Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Komentarze

Jiri50

  • Avatar
    Jiri50 12.01.2025 14:43
    Re: Mongolskie bajki z morałem
    Komentarz do recenzji "Frieren. U kresu drogi"
    Wstyd! Oczywiście chodzi nie o kopciuszka . . . a o „nową” Śnieżkę.

    Nooo jak sobie pomyślę o retellingu Freiren . . . to one z tą Aurą dogadały by się przy latte. I zaprowadziły właściwe porządki w tym zacofanym i dyskryminującym demony miasteczku.

    A tak mamy:
    "-Przecież Himmela już nie ma.
    -Rozumiem. Całe szczęście. Jednak demony to bestie. Nie będę się nad tobą litować. Zasługujesz na śmierć.”

    Cóż za staroświeckie i barbarzyńskie podejście. Zupełnie nie w duchu inkluzywności. I mamy panie skandal!
  • Avatar
    Jiri50 12.01.2025 14:11
    Mongolskie bajki z morałem
    Komentarz do recenzji "Frieren. U kresu drogi"
    Obawiam się nie znam zbyt dobrze anime. Jestem tu trochę przypadkiem. I od początku staram się wybierać tytuły które mają interesujące tła. Zresztą okazuje się, że to one jakoś tak zwykle szwendają się gdzieś tam na topie. A jest paru ludzi którzy fajnie potrafią je zasygnalizować.

    Zachodnia sztuka opowiadania ważnych i interesujących historii chyba właśnie kona przytłoczona menhirem jedynie słusznej ideologii. No skoro czytający Tolkiena to prawicowe oszołomy . . . to o czym my możemy tu mówić?
    [link] To jak tu napisać dobrą i ważną historię? Skoro nawet taka np. J.K. Rowling jest atakowana. [link]

    Jak mamy coś interesującego stworzyć? Wychodzi nam taki retelling kopciuszka, że fani przed premierą już ostrzą widły i siekiery. A sądząc po ocenach największym szczęściem Disneya był by pożar wszystkich kopii i uzyskanie odszkodowania. I tyle w tym temacie. Nie ciągnijmy tego może. Niedziela jest i niech te pracowite rączki z nożyczkami mają wolne. ;-))

    Swoją drogą generalnie co tu mamy? Twórczo rozwinięty wątek Aragorn – Arvena? Tylko Arvena jest niedojrzałą nastolatką – bo taką ma mentalność i nie potrafi odwzajemnić uczuć? Być może. Wątki Tolkiena w świetnej ostatniej recenzji były podkreślane.
    Też ten wątek sygnalizowałem wcześniej . . . chyba dałem nawet film. świetny zresztą.

    Jak już coś jej świta co czuje Himmel, to jest za późno. I rusza powodowana: żalem, wyrzutami sumienia, spóźnioną miłością .. . czy czymś innym, do krainy umarłych. Dlaczego rusza . . . po odkupienie, no bo chyba go nie wyciągnie. Ot mają na nas tu haka! ;-)))

    Tu mamy z kolei wątek Orfeusza na który zwracał uwagę recenzent w równie doskonałej pierwszej recenzji? Cóż to dopiero za klasyka.

    To co opowieść o późnym dojrzewaniu otaku? A może coś innego?

    Przyznam się zabawa w odczytywanie trwa już sporo czasu. Ostatnio znajmy stwierdził, że Aura Gilotynniczka to mu się się kojarzy z pewnymi sytuacjami realnymi. Gdy panie pewne swego trafiają na trudnego przeciwnika w postaci poziomych przeszkód murowanych. I są mocno zdziwione . . . no jak to, mnie to nic nie pokona. I'm supergirl . . .[link]

    Cóż . . . wysnuliśmy sobie dalszy ciąg rozważań w tym kierunku. I mogliśmy tylko stwierdzić z przestrachem jaką „puszkę z pandorą” tu mamy. Sugeruję samemu sobie przeanalizować postać Aury pod tym kątem. I zastanowić się nad symboliką tej pani i jej starcia z Freiren.

    Nie wiem czy to co sobie tu dostrzegamy dając taką perspektywę, to celowe zamierzenie autorów. Nie wiem czy to prawda . . . w sumie niezależnie od tego, to jest naprawdę świetna myśl. I nawet jeśli to nie prawda to całkiem nieźle powiedziane. ;-)

    I jak tu nie lubić Mongolskich bajek z takim morałem?
  • Avatar
    Jiri50 10.01.2025 05:47
    Mongolskie bajki
    Komentarz do recenzji "Frieren. U kresu drogi"
    dzisiejszych czasach wciąż bardziej mnie dziwi że ludzie traktują anime dalej jako „bajki”,

    Noo Jasiu ze starych kawałów z brodą mówi przy takiej okazji – o jak bardzo mi się podoba twój tok rozumowania. Dzięki!

    Jeden z internautów opisując tę serię określił ją jako „nudną i fascynującą” wg. mnie zabawne ale interesujące i chyba trafiające w sedno zestawienie odczuć.

    Właśnie wybrałem się na zakupy prezentu dla Starka – nudy, żadnej walki, darcia gęby czy wymuszonego humoru. Jak się przeanalizuje co mówią i co wspominają. To wypływa nam słowo „doceniać” z jego wielorakimi aspektami.

    O relacji Fern – Stark też można sobie podumać smakowicie. I fascynująco się ponudzić. Chyba uwielbiam się tak nudzić . . ale mnie bawią bardzo dziwne rzeczy. ;-)
  • Avatar
    Jiri50 8.01.2025 19:19
    Re: Niewątpliwie ciekawe tła
    Komentarz do recenzji "Moje szczęśliwe małżeństwo"
    Co do innych rzeczy to wymagają dłuższego rozpisania.
     – Ze mnie zgodna bestia.

    To jest całkiem ciekawe, jeśli nie skupiasz się na łzawym romansidle. Albo takie uwielbiasz, i to ci pasuje. Bo w takim opakowaniu to jest sprzedawane. I to ci całkiem wystarczy do szczęścia. Też jest wtedy ok.

    Bez tego opakowania zostaje nam całkiem ciekawy dramacik dwóch osób starających się znaleźć szczęście. A oboje mają tu pod górkę ze względu na pewne problemy z bagażem swojego wychowania.

