Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 23
Średnia: 6,26
σ=1,26

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Melmothia, Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Koroshi Ai

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2022
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Love of Kill
  • 殺し愛
Gatunki: Romans, Sensacja
Widownia: Shoujo; Postaci: Łowcy nagród, Przestępcy; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Nie dajcie się zwieść scenom akcji, to tylko romans bez romansu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Przyznam, że kiedy widzę lekko uśmiechniętego osobnika z oczami zwężonymi do dwóch kresek, to mam nadzieję na drugiego Xellosa ze Slayersów czy innego Gina z Bleacha, bo Hisoka z Hunter x Hunter jednak miał je częściej otwarte, mimo że to podobny typ tajemniczego, pozornie beztroskiego mężczyzny, o którym niewiele wiemy, a który sam wie więcej, niż kiedykolwiek zdradzi – i który jest śmiertelnie niebezpieczny. Przy czym ta ostatnia cecha jest najbardziej charakterystyczna. Tego rodzaju panowie raczej nie mają swoich wątków romantycznych – w każdym razie nie na oczach widzów – mogłoby to bowiem naruszyć ich pieczołowicie kreowany wizerunek. Zawsze ciekawiło mnie, jakby taki pan zachował się postawiony twarzą w twarz przed swoją drugą połówką w przeznaczonym mu wątku romantycznym, zdzierającym z niego trochę tej tajemniczości. Cóż, nie powiem, żeby Koroshi Ai odpowiadało na to zapotrzebowanie, ale na bezrybiu i rak ryba.

Pierwsze minuty anime z prędkością pocisku wystrzelonego z broni palnej zapoznają ze sobą dwie główne postaci tej kuriozalnej opowieści miłosnej: Songa Ryang­‑Ha i Chateau Dankworth. Pan i pani spotykają się podczas wykonywania jakichś zadań, gdzie wśród świstu kul i krwi chlapiącej po ścianach błyskawicznie zwierają w starciu. Przewagę zyskuje pan Song, który przygważdża pannę Dankworth do podłogi i z przyjaznym uśmiechem na ustach pyta o imię. Oboje pracują w niebezpiecznych zawodach, z tym że Chateau jest oficjalną łowczynią głów, świeżo zatrudnioną w agencji Ritzland, a Song samotniczym osobnikiem z nagrodą za swoją głowę, także polującym na różnych gagatków. Nie zdążymy jeszcze dobrze się przyjrzeć postaciom, a one już przechodzą do relacji, która będzie się ciągnąć przez resztę odcinków: poirytowanej i burczącej Chateau próbującej się oganiać od zaczepiającego ją na każdym kroku amanta (jeszcze trochę, a zacznie jej wyskakiwać z lodówki) oraz pana Ryang­‑Ha.

Pozornie pogodny i wyluzowany Ryang­‑Ha zaczyna pojawiać się wszędzie tam, gdzie zmierza bohaterka, nie zrażając się tym, że przez większość czasu traktowany jest jak powietrze albo mucha, od której trzeba się oganiać. Dręczy Chateau wiadomościami tekstowymi, zaproszeniami na randkę oraz swoją osobą w całości, nie dając jej spokojnie pracować. Potrafi nawet dowiedzieć się, na kogo kobieta poluje, aby sprezentować jej danego zbira – w zamian za… randkę w Wigilię. Za tą fasadą wesołości i beztroski kryje się oczywiście mroczna strona, coraz częściej w trakcie akcji wywoływana – przede wszystkim w momencie, gdy na Chateau czyha jakieś niebezpieczeństwo (albo kiedy Chateau po prostu nie ma w pobliżu). Anime realizuje więc akceptowalnej jakości schemat bezlitosnego i nieprzystępnego zabójcy, który tylko swoją wybrankę traktuje inaczej niż resztę świata. Bez zbędnych słodkości, bez tkliwości, z dwójką dorosłych ludzi w dorosłym półświatku (strzelanin, zabójstw i porwań).

Nawiązując do powyższych awansów, Chateau wykazuje się całkowitym brakiem zrozumienia postępowania Ryang­‑Ha. Milcząca, skupiona na pracy, rzeczowa, zbudowała wokół siebie potężny mur, od którego odbijają się wszelkie próby zbliżenia do niej, tak współpracowników, jak i bohatera. Ona także skrywa się za fasadą – tym razem braku emocji i chłodu, która zaczyna się jednak kruszyć w obliczu niektórych poczynań pana. Rezultatem właśnie tych jego zabiegów oraz reakcji Chateau są zwykle scenki komediowe, zresztą w ogóle obficie występujące w relacjach tej aspołecznej dwójki. O ile były one rzeczywiście zabawne, to niestety jednocześnie wraz z dalszymi wydarzeniami pokazały, że za dużo oczekiwałam od tego tytułu. Na początku serii myślałam, że twórcy stworzyli dwie równorzędne postaci, tak samo silne, działające w tym samym zawodzie i mogące tak samo zrobić sobie nawzajem krzywdę. Omyliłam się jednak. Chateau jest dobra w tym co robi, ale… tylko jeśli nie porównywać jej do Ryang­‑Ha. Im dalej w las, tym wyraźniejsza jest dysproporcja sił między nimi, ze znaczną przewagą po stronie tego ostatniego. Poczułam się trochę oszukana, tym bardziej że Chateau dostaje bardzo mało szans na wykazanie się i, ku mojej irytacji, bardzo często ląduje w roli panny w opałach, którą z opresji ratuje wiadomo kto. Całe szczęście, że i odwrotna sytuacja (częściowo) ma miejsce, bo jednak o wiele ciekawsze jest oglądanie, jak niezniszczalnemu panu pali się grunt pod nogami.

