz” – „moby”. Ogólnie rzecz biorąc istnieje niewiele zagrożeń, którym Will nie umiałby sprostać, co trochę psuje dramatyzm. Obecność Meneldora, wnoszącego wiele ludzkich cech i niedoskonałości poprawia sporo. Choć niestety nie wszystko.

Dramatyzm psuje też niestety fakt, że seria jest zarówno animowana, jak i rysowana raczej średniawo. To znaczy: ani w tłach, ani w projektach postaci nie ma niczego, co wypalałoby oczy, ale powiedzmy sobie szczerze: widziałem całe mnóstwo ładniejszych anime. Tła bywają bardzo ładne, ale też bardzo puste. Magiczne stwory wypadają zwykle marnie i bez polotu. Znaczna część potworów wygląda jak przerysowane z bestiariusza do jakiegoś systemu RPG i odróżnia się stylem graficznym od otoczenia. W szczególności źle wyglądają nieumarli (których potraktujmy jako oddzielną kategorię bytów). Owszem, główna trójka ma całkiem udane projekty. Jednak później pomniejsze istoty z tego rodzaju, które Will napotyka w pewnej zrujnowanej wiosce, wyglądają tak dziwnie, marnie i żałośnie, że gdyby bohaterowie mnie nie poinformowali, czym są, nigdy bym się nie domyślił. Problemem są też walki. Powiedzmy sobie szczerze: nie są to epickie pojedynki z legend, godne Beowulfa czy Zygfryda Smokobójcy. To raczej eksterminacja przypadkowych płotek, gdzie (z kilkoma wyjątkami) problemem jest to, że towarzysze Willa nie dorośli do jego mocy i potęgi.

Oprawa dźwiękowa, podobnie jak grafika, jest skromna. Nie zapamiętałem ani jednego utworu, który wywarłby na mnie jakiekolwiek wrażenie, czy to pozytywne, czy też negatywne. Po prostu muzyka jest poprawna. Dobrze dopasowana do scen, acz raczej beznamiętna. Podobnie wygląda sprawa z aktorstwem głosowym: bohaterowie mają dobrze dobrane głosy, nic nie zgrzyta, nic nie przeszkadza w odbiorze, trudno sobie wyobrazić postacie zagrane przez inne osoby, ale jednocześnie nic nie porywa ani nie podnosi tej produkcji na wyższy poziom. Aczkolwiek w przypadku tego tytułu można chyba się zgodzić, że nie mamy do czynienia z czymś, co ogląda się dla jego przełomowości i niezwykłości.

Dlaczego więc się go ogląda?

Podejrzewam, że głównie dlatego, że jest się miłośnikiem czystego gatunkowo, uczciwego fantasy. Czyli gatunku nadal popularnego, ale niezbyt ostatnimi czasy docenianego przez twórców (bo powiedzmy sobie szczerze: dwie serie na dziesięć lat, niezależnie jak dobre, to nie jest wiele). W tej roli Saihate no Paladin sprawdza się jak wszystko, co z nim związane: średnio. Jednak, mimo że fantasy wydało dzieła takie jak Władca pierścieni, Saga o wiedźminie czy Czarnoksiężnik z archipelagu (lub, bliżej naszego pola zainteresowań: Sousou no Frieren), to nigdy nie był to gatunek szczególnie wysokich lotów. Zawsze więc było w nim mnóstwo popłuczyn po Conanie, Zapomnianych Krainach, Warcrafcie czy Smoczej Lancy. Na tle tej drugiej kategorii Saihate no Paladin wypada (co oczywiste) dobrze. Można go bez wstydu postawić na jednej półce z takimi tytułami, jak Kronika wojny na Lodoss, Belgariada albo (z nowszych) Zwiadowcy lub (całkiem fajny) francuski cykl komiksowy Świat Akwilonu. Jeśli ktoś gustuje w tego typu dziełach, to jest to odpowiedni tytuł dla niego.

Tym bardziej że (wybiegnę trochę do przodu) druga seria jest o poziom lepsza.

Zegarmistrz, 30 czerwca 2024

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Children's Playground Entertainment
Autor: Kanata Yanagino
Projekt: Kouji Haneda, Kususaga Rin
Reżyser: Yuu Nobuta
Scenariusz: Tatsuya Takahashi
Muzyka: Keigo Hoashi, Ryuuichi Takada