Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,67

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 17
Średnia: 8,35
σ=0,97

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Sulpice9)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Boku no Kokoro no Yabai Yatsu [2024]

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2024
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Dangers in My Heart [2024]
  • 僕の心のヤバイやつ [2024]
Gatunki: Komedia, Romans
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Miłosne perypetie dwójki gimnazjalistów i katusze recenzenta, czyli rozważania, jakim cudem coś tak złego w założeniach udało się tak dobrze zrealizować.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Rok 2023 i pierwsza połowa 2024 są niezwykłe łaskawe dla fanów anime. Poza sporą liczbą solidnych tytułów regularnie pojawiają się też hity zdobywające wysokie noty od widzów i krytyków. Wymieńmy choćby Tengoku Daimakyou, Oshi no Ko, Kusuriya no Hitorigoto, Dungeon Meshi i przede wszystkim Sousou no Frieren, które w momencie pisania tej recenzji zajmuje pierwsze miejsce w rankingu na najlepsze anime według portalu MyAnimeList. Nie twierdzę, że każda z tych serii to czyste złoto (sam nie jestem przekonany do niektórych ze wspomnianych tytułów), natomiast trudno zaprzeczyć, że zdobyły niemały rozgłos.

Pierwszy sezon Boku no Kokoro no Yabai Yatsu był równie wielkim przebojem, zaś w moim prywatnym zestawieniu spokojnie trafił do top trójki tej złotej epoki. Zabawna rzecz, początkowo nie planowałem sięgać po to anime, choćby z powodu dość banalnego pomysłu na fabułę. Opowieść o chmurnym gimnazjaliście, którym z jakiegoś powodu interesuje się nadzwyczaj atrakcyjna koleżanka, brzmi jak kolejna niezbyt ambitna próba spieniężenia chłopięcych fantazji. Fakt, że autor papierowego pierwowzoru był wcześniej kojarzony głównie z mocno erotycznymi tytułami, również nie pomógł. Jednak zaciekawiły mnie wysokie oceny, nierzadko wystawiane przez dorosłe kobiety i postanowiłem zaryzykować. Początkowy sceptycyzm ustąpił entuzjazmowi, a seria zaskoczyła mnie z dwóch pozornie wykluczających się powodów. Po pierwsze – jest o niebo lepsza, niż spodziewałem się po streszczeniu. Po drugie – wciąż realizuje obiecane przez siebie założenia, będąc ciepłym romansem gimnazjalnym z dwoma komediowymi stereotypami na pierwszym planie (małym, narwanym chłopakiem i urodziwą, niezbyt lotną dziewczyną). Mimo prostoty pomysłu, dzięki starannemu wycyzelowaniu charakteru bohaterów, wyrafinowaniu scenariusza i bardzo dobrej oprawie audiowizualnej tę specyficzną pierwszą miłość oglądałem z zainteresowaniem, a miejscami z zachwytem.

Po zakończeniu sezonu niemal od razu ogłoszono pracę nad drugą odsłoną, co szalenie mnie ucieszyło, ale i nieco zaniepokoiło. Stworzenie dobrego nastoletniego romansu jest sztuką, lecz wypuszczenie równie udanej kontynuacji to jeszcze trudniejsze zadanie. Ku mojemu zdumieniu, serial nie tylko utrzymał wysoką formę, ale po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczył. Jednak zanim wezmę się za szczegółową analizę, muszę uprzedzić, że od następnego akapitu aż do końca recenzji pojawią się spojlery dotyczące całego pierwszego sezonu. Jeśli ktoś nie zna tej serii, to szczerze polecam seans i serdecznie zapraszam do dalszej części tekstu po nadrobieniu odcinków z 2023 roku.

