Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 grafika: 6/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 30 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,80

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 738
Średnia: 8,62
σ=1,29

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Salva)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Natsume Yuujinchou

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Natsume's Book of Friends
  • 夏目友人帳
Widownia: Shoujo; Postaci: Youkai; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Chłopak, kot i galeria ayakashi. Niezwykła, choć mało efektowna, seria, pełna ciepła i uroku.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Takashi Natsume, od kiedy w dzieciństwie stracił rodziców, był przerzucany pomiędzy dalszymi krewnymi jak gorący kartofel. Dodatkowa osoba na utrzymaniu to jednak jest problem, tym bardziej, gdy dziecko jest zamknięte w sobie, a przy tym opowiada cały czas, że widzi stworzenia, których nikt poza nim nie może zobaczyć… Innymi słowy, nie można powiedzieć, by nasz bohater miał szczęśliwe dzieciństwo. Teraz jednak pomału jego sytuacja zaczyna się zmieniać. Nastoletni już chłopak trafia wreszcie do ciepłego domu – bezdzietnego małżeństwa, krewnych ojca, mieszkających w prowincjonalnym mieście, z którego pochodziła jego babka, Reiko Natsume. I przez tę panią właśnie, skądinąd młodo zmarłą, nasz bohater zaczyna mieć poważne kłopoty.

W tym miejscu trzeba bowiem powiedzieć, że widziane przez niego istoty nie są wytworami jego wyobraźni. Natsume dostrzega to, czego inni nie widzą – nadprzyrodzone byty, czyli ayakashi. Problem z nimi polega na tym, że one zwykle nie przepadają za ludźmi, którzy mogą je widzieć – a ostatnio zaczęły go po prostu atakować, zmuszając do szukania schronienia w najbliższej świątyni. Pewnego dnia Natsume, uciekając przed kolejnym ayakashi, przypadkowo zrywa sznur, jednocześnie niszcząc barierę, pieczętującą potężnego ducha… Który to duch jednak trochę za długo pozostawał uwięziony w posążku przynoszącego szczęście kota – maneki neko. Madara (jak każe się nazywać) albo też Nyanko­‑sensei (jak nazywa go bohater) odkrywa wreszcie przed Natsume przyczynę jego kłopotów. Okazuje się, że Reiko, obdarzona podobnymi, choć znacznie silniejszymi zdolnościami parapsychicznymi, znalazła sobie oryginalne hobby. Zamiast znaczków zbierała… ayakashi. Pokonując je, zmuszała do oddawania imion, które zapisywała w tytułowej Księdze Przyjaciół, a dzięki temu mogła daną istotę wezwać w każdej chwili i zmusić do posłuszeństwa. To samo może uczynić każdy właściciel księgi, nic więc dziwnego, że za Natsume uganiają się dwie kategorie ayakashi – te, które chcą odzyskać swoje imiona oraz te, które chcą po prostu zdobyć Księgę Przyjaciół jako taką. Nyanko­‑sensei zalicza się do tej drugiej grupy, ostatecznie jednak zgadza się chronić Natsume aż do jego śmierci – w nagrodę ma otrzymać to, co zostanie z Księgi Przyjaciół. Zaraz, „to, co zostanie”? Ano właśnie. Natsume bowiem podejmuje decyzję, jakiej nie podjął chyba żaden bohater anime na jego miejscu. Zamiast rozbudowywać kolekcję postanawia zwrócić zawarte w Księdze imiona ich właścicielom. Tak po prostu, bez żadnych warunków. Zadanie nie jest łatwe ani bezpieczne, więc Nyanko­‑sensei naprawdę może mieć nadzieję, że jego podopiecznego zupełnym przypadkiem coś trafi ze skutkiem terminalnym… Ale na razie, na razie zaczyna się lato, a Natsume pomału zaczyna rozplątywać to, co splątała jego babka.