    Dodajmy do tego wątek dosyć paskudnych pań w obu rodzinach . . . i robi nam się opowieść mocno niepolityczna jak na obecne czasy. I z tego powodu dla mnie dosyć interesująca.

    Bo obecnie o pewnych toksycznościach niedobra jest mówić. Za to o innych . . jakież to modne i wygodne. Chyba w przestrzeni prywatnej więcej niż jest trzeba by na ten temat jeszcze nabazgrać. Temat niewątpliwie ciekawy.
  • Jiri50 7.01.2025 19:46:46 - komentarz usunięto
  • Avatar
    Jiri50 7.01.2025 06:26
    Zakorzenienie
    Komentarz do recenzji "Frieren. U kresu drogi"
    Nie znam się to się wypowiem.

    Bo nadal w świadomości szerszej publiki zakorzenione jest przeświadczenie, że anime = bajka dla dzieci, albo dla zwyrodnialców lubiących oglądać małe dziewczynki.


    Akurat przy pewnych rozważaniach i dyskusji prywatnej wypadało odświeżyć sobie Alta „Czysty wymysł”. Jak gość pisze, zdaje się mamy dwa nurty animacji. Z których ten Tezukowo – Miazakowy uważany jest za skarb narodowy i hołubiony.

    I ten drugi – geikowy który . . . kojarzony jest ze złem wszelakim. I otaku . . . to dla prawilnych obywateli obelaga – coś jak u nas leń i pasożyt. I bardzo nieciekawe sprawy chyba z tym się działy. Łącznie z zapapraniem wizerunku grupy przez utożsamienie ich z bardzo nieciekawym przypadkiem seryjnego mordu. Ale chyba to nie temat do tak przyjemnej serii.

    Eeee no elfka . . . raczej chyba może liczyć na pomniczek i status skarbeńka a nie na wywalenie poza nawias społeczeństwa.

    Jednak spora część animacji podobno jedzie na buncie młodych przeciw wykorzystywaniu przez wapniaków. Ale to ta część o której akurat nie mam pojęcia. Ironia losu ;-).
  • Avatar
    Jiri50 6.01.2025 17:58
    Re: Ciekawy przypadek cynizmu
    Komentarz do recenzji "Moje szczęśliwe małżeństwo"
    Odpowiadając cynicznie – to, co komentujący/recenzujący uważa za poważne, realistyczne i ważne jest dramatem, a to co uważa za przesadzone, głupie i beznadziejne jest melodramatem.
     – noo naprawdę bardzo mi się podoba to wyjaśnienie.

    OK. To ja sobie wywalam z tej pozycji melo . . . po prostu udaję, że nie widzę tych : „emocji, zwykle odpowiednio wyolbrzymionych, nawet kosztem realizmu i głębi postaci.” Ej. przerysowane emocje . . . bimbam na was . .. !

    I wtedy zostają mi tu krwiste smaczki . . . z bardzo ciekawymi odniesieniami do obecnej sytuacji w kwestiach damsko­‑męskich. Tak fajne, że aż zastanawiam się . . . oni tak specjalnie? Czy to wypadek przy pracy? Bo jeśli to ostatnie to bardzo fartowny.

    Jak to było? Miła macocha i sister wysyłają ją do jaskimi potwora, smoka czy innego sinobrodego. Trafia dziewczę na miejce kaźni . . . szuka tych szczypiec, węgli, łoża madejowego itd. Zero sprzętu.

    No nic może gość tak zębiskami i pazurami . . . no przecież bezpieczniej tera z tym misiem w lesie siedzieć niż z tymi szkaradami. Może tą mocą będzie tak przypalał. A tu nic!

    W sumie spoko loko jak mu na głowę nie wchodzić, nie wywyższać się i dram oraz fochów nie strzelać, przybranej matki po łbie nie walić, to się gość da lubić. A że panna ma deficyt lubienia . . no życie.

    Z drugiej strony facet tak jest zszokowany jej chęcią gotowania, że prędzej do głowy przyjdzie mu próba otrucia. No tak, jak kobita z własnej woli coś upichci dla męża. Może faktycznie najpierw niech Fafik to przetestuje?

    [link]

    Ciekawe . . . okazuje się przed wojną sporo pań też obowiązki domowe uważało za domenę służby, i nic nie potrafiło. Jak wynika z fragmentarycznej na razie lektury. ;-)
  • Avatar
    Jiri50 6.01.2025 14:38
    Re: Konserwa?
    Komentarz do recenzji "Frieren. U kresu drogi"
    Było i owszem, ale akurat coś mnie bardzo chłostnęło w tym temacie i myślę, że warto to podkreślić dla reszty czytających.

    Koncepcja, że może chodzi o tempus fugit i żal, że się straciło pewne szanse bo . . . 10 lat to moment też jest bardzo fajna. I niebywale aktualna jak sądzę.
    Tempus fugit . . . hmmm [link] doprawdy jakież to poruszające. Biorąc pod uwagę o czym i kto śpiewa.
  • Avatar
    Jiri50 6.01.2025 09:35
    Re: Konserwa?
    Komentarz do recenzji "Frieren. U kresu drogi"
    Omawiając tę serię, nie mogę też odpuścić jednej z wręcz „szalonych” decyzji związanych z Sousou no Frieren, jaką jest niezwykle wręcz konserwatywny wydźwięk dzieła.


    Konserwatywny? Mamy dwie bardzo silne damskie bohaterki. Nawet i mamy ciut mniej „testosteronowych” chłopaków.

    Ale mimo to ... nie ma żadnego pier . . . politycznego. Cóż za ulga zobaczyć coś gdzie nie ma tej wojny damsko męskiej. Ludzie to jak oddech po podtopieniu tymi produkcjami z zachodu. Fern może i jest za . . ta. Ale uczy się i w końcu czuje szacunek do Starka. Elfka docenia w pełni Himmela jak jest zbyt późno (znak czasów?) Takie to normalne i uczciwe, że aż boli.
    Jeszcze raz dzięki za inspirującą do przemyśleń recenzję.
  • Avatar
    A
    Jiri50 6.01.2025 08:20
    Palce lizać
    Komentarz do recenzji "Frieren. U kresu drogi"
    No chyba był czas na pewne przemyślenia ja już seria przestała być szokującą swoim rozmachem i nowością.