W drugim sezonie najbardziej mnie zdziwiła rzadka we współczesnej kinematografii niechęć ze strony studia Shin­‑Ei do odcinania kuponów. O ile na początku jeszcze tak tego nie widać, o tyle byłem zdumiony, gdy zrozumiałem, że zespół kierowany przez Hiroakiego Akagiego (reżyser) i Jukkiego Hanadę (scenariusz) świadomie podniósł sobie poprzeczkę. Żeby to lepiej wytłumaczyć, wróćmy na chwilę do poprzedniej części. Można ją podsumować jako specyficzny zalążek budowania relacji miłosnych między Kyoutarou Ichikawą a Anną Yamadą, jednak w dużej mierze chodzi w niej o poznanie bohaterów i prezentację lęków protagonisty. Tytułowe „niebezpieczeństwo” mogło być dla Kyoutarou zarówno poczuciem zagrożenia przed zmianami, jakie wniesie miłość, jak i jego nieprzepracowanymi bolączkami. W finałowym odcinku pierwszego sezonu chłopak wypłakuje się w ramię swojej jeszcze­‑nie­‑dziewczyny, w pełni odsłaniając targające nim emocje. Zatem sezonu nie zakończono wielkim miłosnym wyznaniem, a szczerą próbą otwarcia się na drugiego człowieka, co moim zdaniem dowodzi większych ambicji autorów serialu. To nie tylko nastoletnia komedia romantyczna, ale również seria kojąca (iyashikei) z mocnymi akcentami psychologicznymi. Z tego powodu Boku no Kokoro no Yabai Yatsu z 2023 mogło przyciągnąć widzów niekoniecznie zainteresowanych oglądaniem wyłącznie wzdychających do siebie nastolatków. Z perspektywy producentów wystarczyłoby kontynuować obrany kierunek i przyznać sobie premię, prawda? No niby tak, ale…

Nowy sezon jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń i początkowo spodziewałem się, że po emocjonalnej spowiedzi Kyoutarou relacja między bohaterami będzie zacieśniać się coraz szybciej. Owszem, już w pierwszych odcinkach chłopak uzmysławia sobie, jak bardzo kocha swoją ładną, acz nierozgarniętą koleżankę. Jednak kolejne wydarzenia nieco mnie zaskoczyły. Nasi bohaterowie weszli w specyficzny status relacji damsko­‑męskich, kiedy dwoje ludzi nie jest jeszcze parą, lecz zarówno oni, jak i otoczenie wiedzą, że to już nie jest zwykła znajomość. Nie będę zdradzać szczegółów, ale właśnie trwanie w tym stanie i próba przejścia na wyższy poziom zajmuje w tym sezonie znaczną część czasu. Zatem z serii obyczajowej o zakochanych nastolatkach z problemami coraz wyraźniej skręcamy w stronę klasycznego gimnazjalnego romansu. W dodatku takiego, w którym bohaterowie nie tyle robią krok w swoją stronę, ile raczej drobią jak gejsze.

Jeżeli komuś na samą myśl o powolnie budowanej romantycznej relacji młodych ludzi zapaliła się czerwona lampka, to nie będę go obwiniać. Gdybym dostał taki opis, to sam skierowałbym kursor myszki w stronę strzałki „wstecz”, a następnie usunąłbym serię z listy „do obejrzenia”. A mimo to, choć studio postawiło przed sobą karkołomne zadanie zrobienia z długiego, nastoletniego dramatu czegoś wciągającego, to wyszło z tego zwycięsko. Jakim cudem? Właśnie nad tym zagadnieniem głowiłem się przez dobre kilka tygodni po seansie.

Zacznijmy od czegoś, co łatwo ocenić „obiektywnie” – seria cechuje się znakomitą strukturą. Zdarza się, że nawet dobre kontynuacje romansów (np. Ijiranaide, Nagatoro­‑san 2nd Attack) mogłyby być de facto częścią jednej dłuższej produkcji. Na szczęście pod tym względem Boku no Kokoro no Yabai Yatsu prezentuje się wybornie. Każda z odsłon ma starannie zaplanowany zestaw wydarzeń, wprowadzenie nowych postaci przebiega naturalnie, a bohaterowie są konsekwentni w działaniach. Również w szerszym obrazie wszystko gra – widać, dlaczego serię podzielono na sezony, jednak pomimo nieco odmiennego tonu, wydarzenia i rozwój postaci wynikają z wcześniejszych działań bohaterów. Krótko mówiąc, każda część jest wyraźnie wydzielona, ale jednocześnie ewidentnie przynależy do większej całości.

