x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
A kilka wątków wcześniej sama Agott ma w notatniku przygotowany zestaw zaklęć i wówczas nie stanowi to żadnego problemu.
Główny zarzut dotyczy właśnie tego, że tytuł przesadnie sili się na realizm, zamiast robić użytek z baśniowej konwencji. Pal licho celność argumentacji – problem polega na tym, że kwestie logiki świata przedstawionego nie są tu fabularnie istotne, ale narracja ciągle zachęca, żeby się nad nimi zastanawiać.
Dla mnie to brzmi jak dokładne przeciwieństwo ogólnej metody ekspozycji w tym serialu.
Re: Przyzwolenie na ableizm w recenzji?
Zaraz się zlecą genologiczni puryści :P
Dokładnie o to w tym chodzi – że można stworzyć komiks o cyckach i wypruwaniu flaków, przy którym czytelnik zaduma się nad istotą człowieczeństwa. Moim zdaniem ekranizacja zupełnie nie łapie tej proporcji.
Absolutnie nie. To moja ogólna obserwacja, za którą, jak podkreślam, stoją bardzo wydumane oczekiwania. Ostatecznie anime wielu osobom się podoba, więc chyba lepiej, że mamy dwa potencjalnie dobre utwory zamiast jednego.
Co do samych wniosków, to rozwinę trochę to, o czym napominałem w recenzji serialu. Wiadomo, że każdy ma inne kompetencje interpretacyjne i idące za tym oczekiwania, niemniej ja komiksowego Chainsaw Mana zaliczam właśnie do utworów, które nie „pozorują głębi”, ale pewną autentyczną „głębię” posiadają. Ze wszystkich motywów najbardziej lubię chyba przełożenie shounenowej formuły zdobywania poziomów mocy na zaliczanie kolejnych szczebli hierarchii potrzeb Maslowa. W połączeniu z horrorowo przerysowanymi wątkami dotyczącymi trudności w nawiązywaniu relacji czy utrzymywaniu ekonomicznej stabilności robi to na mnie druzgocące wrażenie. Nadinterpretacja? Być może, ale to już kwestia indywidualnej wrażliwości. Po prostu w ostatnich latach czytałem niewiele utworów, które równie celnie trafiałyby w jakieś moje prywatne fobie.
Co do zarzutów strukturalnych, to nie da się ukryć, że narracja Fujimoto bywa grafomańska i często potrafi on olać psychologię bohaterów czy logikę związków przyczynowo‑skutkowych, po to aby przekazać dany morał lub po prostu pobawić się formą. Szczególnie wyraźnie widać to od 12 tomu mangi, kiedy dał sobie spokój z integralnością opowieści i oddał się radosnemu eksperymentowaniu (a pod sam koniec chyba zwyczajnie się swoim dziełem znudził). Taka konwencja nie każdemu przypadnie do gustu, ale właśnie – brak jej jasnego zakomunikowania stwarza ogromne trudności w przypadku adaptacji.
Odnośnie filmu mam bowiem te same zarzuty, co odnośnie serialu. Z jednej strony ilość „fabuły w fabule” nie jest tu istotna, bo cały epizod to tylko fragment kontekstowej układanki, której ogólny sens w oryginale klaruje się na etapie 11 tomu. Z drugiej mamy jednak do czynienia z samodzielną produkcją kinową, wymagającą konkretnej struktury dramaturgicznej i puenty. W efekcie te faktycznie ciekawe, ale wymagające szerszej perspektywy wątki są marginalizowane, a za główną atrakcję robi to, co najbardziej czytelne, czyli efektowne pranie się po pyskach. Najlepiej oddają to chyba wrażenia samego Recenzenta (jak rozumiem, nie znającego pierwowzoru).
Gdybym miał szukać kulturowych analogii, to animowany Chainsaw Man kojarzy mi się filmową adaptacją Watchmen Alana Moore'a i Dave'a Gibbonsa. To podobny przypadek ekranizacji, która niby wiernie trzyma się fabuły pierwowzoru, ale zmiana estetyki, przesunięcie pewnych akcentów i oderwanie całości od komiksowego medium kompletnie wypaczają oryginalny sens. Dobrym przykładem jest przytaczana w recenzji scena wizyty bohaterów w kinie, kiedy nudzą się oni na blockbusterach, a zachwycają się filmami niezależnymi. W komiksie jest to wyjęty z dramaturgicznej narracji metakomentarz odnoszący się zarówno do niekonwencjonalnej formy Chainsaw Mana, jak i do problemów redakcyjnych, jakie miewał Fujimoto w trakcie publikacji swoich prac. W filmie, który wizualnie sam trzyma się formuły bezpiecznego, rozrywkowego kina akcji, przekaz ten jest w najlepszym razie niezrozumiały, a w najgorszym okropnie pretensjonalny. I jasne, adaptacja rządzi się swoimi prawami, ale wymagałoby to jednak zmiany ogólnej koncepcji, a nie biernego powielania kolejnych scen bez przemyślenia ich szerszego kontekstu.
Mam z tą adaptacją ogromny problem. Niby się cieszę, że tytuł zdobył taką popularność, ale też trochę mnie wkurza, że widzowie często nie sięgają po pierwowzór i w moim snobistycznym mniemaniu nie odczytują tej historii „jak należy” :D. Swoją drogą ciekaw jestem co się stanie, jeśli anime dojdzie kiedyś do tych późniejszych, faktycznie eksperymentalnych motywów. Podejrzewam, że część fanów znających tylko anime może być mocno rozczarowana.
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika Karo
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika ZSRRKnight
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika ZSRRKnight
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika ZSRRKnight
Gdy natomiast przychodzi do nawalanki, to flagowe tytuły typu Jujutsu Kaisen czy My Hero Academia są dużo bardziej kreatywne pod względem przebiegu pojedynków czy łączenia akcji z rozwojem bohaterów. Przede wszystkim system magii ofensywnej wydaje mi się tu dość płytki. Gość od klonów trochę się wyróżnia, poza tym większość zaklęć przypomina karabiny strzelające różnymi typami amunicji. Standy w JoJo to przy tym wyżyny scenopisarstwa. Brak tu jakiejś bitewnej chronomancji, teleportacji czy manipulacji wspomnieniami – czegoś, dzięki czemu walki byłby faktycznie pomysłowe i nieprzewidywalne. Nie mówiąc o tym, że część scen akcji wydaje się oderwana od fabuły.
Re: Sousou no Frieren 2 po 1 odcinku
Re: Posypanie głowy popiołem
W mandze kierowca też wypada z auta, a trzy rozdziały później jest mówione, że przeżył.
To rozróżnienie występuje tylko w anime, w mandze obie panoramy wyglądają tak samo.
kliknij: ukryte Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem, czemu potwierdzenie teorii o opowieści w opowieści miałoby wymagać wyłuskiwania jakichś scenograficznych detali. W końcu cały ten dwuodcinkowy epilog po coś tu jest.
Re: Historyczność
Też prawda.