    Przyznaję siedzę sobie kolejny raz z mangą i wygrzebuje te wszystkie smaczki. Może za bardzo skupiłem się na szczegółach . . . i straciłem tę panoramę jaką daje nam najnowsza recenzja.

    Tajemnica sukcesu?

    Zamiast tego autor woli sięgnąć po postacie z cechami przypisywanymi milenialsom, takimi jak nieśmiałość, wycofanie, małomówność i niechęć do budowania społecznych relacji. Widziane pod tym kątem Sousou no Frieren staje się bez cienia ironii fantastyką na nasze czasy, stworzoną w sposób, który będzie zrozumiały i dla następnych pokoleń.


    Pytanie które krąży w pewnej dyskusji. Czy ta cześć tej japońskiej sztuki rysowania emocji jest dziełem otaku? Czy dla otaku. Bo na pewno to jest nie tylko dla nich. I może to jest klucz do tego jak wielu się podoba?

    Ba gdzieś tam mam dziwne poczucie, że i tak to wszystko zakotwiczone jest w pewnych powszechnych ludzkich pragnieniach. Które mamy właściwie wszyscy nie licząc przypadków ekstremalnych . . . takich jak socjopaci.

    Jakie to pragnienia? Cóż . . . chyba ta seria celowo bawi się tu z nami w ciuciubabkę. Rzucając nam wyzwanie z jakże kobieco brzmiącym intrygującym tekstem „to ty nie wiesz, a weź się domyśl”.

    [link]

    A przy takiej oprawie te poszukiwania są wręcz nomen omen magiczne. ;-)
  • Avatar
    Jiri50 4.01.2025 18:14
    Re: Wcale nie bezsensowne
    Komentarz do recenzji "Moje szczęśliwe małżeństwo"
    Oczywiście . . despise!
  • Avatar
    Jiri50 4.01.2025 18:05
    Re: Wcale nie bezsensowne
    Komentarz do recenzji "Moje szczęśliwe małżeństwo"
    Zacytuję samego się . . . perwersyjnie a nieskromnie:

    A było tak pięknie. Normalnie przypowieść na nasze czasy. Demontaż „toksycznej męskości”, przypomnienie o takiejż kobiecości czyli „no tio gdzie podziały się te złe kobiety”. Do tego przypomnienie, że facet jednak się przydaje do czegoś w życiu. Mimo płaksiowości głównej persony . . całkiem fajnie.

    I to nadal podtrzymuję i nawet mam nowe bardzo smakowite kąseczki z mangi na ten temat. Pewno . . nie zawaham się użyć niedługo.

    Dać im spokój, okruszki . . . . budowanie emocji i intymności w związku . . . może trochę jakiejś pikanterii. I mielibyśmy wyśmienitą rzecz. Z jakże potrzebnym morałem.


    Jak widać zgadzam się z Tobą całkowicie . . .

    IMO dałoby się tu bez problemu pociągnąć „czysty” melodramat bez wątków fantastycznych.


    Powiem więcej, nawet jakoś ten wątek fantastyczny przeboleję. Dla mnie symbol odrzucenia jakiego doznają dzisiejsi Jap. od rodziców bo nie stanęli na wysokości zadania i nie zajęli tego najlepszego miejsca w gonitwie szczurów. Coś tu dać musieli . . . no i jest ta moc, jest ta moc . . . ;-).

    TV rzuciłem bardzo dawno. Oper mydlanych nie oglądam od zawsze.

    No melodramat to bardzo pojemna kategoria:

    [link]

    o fabule nasyconej efektami patetyczno­‑sentymentalnymi i z zawartym w niej wątkiem miłosnym.


    Jak by to powiedzieć, nawet w definicji mamy bardzo różne tytuły i mnie np. pewne pożegnanie dziś już razi.

    Tu mamy coś takiego – [link]

    Gdzie I despite myself ... i to dalej. Zdaje się staje obecnie się hymnem mężczyzn lat 20 tego wieku. ;-))) Jest trochę wyjątków, ale tak to jest z regułami. Taaa dobra . . to niby dramat a nie melo. A dlaczego w sumie? Pożegnanie z Wiatrem już jest melo? Gdzie ta granica przebiega? Bo ja „już nóg to nie czuję”.

    I coś takiego – [link]
    gdzie dla mnie poziom tych sytuacji z – efektami patetyczno­‑sentymentalnymi . . . przekracza granice które jestem w stanie akceptować.

    Nie wiem co oni tu spartolili – aktorstwo głosowe? muzyka? te efekty specjalne? kadrowanie? To wszystko naraz?

    Nie mam pojęcia ale materiał źródłowy mają fajny . . . i tam to całkiem fajnie się układa. Tu to jest dla mnie męka.
  • Avatar
    A
    Jiri50 4.01.2025 08:13
    Nie tylko ja . .
    Komentarz do recenzji "Boku no Tsuma wa Kanjou ga Nai"
    Przyznaję trochę tych głębszych i szerszych refleksji u mnie też się pojawiło po seansie. I to nie tylko tych wojenno­‑frontowych. Chociaż akurat te bardzo mi się podobają.

    Chyba naprawdę miałbym problem z jasnym wyartykułowaniem tego wszystkiego – masa czasu i pracy. Więc jestem niebywale wdzięczny, że kolejny miły gość mnie ty wyręcza.
    [link]

    Jedyne co mogę . . . to niezdarnie podpisać się pod tymi rozważaniami i wnioskami. Jak dla mnie 10/10 jadąc tutejszym slangiem.
  • Avatar
    Jiri50 4.01.2025 07:54
    Czerwone zaciekawione uszy
    Komentarz do recenzji "Moje szczęśliwe małżeństwo"
    Trochę fantastyki czy raczej symboliki ożywiło seans.

    Przyznaję jako poszukiwacz smaczków jestem zaciekawiony.
    Fantastyka tu do mnie szczególnie bardzo nie przemawia . . nazwanie tych zjaw – groteskami (takie tłumaczenie było) świetnie oddaje to co o tym myślę.