Inną wielką zaletą widoczną w całej serii jest znakomite odwzorowanie mentalności gimnazjalistów. Zachowują się oni mniej dojrzale niż ich licealni koledzy i nikt nie próbuje z nich na siłę zrobić „małych dorosłych”. Jednocześnie są w tym specyficznym wieku, gdzie hormony buchają z całą mocą, zaś bohaterom brakuje narzędzi i doświadczenia, by zrozumieć, przez co tak naprawdę przechodzą. To sam początek młodzieńczej wiosny, ale zamiast szczęścia i radosnej beztroski pojawiają się lęki, niepokoje, sprzeczne uczucia, a to wszystko podlane intensywnością, nad którą młodzi ludzie ledwo panują. Boku no Kokoro no Yabai Yatsu nie miałoby sensu, gdyby bohaterowie byli na przykład w szkole średniej, bo wtedy powinni zachowywać się dojrzalej. Jednocześnie reżyseria jest tak dobra, że jesteśmy świadkami nieraz żenujących epizodów pokazanych w absolutnie nieżenujący sposób. Znakomitym przykładem (choćby z pierwszego sezonu) niech będzie fakt, że nastolatkowie rozmawiają o masturbacji, a ja, reagujący alergicznie na tego typu tematy w anime, nie czułem żadnego dyskomfortu.

Skoro mowa o gimnazjalistach, serial znów nie zawodzi w kreowaniu głównych postaci, pozwalając im na zmiany. W recenzji poprzedniego sezonu pisałem, że dysponują oni określoną pulą wad, jednak zamiast ukrywać ich niedociągnięcia i skupić się na pozytywach, reżyser wysuwa je wręcz na pierwszy plan. Według mnie był to klucz do sukcesu serii, dowodzący, że ideałów nie ma, a dobre relacje można zbudować właśnie wtedy, gdy znamy drugą połówkę na wylot. Co prawda studio nie boi się kontynuować trendu i eksponuje słabostki postaci, lecz tym razem obserwujemy, jak nieopierzona dwójka nastolatków próbuje walczyć ze swoimi przywarami. Do Anny jeszcze wrócimy, na razie chciałbym opowiedzieć coś więcej o Kyoutarou Ichikawie. Bohater coraz lepiej rozumie swoje uczucia, lecz zderza się z kolejną mentalną ścianą, czyli poczuciem niższości względem swojej atrakcyjnej wybranki. Nastoletni związek zakompleksionego chłopaka i nadzwyczaj popularnej dziewczyny – brzmi znajomo? No pewnie! Jednak jakimś cudem to działa. Jeżeli miałbym wytłumaczyć dlaczego, to przyczyny szukałbym w działaniach protagonisty. Owszem, tempo zmian nie jest najszybsze, lecz tak samo jak w pierwszym sezonie Kyoutarou konsekwentnie otwierał się na ludzi, tak tu odcinek za odcinkiem próbuje udowodnić samemu sobie, ile jest wart. Szczerze mówiąc, mnie przekonał – oczywiście, wśród jego zalet pojawi się kilka cech typowych dla tego gatunku (mój kolega ukuł kiedyś zabawną frazę, że w każdym szanującym się shounenie musi być odpowiednia ilość yakusoku i mamoru, czyli deklaracji „obiecuję” i „ochronię”). O jakości scenariusza przesądzają jednak nietypowe jak na zakompleksionego japońskiego nastolatka działania. Kyoutarou wykazuje społeczną odwagę, chęć przegadania i przepracowania problemów, a nawet życiową zaradność. Wątkiem, który ładnie łączy nietypowe zalety chłopaka z dobrze znanymi z romansów cnotami, jest historia fana śledzącego w Internecie działalność Yamady. Ichikawa dowodzi nie tylko troski i szczerego uczucia, ale też inteligencji, przebiegłości i dobrego zrozumienia mroczniejszych akcentów ludzkiej natury. Jednocześnie wciąż zachowuje się jak typowy młody nastolatek, panicznie lękający się niezręcznych momentów i wyznań. Znakomicie napisana postać, nawet jeśli na pierwszy rzut oka podejrzanie znajoma.