Wbrew temu, co zapewne przypuszcza wielu widzów, stworzenie udanej serii z rodzaju „okruchy życia” jest zadaniem piekielnie trudnym. Jeśli scenarzysta nie ma do dyspozycji efektownych scen akcji, burzliwych emocji czy wreszcie mrocznej i niezrozumiałej mistyki, bardzo trudno ukryć mu najdrobniejszy błąd. A wystarczy naprawdę niewiele, jeden fałszywy ton, i seria staje się tandetną telenowelą, albo co gorsza, usypia widzów śmiertelną nudą. Fakt, mnóstwo osób takiego fałszowania nie widzi, ale niestety bardziej wyrobieni widzowie wyłapują je natychmiast i z niesmakiem odkładają tytuł w kąt. Z przyjemnością muszę więc napisać, że Natsume Yuujinchou jest pod tym względem zdumiewająco wręcz bezbłędne. Pozostaje całkowicie epizodyczne, a poszczególne odcinki obracają się wokół spotkań bohatera z kolejnymi ayakashi, jakimś jednak cudem udaje się uniknąć wrażenia odwróconego motywu „potwora tygodnia”. Księga Przyjaciół, wygodny element związujący fabułę, w większości chyba odcinków w ogóle się nie pojawia, albo pełni całkowicie drugorzędną rolę. To nie kolejna opowieść z cyklu „złap je wszystkie”, poprawiona na „oddaj wszystkie imiona”. To anime o…

Tak, to dobre pytanie – o czym w takim razie jest to anime? Najkrótsza i najbardziej prawdziwa odpowiedź brzmi – o Natsume. Jest to postać ciekawa i nie taka łatwa do opisania, jak może się początkowo wydawać. Pierwsze wrażenie jest bowiem przeciętne: ot, jeszcze jeden „mięczak o złotym sercu” z traumą z dzieciństwa – znamy, widzieliśmy. Bardzo szybko jednak się okazuje, że nie da się go zamknąć w tej szufladce. Owszem, życie go nie rozpieszczało i patrząc wstecz, widzi sceny skąpane raczej w ciemnych barwach. Ale, proszę państwa, tak się składa, że nie oskarża o to ani siebie, ani całego złego świata. Cokolwiek było, nauczył się radzić sobie z tym i teraz, po raz pierwszy od bardzo dawna w przyjaznym otoczeniu, zaczyna pomału się otwierać na innych. Jego rezerwa wynika raczej z tego, że nie chce sprawiać kłopotów niż z niechęci do rodzaju ludzkiego. To samo można powiedzieć o jego stosunku do ayakashi. Szybko można przekonać się, że nie jest całkowicie bezbronny, a jego wyrozumiałość i gotowość do niesienia pomocy nie wynikają z prostej słabości. To część tego, co w którymś momencie – choćby podczas jego spotkania z egzorcystą Natorim – staje się jego świadomym wyborem, zaakceptowaniem swojego miejsca na granicy między oboma światami. Twórcy nie zamęczają nas przy tym monologami wewnętrznymi bohatera, zamiast tego snując eleganckie paralele. Niemal w każdym odcinku napotykana osoba – człowiek lub ayakashi jest do jakiegoś stopnia odległym odbiciem samego bohatera, a losy tej osoby pokazują, co mogłoby być, gdyby wydarzenia potoczyły się inaczej lub pozwalają Natsume spojrzeć „z zewnątrz” na jakąś kwestię. Najwyraźniej widać to, jeśli porównamy Takashiego i Reiko, obdarzonych tym samym darem, a przy tym całkowicie różnych. To chyba zaskoczyło mnie w tej serii najbardziej – spodziewałam się, że ukazywana w retrospekcjach jako rówieśniczka bohatera babcia będzie wcieleniem cnót wszelakich i surową, samotną wojowniczką, starającą się chronić ludzi przed szkodliwymi ayakashi. Nie zdradzając za wiele, powiem tylko, że z owych retrospekcji wyłania się obraz dziewczyny pełnokrwistej, żywej i obdarzonej (łagodnie mówiąc) nie najłatwiejszym charakterem.

Poza bohaterem ludziom w tym anime nie poświęcono wiele miejsca – w większości odcinków ważniejsze od nich są ayakashi. Ich świat i świat ludzi zazębiają się ze sobą, a granica czasem niebezpiecznie się zaciera. Ayakashi niewiele się od ludzi różnią – są tak samo zdolne do wszelkich emocji i tak samo nieracjonalne. Najlepszym przykładem na to może być nieznośny i nieodparcie uroczy „ochroniarz” bohatera, Nyanko­‑sensei, którego prawdziwa forma jest, zgodnie z jego słowami, potężna i pełna gracji. Najczęściej jednak widzimy go w postaci kota o kształcie zbliżonym do idealnego (czyli kulistego), upartego i gderliwego, stanowiącego dobry kontrast dla nadmiernej chwilami powagi Natsume, a przy tym będącego niewyczerpanym źródłem scen komicznych. Nawet jeśli motyw „magicznego zwierzątka” nie jest niczym nowym, tu został rozegrany tak, że Nyanko­‑sensei ma wszelkie szanse na zajęcie godnego miejsca w galerii najbardziej udanych przedstawicieli swoich gatunków – czyli odpowiednio magicznych stworzeń oraz kotów.