    Ale faktycznie stwierdzenie, że mamy tu „czy raczej symbolikę” dosyć mnie „ożywiło” i jestem ciekawy jaką. Czy może tak się mówi żeby gadać. Proszę rozjaśnić ciemnemu jak tabaka w rogu chłopu o co kaman. Skoro mówimy A . . .

    Nie no . . . ciemne zbuntowane chłopstwo natrętnie widzi tu swoją symbolikę i znaki. O czym pisałem TU i tam, a te są bardzo politycznie niepoprawne.
  • Avatar
    Jiri50 3.01.2025 20:45
    Re: Wcale nie bezsensowne
    Komentarz do recenzji "Moje szczęśliwe małżeństwo"
    Sorki, ale ja to jednak odchorowałem. Tak mam, nie lubię sztuczności . . . a już miodu, biustów i dętych drętwych dialogów to absolutnie.

    Właśnie mam 3 cz mangi i zastanawiam się dlaczego oni tej produkcji to zrobili? Ja to mogę czytać i to z przyjemnością.

    Chyba to romans ma być . . .to założyli temu absurdalne szpile, z tych co przed wyjściem z łóżka zdejmujesz czysty obcas 20 cm stali. Nie to raczej jakieś absurdalne emocjonalno­‑leksykalne szczudła na których zapitalają klauny na jarmarkach.

    Widziałem niedawno fragment uwalniania Mio z ponownej czułej opieki rodzinnej na YT. Akurat to też dopiero co czytałem . . ja chyba jednak co innego tam w mandze widzę niż w tym anime. Język jest chyba zupełnie inny. Tam są proste niewymuszone dialogi? Czy co?

    To jakby inna opowieść. Tak wiem drugi sezon za pasem. Dla mnie zupełna niespodzianka. Stawiałem, że mamusia otruła tatusia . . i stąd cała afera u pana ładnego. Nieźle bym się przejechał.

    Jak by co mangę do 3 jak na razie polecam. A tak poza tym niebieskie oczy? Czy oni do reszty już ocipieli? Oczy mają być brązowe. Obowiązkowo, nic dziwnego, że ja nie padam na kolana. No ten pieprzyk trochę ratuje sytuację. Ale tylko trochę.
    Dobrej nocy! ;-)
  • Avatar
    A
    Jiri50 2.01.2025 20:08
    Pewne przemyślenia po seansie z którymi się chyba zgodzę.
    Komentarz do recenzji "Boku no Tsuma wa Kanjou ga Nai"
    Cóż nowy rok . . . i człowiek sobie czasem duma co nas czeka. Trafiłem ciekawy kawałek, sporo z tego sam bym może i napisał. Ale skoro oszczędzają moje łapki to skorzystam i wrzucę.
    [link]
  • Avatar
    A
    Jiri50 1.12.2024 08:10
    Sondaż tygodnia
    Komentarz do recenzji "Frieren. U kresu drogi"
    Ło matko, panie co to się wyprawia i wszędzie ta polityka!

    Nie mam zupełnie pojęcia czemu cała ta ostatnia dyskusja dziwnie kojarzy mi się z polityką.

    Kruszenie kopii o sondaże, kto i jak je skręcił czy kupił. Czy gość dobrze wygląda w garniturze i wystarczająco nie ma osobowości aby ten teflon tak od niego nie odpadał.

    Czy wśliźnie się każdemu bez problemu i oporu. Nie naruszając błogiego jedynie słusznego światopoglądu i nie zagrażając zmuszeniem kogoś do jakiegoś wysiłku.

    A podobno istotą tego ma być jakiś tam program, idee i przekonania. Jakieś rzeczy z sedna istoty spraw.

    Nie no ta cywilizacja to jednak naprawdę zasłużyła na to aby upaść. A jednak czasem trochę tego i szkoda.
  • Avatar
    Jiri50 26.11.2024 19:53
    Re: Mur kamiennych serc
    Komentarz do recenzji "Ijiranaide, Nagatoro-san"
  • Avatar
    Jiri50 26.11.2024 19:52
    Re: Mur kamiennych serc
    Komentarz do recenzji "Ijiranaide, Nagatoro-san"
    [link]żil_i_jego_pies
    Coś ucięło. Chyba tam była postać króla który nudził się bo brakowało mu prawdziwych przygód. I kapcaniał z tego powodu.
  • Avatar
    Jiri50 26.11.2024 19:49
    Re: Mur kamiennych serc
    Komentarz do recenzji "Ijiranaide, Nagatoro-san"
    Zgadzam się ze wszystkim co piszesz.

    Małej udało się mistrzowsko przebić przez mur. Być może miała to przećwiczone na innych panach których spławiała w ten sposób. Ale ten mur wyrastał raz po raz ponownie. A nie o to jej chodziło. I mała musiała odpowiedzieć sobie dlaczego tak się dzieje.

    Wg. mnie jest inteligentna, uważna i troskliwa . . . oraz szczera. W tym układzie to, że ładna to już detal będący bonusikiem wcale nie najważniejszym. Wbrew temu co się niektórym wydaje.

    Zdaje się te tematy już przerabialiśmy w innych miejscach związanych z Nagatoro.

    Przyznam się lubię serie które z pozoru nie mają zbyt głębokich treści do zaoferowania. I nagle bardzo zaskakują pod tym względem. Ta też taka wg. mnie jest.

    No i ten urok głównej bohaterki.

    Cieszy mnie, że ruszyłeś w tę podróż. W razie czego jest masę wskazówek w wielu wpisach. Życzę dobrej zabawy. Znajdź swoje interpretacje.

    A tak w sumie każdy facet kiedyś tam chciałby przecież ubić tego smoka czy wyruszyć na wyprawę. Jak to było [link]żil_i_jego_pies.
    Stąd chyba taka popularność pewnego gatunku.
  • Avatar
    A
    Jiri50 25.11.2024 05:54
    Czy odgrzewany kotlet jest taki zły?
    Komentarz do recenzji "Toradora!"
    - Mikołajki tuż, tuż. Może warto wielbicielom Toradory zrobić mały prezencik? Sugeruję np. takie kotlety Ami.
    - W ramach porezentu mógłbyś się po prostu zachować dostojne milczenie. A te kotlety to każdy już widział i zna. Po tylu latach jak coś takiego może być świeże i zjadliwe.
    - No nie wiem. Są tacy co nadal gustują.
    - Dobra, dawaj o tych jakichś kotletach i Ami. Co to za kombinacje. Bo już nawet nabrałem apetytu?

    - Wbrew pozorom sprawa nie jest wcale taka banalna.
    - Kotlety niebanalne? Ależ to najtrywialniejsza sprawa na świecie. Mięcho, patelnia i odrobina tłuszczu. Żadna filozofia, nie komplikujmy tego na siłę.
    - Matko co ty bredzisz. Oj widać, że „daleko od kuchni” panciowi i to bardzo. Jeśli to ma być porządnie zrobione wymaga trochę zachodu. Ale za to jak to potem smakuje.

    - Wróćmy może lepiej do tej apetycznej, jak te schaboszczaki Ami.
    - A tak, no właśnie. Odsłona pierwsza. Ami na wakacjach w tej jaskini. Złośliwie pyta Ryui czy bałby się i czuł by się samotny gdyby go teraz zostawiła samego. Sugerując przy tym, że właśnie ma ochotę wyciąć mu taki numer. Ryui odkrywa co kryje się za tym jej jej pytaniem. I odpowiada jej wieczorem na plaży. Tak bałbym się i czuł się bardzo samotny i zagubiony. Ale nie sądzę abyś Ty była osobą mogącą zrobić coś tak paskudnego.

    - Myślisz, że ona odnosi się tu do swojej sytuacji i uczuć? Hmm to potwierdzało by nasze przypuszczenie co do natury jej zainteresowania tym chłopakiem. Podejrzewaliśmy, że czuje się biedna, samotna i praktycznie porzucona przez zbyt zajętych karierą i pracą rodziców celebrytów. Dla dziecka to duży dramat i cios dla jego poczucia wartości i bezpieczeństwa. Szuka więc kogoś z inteligencją emocjonalną która pozwoli mu wyczuć to jej zagubienie i ją wesprzeć.
    - Tak, dokładnie coś takiego. I dobrze trafiła, cieszy ją, że ten chłopak jest na tyle bystry aby to zauważyć i zrozumieć. Jego też ktoś przecież porzucił więc wie co ona czuje. Do tego to, że ocenia ją tak dobrze bardzo jej pochlebia. Dla niej to najwyraźniej bardzo ważna sprawa. Aby był ktoś ją tak prawdziwie zobaczył.

    - Dobra ale gdzie tu te kotlety? Tam było to wyśmienite Curry Takatsu.

    - Chwila, coś ty głodzony czy jak? Po festiwalu Taiga nabywa statusu lokalnego bóstwa które uszczęśliwia swoim dotykiem. Przy czym np. smarowanie po łbie i kopniaczki też zaliczają się jako błogosławieństwo. No i są tacy desperaci którzy garną się jej pod tę jakże ciętą rączkę i nóżkę. W całej budzie aż huczy o tym jak w ulu. Tylko ten jeden Ryui zastanawia się, jakże cyniczne jest to, że ona nie może uszczęśliwić siebie samej. Ami początkowo kpi sobie z tej pogłoski.

    - Sedno proszę. Gdzie te kotlety!?

    - Zaraz, spokojnie, to trzeba 3 minuty smażyć z każdej strony. To wymaga cierpliwości. Dobra, koleżanki z klasy Ami wzdychają, że im też przydało by się trochę szczęścia w miłości. Bo niestety nie mają takiej prezencji jak Ami. Która dzięki urodzie może przecież praktycznie mieć każdego. I im te ciut fartu w miłości bardzo by się przydało. Ale one nie zaznały kontaktu fizycznego z błogosławiącą piąstką Tajgi.

    - Narobiłeś mi smaku. Streszczaj się. Do brzegu . . .!

    - Ami trochę wbrew swojemu zdrowemu rozsądkowi postanawia jednak sprawdzić czy może jest jakieś ziarno prawdy w tej legendzie. W końcu trochę ją Tajga przy okazji darcia kotów przecież naparzała. I kto wie może teraz będzie miała ciut więcej szczęścia z Ryuim. I jak to w animcach często bywa bez problemu zaraz namierza gościa w markecie. Akurat przy wybieraniu mięska na obiadek.

    - Oho no to to teraz wreszcie czaję już te kotlety.
    - Tak, chłopak zastanawia się co tu kupić na dobry posiłek dla Tajgi. Chce jej tym poprawić humor po przykrych przejściach z ojcem. No i zrobić konkurencję dla wykwintnych restauracji w których ona ostatnio dzięki ojcu bywała.
    - Uuuu, czyli Ami chyba cóś jakby nie pykło? Ten dotyk Tajgi nie zadziałał?

    - Owszem, niebywale rozczarowana tym Ami, złośliwie radzi Takatsu aby poszedł z wyborem mięsa na ilość. A nie na jakość, no bo Tajga i tak raczej żarta jest niesłychanie. A dobrze napchana będzie dużo mniej uciążliwa.
    - I tu chłopak całkowicie zgadza się z jej diagnozą. Ignorując przy tym jej złość. Szczerze dziękuje za tę dobrą radę jak ma uszczęśliwić małą wściekliznę. Dobijając tym bardzo już rozczarowaną Ami zupełnie.
    - Nie ma gość dla niej litości.

    - Poruszonej dziewczynie, wymyka się, że Tajga to jednak jest szczęśliwa skoro ma kogoś kto tak o nią dba. Sam zresztą to sobie zobacz: [link]
    - Nieźle, ale jak super ktoś piosenkę do tego dobrał. No proszę siadać, i co dalej?