Muszę koniecznie pochwalić obsadę drugoplanową. O ile w pierwszym sezonie pozostawała w cieniu zakochanej pary (za to ze starannie wyznaczonymi funkcjami), o tyle teraz poświęcono jej więcej miejsca. W pierwszym sezonie całkiem dobrze poznaliśmy rodziców i siostrę Kyoutarou, całą trójkę uroczo zwyczajną. Choć w tej odsłonie również spędzimy z nimi trochę czasu i bardzo dobrze uzupełniają środowisko, w którym chłopak dorasta, to nieco mocniej zaakcentowano dotychczas mało znaną rodzinę Anny. Nie wiem, czy tylko ja tak uważam, ale jednym z wyznaczników wysokiej jakości seriali jest wprowadzenie nowego bohatera, którego zachowanie doskonale tłumaczy portret psychologiczny wcześniej poznanej postaci. Tak jest i tu – gdy w końcu pojawił się ojciec Anny, w moim mózgu pootwierała się cała masa szufladek wyjaśniających, dlaczego główna bohaterka postępuje w określony sposób. Ba, poznawszy lepiej państwa Yamadów, w końcu zrozumiałem, dlaczego dziewczyna może być romantycznie zainteresowana Kyoutarou.

Drugą ważną grupą jest szkolna ekipa i tu również wprowadzono kilka interesujących zmian. Im więcej osób domyśla się, że między Yamadą i Ichikawą coś wisi w powietrzu, tym mocniej reagują na ich relację. Nie są to zawsze reakcje miłe i sympatyczne. Jednak nawet jeśli ktoś ma wobec nich złe, nieprzychylne lub zwyczajnie głupie zamiary, nie znajdę tu osoby, którą mógłbym nazwać czarnym charakterem. Zresztą także ci życzliwie nastawieni do tego związku nieraz wyświadczają naszej parze niedźwiedzią przysługę. Ponownie, zważywszy na ich wiek, nie ma się czemu dziwić: rozsądnym uczniom brak doświadczenia, najbliższe przyjaciółki chciałyby pomóc, ale wchodzą na obcy dla siebie teren, nawet rywale Kyoutarou nie do końca wiedzą, czego tak naprawdę chcą od życia. Choć spora część uczniów przeżywa podobne katusze wynikające ze szkoły uczuć, są oni zróżnicowani i zapadają w pamięć. Szczególnie ciekawie prezentuje się druga portretowana para, będąca na podobnym etapie relacji, czyli Honoka Hara i Kenta Kanzaki. Również oni wywodzą się z komediowych stereotypów: on jest niedojrzałym (nawet jak na swój wiek) chłopakiem o energii i entuzjazmie labradora, ona zaś solidnie zbudowaną, rozsądną, nieco zakompleksioną dziewczyną. Ich związek stanowi świetny wątek drugoplanowy, ale i znacząco wpływa na relację Anny i Kyoutarou, gdzie cała czwórka może się uczyć od siebie nawzajem.