Na pierwszy rzut oka widać natomiast, że wysoki budżet to coś, co dostały w tym sezonie inne serie. Natsume Yuujinchou jest animowane oszczędnie, a rysunek jest dość uproszczony, chwilami celowo niestaranny. Efekt jednak nie jest najgorszy – rozświetlone, przestrzenne pejzaże nie zachwycają mnogością szczegółów, ale skutecznie budują letni, pełen słońca i powietrza klimat. Dobre operowanie światłem i kolorem sprawia, że niektóre sceny wypadają naprawdę pięknie. Zastrzeżenia miałabym jednak do projektów postaci. Sam Natsume wygląda niebrzydko, ale jak dość przeciętny statysta, a co gorsza, nie wyróżnia się niczym do tego stopnia, że chwilami miewałam problemy z odróżnieniem go od przypadkowego przechodnia. Również projekty ayakashi nie są przesadnie pomysłowe i szczegółowe – owszem, wzorowano je prawdopodobnie na japońskim folklorze, ale jednak chwilami warto byłoby pokusić się o nieco większą różnorodność. Zadbano jednak o drobiazgi – we wnętrzach często znajdują się jakieś drobne przedmioty podkreślające, że to mieszkania, a nie dekoracje, a Natsume całkiem często się przebiera. Muzyka jest ładna – może nie taka, żeby porażać urodą, ale na tyle dobra, by zwrócić uwagę na co ciekawsze utwory. Na pochwałę zasługują także obie towarzyszące serii piosenki, szczególnie Issei no Sei (śpiewane przez Shuuheia Kitę) w czołówce, chociaż Natsu Yuuzora w wykonaniu Kousukego Atari niewiele jej ustępuje.

Za produkcją Natsume Yuujinchou nie stoją żadne znane nazwiska: owszem, zarówno twórcy, jak i seiyuu to osoby w miarę doświadczone (w epizodycznych rólkach pojawia się kilka gwiazd), ale w gruncie rzeczy bez jakichś wybitnych sukcesów na koncie – raczej fachowcy niż wizjonerzy. Tym razem jednak, może nawet trochę przez przypadek, wyszła im prawdziwa perełka. Taka, którą w gruncie rzeczy niewielu widzów doceni, oskarżając tę adaptację mangi shoujo o zanudzanie widza jakimiś głupotami. Jeszcze innym przeszkadzać będą „wątki shounen­‑ai”, czyli coś, czego w tej serii nie ma nawet grama, ale czego fanki i antyfani gatunku dopatrzą się wszędzie (jasne – panowie, zgodnie z takim rozumowaniem jeśli kiedykolwiek mieliście przyjaciela, to znaczy, że jesteście homoseksualistami). Dla mnie idealne wyważenie proporcji melancholii, komizmu i refleksji w połączeniu z niezwykłym ciepłem sprawiło, że Natsume Yuujinchou uznałam za serię naprawdę magiczną. W dodatku taką, która powinna się dobrze starzeć. Nie oszukujmy się bowiem: krzykliwa czołówka „kultowych hitów” zmienia się jak kalejdoskop, w kolejnych sezonach bardziej kolorowa bielizna, bardziej błyszczące mechy, bardziej zaawansowane CG i bardziej przesadzony dramatyzm będą sprawiać, że coraz to nowe tytuły w oczach „prawdziwych fanów” staną się godne miana tego jedynego anime wszech czasów. A ja tymczasem spokojnie dołączam Natsume Yuujinchou do elitarnego grona serii, które zawsze już polecać będę zaufanym znajomym jako coś, czego nie należy przeoczyć.

Avellana, 18 października 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Brain's Base
Autor: Yuki Midorikawa
Projekt: Akira Takada, Tatsuo Yamada
Reżyser: Takahiro Oomori
Scenariusz: Ken'ichi Kanemaki
Muzyka: Makoto Yoshimori

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Natsume Yuujinchou na forum Kotatsu Nieoficjalny pl