    - Ten ton rozczarowania, nie umyka znającemu ją już dobrze chłopakowi. Po wyjściu ze sklepu wręcza on Ami dwie tacki z kupionym mięsem. Dając jej poza jedzeniem pewną cenną radę i lekcję. A mianowicie tę aby nie była dalej takim dzieciakiem i aby najpierw nauczyła się troszczyć o siebie samą. Zrób sobie sama te kotlety, zadbaj o siebie. Doceń się sama, bo na to w pełni zasługujesz. Możesz, potrafisz a nawet musisz to zrobić. Nie szukaj szczęścia w drugim człowieku i w tym co on może zrobić dla Ciebie. Szukaj tej siły w sobie. Dopiero potem myśl o drugiej osobie do bycia razem. Ale najpierw ogarnij porządnie siebie.

    - Ładnie. Co tu nam serwują? Kotlecik samoakceptacji, puree samodzielności i suróweczka z poczucia własnej wartości? Bardzo zdrowe i pożywne danie jak widać proponuje jej Ryui. Czuje się tu tę rączkę kucharza.
    - Tak, ale zdaje się jest to skuteczna dieta. Biorąc pod uwagę rozmowę jaką Ami potem odbywa z matką. I to co ma do powiedzenia chłopakowi na końcu serii.

    - A cóż to ona mówi na końcu?
    - Przede wszystkim dziękuje Ryui za ten cenny dar jakim jest przyjaźń którą jej zaoferował. Dostała od niego wszak szacunek i zrozumienie. Miała co prawda apetyt na miłość czyli to samo ale z dodatkiem bliskości i intymności. Niestety to akurat dostała Tajga a nie ona. Zresztą ku rozpaczy sporej części widzów. Niemniej teraz ona już potrafi szczerze i z dystansem odnieść się do siebie i swoich uczuć. Dotrzeć do siebie. Przyznać do strachu, zazdrości i klęski jaką poniosła gdy np. jej bezczelna osobowość została przejrzana przez Tajgę i właściwie oceniona tym plaskaczem.
    - Bardzo praktyczna lekcja dystansu do siebie oraz miłości własnej!

    Tak, niewątpliwie. Czy to jest przyjaźń czy kochanie? Oto jest pytanie jadąc klasykiem. Ami w końcu przecież docenia tę szczerość Tajgi wobec niej. Sama zobaczyła też jaką maskę nosi ta mała wnerwiająca. Dogadały się i razem zaśpiewały ten świąteczny duecik. Zapewne oglądanie innej maski pozwoliło Ami w pełni dostrzec śmieszność i małość tej osobiście przez nią użytkowanej.

    - Czy nie przesadzamy przypadkiem z mistyką tych kotletów? Zapewne będą tacy którzy zarzucą nam zbyt nachalne szukanie głębszych znaczeń w schaboszczaku. Terapia z wieprzowiną w tle? Serio? Oj będą oni bez litości cisnęli z nas bekę.
    - Trudno się mówi. W razie czego cios patelnią w czyjś pusty czerep załatwia sprawę. Tak przemoc to podobno nie jest rozwiązanie. Ale jakże często to doskonałe „pacaneum” na złośliwą ironię. Guz będzie piękny, co do ew. szczęścia to są dosyć poważne wątpliwości. Ale jak ktoś chce ryzykować.

    - Cóż dalsze tematy wymagają naprawdę sporo czasu i wysiłku. Trzeba by się zmierzyć z tym wychowaniem przez niedojrzałych rodziców co nam zasugerowała pewna ogarnięta babka i traumą jaką to powoduje. Będzie sporo czytania o bardzo trudnych sprawach.
    - Ale może kiedyś damy radę coś napisać w tym temacie o Ryui i Yasuko no i Tajdze i jej ojcu.

    - Być może. Kto wie zresztą . . . miejmy nadzieję że kiedyś wreszcie przeczytamy całość LN w „jęzka polska”. Swoją drogą wg. mnie tłumacz zrobił tu naprawdę wyśmienitą robotę. Wielki szacuneczek się należy.
    - Eeeech . . . serio liczysz na całość LN? Oj Ty to chyba masz zamiar zostać wampirem i żyć te kilkaset lat?

    - Marudzisz, masz za tydzień 11 tom mangi. „Doceń panią kundlu” i już nie skowycz.
    - Na mikołajki jak znalazł. He, he . . . coś rok temu było . . ?
    - Dobra, no klimat świąteczny czas tu zacząć. Wrzucę nam tu ten duecik. Bo natura za oknem robi nam niezłe tło.
    - [link]

    - A prezent dla mnie to już masz?
    - Nie mam pojęcia co kupić.
    - Wystarczy przecież zapytać.
    - To co byś chciał.
    - Najlepiej fajną niespodziankę.
    - A to solidna rózga spełnia te kryterium w zupełności.

    - Na wszelki wypadek Wesołych Świąt wszystkim. I zadbania o siebie.
  • Avatar
    Jiri50 23.11.2024 08:30
    Re: Mur kamiennych serc
    Komentarz do recenzji "Ijiranaide, Nagatoro-san"
    Moje rozgryzanie tego tematu oraz pewne własne doświadczenie życiowe skłaniają mnie do wniosku iż sednem związku jest dogadywanie się co wiąże się z przyjemnością jaką sprawia ci przebywanie w towarzystwie osoby którą widzisz prawdziwie.

    W tym kontekście takie sformułowanie:
    Związek z osobą o ciężkim charakterze, osobowości czy bardzo trudnej przeszłości (bądź dzieciństwie) zawsze jest wyzwaniem.

    No chyba, że jest się głuchym, lub niewidomym, lub ma gruby naoliwiony pancerz po którym wszystko spływa.
    Albo jeśli ktoś jest zupełnie skupiony tylko na sobie to wtedy partner czy partnerka stanowi tylko tło.


    Jest kwintesencją czegoś absolutnie przeciwnego do tego czym związek wg mnie jest. I nie tylko zdaje się wg mnie. Japończycy odnoszę wrażenie mają też tego świadomość o czym pisałem bardziej prywatnie na tym forum.

    Przepraszam ale nie bardzo mam ochotę na znajomość z panną Hori pod jakąkolwiek postacią.
    Zresztą nie tylko ja . . . zdaje się jest to sedno tego co się obecnie nam w naszej cywilizacji odwala.

    Oczywiście obowiązuje nas procedura nr 1. I nikogo to nie interesuje. Niemniej w związku panowie potrzebują spokoju. A nie ciągłej dramy. I nasz artysta taki spokój otrzymuje. O dogadywaniu się nie wspomnę. Mimo różnicy charakterów. Ta para to ogień i woda które potrafią być razem ze sobą nie robiąc sobie kuku.

    To zabawne akurat jestem bardzo na czasie z płaczem. Chociaż bardzo żałuję, mam taki defekt, że nie bardzo potrafię. Co w sumie bardzo mnie niszczy. Jak Noto.

    Polecam: [link]

    „Płacz jest naturalną reakcją reakcją fizjologiczną – na poziomie ciała i emocji pojawia się pobudzenie, któremu towarzyszy stan mobilizacji, kiedy zaś mija i organizm powraca do równowagi, pojawiają się łzy.”

    „Organizm potrzebuje odreagować nadmiar napięcia, a płacz jest po prostu sposobem na to, by się napięcia pozbyć, by wypłynęło z organizmu.”
    „Płacz jeśli spotka się z akceptacją, przynosi dużą ulgę. Przynosi zrozumienie, akceptację i prawdziwą bliskość.”

    „By mężczyźni mogli brać udział w bitwach i udawać, że śmierć nie ma dla nich znaczenia, trzeba było im zamknąć serce. Serce uwięzione w klatce, która sztywnieje nie przepuszcza energii do głowy – ściśnięte gardło nie pozwala na płacz.”

    „Dorosły mężczyzna musiał odciąć głowę od uczuć, od reszt ciała. Dzięki temu mógł być dzielny, dzięki temu mógł spełniać rozkazy, bo przestał czuć.”

    Zabawne może jeszcze to: „Kiedy jestem nikim, jedyne co mogę zrobić to zniknąć. Mężczyzna jest jak zwierzę, które musi walczyć, a wszelka kontuzja, która eliminuje go z walki, powoduje, że nie ma powodu, by po prostu być.”

    Nie mam pojęcia czemu akurat to zamieszczam . . . ale skoro było pytanie o płacz to może to mieć jakiś związek.

    A i z pytaniem gdzie obecnie podziali się panowie zapewne też. Ale . . na szczęścia w lasach są niedźwiedzie. ;-)
  • Avatar
    Jiri50 21.11.2024 07:16
    Re: Wychowanie bez granic?
    Komentarz do recenzji "Ijiranaide, Nagatoro-san"
    Nie istnieje . . . a granice to dla niektórych już przemoc. I wygłupiają się biegając po nich z torbami itd. aż w końcu wydarzyła się tragedia. Samo życie.

    Matko . . . a miałem się nie odzywać. Przecież wiem, że to prowokacja!

    Ktoś chce traktować związek jako wyzwanie? To co adrenalinka? Serio? A w tej kwestii to słyszałem, że fajnie jest skakać ze spadochronem z opóźnionym otwieraniem czaszy. Fun jest podobno niesamowity lecisz ziemia coraz bliżej i bliżej . . . a Ty zastanawiasz się czy wystarczająco twardy jesteś żeby jeszcze czekać. Nie próbowałem . . . ze mnie miękiszon jest. Ale jak ktoś jest hardkor to i owszem. Polecam takie skoki i takie związki serdecznie.

    Zakończę anegdotą. Facet pyta przyjaciółkę co zrobił nie tak wobec żony. Właśnie odkrył swoje bujne poroże. „Daj spokój, to nie twoja wina pociesza go kobieta. Wiesz każdemu się zdarza. Mi też, tak dla adrenaliny czasem robię mały skok w bok. I mąż nie jest tu nic winien.” Zszokowany gość chwilę leży na deskach. „Wiesz co” mówi do niej wściekły, „Następnym razem, jak będziesz czuła głód adrenaliny. To skocz sobie na bungie. Tam jak Ci pęknie gumka to rozwalisz tylko jeden bardzo pusty łeb. A w tej zabawie możesz skrzywdzić parę niewinnych postronnych osób.” Temat nie jest przyjemny, ba jest wręcz ponury. Zwłaszcza jeśli na tej gumie bujać zaczną się też czyjeś dzieci.

    Sorki ale dla mnie to zupełnie nie ta historia. Niech se ta kobieta będzie silna i niezależna. Ale musi mieć parę cech o których pisaliśmy. A to jest rzadkość.

    Matko miałem nie piłować . . . końsekwencja . . . końsekwencja.
  • Avatar
    R
    Jiri50 20.11.2024 15:46
    Czyż nie dobija się . ..
    Komentarz do recenzji "Oshi no Ko [2024]"
    Przeczytałem sobie tę doskonałą recenzję. Poprawiłem równie dobrą z sezonu pierwszego. I nie sposób z autorem się nie zgodzić w każdym punkcie. Co najwyżej dorzucę tu parę swoich odczuć i przemyśleń.

    Osobiście nawet lubię taką konstrukcję opowieści w wersji pisanej. W której autor wrzuca pewien często mniej lub bardziej sensacyjny wątek jako rusztowanie. Które służy mu potem do prezentacji różnych fajnych smaczków, klimatów, uczuć czy bardzo ciekawych i pouczających  informacji. Takie dwa w jednym, sensacja cię przykuwa a te wypełniacze czegoś tam uczą i sprawiają dodatkową frajdę.

    W naszym przypadku autor na „rusztowaniu” tragicznego i sensacyjnego wątku bliźniaków i ich rodziny rozwiesił parę bardzo interesujących szkiców prezentujących różne aspekty ze świata japońskiego show­‑biznesu. Obrazki te są nawet dla mnie dosyć ciekawe. Celowo okraszone sytuacjami sygnalizującymi toczące te światki patologie. Mieliśmy już idolki – jak dla mnie patola sama w sobie. I dalej po kolei : tv z naciskiem na tv show, teatr, manga, youtuberzy itd.

    Cóż nawet jeśli odmiany azjatyckiego popu wiszą mi jak kilo kitu. I uważam, że najlepszym podsumowaniem tego zjawiska jest konstatacja jaka pojawiła się u Alta w „Czystym Wymyśle”. Poziom artystyczny się nie liczy. Ważne aby to było na tyle łatwe do zaśpiewania, aby na karaoke trafiło. A promocja zrobi resztę. No i niezbyt wybredni ale fanatyczni fani też.

    I niestety zdaje się taki tryb podchodzenia to twórczości zdaje się dominować w wielu dziedzinach. Co możemy obserwować i w naszych seriach. Patrz np. ten serial z mangi pierwszej autorki i to co tam się odwalało. Jak to spaprali.

    I tu to mi naprawdę szkoda ludzi wrzuconych w tę maszynkę. I to się nawet trochę czuje u autora . . . ale umówmy się, że niezbyt nachalnie. Co jest moim podstawowym do niego zarzutem.

    Nie znam się na tyle aby wyszukać inne analogie zamieszczone w tych szkicach. Ale będę się upierał, że duet mangaczek jest troszkę zerżnięty. Chyba nawet w anime specjalnie z tym się nie kryli. Stąd ten soczyście zielony kolor bluzy jednej z magaczek. No ja się będę upierał, że tę bluzę gdzieś widzałem. I tę przyjaźń też. I nie robię z tego zarzutu. Ten wątek jest świetny!

    A teatr wręcz wybitny. I po prostu mnie porwał.

    Cóż można począć z taką serią. Uważam że najlepsze wątki tj. te szkice z artystycznego światka chwilami wręcz ocierają się o doskonałość, a nawet te gorzej przez mnie oceniane bo mówiące o sprawach w sumie średnio mnie interesujących też są na przyzwoicie dobrym poziomie. Przykuwając uwagę i dając ciekawe informacje.

    Niestety wg. mnie nie daje się tego samego powiedzieć o trzymającym to wszystko „rusztowaniu”. W porównaniu z  tymi miniaturkami według mnie wypada ono sztucznie, mdło i płasko. Namiętności często nie czuję, pasja mnie nie porywa, więzi bohaterów są takie sobie. Przyznam się mam spory żal do autora. Tam są takie piękne rzeczy. Matka sierota która nie usuwa problematycznych dzieci. Kobieta wychowująca je po jej śmierci. Ech cóż za zmarnowany potencjał.

    O dramacie i zmarnowanym potencjale tych którym się nie powiodło, albo ich powodzenie okupione jest tą bardzo słoną ceną nie wspomnę.

    No tak . . . główna parka jest generalnie to genialna, no i wybitnie uzdolniona po mamusi i tatusi biologicznej. Niemniej przyznajmy, że mamusia zastępcza ale zakochana w pociechach. Która do tego szefem firmy promującej talenty może wiele zmieniać w kwestii ułatwienia kariery. No to o tym chyba nie wypada wspominać. Nepotyzm to niekoniecznie Japoński wynalazek, kojarzymy to z Rzymem Borgiów. Ale zdaje się bardzo dobrze się u nich przyjął.

    Wielka szkoda, Moja Gwiazda jest gwiazdą jednego sezonu. A i to poniekąd jak zauważa słusznie recenzent jest to „zasługa” marnej konkurencji. To nadal jest raczej dosyć lukrowana opowieść tylko dla trochę mniej grzecznych i naiwnych dzieci.

    A mogło to być wg. Mnie coś kultowego. Czegoś jednak zabrakło. Czego?

    Może tego czegoś co widzę w takim małym filmiku który pozwole sobie polecić.
    [link]
    Ale może po prostu jestem naiwny.

    Dobra . . . wiem . . wiem ale ja azjatów nie rozróżniam. A już tych gatynków muzycznych to zupełnie. Co do zasady krew, pot i łzy . . . albo i jeszcze gorzej. Bardziej prawdziwe emocje i prostsze dramaty. I było by było naprawdę coś wspaniałego. A tak po prostu nie jest źle.
  • Avatar
    A
    Jiri50 12.11.2024 07:23
    Sztuka piłowania trocin . .
    Komentarz do recenzji "Ijiranaide, Nagatoro-san"
    Kolejny raz przeczytałem gdzieś o patologii z jaką mamy do czynienia w tej mandze. Obejrzałem się w lustrze uważnie, cera co prawda bednie, włos mi rzednie i psują się te zęby przednie ale . . . błysku szaleństwa i patoli nie zanotowałem. Dobra, szorstkie traktowanie Sempaia daje się prosto wytłumaczyć.

    Mała dziewczynka dostrzega chłopca który nie potrafi się bawić. Dlatego zresztą on nie chce się bawić i tkwi na uboczu. Ale ona jest uparta. Musi trochę nauczyć go tego kontaktu i dlaczego to ważne. Chmmm a tu od razu sadyzm itd. Na tym poziomie to też ładna opowieść.

    Czasem trzeba trochę potu i krwi aby się czegoś nauczyć. I odwołanie prac domowych może wyglądać fajnie. Ale bez wysiłku nie zdobywa się spraw wartościowych. Co już niektórzy zauważyli.

    Urocza w swojej żywiołowości, panna która niewątpliwie ma ADHD, no i czarny pas w judo.

    MA też troskę oraz uważność. Które umówmy się u większości „modern woman” obecnie skierowane jest wyłącznie na siebie. U niej to, o dziwo kierowane jest na innych. Co samo w sobie czyni ją już dosyć wyjątkowym przypadkiem. I dlatego to ona w zasadzie przewodzi grupie koleżanek.

    Dodajmy do tego spokój, a właściwie wystarczającą jego ilość jaką od niej dostaje. Gdy on może pracować sobie otoczony jej uważnością i szacunkiem. Aby zrozumieć czemu w pewnym momencie pomysł na to aby związać się z nią, na resztę życia, to dla niego coś tak naturalnego jak oddychanie. W pełni go rozumiem.

    W sumie po co tu się odzywać. Matko ile można piłować trociny? Przemoc? Ależ proszę.

    [link]

    Czytać ze zrozumieniem i znaleźć istotne różnice. Chociaż przy obecnej obfitości ludzików o odmiennej orientacji intelektualnej to dla wielu chyba zbyt ambitne zadanie.

    „Nie jesteście pięknymi i niepowtarzalnymi płatkami śniegu. Jesteście taką samą gnijącą materią organiczną jak wszyscy inni i my wszyscy jesteśmy częścią tej samej kupy kompostowej.”

    W sumie seria się kończy. Chyba w samą porę. Piłowanie trocin . .