Na koniec pozostawiłem samą Annę Yamadę, postać jednocześnie najbardziej zagadkową i problematyczną w tej układance. Z jednej strony studio stosuje podobny jak w pierwszym sezonie trik, otaczając bohaterkę dostatecznie dużą ilością koleżanek, byśmy poznawali jej charakter przez interakcje, a nie deklaracje czy monologi wewnętrzne. Z drugiej – ponieważ spędza coraz więcej czasu z Kyoutarou i coś zaczyna się między nimi dziać, nie udałoby się sensownie poprowadzić tej postaci, oddając pole wyłącznie chłopakowi. Scenarzysta bardzo ostrożnie dawkuje informacje, kreśląc protagonistkę, która niby coś o sobie opowiada, ale jednocześnie nie zdradza zbyt wielu emocji poza oczywistym uczuciem do Kyoutarou. Stąd zalecam śledzenie jej nielicznych zwierzeń w poszukiwaniu drugiego dna wypowiedzi. Wydaję mi się, że w jednym z nich znalazłem satysfakcjonującą odpowiedź na pytanie o jej kompleksy – moim zdaniem Anna ma świadomość swojej atrakcyjności, ale obawia się, że poza urodą nie posiada niczego innego do zaoferowania. Zważywszy na to, że serial od samego początku porusza dojrzałe zagadnienie, czy przypadkiem jako społeczeństwo nie mylimy miłości z fizycznym pożądaniem (i wcale nie uspokaja widowni, także tej starszej), to jest to lęk uzasadniony. Jednak to postać dość enigmatyczna i nie zdziwię się, jeśli znajdą się inne ciekawe klucze interpretacyjne.

Mimo to, ile bym się nie nachwalił tej serii, animacja nie uchroniła się od wad papierowego pierwowzoru. Na potrzeby recenzji spróbowałem zapoznać się z mangą, lecz słowo „spróbowałem” jest tutaj kluczowe. Szczerze mówiąc, gdybym zaczął od komiksu, chyba nie odważyłbym się sięgnąć po anime. O ile w serialu doświadczamy młodzieńczego napięcia wynikającego z budzących się w bohaterach popędów, o tyle w papierowym pierwowzorze dostajemy tony fanserwisu, który w dodatku dotyczy gimnazjalistów… Nie będę jednoznacznie oceniać mangi, bo nie przebrnąłem przez całość, podobno w pewnym momencie robi się lepiej. Natomiast odnoszę wrażenie, że studio wzięło szkielet tej historii i przedstawiło ją w sposób bardziej wyrafinowany i zdecydowanie przyzwoitszy. Niemniej Anna Yamada jest bohaterką narysowaną w sposób mocno „kobiecy” i choć scen fanserwisowych mamy niewiele, to jednak ich obecność trochę mi zgrzyta. Poza tym, jako że przez dłuższy czas możemy się nie domyślać, dlaczego dziewczyna wykazuje tyle cierpliwości wobec swojego niepozornego wybranka, to czasami przemknęła mi przez głowę myśl, czy jednak nie została wymyślona jako „waifu” sezonu, by ułatwić sprzedaż kolejnych tomów mangi i gadżetów. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – jest to ledwie fałszywa nuta w świetnie napisanej partyturze, ale zważywszy na wiek bohaterów, piętnuję to podwójnie surowo. Ponownie jak przy recenzji pierwszego sezonu – jeżeli komuś takie kwestie nie przeszkadzają, to może śmiało dodać do finalnej oceny cały punkt.

Przejdźmy jednak do aspektów jednoznacznych w ocenie: serial trzyma dobry poziom techniczny. Jest to bardzo estetyczna produkcja z licznymi lokacjami, zróżnicowanymi projektami postaci, porządną animacją i z szalenie bogatą mimiką. Nieco rozjaśniony finałowy efekt kadrów (być może osiągnięty przy pomocy jakiegoś filtru graficznego) buduje oniryczny, sentymentalny nastrój, dodający serii odrobiny niewinności. Również muzyka trzyma klasę, z tym że piosenki podobają mi się mniej niż w pierwszym sezonie (za to widać, ile pracy włożono w animację czołówki). Osobną kwestią jest obsada i o tym trzeba zdecydowanie wspomnieć szerzej. Shun Horie (Migi w Migi to Dali, Kazuya Kinoshita w Kanokari) tworzy znakomitą kreację, grając głosem łamiącym się, pełnym bezsilności, ale i nieraz nieco komediowego, tłumionego gniewu. Seiyuu wybornie uchwycił wiek gimnazjalny bohatera, którego głos jest zazwyczaj męski (choć nieco pozbawiony pewności), ale też zdradza nie całkiem zakończony proces mutacji. Partneruje mu Hina Youmiya (z głównych ról wcześniej wystąpiła chyba tylko jako Kuumi w Ars no Kyojuu) – podejrzewam, że to z powodu kreacji nierozgarniętej gimnazjalistki została wyróżniona na osiemnastym rozdaniu Seiyuu Awards w kategorii wschodzących gwiazd. Nie ma się zresztą czemu dziwić, młoda aktorka świetnie balansuje między komediową gapowatością i nie najbystrzejszym dedukowaniem a nadzwyczajną skrytością i tłumionymi emocjami. Tej wspaniałej dwójce towarzyszy rewelacyjna, wyrównana ekipa głosów drugiego planu, w której w zasadzie każdego mógłbym wyróżnić.

Po pierwszym sezonie byłem przekonany, że jest to anime dla szerokiego grona odbiorców. Jednak, jak to bywa w przypadku serii, które trochę eksperymentują, po nowej odsłonie nie mam już tej pewności. Związek między bohaterami rozwija się bardzo wolno, podejrzewam, że dla wielu do przesady. Jeżeli ktoś ma alergię na romanse, gdzie jedna strona jest atrakcyjna i nadzwyczaj wyrozumiała, także może się zniechęcić. Owszem, Boku no Kokoro no Yabai Yatsu to perła w kategorii historii o zamkniętych w sobie mężczyznach oraz zakochanych w nich pannach i niewiele tu rzeczy, do których mógłbym się przyczepić. Dla wielu widzów problem może jednak tkwić w samej klasyfikacji. Co więcej, odnoszę wrażenie, że serial nie bierze jeńców, jeśli chodzi o gimnazjalną perspektywę i ukazywanie burzy hormonów. Jeżeli ktoś nie pamięta tego okresu albo zwyczajnie nie był w tym wieku młody i głupi (od tamtego czasu stałem się głównie starszy, ale te czasy jeszcze pamiętam) lub jego młodość upływała pod znakiem przyspieszonego dojrzewania, to możliwe, że zwyczajnie odbije się od tej serii. Pozostałym polecam z całego serca – to znakomity, choć bardzo specyficzny romans, w którym każdy odcinek sprawił mi mnóstwo przyjemności. A to wszystko w produkcji o tak niepozornych założeniach fabularnych.

Serial może pochwalić się jeszcze jednym elementem, którego w momencie pisania nie posiada wspomniana na początku recenzji mocna konkurencja. Chociaż manga jest wciąż wydawana, druga część kończy się w bardzo satysfakcjonującym punkcie. Nawet jeżeli jakimś cudem nie powstanie trzeci sezon, nie da się powiedzieć, by seria sprawiała wrażenie „pozostawiającej niedosyt”. Jasne, w tej relacji tkwi jeszcze ogromny potencjał i z radością przywitam kolejne odcinki przygód Anny i Kyoutarou, natomiast jeśli ktoś trafi na tę recenzję po latach, to uspokajam, że nawet gdyby nie zekranizowano całej mangi, te dwa sezony zostały poprowadzone jako kompletna, w pełni satysfakcjonująca historia.

Sulpice9, 21 maja 2024

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Shin-Ei Animation
Autor: Norio Sakurai
Projekt: Masato Katsumata
Reżyser: Hiroaki Akagi
Scenariusz: Jukki Hanada
Muzyka: Kensuke Ushio