To jest właśnie clou tej serii. Ta nietypowa, żeby nie powiedzieć – patologiczna, relacja Chateau i Ryang­‑Ha jest nadrzędna wobec wszystkich pozostałych elementów serii. Służebną rolę wobec niej pełni przede wszystkim akcja wraz z coraz częściej powtarzającymi się retrospekcjami – między innymi wracającymi do wspomnień z dzieciństwa bohaterki oraz wskazówkami, że istnieją inne poza romantycznymi powody, dla których Ryang­‑Ha interesuje się Chateau. Mnogość starć (nie, nie ma na co popatrzeć) nie przysłania jednak faktu, że wszystko kręci się wokół pana broniącego pani czy ewentualnie pani ratującej pana. Również postaci drugoplanowe nie wyróżniają się szczególnie, acz jako że jest ich niewiele, to większość dostanie swoje kilka minut na ekranie. Zaliczają się do nich przede wszystkim Euripides Ritzland oraz Jim – szef i kolega z biura, w którym pracuje bohaterka, najczęściej służący pomocą jej albo scenariuszowi, gdy trzeba coś zorganizować znikąd – takie narzędzia fabularne, uzupełniające fabułę tam, gdzie występuje taka potrzeba. W pewnym momencie, gdy coraz większą rolę zaczyna odgrywać wątek przeszłości głównych bohaterów, pojawiają się również ważniejsi antagoniści, czyli starszy pan zwany Donnym oraz jego podopieczni – młodzi psychopaci wyszkoleni w sztuce zabijania i wykonujący rozkazy swojego opiekuna – zabij tego, przyprowadź tę i tym podobne. Rozwój fabuły przynosi częściowo odpowiedzi na pytanie o ich motywacje, z przeszłości powoli wynurza się coraz więcej informacji – o dość ponurym dzieciństwie osieroconej wcześnie Chateau oraz wałęsającym się po niebezpiecznych uliczkach i pozbawionym opieki Ryong­‑Ha.

Tło jest okrojone do absolutnego minimum. To kilka konkretnych punktów na wielkiej mapie niczego: jeden pokój w biurze, statek gdzieś na morzu, podejrzane uliczki, magazyny czy okazała rezydencja na odludziu. To nasz świat, wspomniane są bowiem Hongkong oraz Francja, ale inny, nie tylko dlatego, że niewyraźnie zdefiniowany. Rządzi się on nieco innymi zasadami: legalny jest tu na przykład zawód łowcy głów, chociaż nie powinniście się łudzić, że dowiecie się, jak to działa na ogólniejszym socjologicznym tle. Pierwowzorem jest internetowy komiks publikowany na Pixivie, skupiający się na komediowych aspektach romansu (adaptujący go komiks papierowy ukazywał się w czasopiśmie przeznaczonym dla kobiet). Podchody Ryang­‑Ha i reakcje Chateau są zabawne i przyjemnie je się ogląda, szczególnie takiemu niejadkowi romantyczności jak ja. Anime uderza też w tony o wiele mroczniejsze, próbuje nas przeciągnąć przez gamę negatywnych emocji, obficie wspomagając się kimś zaciekle walącym w klawisze fortepianu. Po pewnym czasie zamiast budować klimat, staje się to zwyczajnie komiczne (nie powiem, że niestety, bo jednak się uśmiałam). Do tego dochodzą strzelaniny, morderstwa, pościgi – niby dużo się tutaj się, ale tak naprawdę na względnie małym podwórku, biednym w wątki inne niż te ściśle związane z konkretnymi wydarzeniami z przeszłości Chateau i Ryang­‑Ha. Mimo obfitości akcja jest więc pretekstowa, świat malutki, i liczą się tylko te fragmenty, w których losy głównej dwójki stykały się lub na siebie wpływały.

Pomimo wszystkich dostrzeżonych wad tej serii oraz braku zakończenia – bo fabuła jest zamknięta w umowne ramy pierwszego etapu znajomości głównej dwójki – pozostaje ona tworem pod pewnymi względami interesującym. Po pierwsze, przedstawia kilka wcześniej przeze mnie wspomnianych, prostych, ale rzadkich w anime schematów, co samo w sobie czyni je atrakcyjnymi. Po drugie, w relacji romantycznej jest tyle romantyzmu, co kot napłakał, więc osoby z alergią na niego też mogą serię oglądać. Po trzecie, jest tu sporo humoru, jeśli podliczyć ten zamierzony i ten niezamierzony, a wynikający z pewnej teatralności oraz nadmuchania patosem. Wszystkie te elementy zebrane razem zapewniają zadowalającą rozrywkę – ale tylko dla osób, które nie potrzebują fabuły, bo wystarczą im postaci.

Melmothia, 17 maja 2022

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Platinumvision
Autor: Fe
Projekt: Tomokazu Sugimura, Toshimitsu Kobayashi, Youko Satou
Reżyser: Hideaki Ooba
Scenariusz: Ayumu Hisao
Muzyka: Kei Yoshikawa

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Koroshi Ai - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl